Zaczynaliśmy jeszcze przed amnestią

17 września 2021

Nowy projekt medialny Jarosława Malika rekomenduję, bo autora znam z najlepszej strony od prawie czterdziestu lat. Współpracowałem z nim przy przedsięwzięciach, które realizował w trudnych warunkach działalności podziemnej lat 80: „Ulotce Świętokrzyskiej”, Skarżyskiej Oficynie Wydawniczej oraz „Nurcie”. Wszystkie się udały. Dlatego teraz nie potrzebuję szczegółów, żeby do kolejnych jego planów zachęcić.

Łukasz Perzyna

Zaczynaliśmy jeszcze przed amnestią, a ściślej bezwarunkowym wypuszczeniem więźniów politycznych, jakie we wrześniu 1986 r, żeby rozbroić opozycję, ogłosili niedawni autorzy stanu wojennego: generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak. Jarosław Malik, którego znałem jako przyjaciela mojej koleżanki z klasy w Liceum Batorego, zadzwonił do mnie z automatu ulicznego. Zaproponował spotkanie. Od razu domyśliłem się, o co chodzi. Od dawna w środowisku mawiano, że Jarek, wtedy student Politechniki Warszawskiej „coś robi”. Znałem też jego rozległe zainteresowania: w akademiku „Pod Orłem” nie tylko prowadził radiowęzeł ale jedną z jego audycji o młodzieży nagrodzono w ogólnopolskim konkursie. Nie ulegając stereotypom, jako syn profesora nauk technicznych wiedziałem też, że o ile humaniści z wykształcenia wiele gadają – to adepci wiedzy ścisłej… sprawniej coś konkretnego wykonują. Przekonałem się o tym powtórnie, gdy już bez udziału Malika, w przełomowym 1989 wystawiałem w „Teatrze Nailu” na Politechnice Warszawskiej spektakl „Opowieść o stanie wojennym”, w którym rolę pułkownika Ryszarda Kuklińskiego odegrał szef ursynowskiego Komitetu Obywatelskiego i dawny działacz podziemia Krzysztof Żmijewski, zaś wszyscy odgrywający zomowców statyści poubierani byli w autentyczne panterki milicyjne, bo sfrustrowani nieskuteczną obroną ustroju szeregowcy aparatu represji gotowi byli wtedy za flaszkę oddać nawet własną matkę, a co dopiero uniform.

Wtedy w marcu 1986 r. umówiliśmy się z Jarosławem Malikiem w „Tokaju” na Marszałkowskiej, kawiarni przy ośrodku kultury węgierskiej, wygodnej, bo można tam było spokojnie pogadać, gdyż ze względu na nieco wyższe ceny oraz położenie na piętrze gmachu i konieczność wdrapania się po stromych schodach nie trafiali tam zwykle drobni pijaczkowie, wszechobecni w lokalach gastronomii czasów PRL. Malik powiadomił mnie, że istnieje już SOWA i wkrótce wystartuje pismo „Nurt”. Miał ambicje, by rodzinne Skarżysko i cały Region Świętokrzyski stały się ważnymi punktami na mapie antykomunistycznej opozycji. Nie minęło parę lat, a tak zdarzyło się rzeczywiście.


Wyraziłem gotowość pisania pod własnym nazwiskiem, ale Jarosław Malik taką możliwość wykluczył, jako ułatwiającą namierzanie pisma i oficyny. Umówiliśmy się więc na konkretny pseudonim. Poprosił mnie tylko, żeby nie używać go w innych mediach podziemnych, bo znowu pomagałoby to bezpiece w tworzeniu mapy wydawnictw niezależnych i powiązań między nimi. Na początek zamówił u mnie przedmowę do „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego o sowieckiej zbrodni katyńskiej i daremnym poszukiwaniu jej ofiar przez londyńskie władze emigracyjne. A także komentarz bieżący. 

Po paru tygodniach zaanonsował się znów przez telefon i pojawił u mnie na Kopernika z gotowym egzemplarzem wydanej przez Skarżyską Oficynę Wydawniczą książki oraz „Nurtu”, który wkrótce zaczął ukazywać się pod marką „Ulotki Świętokrzyskiej”. Stale utrzymywaliśmy kontakt. Czasem zaglądał do mnie świeżo po wizycie u mieszkającego w pobliżu na Powiślu Stefana Bratkowskiego, wtedy zwykle zostawiał mi jego „Gazetę Mówioną” nagraną na magnetofonowej kasecie. Kiedyś przywiózł do mnie na przechowanie blachy wydania wspomnień Antoniego Hedy „Szarego”, legendarnego antykokunistycznego partyzanta z Ziemi Świętokrzyskiej. Hedę, który uwolnił więźniów i na jedną noc uzyskał kontrolę nad wojewódzkimi Kielcami, bo za sprawą pozorowanego ataku na kierunku skarżyskim podstępem wywabił część załogi ubeckiej i wojskowej z miasta, miałem zaszczyt już w nowej Polsce nagrywać w 50. rocznicę tych wydarzeń dla głównego wydania „Wiadomości TVP”. Ale uwieczniłem też kamerą wspomnienie zwykłego szewca, którego płk. Heda wtedy uwolnił zza krat, po tym jak czerwoni go posadzili, bo w jego warsztacie „leśni” prowadzili drukarnię.


W latach 80 pisaliśmy i drukowaliśmy również my. A Jarosława Malika nazywano partyzantem. Po części ze względu na jego ogromny sentyment dla leśnej tradycji i coroczną bytność na Wykusie, ale też energię i sprawność w codziennym opozycyjnym działaniu. Przestrzegał perfekcyjnie podziemnych zasad BHP, co pozwalało minimalizować straty.


Zdarzały się akcje prawie komandoskie, jak wtedy, gdy umówiliśmy się, że jadąc do Zakopanego przekażę na dworcu Kraków-Płaszów konkretne materiały człowiekowi, którego tylko imię – zapewne robocze konspiracyjne – znałem. Zgodnie z umową stanąłem w drzwiach wagonu i spojrzałem na peron, który okazał się pusty. Dalej jednak rozglądać się nie musiałem, bo ktoś stojący za mną w korytarzu zakopiańskiego pociągu wypowiedział moje imię. Nazwiska tej osoby nie znam do dzisiaj. Podobnie w trakcie spotkania w wynajątym zapewne mieszkaniu na Mokotowie znajoma Jarosława wyraziła się, że jak na studenta polonistyki – bo tyle o mnie wiedziała – jestem zaskakująco małomówny. A ja po prostu starałem się zachować powściągliwość, żeby zbędnych szczegółów nie mnożyć.


Kiedyś Jarosław Malik poprosił mnie, żebym asekurował go, gdy z akademika „Pod Orłem” niósł blachy do jakiegoś pobliskiego lokalu. Moja rola ograniczała się do tego, żebym szedł w pewnej odległości za nim i w razie, gdyby go zgarnęli, do akademika wrócił i o tym fakcie powiadomił. Problem polegał na tym, że rzecz działa się w lutym, trwała straszna śnieżyca, więc ślizgając się na chodniku i z trudem łapiąc równowagę, robiłem co mogłem, żeby ustalonego dystansu nie zmniejszać, ale jego z pola widzenia nie stracić. Skończyło się jednak happy-endem. 


Wiele lat później, pracując w „Wiadomościach TVP”, odwoziłem po emisji wieczornego wydania praktykantkę, z którą wspólnie przygotowaliśmy materiał. Dziewczyna, absolwentka podyplomowego dziennikarstwa na KUL, wynajmowała mieszkanie w okolicach placu Narutowicza. Gdy w tamtej okolicy tematy do rozmowy już się nam wyczerpały, opowiedziałem, jak w czasach drugiego obiegu asekurowałem tam kolegę z redakcji. Przyszła dziennikarka katolicka słuchała z przejęciem. 


– A czy miałeś wtedy granaty? – spytała rzeczowo.


Dla tej młodej adeptki sztuki telewizyjnej podziemna aktywność solidarnościowych struktur z lat 80 wydawała się czymś zapewnie równie odległym jak AK czy WiN, chociaż od zmiany ustroju minęło ledwie kilka lat. Na zrozumienie następnych pokoleń nie mieliśmy więc co liczyć, za to towarzyszyła nam satysfakcja, że cel został zrealizowany, nawet jeśli nowa Polska nie spełniła naszych dawnych oczekiwań. Efekty uznania za naszą działalność zebraliśmy jednak już na bieżąco.  


Wydawane przez oficynę SOWA książki rozchodziły się znakomicie, a materiały z „Ulotki Świętokrzyskiej” przedrukowywały inne tytuły drugiego obiegu. Tak było z moim tekstem „Wobec Gorbaczowa”, w którym zachęcałem do poważnego potraktowania przemian w ZSRR, bacznego obserwowania ich i wyciągania wniosków na polski użytek. Dziś wydaje się to banalne, ale wtedy wielu znanych opozycjonistów z całą powagą uznawało „głasnost'” i „pierestrojkę” za intrygę KGB, mającą wzmocnić partię komunistyczną i otumanić dysydentów.


Do „Ulotki Świętokrzyskiej” pisywałem o uwolnieniu więźniów politycznych, pielgrzymce Jana Pawła II w 1987 r, kiedy to na gdańskiej Zaspie Ojciec Święty wypowiedział pamiętne słowa do młodzieży o Westerplatte, o politycznych zwrotach Lecha Wałęsy i jego kontaktach z podziemnym kierownictwem Związku, wreszcie o „książkach zbójeckich”, nie tylko tych, co je wydała SOWA.      

  

Z rozmów w uczestnikami tej działalności czy nawet jej kibicami wiem, że Jarosław Malik stał się w „nielegalnej polityce” – jeśli użyć tytułu znanej książki Andrzeja Anusza – solidną marką. Dla mnie pozostaje tak do dzisiaj. Dlatego, gdy startuje z czymś nowym – nie ograniczę się do kibicowania. Znowu zrobimy to razem. 


Łukasz Perzyna (ur. 1965) to dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl.  Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym” (jako kierownik działu krajowego), „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. W telewizji internetowej Polityczni.pl prowadził rozmowy „Pod Palmą” (m.in. z Małgorzatą Kidawą-Błońską, Leszkiem Millerem, Leszkiem Moczulskim). Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, studiował również dziennikarstwo. Stypendysta i laureat międzynarodowego konkursu Alliance Francaise (1984 r.).   


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.