Dlaczego partia Merkel przegrała wybory

28 września 2021

Rządy Angeli Merkel, pierwszej kanclerz ponownie zjednoczonych Niemiec, która wywodziła się z wschodniej części kraju – to cała epoka. Władzę sprawowała przez 16 lat (od 2005 r.), równie długo co Helmut Kohl (1982-1998 r.) a dłużej niż Konrad Adenauer, który chociaż podźwignął kraj z ruin, urząd ten pełnił przez lat czternaście (1949-1963). Co więcej, nawet zapowiedź Merkel, że jeśli CDU wygra wybory, to ona sama nie stanie ponownie na czele rządu – nie uchroniła partii przed wyborczą porażką.

Łukasz Perzyna

Niemcy z opóźnieniem, ale jednak bezlitośnie i konsekwetnie rozliczyli Merkel i jej partię za zaproszenie uchodźców, które przed sześciu laty stało się przyczyną kryzysu migracyjnego w całej Europie.


Nic innego bowiem tej porażki nie tłumaczy. Pandemia pokazała wprawdzie Niemcom, podobnie jak innym najbogatszym krajom świata, że nawet dobrobyt i nowoczesna służba zdrowia nie gwarantują bezpieczeństwa przed współczesną zarazą – ale podobne doświadczenia przeszły inne zamożne państwa a reakcja ich wyborców okazała się bardziej stonowana. 

Wyborcy niemieccy postąpili nader roztropnie: zamiast marnować głosy na epatujące antyuchodźczą retoryką partie skrajne jak nie wolna od brunatnego nalotu AfD (Alternatywa dla Niemiec) przypominająca dawnych wolnościowców Joerga Haidera w Austrii – oddali je na socjaldemokratów, zdolnych przejąć po chadekach władzę. I tak się właśnie dzieje. Zapatrzone z adolfową tradycję mastadonty z AfD spadły z piątego na trzecie miejsce, mozolnie wynegocjowany następca Merkel, Armin Laschet może marzyć co najwyżej o wicekanclerskim fotelu w warunkach wielkiej koalicji, co jednak stanowi mrzonkę, bo taka nie powstanie. Do władzy szykuje się Olaf Scholz z socjaldemokratycznej SPD, co stanowi dla PiS zapowiedź czasów na tyle ciężkich (chadecy raczej przymykali oko na to, co PiS wyprawia z praworządnością), że widać dbająca do końca o całostronicowe reklamy spółek Skarbu Państwa „Rzeczpospolita”… jeszcze w poniedziałek rano ogłaszała zwycięstwo chrześcijańskich demokratów z CDU/CSU. Klucza do tego, co się stało w ostatnią niemiecką niedzielę wyborczą szukać jednak wypada parę lat wcześniej. 

Imigranci zwalili się najpierw na dworzec w Budapeszcie i granicę chorwacką, zwyczajny obywatel Bundesrepubliki długo nie odczuwał, jakie reperkusje niesie za sobą pamiętna zapowiedź Merkel: przyjmiemy wszystkich. Dbały również o to tamtejsze media, z opóźnieniem – chociaż tak dbają o wolność własną i cudzą – powiadamiające o ekscesach pamiętnej strasznej nocy sylwestrowej, kiedy to tłumy śniadych przybyszów napastowały gromadnie niemieckie kobiety. Ale prawda i tak przebiła się do opinii publicznej ponad poprawnością polityczną i tworzonymi przez nią barierami. 

Ilekroć zaś te same media pokazywały zdjęcia barykad w Berlinie, wybijanych szyb i starć nastoletnich bojówkarzy z policją – rzecz nie dotyczyła nigdy dzielnic, zamieszkałych przez obywateli rodzimego pochodzenia. Exodus na zaproszenie Merkel rozrywać zaczął niby ustabilizowaną tkankę społeczną. 

Wir schaffen das, damy radę – zapowiadała Merkel 31 sierpnia 2015 r. indagowana o uchodźców, co odebrano jako zaproszenie do nich wystosowane. Skutki okazały się dotkliwe dla całej Europy. 

O tym jak Niemcy zagłosowali, w jakimś sensie stanowi naukę dla innych. 

W Polsce przed sześciu laty sprzeciw wobec kwotowego – wedle rozdzielnika Unii Europejskiej – przyjmowania imigrantów przyczynił się do podwójnego zwycięstwa PiS w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. 

Teraz imigrantów i tak mamy na białoruskiej granicy, wiemy, że pomimo stanu wyjątkowego masowo przemykają przez kordony, nad retoryką PiS przeważyła indolencja tej partii. Stanowcze wypowiedzi ministrów na konferencjach prasowych maskują tylko bezradność w terenie. Politycy Konfederacji już w czasie, gdy urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo granic buńczucznie ekscytowali się podjętymi jakoby działaniami, opowiadali o realiach z Podlasia. Mieszkańcy daleko w głębi polskiego terytorium napotykali mężczyzn ubranych w markowe ciuchy z nowoczesnymi smartfonami, niewątpliwie wyekwipowanych na drogę przez stronę białoruską. Nieproszeni goście w miejscach, gdzie biwakowali, pozostawiali po sobie opakowania z napisami w języku arabskim.  


Władza przymierza się do przedłużenia stanu wyjątkowego i urządza całe spektakle, z prezentowaniem gorszącej zawartości odebranych przybyszom telefonów komórkowych włącznie. Ale nie zastąpi to działania. Skutecznej ochrony granic po prostu. Służby graniczne powinny być rozliczane nie z efektów uganiania się za cwałującym tam z obskurną reklamówką posłem Franciszkiem Sterczewskim lecz z wyłapywania niepożądanych gości. Przed którymi mamy prawo się bronić jak każdy kraj Unii Europejskiej. 


Jak na ironię jedyną agencją unijną, mającą siedzibę w Warszawie pozostaje Frontex – wyspecjalizowany w ochronie granic właśnie. Pisowskie władze wprawdzie deklarują, że Polski z UE wyprowadzić nie chcą, ale nawet nie nawiązały z agencją współpracy. Chociaż podatki i tak na nią płacimy. Zatem co by szkodziło, żeby się przydała…

72 proc. naszych rodaków sprzeciwia się przyjmowaniu nielegalnych imigrantów (badanie Pollster z 13-14 września 2021 r.), koczujących na białoruskiej granicy. W żadnej innej mierzonej w sondażach kwestii Polacy nie są równie zgodni.


Paradoks polsko-niemieckiej analogii, jaką wysnuć można na podstawie niedawnego wyniku wyborów nad Łabą i Szprewą polega na tym, że tak jak partia Merkel zapłaciła koniecznością oddania władzy za fałszywą empatię wobec imigrantów, okazaną kosztem własnego społeczeństwa – tak partię Jarosława Kaczyńskiego w najbliższym głosowaniu wyborcy mogą rozliczyć z pozorowanej twardości, skonfrontowanej z codzienną bezradnością. Funkcjonariusze władzy potrafią wykazać się systematycznością, ale nie w uprzykrzaniu życia nielegalnym imigrantom i zarabiającym na nich przemytnikom ludzi, lecz przy okazji nachodzenia w domach dziennikarzy, akredytowanych w Sejmie, o czym pisałem niedawno na PNP 24.PL i co stanowi już przedmiot licznych interwencji poselskich.  


Już przy okazji walki z pandemią COVID-19 przekonaliśmy się bowiem, że najpiękniejsze nawet prezentacje w Powerpoincie nie zastąpią działania. Zwykłych ludzi nie interesuje dziś zawartość imigranckich komórek lecz to, aby ich posiadacze do Polski się nie przedzierali. Bezpieczeństwo naszych domów, po prostu.  


Łukasz Perzyna – dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl. Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, studiował również dziennikarstwo.

Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.