O jabłkach nie o gruszce

30 września 2021

Media głównego nurtu utrzymują, że współprawcami niedawnych głośnych afer – Budki oraz mailowej Skórzyńskiego i Dworczyka byli „dziennikarze”. To oczywiste nadużycie znaczeniowe. Zarówno Krzysztof Skórzyński z TVN jak Robert Mazurek z RMF narozrabiali właśnie dlatego, że z roli dziennikarzy wyszli.

Znamy wierszyk dziecięcy o jabłkach, które płynęły rzeką: „płyną sobie jabłka równo / a pomiędzy nimi g… / Co to płynie? – pyta babka / A gie na to: to my, jabłka”.

Łukasz Perzyna

Nie jest to oczywiście wielka poezja, ale trafnie oddaje obecną strategię medialnych baronów, którzy opisując współsprawców afer jako dziennikarzy faktycznie zamazują odpowiedzialność za nie.

Winni okazują się bowiem sami dysponenci mediów, co na nieprawości nawet należycie nie zareagowali, ale w pierwszym rzędzie politycy: szef Kancelarii Premiera pisowski minister Michał Dworczyk, który przystał na to, żeby gwiazdorek opozycyjnej stacji TVN podpowiadał mu korzystne tricki marketingowe a nawet poprawiał oświadczenia. A także jego zwierzchnik premier Mateusz Morawiecki, który jak z maili wynika, wiedział o tej współpracy i nie protestował, chociaż mógł jej zwyczajnie podwładnemu zakazać.

Suflowanie po godzinach wysokim urzędnikom państwowym żadną miarą w misji dziennikarskiej się nie mieści a sprzeczność tej praktyki z etyką zawodową pozostaje oczywista. Naganne byłoby to podpowiadanie nawet w wypadku, gdyby Skórzyński oficjalnie poglądy Dworczyka podzielał. Szczególnie jaskrawie niemoralnie prezentuje się jednak w sytuacji, gdy doradca na co dzień zarabiał na pryncypialnym krytykowaniu rządu, którego twardogłowemu ministrowi podpowiadał po godzinach.

Różnica pozostaje jedna: TVN można nie oglądać, do czego i Państwa Internautów zachęcam, skoro stacja nie tylko zawiodła zaufanie telewidzów co do reguł, zawartych w koncesji, o której przedłużenie walczyła tak zaciekle, ale również wystawiła do wiatru wszystkich moknących i marznących na deszczu i w zimnie demonstrantów, którzy przekonani, że władza TVN zwalcza, a nie szuka tam porady, bronili praw stacji jak wolności słowa. Wszystko to okazało się ściemą, jak mawiają młodzi. Bossowie prywatnej stacji nie umieli nawet zdemoralizowanego Skórzyńskiego ukarać jak należy, lecz tylko go zawiesili.

Za to na ministrów takich jak Michał Dworczyk podatki płacić jednak musimy. Swoją drogą twardy elektorat PiS może się poczuć zawiedziony, że szumne zapowiedzi repolonizacji mediów nie tylko okazały się typowym propagandowym contentem czy powiedzmy po polsku wsadem – ale że zarazem w oficjalnie atakowanej przez władze stacji szukał Dworczyk patentu na marketingową zręczność i polityczną mądrość.

Z kolei marny showman Skórzyński z chwilą, gdy podjął się potajemnego podpowiadania wysokiemu urzędnikowi państwowemu, którego na antenie zwalcza – stracił prawo do przedstawiania się jako dziennikarz, stał się propagandystą zresztą równie kiepskim, jak dowodzą efekty jego działań, jak wcześniej gospodarzem studia.

Aż dziw, że powtarzać trzeba prawdy tak oczywiste.

Z czasów poprzedniego ustroju pochodzi powiedzenie: wszystkiemu winni dziennikarze i cykliści.

Jednak nawet w PRL, gdy Mieczysław F. Rakowski został prominentem ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego oddał kierowanie tygodnikiem „Polityka” red. Janowi Bijakowi. Gdy Wiesław Górnicki stał się copywriterem tegoż generała, jako autor jego przemówień przestał przedstawiać się redaktorskim tytułem, a zaczął używać stopnia majora, szybko zresztą został pułkownikiem, bo w stanie wojennym awansowało się błyskawicznie nawet za wystawanie przy koksowniku. Również Jerzy Urban, zostawszy rzecznikiem rządu, nie ubiegał się o prezesurę Stowarzyszenia Dziennikarzy PRL, powołanego przez władze w miejsce mniej pokornego i rozwiązanego po 13 grudnia 1981 r. SDP, którą to prawdziwą organizacją dziennikarską kierował niezapomniany Stefan Bratkowski.

Teraz „Gazeta Wyborcza” z całą powagą tytułuje organizatora gorszącego ochlaju z udziałem prominentów PiS i PO, Roberta Mazurka… „dziennikarzem”. Błąd w sztuce? Czy raczej to, co w przypadku sędziów w sporcie (odsyłam do kultowego filmu Janusza Zaorskiego „Piłkarski poker”) nazywa się drukowaniem wyniku?

Fakty są znane. Ćwierć wieku temu Mazurek dokonał wyboru, stając się jednym z głównych autorów partyjnego pisma dwóch kolejnych formacji Jarosława Kaczyńskiego, PC i PiS, „Nowego Państwa”. Adresowane głównie do działaczy, nie uprawiało dziennikarstwa lecz propagandę. To był krok w jedną stronę.

O dziennikarzach da się bowiem powiedzieć to samo, co kiedyś powtarzano o mistrzach bokserskiej wagi ciężkiej: they never come back. Oni nigdy nie powracają. Dopiero wielki Muhammad Ali, ten co później zapalał znicz olimpijski w Atlancie, przełamał tę regułę. Jednak Mazurek pomimo gabarytów wydaje się raczej zawodnikiem wagi papierowej niż kandydatem na mistrza wszechwag.

To, że wieloletniego partyjnego propagandystę pisowskiego zatrudniło do rozmów z politykami niemieckie ale nadające po polsku radio RMF – stanowi wybór jego szefów. Wszak to stacja prywatna. Znaczące, że nawet nie zareagowali, gdy ich podwładny odegrał w niedawnej aferze rolę kreta, wciągającego polityków w pułapkę.

Nie postępował jednak w tym wypadku jak dziennikarz, co oczywiste. Gdyby zechciał dostosować się do redaktorskich standardów, wynająłby na 50. urodziny małą knajpkę, a nie drogą restaurację zbiegiem okoliczności niedaleko ruskiej ambasady. I zaprosiłby garstkę przyjaciół, zaś polityka – ani jednego. Ściągnął jednak na swoją pięćdziesiątkę całe stado.

Niemądrze postąpili, że się w tę pułapkę dali wciągnąć. Borysa Budkę i Tomasza Siemoniaka z PO-KO kompromituje biesiadowanie z Łukaszem Szumowskim i Markiem Suskim z PiS, których jeszcze niedawno z trybuny sejmowej mieszali z błotem za aferę z respiratorami i „lex TVN”. Jednak dla twardego elektoratu PiS równie nie do przyjęcia pozostaje fakt, że ich wybrańcy popijali z liberałami, jakby nie mieli z kim.

Dziennikarzami okazali się – cześć im za to i chwała – „paparazzi”, dzielni fotoreporterzy za sprawą których opinia publiczna mogła obejrzeć to gorszące bratanie się i kombinowanie za plecami wyborców.

Zdemoralizowanym politykom ani sprzedajnym medialnym bossom, których dziennikarzami nie da się nazwać, bo zwykle nigdy tego zawodu nie uprawiali a tolerując lub osłaniając patologie działają na szkodę wolności słowa – nie uda się przerzucić na innych odpowiedzialności za pasztet, który pozwolili sobie nam zafundować. „To my, jabłka?”. Akurat, baju baju, można odpowiedzieć w tej samej tonacji. Bo też strasznie infantylna ta historia. Duzi chłopcy tak nie robią jak Dworczyk czy Budka. Za co być może elektorat na trwałe odeśle ich obu do piaskownicy, jeśli nie uczynią tego ich polityczi szefowie.

Nie sądziłem, że na gościnnych i cenionych przeze mnie łamach Gruszki tak szybko przyjdzie mi pisać o jabłkach, w dodatku z wykropkowaniem brzydkich wyrazów, a siłą rzeczy nasuwa mi się analogia ze słynną piosenką Jana Krzysztofa Kelusa: „miało być o jeżach, nie o komunistach”.

Właśnie, dokładnie tak.

Łukasz Perzyna – dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl. Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, studiował również dziennikarstwo.

Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.