Dyplomacja w ruinie

4 listopada 2021

Dwa potężne impulsy ożywiły polskie spory o politykę zagraniczną. W trakcie posiedzenia komisji Kongresu USA Heather Conley, była sekretarz stanu z czasów administracji George’a Busha oceniła, że wobec erozji demokracji u nas Ameryka powinna się zastanowić nad dalszym utrzymywaniem wojsk w Polsce oraz naszym członkostwem w NATO. Przewodniczący komisji ds. bezpieczeństwa i współpracy w Europie wpływowy senator demokratów Ben Cardin oznajmił, że ostrzeżenia dotyczące „erozji” demokracji w Polsce przekazał wcześniej w trakcie spotkania w Sofii prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Z kolei w kraju były wiceminister rządu Mateusza Morawieckiego i poseł PiS Janusz Kowalski ocenił, że za sześć lat mogłoby się odbyć u nas referendum w sprawie „Polexitu”.

Łukasz Perzyna

Dlaczego to takie ważne? Obejmując władzę przed sześciu laty PiS  zapowiadał oparcie bezpieczeństwa Polski na umacnianiu współpracy z Ameryką. Za rządów Donalda Trumpa ogłaszano, że jesteśmy najlepszym sojusznikiem USA. Po zmianie warty – demokratyczna administracja Joe’go Bidena stawia rząd PiS pod pręgierzem. Ale jeszcze za Trumpa spotkało Polskę najgorsze z możliwych upokorzeń: uchwalenie przez Kongres i to bez głosu sprzeciwu sławetnej „ustawy 447” zobowiązującej nas do zwrotu mienia bezspadkowego, pozostałego po obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego zamordowanych przez Niemców w czasie okupacji. Chociaż spośród wszystkich drzew, jakie w Yad Vashem zasadzono ku czci bohaterów ratujących Żydów, najwięcej upamiętnia Polaków – „447” stawia nas w jednym rzędzie z pomagierami Adolfa Hitlera takimi jak Węgrzy, Słowacy czy Chorwaci. 

Z kolei w kwestii polityki europejskiej PiS zapowiadał wstawanie z kolan. Pod tym nośnym hasłem kryć sie miało twardsze forsowanie naszego stanowiska na forum Unii, ale bez rezygnacji ze związanych z członkostwem korzyści. Teraz UE blokuje należne Polsce fundusze pomocowe w związku ze stanem praworządności za rządów PiS. Unijne władze domagają się przywrócenia do pracy sędziów odsuniętych za niezależność oraz rozpędzenia powołanej za obecnych rządów Izby Dyscyplinarnej.

Wypowiedź Janusza Kowalskiego wywołała święte oburzenie wśród euroentuzjastów i w opozycji, z wyjątkiem Konfederacji. Łatwo jednak wskazać jej dobrą stronę: w demokracji nie powinno być tematów, o których nie wolno dyskutować. Również „Polexit” do nich należy.

Nieudolność obecnej ekipy w polityce zagranicznej rodzi natomiast dodatkowe, wcale nie iluzoryczne zagrożenie. Sternicy z PiS pójść mogą bowiem drogą Davida Camerona, konserwatywnego premiera Wielkiej Brytanii, który rozpisał referendum w sprawie „Brexitu” święcie przekonany, że wygrają je zwolennicy pozostania w Unii Europejskiej. Stało się jednak inaczej. Wielu Brytyjczyków żałuje już teraz powziętej naprędce przed pięcioma laty decyzji, ważącej na losie pokoleń. „Brexit” co już teraz widać pogłębił anatagonizmy pomiędzy prounijnym Londynem a eurosceptycznym interiorem. Wzmocnił separatyzm Szkotów i Irlandczyków z Ulsteru, wśród których przeważają euroentuzjaści. 

„Polexit” – co zresztą każdego tematu dotyczy – nie powinien być objęty zakazem dyskusji. Jednak organizowanie teraz referendum wydaje się nieroztropne, ponieważ niedawno, jak na skalę historii, Polacy już się w tej sprawie wypowiedzieli, przed osiemnastu laty przez dwa dni głosując w ponad trzech czwartych za przystąpieniem do Unii Europejskiej. Skoro jak dowodzą badania opinii publicznej nastawienie do członkostwa nie zmieniło się przez ten czas, powtarzanie głosowania powszechnego posłużyć może doraźnej grze polityków a nie dobru obywateli. Ze skutkiem być może jak nad Tamizą: że ci ostatni, przecież nie tylko w tej sprawie najważniejsi, żałować mogą wkrótce powziętych rozstrzygnięć. Poza wszystkim innym napięcie związane z pandemią koronawirusa nie sprzyja podejmowaniu decyzji za następne pokolenia. Oby nie miały do nas pretensji. 


Głównym motywem polskiej polityki zagranicznej powinno stać się nie handryczenie z Brukselą, Strasburgiem a tym bardziej Waszyngtonem – choćby zważywszy na nierówność sił, ale powstrzymanie imigranckiej fali, napędzanej przez białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę. Tymczasem rządzący kopiują w tej kwestii rozwiązania Trumpa z granicy z Meksykiem, za sprawą których przegrał wybory, bo kosztowny mur problemu nie rozwiązuje. Nie pomaga też wprowadzany lokalnie stan wyjątkowy. Za to pomimo faktu, że jedyną instytucją Unii Europejskiej mającą siedzibę w Polsce pozostaje wyspecjalizowany w ochronie granic wspólnoty Frontex – rządząca ekipa nie dogadała się z eurokratami co do współpracy w tej kwestii. Trudno o gorszy dowód indolencji pisowskich decydentów.


Z polskiej polityki wschodniej od dawna zniknęły oczywiste jej priorytety. Kurs wobec Białorusi i Ukrainy wyznaczać powinno nie misjonarskie wspieranie tamtejszych demokratów i eksportowanie w imieniu UE wzorców ustrojowych, lecz dbałość o prawa polskiej mniejszości za kordonem. Stan ich przestrzegania przedstawia się gorzej niż kiedykolwiek od początku transformacji. Za kratami pozostają na Białorusi liderka Związku Polaków Andżelika Borys oraz redaktor Andrzej Poczobut. Na Ukrainie gloryfikuje się ludobójczą Ukraińską Powstańczą Armię zaś Polacy nie mogą doczekać się nawet należytego upamiętnienia Orląt Lwowskich (choćby poprzez godne odnowienie ich nekropolii) a co dopiero ofiar rzezi wołyńskiej. Na nominalnie sojuszniczej Litwie, z którą współpracujemy zarówno w ramach NATO jak UE, Polacy wciąż mają kłopoty z pisownią nazwisk (litera „w” pozostaje w miejscowym alfabecie zakazana) oraz granicami okręgów wyborczych. PiS płaci cenę za słuchanie think tanków, co nie przewidziały na czas pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, Euromajdanu ani ubiegłorocznego letniego ulicznego buntu przeciw białoruskiej dyktaturze – i realizowanie polityki berlińskiej lub waszyngtońskiej (natrętny eksport unijnego modelu demokracji do Mińska za pośrednictwem telewizji Biełsat) zamiast własnej.  


Jeśli ekipa Joe’go Bidena spróbuje nas w NATO izolować, zabrać stąd wojska czy stopniowo Polskę z Sojuszu Atlantyckiego wykluczać – grozi nam, że pozostaniemy bezbronni. Nie ustrzegą bowiem polskich granic sławetne „szwejki” z obrony terytorialnej, pomyślanej swego czasu jako gwardia przyboczna odwołanego już dawno szefa MON Antoniego Macierewicza.


Łamanie praworządności w Polsce może dla amerykańskich demokratów stanowić dogodny pretekst do wdrożenia kursu izolacjonistycznego. Ten ostatni nigdy w historii Polsce nic dobrego nie przyniósł. Akurat na 11 listopada przypomnieć warto, że Polska niepodległość w 1918 r. odzyskała nie tylko dzięki geniuszowi Józefa Piłsudskiego oraz talentom negocjacyjnym Ignacego Daszyńskiego czy dyplomatycznym Romana Dmowskiego, ale również za sprawą determinacji prezydenta USA Woodrowa Wilsona, który wyzwolił swoją ojczyznę z izolacjonistycznych nawyków a w ślad za tym również… domagające się swojej państwowości mniejsze narody Europy.  


Kształt politycznej i oby wciąż wspólnej Europy po ponad półtora roku pandemii wciąz stanowi wielką niewiadomą. Zwycięstwo socjaldemokratów w Niemczech wiele zmienia. Jeszcze więcej nowych bodźców przynieść może wzrastające poparcie radykalnie prawicowego kandydata na prezydenta Francji Erica Zemmoura. Jeśli w 2022 r. pokona on Emmanuela Macrona – pójdzie być może drogą Charlesa de Gaulle’a, który wyprowadził Francję z wojskowych struktur NATO w 1966 r., żeby budować własny potencjał. Powróciła do nich dopiero w 2009 r. Zaś na Kremlu rozegra się gra o sukcesję po Władimirze Putinie, a nie jest dla nas obojętne, czy obejmie ją inteligentny i przewidywalny profesorski syn Dmitrij Miedwiediew czy z gruba ciosany „siłowik” Siergiej Szojgu. Polska musi odnaleźć się w tych wszystkich przemianach. Niezależnie od tego, kto będzie u nas rządzić.


Ekipa PiS doszła do władzy z hasłem „Polska w ruinie”, określającym stan, w jaki przejmowała państwo po ośmiu latach rządów poprzedników. Teraz w ruinie wydają się leżeć fundamenty dyplomacji pisowskiej: Ameryka, której mieliśmy stać się najlepszym sojusznikiem, nie szczędzi nam despektów. Jedynym efektem zbliżenia z Trumpem okazało się zniesienie wiz dla Polaków, ale za sprawą pandemii i związanych z tym nowych ograniczeń nie było nam dane cieszyć się z tego powodu. W Unii Europejskiej zaś rząd PiS obok Węgier staje się chłopcem do bicia i przedmiotem specjalnej troski. 


Rządzący nie tylko sami płacą, ale przerzucają na społeczeństwo koszty własnych działań, polegających na traktowaniu polityki zagranicznej jako elementu podporządkowanego krajowej propagandzie oraz wynagradzaniu stanowiskami w dyplomacji osób posłusznych zamiast kompetentnych. Po Piotrze Wilczku, profesorze od kultury innowierców w XVII wieku, którego wiedza w tej materii pozostała mocniejsza od talentów negocjacyjnych, co mogłyby pozwolić na powstrzymanie paskudnej „ustawy 447” (podobne pomysły umiał skutecznie dla dobra Polski torpedować jego poprzednik na placówce Ryszard Schnepf), ambasadę w Waszyngtonie objął Marek Magierowski, który sprawując wcześniej podobną funkcję w Izraelu pozwolił się tam opluć na ulicy, co nie najlepiej świadczy o jego waleczności i determinacji.


Odkurzyć więc wypada staroświeckie nieco pojęcie racji stanu. Dziś obejmuje ono szczelność polskich granic, dbałość o los rodaków za granicą (nie tylko na Białorusi, ale nawet w Niemczech nasza mniejszość pozostaje pozbawiona należnego jej statusu) i prestiż polskości również w godnościowym wymiarze uznania historycznej prawdy, o co trudno dziś zarówno na Ukrainie penalizującej krytykę ludobójczej UPA jak w amerykańskim Kongresie, uchwalającym upokarzające sojusznika „447”. Tylko tyle i aż tyle. Schadenfreunde z porażek rządzących, wyczuwalne teraz w opozycyjnych komentarzach, okaże się krótkotrwale: ktokolwiek bowiem obejmie z czasem władzę w Polsce, będzie zmuszony zmierzyć się z zaniechaniami poprzedników. Posprzątać po nich. I nadrabiać stracony czas. Po raz kolejny w naszej historii. 


Łukasz Perzyna – dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl.  Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, studiował również dziennikarstwo.

Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.