Łukasz Perzyna


Jarosław Kaczyński raz już za sprawą kryzysu uchodźczego wygrał podwójne wybory: prezydenckie dla Andrzeja Dudy oraz parlamentarne dla pisowskiej większości w 2015 r. Wystarczyło powiedzieć parę zgryźliwych słów wobec najlepszej sojuszniczki zmierzającej wtedy do oddania władzy Platformy Obywatelskiej – chrześcijańskiej demokratki Angeli Merkel, której niefortunne zaproszenie uchodźców do Niemiec okazało się wystrzałem z pistoletu startowego, rozpoczynającym nową wędrówkę ludów. Utwierdziło go to w przekonaniu, że tak będzie zawsze. Tymczasem Karol Marks – o czym Kaczyński ze swoim doktoratem z PRL wiedzieć musi – powiedział kiedyś, że jeśli historia się powtarza, to wyłącznie jako farsa. 

Z debaty w sprawie sytuacji na wschodnich rubieżach wynika smutny wniosek: mamy do wyboru granicę źle bronioną lub nie chronioną w ogóle. 

Rząd chciałby imigrantów powstrzymać środkami stosowanymi dotąd wobec akcji ulicznych ruchu ośmiu gwiazdek. Funkcjonariuszom Mariusza Kamińskiego lepiej jednak szło uganianie się po ulicach za nastolatkami niż wyłapywanie w lasach nieproszonych przybyszów, z których niejeden przeszedł komandoskie szkolenie. Jak nie u Aleksandra Łukaszenki to u poprzednich mocodawców.

Opozycja najchętniej wszystkich by wpuściła pod pretekstami humanitarnymi chociaż kobiet i dzieci wcześniej tak eksponowanych w mediach prawie wśród nich nie ma. Przeważają mężczyźni w wieku poborowym, którzy zamiast walczyć w swoich krajach z dyktatorskimi reżimami wolą pobierać wysoki socjal w Unii Europejskiej w przyszłości, a już teraz diety delegacyjne od Aleksandra Łukaszenki. 

Jarosław Kaczyński raz już za sprawą kryzysu uchodźczego wygrał podwójne wybory: prezydenckie dla Andrzeja Dudy oraz parlamentarne dla pisowskiej większości w 2015 r. Wystarczyło powiedzieć parę zgryźliwych słów wobec najlepszej sojuszniczki zmierzającej wtedy do oddania władzy Platformy Obywatelskiej – chrześcijańskiej demokratki Angeli Merkel, której niefortunne zaproszenie uchodźców do Niemiec okazało się wystrzałem z pistoletu startowego, rozpoczynającym nową wędrówkę ludów. Utwierdziło go to w przekonaniu, że tak będzie zawsze. Tymczasem Karol Marks – o czym Kaczyński ze swoim doktoratem z PRL wiedzieć musi – powiedział kiedyś, że jeśli historia się powtarza, to wyłącznie jako farsa. 

Farsę właśnie mamy, tyle, że wcale nie umniejsza to powagi sytuacji. Zachód i Wschód grają w ping ponga kwestią polskiej wschodniej granicy. 

Media mające zagranicznych właścicieli obsesyjnie wręcz stawiają kwestię dopuszczenia dziennikarzy do miejsc kryzysu granicznego. Natarczywość wzbudza podejrzenia, że chodzi nie o wolność słowa i dostęp do informacji: martwy, najlepiej polski dziennikarz na wschodniej rubieży stanowiłby dla demokracji zachodnich doskonały pretekst do wprowadzenia sankcji wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki, bo restrykcji przeciw Białorusi opinia publiczna państw Unii Europejskiej nie zaakceptuje bez dramatycznego wydarzenia, które by je poprzedziło w przekazach telewizyjnych. Operator więc powinien w odróżnieniu od redaktora ten incydent przeżyć, żeby scenariusz okazał się skuteczny.

Jeszcze mocniej propaguje się dostęp organizacji pozarządowych do strefy nadgranicznej, co rysuje się już jako zupełna aberracja. Pamiętamy, co wyprawiały w spokojniejszych miejscach i warunkach. Wspinanie się na dachy praktykowane przez bojówkarzy z Greenpeace czy zatrzymywanie przez pikietujących ideowców na rondach i skrzyżowaniach autobusów w godzinach szczytu, dotkliwe bardziej dla wracających z pracy, niż dla handlarzy węglem przeciw którym protest oficjalnie skierowano – to metody, których powielanie i multiplikacja na granicy wywołać może nieodgadnione następstwa. I znowu rodzi się podobne, co w wypadku dopuszczenia dziennikarzy do miejsc konfliktu podejrzenie. 

Trzy czwarte Polaków sprzeciwia się przyjęciu uchodźców ze wschodniej granicy (wg Pollsteru z września br myśli tak 72 proc, zaś wedle listopadowego Ibrisu dwie trzecie uznaje, że nielegalnie przekraczających granicę trzeba zaraz odsyłać). Partię rządzącą – jak dowodzą inne sondaże – popiera co trzeci. Jak się jednak wydaje, PiS zanadto się na kryzysie imigranckim nie pożywi. 2015 rok zdarzył się tylko raz. W USA Donald Trump w rok później wygrał wybory prezydenckie, bo obiecał budowę muru na granicy z Meksykiem, ale po kolejnych czterech latach je przegrał, bo wzorowana na dawnych chińskich mandarynach polityka rezultatu nie przyniosła. 

Jacek Kuroń w pamiętnej wypowiedzi z 1981 r. oznajmiał, że gdyby nawet rząd zniósł złote jajko, to i tak wszyscy by powiedzieli: po pierwsze nieprawda, że złote, bo fałszywe, a po drugie, wcale go nie zniósł tylko ukradł i wywiózł do Związku Radzieckiego. Jeśli tylko Związek Radziecki zastąpić Stanami Zjednoczonymi, to formuła ta pozostaje aktualna. Po ekscesach z wystawionym paluchem Lichockiej i wystawnymi rezydencjami Obajtka, degrengoladzie państwowej TVP i dyplomacji (zwłaszcza obecnego ambasadora w Berlinie, niegdyś w PRL tajnego współpracownika kryptonim Wolfgang oraz poprzedniego lokatora placówki w Waszyngtonie, specjalisty od kultury ariańskiej)  wstyd rządowi przyznać rację nawet wtedy, gdy ją ma – jak w kwestii potrzeby twardej polityki wobec nieproszonych gości. Trudno jednak o wyrzuty sumienia za to, skoro ministrowie Mariusz Błaszczak i Mariusz Kamiński oraz ich zwierzchnik wicepremier ds bezpieczeństwa doktor praw Jarosław Kaczyński zdolni są co najwyżej o takiej polityce gadać, ale zbyt słabi się okazują na to, by ją rzeczywiście poprowadzić. Zaś premiera Mateusza Morawieckiego nie dopuszczono nawet do wystąpienia w kwestii kryzysu na białoruskiej granicy w Parlamencie Europejskim. Tym samym, którego szefem, niezwykle zresztą cenionym był przed dekadą Polak Jerzy Buzek. Nieodparcie przypomina się Monachium, kiedy to w 1938 r. wysłanników Czechosłowacji nie wpuszczono na salę obrad, gdy decydowano o rozbiorze tego państwa. 

Odzwyczailiśmy się od troski o granice i bezpieczeństwo. Nawet po World Trade Center zagrożenie w kraju okazało się bowiem iluzoryczne, na szczęście dla Polski. Nasi rodacy ginęli w zamachach terrorystycznych, ale na obczyźnie: we wspomnianych dwu wieżach WTC 11 września 2001 r. ale także w Londynie, Madrycie i Paryżu. Zapalaliśmy znicze, ale pod ambasadą francuską… Śmierć syna kolarza Ryszarda Szurkowskiego w wieżach bliźniaczych czy reportażystki Beaty Pawlak w zamachu fundamentalistów na indonezyjskim Bali chociaż tak bolesne, pozostały dla nas tragediami indywidualnymi, nie zbiorowymi. Dziś do polskich domów wkrada się autentyczny lęk bez związku ze stukotem wojskowych butów jak przed 40 laty, związany raczej z tupotem markowych adidasów należących, jak wiemy obok designerskich kurtek i i-phonów najnowszej generacji do żelaznego wyposażenia biedaków z rubieży białoruskiej nad którymi krokodyle łzy wylewają rodzimi celebryci. Z kolei jednoznacznie negatywna reakcja społeczna na celebryckie bluzgi wobec strażników naszych granic – chociaż tylko swój obowiązek wykonują – pokazuje, że opiniami Polaków wbrew stereotypom rządzi zdrowy rozsądek a nie przekazy dnia mediów głównego nurtu. Gorzej ma się rzecz z politykami i ekspertami. 

Granice Polski od 70 lat (wtedy miała miejsce drobna korekta, a ściślej wymiana terytoriów z ZSRR) pozostają niezmienione. Dało się przewidzieć, że błogostan nie potrwa wiecznie, choćby gdy przed 30 laty zmieniły się… nazwy i granice dokładnie wszystkich państw z nami sąsiadujących.

Scenariusze konstruowane na początku transformacji zakładały, że 3 miliony uchodźców zwalić się może do Polski, tyle, że łączono to z konfliktami etnicznymi po rozpadzie ZSRR a nie religijnymi na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej. Doskonale pamiętam, jak za rządu Jana Olszewskiego kierowałem działem krajowym liberalnego dziennika „Obserwator Codzienny” i jednej z podwładnych przydzieliłem specjalizację „uchodźcy i granice” – taka dokładnie figurowała na rozpisce działu na redakcyjnej „ścianie płaczu”. Pisząc wyłącznie na ten temat, dziewczyna wyrabiała najwyższą wierszówkę w moim zespole, co tydzień jeździła na przejścia graniczne oraz do ośrodków dla uchodźców, kasowała nagrody za tekst miesiąca.    

Kto w polityce nie prognozuje jak należy, lub uzasadnionych przewidywań nie przyjmuje do wiadomości, ten przegrywa. Cenę za to płacą jednak nie politycy lecz wszyscy obywatele. Pandemia pozbawiła nas poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego, kryzys imigrancki bezpieczeństwa granic, pytanie, gdzie znajduje się następna rubież, której przyjdzie nam bronić. Z rządem, w którym wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo, podsypia wtedy, gdy na konferencji prasowej mowa o zagrożeniach. I opozycją, skłonną wszystkich natrętnych wędrowców do Polski zaprosić, byle tylko portier nie wpuścił ich nie do apartamentowców, gdzie ci politycy zamieszkują.   

W słynnym wierszu greckiego geniusza Konstadinosa Kawafisa „Czekając na barbarzyńców” ci ostatni – jak pamiętamy – jednak nie przychodzą, czego wypada żałować: „Ci ludzie byliby jakimś rozwiązaniem”. Dziś mamy do czynienia z jeszcze bardziej oryginalną sytuacją: barbarzyńcy stoją na granicach, a świat polskiej polityki gorliwie zajmuje się chorobliwie ambitnym wiceministrem sportu i turystyki Łukaszem Mejzą pomimo znikomego znaczenia jego funkcji. A imigranci na wschodniej rubieży? Może znikną bez śladu, niczym grypa hiszpanka w 1919 r, zresztą sto lat minęło, więc nikt nie pamięta, jak dokładnie z nią wtedy było.  



Łukasz Perzyna – dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl.  Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, ukończył dziennikarstwo na UW.


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.