Myślałem że nas na białe niedźwiedzie wywiozą

Noc 13 grudnia 1981 roku – wspomnienie internowania

Jack Malik


Krzysztof Głąb był jednym z tych co to pierwsi organizowali strajk a potem związek zawodowy Solidarność w Zakładach Metalowych Mesko w Skarżysku. Pracował w biurze konstrukcyjnym, miał za sobą lata pracy w Zakładach i 11 patentów konstrukcyjnych gdy przyszedł Sierpień 80. Szef zakładowej a potem miejskiej Solidarności.

Był rodzajem lokalnego mędrca, takiego, którego ludzie szanują i do którego przychodzi się po poradę gdy wszystko inne zawodzi.Był solą Solidarnościowego związku w okresie tego karnawału i mądrym i budzącym szacunek człowiekiem. Kilka lat temu nagrałem z nim obszerną rozmowę. Mówił także o tym, jak 13 grudnia 1981 roku wyglądało jego aresztowanie. Całość wywiadu ukaże się w książce “Skarżyska Oficyna Wydawnicza – Rzecz o podziemnym wydawnictwie” której jestem autorem. Jej wydanie ukaże się w przyszłym roku.

Krzysztofie Głąb zakładał Solidarność w jednym z największych zakładów regionu, był typem lokalnego męża zaufania do którego przychodzili wszyscy. Ceniony, rzeczowy i mądry człowiek. Mieliśmy takich ludzi. Mądrych ludzi. Był wtedy dla mnie nowoczesnym patriotą cokolwiek może to dziś oznaczać. Myślał o Polsce rzeczowo, był uwrażliwiony na sprawy ludzi, cieszył się szczególnym szacunkiem lokalniej społeczności. Myślę, że był solą Solidarności w czasie gdy powstała. Opowiedział mi kiedyś historię lokalnego działacza Związku, który w latach 80-tych podpisał zgodę na współpracę z SB. Zarejestrowano go jako Tajny Współpracownik SB. Następnego dnia przyszedł do Krzysztofa powiedzieć mu o tym i zapytać co ma robić. Był zdewastowany.


Krzysztof wysłuchał opowieści i powiedział mu tak: Idź jutro na komendę i powiedz im że masz ich w dupie, że nie będziesz na nikogo donosił. Ten zrobił tak jak poradził mu Krzysztof. Nigdy więcej nie doświadczył żadnych szykan ze strony SB.


Długo przed Sierpniem 80 założono na Krzysztofa teczkę Tajnego Współpracownika SB, pseudonim “Karoń”. Próbowano go skompromitować wielokrotnie ale jego teczkę zamknięto w grudniu 1981 bo nie dostarczał żadnych informacji. Niech dziś, po 40 latach, przemówi historia.

O tworzeniu Solidarności w sierpniu 80:

Gdy na Wybrzeżu wszystko się gotowało, 25 sierpnia na Wydziale Narzędziowni w Zakładach Metalowych Gula i Marian Woźniak wraz z grupą kilku osób doszli do wniosku, że trzeba coś robić. W grupie inicjatywnej Guli i Woźniaka był także Edmund Borowiec z Suchedniowa, który był bardzo zainteresowany tworzeniem nowego związku. Ustalono że trzeba dać poparcie strajkującym na Wybrzeżu i że trzeba coś założyć żeby i w Zakładach coś się ruszyło. Było to bardzo mądre posunięcie. Organizatorem tej inicjatywy był właśnie Gula którego dobrze znałem bo chodziliśmy do tej samej szkoły w Olkuszu. Zawsze uważałem że takiego właśnie ruchu wolnościowego nie mogą organizować intelektualiści. Że to muszą być robotnicy /../.


Gdy tylko dowiedziałem się o tym że coś dzieje się na wydziale poszedłem zrobić wywiad. – Powiedzcie mi co wy tutaj wyprawiacie? – zapytałem Gulę. A ten do mnie: Krzysiu, a kurwa, nie wiadomo co robić, bo tu wszyscy chcą zakładać nowy związek i należeć. Wszystko działo się naprawdę w ciągu paru godzin, można powiedzieć błyskawicznie. Wszyscy byli zainteresowani, zaczynali węszyć gdzie by się tu zapisać. Gula nie był przygotowany na tak dużą ilość chętnych do zakładania Solidarności. Ludzie garnęli się coraz bardziej a Gula coraz bardziej zaczynał się łamać. Mówię, nie gadaj że będziesz rezygnował bo w ciągu paru godzin rozgłoszono że to Gula organizuje niezależne związki w Zakładzie.


O aresztowaniu 13 grudnia 1981:

W sobotę, 12 grudnia, w godzinach popołudniowych udałeś się do biura delegatury Solidarności na Milicy by zobaczyć co się dzieje. Czy już wtedy było widać że cokolwiek dzieje się w kraju?


K. GŁĄB: W sobotę, 12 grudnia 1981, wstąpiłem do biura delegatury Solidarności na Milicy bo interesowało mnie co się dzieje. 5 grudnia doszło do prowokacji Służby Bezpieczeństwa szkalującej Solidarność, oplakatowano delegaturę obraźliwymi hasłami więc sytuacja była napięta. Interesowało mnie co się dzieje choć nie miałem żadnych podejrzeń, że coś złego się dzieje. Do delegatury chodziłem często, zaglądałem mimo że nie byłem już przewodniczącym TKK Solidarności. Ale w tej delegaturze byłem cały czas aktywny bo nikt nie chciał się tym dobrze zająć.


Ogólnie nie było niczego widać. W delegaturze były codzienne dyżury do 22. Tego wieczoru na dyżurze był wiceprzewodniczący terenowej komisji Solidarności i przewodniczący kombinatu budowlanego w Skarżysku Andrzej Śliwa. Jak przyszedłem okazało się że jest dalekopis. – Krzysiu, wiesz, tutaj piszą coś ważnego. Ja muszę iść bo żona się strasznie piekli, że mnie nie ma w domu. – Jak musisz to idź – mówię. Jak już poszedł to wziąłem te teleksy, przejrzałem je, przeczytałem je i myślę sobie: coś tutaj jest niewyraźnie. A w teleksie było napisane, że grupa ok 300 zomowców wyruszyła w kierunku Gdańska. To był teleks chyba z Elbląga. Że w kierunku Gdańska wyruszyła grupa i być może, że to jest akcja “Pierścień”. Akcja “Pierścień” to akcja o której było wiadomo już od dawna. Wiadomo było, że władza szykowała taka akcję ogólnopolską która miała zlikwidować Solidarność. Przeczytałem to, wziąłem i myślę sobie – Jeżeli coś by było no to tam się zaczęło. Trzeba było posłuchać co się dzieje. Wyszedłem z delegatury by sprawdzić co dzieje się wokół budynku Milicji na Milicy. Cichutko, spokój, nic nie widać. Nikogo nie widać i nie ma żadnego ruchu. Ale ja od dawna liczyłem się z tym, że wcześniej czy później pójdziemy siedzieć. Bo to się nie rozejdzie tak po kościach. Obszedłem budynek Milicji, poszedłem pod prezydium Rady Narodowej na Sikorskiego, pooglądałem co się dzieje, ale nic szczególnego nie widziałem. W drodze do domu wszedłem do Haliny Gryszkiewiczowej, sąsiadki z bloku obok, był tam sędzia Kępa, znajomy z Radomia, współpracujący z Komitetem Obrony Robotników od 1976 roku. Tam rozmawialiśmy o tym, że coś tu jest niewyraźnie. Pokazałem im teleks jaki przyszedł do delegatury i powiedziałem że coś mi się tu nie podoba.


Jeżeli taki teleks przychodzi do delegatury to nie przyszło Ci do głowy żeby poinformować innych ludzi że Związku?


K. GŁĄB: Natychmiast, jeszcze telefonicznie z delegatury, nie pamiętam czy używałem też dalekopisu, ale telefonicznie na pewno dzwoniłem do Warszawy i rozmawiałem z takim dyżurnym z Zarządu Regionu Mazowsze, przedstawiłem się i poinformowałem, że taki dostałem teleks i nie wiem czy to jest jakąś prowokacja czy jakieś podpuszczanie. Zadzwoniłem także do Kielce, do Zarządu Solidarności regionu, nie pamiętam z kim rozmawiałem, ktoś tam był ale nikt się niczym nie interesował. Powiedziano mi, że nic się nie dzieje, nie chcieli nawet nic słyszeć i potraktowano to jako prowokację. Oni robili takie akcje, takie fałszywki puszczali.


Czy w Skarżysku rozmawiałeś jeszcze z kimś kto powinien był cokolwiek wiedzieć o sytuacji?


K. GŁĄB: Nie rozmawiałem z nikim. To wszystko trwało krótko. Zanim wyszedłem z delegatury obszedłem sporo miasta, zajęło mi to godzinę, może dwie. Wszystko wydawało mi się normalne i sam uwierzyłem, że to mogła być jakaś prowokacja. Z delegatury zabrałem tylko teleksy [zachowały sie do dzisiaj – JM]. Nie przyszło mi do głowy żeby jeszcze coś zabrać. Poza tym ja nie miałem za bardzo prawa. Byli już inni przedstawiciele delegatury. Dachno był nowym przewodniczącym. To on się powinien był tym interesować. Sugerowałem mu zresztą żeby ukryć niektóre dokumenty z delegatury. W delegaturze były ważne dokumenty. Na przykład zapisy rozmów z wojewodą w sprawie odwołania naczelnika miasta, szefów wydziałów, bardzo ważne dokumenty. Był także byle jaki powielacz spirytusowy, drukowaliśmy na nim jakieś tam ulotki. Ale oczywiście powielacza także nie zabrałem.

Do północy byłem u kolegi i potem wróciłem do domu. Włączyłem telewizor i chciałem posłuchać radia Wolna Europa. Tego radia wolno było jeszcze wtedy słuchać. Nie było zagłuszane. Wkrótce przerwano połączenia. Może dwie minuty po północy słyszę stukanie do drzwi. Początkowo było to pukanie. Panie Krzysiu, jest pan bardzo potrzebny bo jest jakaś sprawa i musi pan być obecny przy jakieś komisji. – Panie nie otwieram w nocy po 21, znam przepisy i nie otwieram – mówię do nich przez drzwi. Jeżeli chodzi o komisję, władze, to przewodniczącym komsji Zakładów Metalowych jest Nurzynski. Proszę do niego iść. Mogę panu podać adres. Zresztą wszyscy go znają. Ja nie jestem kompetenty do żadnych rozmów w jakiejś komisji zakładowej.


Czy ten zza drzwi sugerował że jesteś potrzebny na posiedzienie jakiejś komisji?


K. GŁĄB: Ten za drzwiami sugerował, że obowiązkowo muszę być na jakiejś komisji. Mówię mu, że nigdzie nie idę, nie zamierzam iść. Panie Krzysiu niech pan otworzy bo jest bardzo pilna sprawa. I trwało to może 2-3 minuty. W końcu mówię, żeby zabrali się i poszli bo zrobię tu raban na cały dom i na okolice. Nie zamierzam nigdzie chodzić. Ja wiedziałem po co przyszli bo mówili, że milicja, jesteśmy z milicji, itp. Mówię do nich: Milicja nie przychodzi po 21:00. A poza tym słyszę, że tam się już dobijają do sąsiada, Żmijewskiego, który też był w komisji zakładowej. Po jakimś czasie któryś tam z nich mówi: Dawaj klucz, nie ma rady. No i wyłamali drzwi. Mieli przygotowany sprzęt do wyrywania, taki wyłom z dźwignią. Cóż mogłem myśleć? Wyrwali drzwi. Z pistoletami w ręku, krótką i długa broń mieli w ręku, wpadli do mieszkania. Było dwóch cywilów, czterech milicjantów ubranych w normalne niebieskie mundury. Tak jak milicja była ubrana. Z bronią normalnie wkroczyli do domu.


Co więc się dzieje jak wpadli? Zamieszanie, rewizja w domu?


K. GŁĄB: Oczywisice. Zaczęli plądrować po szufladach. Poplądrowali, zabrali dużo różnych rzeczy. Nie krzyczeli, nie wrzeszczeli, nie chcieli rozmawiać, robili swoje. Nie próbowali nic uzasadniać, zawiadomili mnie, że jest jakiś stan wojenny czy coś. Nie było żadnej rozmowy. Poplądrowali, zabrali parę jakichś druków, gazetek, książek. Żona skarży się na wyrwane drzwi, poszedłem więc do kuchni, wziąłem taki duży nóż kuchenny a ci co przyszli patrzą tak dziwnie. Wrzasku narobili jak zobaczyli mnie z tym nożem, proszę to odłożyć. Ludzie, czy wyście oszaleli? – mówię. To wyście tu całą armię przyprowadzili i boicie się takiego kozika? I tak stoję z tym nożem próbując naprawić drzwi żeby dały się zamknąć a oni w tym czasie plądrują moje mieszkanie szykując parę miesięcy do odsiadki o czym miałem przekonać się już niedługo.


Czy próbowałeś ich pytać czego chcą? Co się dzieje? Czy uzasadnali po co przyszli? Jak tą interakcja wyglądała?


K. GŁĄB: Gdy wtargnęli do domu to już robili swoje. Nikt mnie o nic nie pytał. Grzebali po wierzchu, po szafkach, wyciągali co chcieli. Ze mną już nikt o niczym nie dyskutował. Ja sam też nic nie mówiłem. Przyglądałem się na to wszystko i trochę nawet mnie śmieszyło to, że przyszli z karabinami do mnie do domu. Zabrali mnie za fraki, na dół do samochodu. Nie skuli nas. Żmijewskiego, kolegę piętro niżej też zaraz zabrali. Córka Żmijewskiego podniosła straszny wrzask. Wy bandyci, co wy tu chcecie od mojego ojca? Sponiewierała ich tam słownie bardzo solidnie. Oni w ogóle się nic nie odzywali, nikogo nie bili. Ja zszedłem pierwszy, Żmijewski zaraz za mną przyszedł. Samochód stał tuż przed wejściem na klatkę schodową. Przyjechały dwa samochody po nas. To były takie milicyjne samochody ale nie suki. Takie zwykle jakieś dwa samochody osobowe. Nie pamiętam nawet czy mieli tam jakiegoś koguta. Złapali za głowę, wcisnęli do środka i jedziemy. Myślę gdzie oni mnie tu wiozą cholery? Ale nie było się co pytać. Czekam co będzie dalej. Zawieźli nas na komendę Milicji, na komendzie był już Nurzyński, przewodniczący Solidarności na Zakladach ale nikogo innego jeszcze nie było. Na komendzie zabrali nas od razu do celi. Zimno jak cholera. Zabrali nam wszystkie sznurowadła i inne rzeczy bo to jest takie typowe dla aresztantów. Powyciągali sznurowadła, paski jak ktoś miał.

A co zabrałeś że sobą?


K. GŁĄB: Nic, jak przyjechałem tam to zgłupiałem. Widzę że to ubowcy, trochę tam milicjantów siedzi. Ja tam miałem kilka kontaktów z milicjantami i to bardzo takich grzecznych kontaktów. Czasem chcieli mnie do domu odwozić czy w czymś pomoc. Pytam ich: co tu się dzieje? Nurzynskiego widzę też przyprowadzili i też go tam obrabiają. On też pyta co się dzieje. Niech się pan ich zapyta, odpowiadają milicjanci wskazując na ubowców. Sprawiali wrażenie, że byli zaskoczeni. Nie przestraszeni ale zaskoczeni. Nie wiedzieli co się dzieje. Tak wyglądali jakby po prostu nie rozumieli co się stało. Wzięli nas wszystkich do celi.


Kogo jeszcze tam spotkałeś?


K. GŁĄB: Nie dało się wszystkich policzyć bo co jakiś czas przywozili nowych, wszyscy że Skarżyska. Widać było że była to akcja wyłącznie na Skarżysko. Wszystko widać było dobrze ukartowane. I nas tam wszystkich zgarnęli i wrzucili do celi. Zimno było strasznie. Siedzieliśmy tam gdzieś do 5 rano.


Musieliście o czymś rozmawiać.


K. GŁĄB: Nie było jak rozmawiać. W mojej celi było nas sześciu. Każdy z nas miał tam jakąś kurtkę, płaszcz. Było bardzo zimno. Mówię, poprzykrywajmy się bo tu zamarzniemy. Kto jak mógł to się pookrywał. Cela nie miała żadnych łóżek, nic. Nie było nawet krzesła. Pusto. Cela nie miała nawet betonowej podłogi. Był to taki drewniany pomost. Cały zarzygany i pokrwawiony.

Trudno było o reakcję. Zresztą wiedzieliśmy, że jesteśmy aresztowani. Tego wszyscy byli świadomi. O co tu pytać? Co będziemy robić? Czy będziemy uciekać? Wiedzieliśmy, że jest kilkadziesiąt osób aresztowanych. Rozmieszczono nas w kilku celach. W mojej celi było może osiem osób.To byli wszystko działacze Solidarności. Ale dziś nie pamiętam kto jeszcze był w mojej celi.


O 5 rano otwierają się drzwi do celi. Zaczynano nas wywozić. Wiedzieliśmy, że gdzie nas będą zawozić. Przyjechało może około 15 samochodów półciężarowych, suk, różnych samochodów i tak po 3 osoby do samochodu. W samochodzie 1-2 milicjantów. Jeden z tyłu, drugi w szoferce i kierowca. I tak zaczęliśmy jechać, jedziemy, jesteśmy pod Baranowska Górę i zaczęły się takie pierwsze dziwne zachowania które nie bardzo rozumiałem. A jechałem z takim kierowca z PKS-u, także aresztowanym za działalność Solidarności w PKS i mówię: co te cholery tu planują. Mówię: nie wychodzić z samochodu. Słyszę że przyszła komenda, bo to wszystko było słychać jak rozmawiali, rozkazy jakie padały. I tam podają: zatrzymać się na wprost przecinki. O cholera, myślę sobie. Nie wychodzić z samochodu. Niech nas wynoszą. Nie wychodzić do żadnego lasu. Słyszę że pada rozkaz: czekać na grupę specjalną czy jakieś inne określenie, czekać na grupę specjalną pod Baranowską Górą.


I stanęliście tam i stoicie. Jakie myśli przychodzily do glowy?


K. GŁĄB: Stoimy. Wreszcie patrzę. Cholera, nie każą nam do przecinki wchodzić. W wyobraźni mi się zaczęło kojarzyć, że nas tu wszystkich ukatrupią. Myślałem, że nas wywożą za miasto żeby was załatwić.

Tak to wyglądało. Mało tego. Widzimy, że drogą od strony Radomia jedzie grupa specjalna. Podjeżdża kilka lodówek, dołącza do naszej grupy. Nie wiedzieliśmy co w tych lodówkach jest. Myślę, że może chcą nas tu posprzątać. Ci młodzi, aresztowani, to niewiele sobie wyobrażali, nie mieli obrazków z okupacji ale ja miałem. Wszystko to na wszystkich robiło wrażenie bo to ujechaliśmy dalej do Zagnanska, do dębu Bartek, tam pada rozkaz: skręcać w prawo. Myślę sobie jedziemy do Kielc. A tu komenda: skręcać w prawo. Pytam się tego aresztowanego kierowcy, panie dokąd tędy można dojechać? Nigdzie, tam jest tylko drogą do Końskich. To przecież myślę jakby jechali do Końskich, to że Skarżyska jest drogą prosto do Końskich. Nielogiczne. No jest tam taka drogą która idzie prosto do Kielc. Po co więc mają jechać przez Zagnansk do Kielc skoro jest prosta drogą.


A ile osób jechało w tym samochodzie z tobą?


K. GŁĄB: Było nas 3 osoby w tym naszym samochodzie. Facet z pistoletem siedzi obok, rozmawiać się z nim nie dało, nie odpowiadał. Siedział w środku z nami w tym samochodzie pilnując nas i nic nie mówiąc. Dojechaliśmy w kierunku Zagnańska, 200-300 metrów. Okazuje się, że konwój znów staje w lesie. Co oni planują myślę sobie. Atmosfera strasznie ciężka w tym samochodzie. Na mnie to robiło bardzo duże wrażenie bo wiem jak to się odbywało jak komuniści załatwiali w przeszłości różne sprawy. Ja myślałem że nas po prostu na białe niedźwiedzie wywiozą. Jakoś mentalnie byłem na to przygotowany. Na szczęście stało się inaczej. Pojechaliśmy drogą z Zagnańska do Kielc. Przyjechaliśmy pod Kielce, pod Kielcami jest nas około 50 samochodów podobnych do naszych. Stanęliśmy przy więzieniu na Piaskach, wjechaliśmy na teren więzienia. Ciemno było ale widzieliśmy że ktoś szedł, jakąś grupka ludzi przechodziła obok i przyglądała się na nas. Czekamy. Rozpoczął się process przyjmowania nas do tego sanatorium.


Wjeżdżamy na teren więzienia i czekamy tam dosyć długo. Jest zimno, wymarzliśmy. Potem nas kolejno zabierali z poszczególnych samochodów bo tam z różnych okolic było nas dużo. Z Ostrowca, Skarżyska, Radomia. W tych lodówkach o których mówiłem to jechał Radom. Zabierano nas częściowo grupami a częściowo pojedyńczo na świetlicę. Na świetlicy zaczęły się odbywać takie nieprzyjemne sceny. Funkcjonariusze wewnątrz więzienia, w biurach, w obsłudze, ci którzy tam pracują, różni, oni byli ustawieni, nauczeni byli tam że przyjadą tu przestępcy, zbrodniarze, bandyci, i nie wolno z nimi rozmawiać. Wszystko to działo się około 5-6 rano. Zaczęto kombinować. Na świetlicy było nas około setki ludzi. Zaczęli robić między innymi, niektórzy ściągali jakieś godła państwowe i z tyłu na tych obrazkach pisali, że w dniu takim i takim zrobili takie czy inne rzeczy, że nas przywieźli tutaj, kto i skąd przyjechał i z jakich miast.


W jakim celu to robiono?


K. GŁĄB: No cóż, nie wiadomo było jak się potoczą sprawy. I tam, ci świeżo aresztowani opisywali co się zdarzyło. Chcieli jakoś zostawić ślad. A z tej świetlicy zabierali po 2-3 osoby, to wszystko długo trwało, już było widno. Sama atmosfera wśród tych pracowników więzienia, strażników więziennych, była taka ustawiona wcześniej. Że tu przyjadą tacy groźni przestępcy z którymi nie wolno rozmawiać i nie wolno żadnych dyskusji prowadzić. No i to się udzielało wszystkim. Bo tam było gdzieś około 70 do 100 osób. Atmosfera była napięta. Stamtąd zabierano po kilka osób do cel. A reszta nas czekała jeszcze na zewnątrz. Najpierw do rozbieralni a potem do celi.


Czy były przeszukania, utarczki ze służba więzienną?


K. GŁĄB: Służba Więzienna się w ogóle nie odzywała. Chcieliśmy się czegoś od nich dowiedzieć, co tu się dzieje, dlaczego tu jesteśmy. Nie wolno nam mówić, proszę odejść. Ale nie było żadnego bicia, wiem że tych z Radomia trochę pobili bo niektórzy przyjeżdżali w skarpetkach, któryś tam w kalesonach przywieziony. Takie śmieszne obrazki. Ale nic nadzwyczajnego czy poważnego się nie działo. Nikomu nóg nie połamali. Jakieś tam popychania ale nie zwracało się na to uwagi. To zawsze się mogło zdarzyć.


I trafiłeś do celi. Z kim znalazłeś się z celi.


K. GŁĄB: To nie takie proste. Bo cele były zmieniane, nawet co parę dni czy tygodni. Siedziało się z różnymi ludźmi. Ktoregos razu dolaczono do mojej celi Antoniego Macierewicza, “mieszkał” z nami przez jakiś czas. Z Kielc, Skarżyska ale i innych miast. Ze Skarżyska było procentowo nas najwięcej działaczy. Że Skarżyska było mniej więcej tyle osób co z Radomia.


Czemu to zawdzięczać?


K. GŁĄB: W okresie Solidarności, w Skarżysku działo się dużo rzeczy które oni uważali za rzeczy groźne. Byly bardzo silne związki z Kościołem. Największą grupą osób aresztowanych była ta ze Skarżyska. Solidarność w Skarżysku była taką najmocniejszą. W Skarżysku było 30 i pół tysiąca zarejestrowanych w terenowej komisji koordynacyjnej Solidarności. Na 50 tysięcy mieszkańców. W Ostrowcu było 80 tysięcy ludzi i było 31 tysięcy ludzi w Solidarności. Tak mi przynajmniej mówili działacze z Ostrowca. W Starachowicach ktore były identycznym miastem jak Skarżysko było zarejestrowanych 21 tysięcy członków Solidarności. Jak później czytałem z informacji IPN wynikało, że działaczy w Starachowicach było około 16 tysięcy. Ale trzeba pamiętać że w Skarżysku byli zarejestrowani także działacze z Suchedniowa, Blizyna i pobliskich miejscowości. Więc jak widać było w Skarżysku najwięcej zarejestrowanych działaczy. Stąd też możliwe że właśnie że Skarżyska było najwięcej internowanych.


Wrocmy do pobytu w areszcie na Piaskach w okresie do Świat Bożego Narodzenia. Był to okres największego wstrząsu dla internowanych działaczy Solidarności. Czy to procentowało rozmowami w celi na temat tego co się wydarzyło?


K. GŁĄB: Jeśli chodzi o rozmowy to ciągnęły się one przez całe 7 miesięcy mojego pobytu w internacie. Trudno o tym było nie rozmawiać. Wydarzeń było bardzo dużo. I to czasem takie groźne bo czasem do więzienia wkraczało do nas ZOMO z psami, straszenie ludzi, wyciąganie z celi na golasa. Takie różne przeszukiwania, nagle, nie wiadomo dlaczego i po co. To takich rzeczy było bardzo wiele.


Jarosław Jack Malik – Absolwent Politechniki Warszawskiej, York University w Toronto oraz University of East London, UK. Z zawodu informatyk. Zajmuje się zagadnieniami z zakresu analizy informacji, algorytmów i sztucznej inteligencji oraz nauczania maszynowego. Jako informatyk pracował na Wall Street, giełdach w Londynie i Frankfurcie. W latach 80. niezależny wydawca i działacz podziemia. Założyciel Skarżyskiej Oficyny Wydawniczej – SOWA. Był dziennikarzem Solidarności przy obradach Okrągłego Stołu. Hobby to geopolityka, media i niezależne dziennikarstwo. Studiował na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Po trzydziestu latach emigracji w Toronto powrócił do Polski. Pochodzi że Skarżyska-Kamiennej, Świętokrzyskie.


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.