Łukasz Perzyna

Polskość współczesna


Przed laty polski sukces wydawał się fundamentem współczesnego patriotyzmu. Gdy przyszły pandemia i kryzys graniczny, wobec których bezradne okazało się państwo, a Polacy zmuszeni byli wytężyć wszystkie siły, by nie poddać się rozpaczy i lękowi – widać, że zrębów polskości szukać trzeba wśród tego, co trwalsze niż optymistyczne wskaźniki PKB czy nawet bilans zmian gospodarczych lub społecznych.

Z czasów, gdy czechosłowacki kosmonauta-badacz Vladimir Remek poleciał w Kosmos wraz z radzieckim dowódcą statku Aleksiejem Gubariewem, w roku 1978 o którym będzie tu jeszcze mowa – pochodzi anegdota, że później spotkali się w praskiej piwiarni i spierali zawzięcie o odległość do jednej z gwiazd liczoną w latach świetlnych. A najbardziej zadowolony z tego był kelner, bo ich oszukał na sześćdziesiąt halerzy.  


Jakieś dziesięć lat temu siedzieliśmy na Nowym Świecie w ogródku kawiarnianym wraz z moim przyjacielem Jarosławem Malikiem i zachwycaliśmy się wspólnie, jak zmieniły się Warszawa i cała Polska od czasów, gdy wspólnie redagowaliśmy w latach 80 prasę drugiego obiegu. Optymizm ten nie rozciągał się tylko na naszą wspólną ocenę polityków. Zaś – jak się później okazało – najbardziej zadowolona okazała się kelnerka, bo udało się jej od każdego z nas skasować zapłatę pełnego rachunku wraz z napiwkiem w momencie, gdy drugiemu zdarzyło się pójść do toalety. To anegdota z życia, ale wiele mówiąca. Niezależnie do indywidualnej przebiegłości, przed laty polski sukces wydawał się fundamentem współczesnego patriotyzmu. Gdy przyszły pandemia i kryzys graniczny, wobec których bezradne okazało się państwo, a Polacy zmuszeni byli wytężyć wszystkie siły, by nie poddać się rozpaczy i lękowi – widać, że zrębów polskości szukać trzeba wśród tego, co trwalsze niż optymistyczne wskaźniki PKB czy nawet bilans zmian gospodarczych lub społecznych. 


Inny mój przyjaciel, ekonomista i przedsiębiorca Dariusz Grabowski zwykł podkreślać, że jeśli chodzi o transformację ustrojową – powiedziano wprawdzie kiedy się zaczyna, ale nie określono czasu jej trwania ani co gorsza nawet jej celu.     


Metra sewrskiego współczesnej polskości nie wyznaczają politycy. Zdecydowana mniejszość z nas uważa, że Sejm czy rząd dobrze funkcjonują. Z pewnością minął też czas, gdy Polską wedle sformułowania Jerzego Giedroycia, rządziły trumny Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Dzisiaj nawet oblatany w nowoczesnych technologiach nastolatek poważnie spyta raczej, kim był ten drugi, a o pierwszym ma dość ogólne pojęcie. O Księciu z paryskiej „Kultury” zaś pewnie nawet nie słyszał.

Jeśli szukać więc wspólnego mianownika polskości, to w pewnej mądrości zbiorowej, aktualnej w czas pandemii, a wcześniej w stanie wojennym, wywodzącym się z czasów okupacji hitlerowskiej poczuciu wspólnoty wzajemnej, wspomagania się i wspierania. Oparło się na nim również zjawisko emigracji zarobkowej, dla Polaków równie istotnej jak dla Włochów czy Irlandczyków. Wzajemne zaufanie i zdolności nieformalnej kooperacji legły też u podstaw polskiej przedsiębiorczości, co tak zaskakująco, pomimo indolencji państwa, rozkwitła w czas po czerwcu ’89, chociaż zapowiadały ją już przedtem dyskretnie firmy polonijne i zapobiegliwość „powracających z zagranicy” jak wtedy w ogłoszeniach tytułowano klientów wypłacalnych w twardszej niż złotówka walucie.


Społeczeństwo jest OK, z państwem… sobie poradzimy


Prymat społeczeństwa nad państwem pozostał zachowany. Identyfikujemy się jako „my, Polacy” a nie obywatele, większości z nas obojętna pozostaje odpowiedź na kwestię, znaną z rysunku Andrzeja Mleczki wydrukowanego na fali liberalizacji po Sierpniu ’80: – Dziadek pyta, którą teraz mamy Polskę?   


Przez 32 lata jakie minęły od czerwcowych wyborów, zasadniczo choć nie rewolucyjnie modyfikujących obraz Polski, zmieniło się może wiele, ale nie wszystko. Paradoksalnie nawet w Polsce powojennej czas podobny – pomimo transferu milionów ludzi ze wsi do miast i zasiedlenia ziem zachodnich i północnych – okazał się zbyt krótki, by wypracować nowy wzorzec polskości. Ukształtowały go dopiero wybór kardynała Karola Wojtyły na stolicę Piotrową (październik 1978 r.), jego pielgrzymka do Ojczyzny (czerwiec 1979 r.) a przede wszystkim rozwój dziesięciomilionowego ruchu pierwszej Solidarności (1980-81), najbardziej dynamicznego w nowoczesnej Europie. Noble dla Czesława Miłosza (1980 r.) a potem Lecha Wałęsy (1983 r.) pokazały, że Polska przestaje być krajem peryferyjnym. Pomimo wprowadzenia stanu wojennego, który w polskiej zbiorowości ożywił okupacyjne schematy, nie tyle nawet konspiracyjnego oporu, co wzajemnej pomocy w trudnych chwilach i przeciwstawił społeczeństwo państwu na skalę nie znaną od czasów Generalnego Gubernatorstwa – oczywista erozja komunizmu przyczyniła się do wdrożenia w sąsiednim kraju przez Michaiła Gorbaczowa „głasnosti” i „pierestrojki” w założeniu mających prowadzić do optymalizacji ustrojowej, w praktyce jednak do jego destrukcji. Niczym Woland z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa ostatni sekretarz okazał się bowiem siłą, co zła pragnąc, właśnie dobro czyni. Mur berliński runął jesienią w 1989 r, już po wyborach w Polsce, a co oczywiste, skorzystali na tym w pierwszym rzędzie zachodni z kolei sąsiedzi. Polacy więc mogli pozostać z poczuciem frustracji, że skutecznie uszczęśliwiwszy okoliczne narody, sami na wolne wybory czekać musieli aż do jesieni 1991 r, a w dodatku udział w nich wzięła mniej niż połowa z nas.


Mądrość kadencji i mądrość zbiorowa


Wyniki kolejnych głosowań budziły w samozwańczych elitach oburzenie, że „społeczeństwo nie dorosło”: tak reagowano na wejście do drugiej tury pierwszych wyborów prezydenckich w 1990 r. wraz z Lechem Wałęsą Stanisława Tymińskiego zamiast pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego, na zwycięstwo postkomunistów do Sejmu w 1993 i 2001 r. oraz ich kandydata na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 i 2000 r. – pomimo, że każde z nich dawało się przewidzieć i socjologicznie opisać. Zawiodła bowiem klasa polityczna, jej media i eksperci. Z wyjątkiem może mec. Jana Olszewskiego i prof. Jerzego Buzka każdy, kto obejmował władzę, zachowywał się tak, jakby w trakcie jednej kadencji chciał odkuć się za dotychczasowe nieudane życie i zabezpieczyć aż do końca swoich dni. Ludzie to widzą i oceniają. Równie bezlitośnie, jak sami są przez klasę polityczną traktowani. 


Zarządzanie zbiorowymi emocjami nie powiodło się tym, którzy twierdzili w ślad za Władysławem Gomułką, że władzy raz zdobytej nie oddadzą nigdy, ale również tym, którzy sprawują ją z realnego mandatu demokratycznego. Ekipie Edwarda Gierka nie udało się pobudzić dumy narodowej za sprawą wysłania Mirosława Hermaszewskiego w kosmos w trzy miesiące po wspomnianym Remku w czerwcu 1978 r. bo wystających w kolejkach rodaków mało obchodziło, że staliśmy się czwartą nacją w kosmicznym klubie. Dla Polaków prawdziwym świętem stał się dopiero wybór Jana Pawła II, jeszcze w tym samym roku. Podobnie rząd Donalda Tuska pomimo zbudowania autostrad, gminnych boisk „orlików” ani wspólnej z Ukrainą organizacji piłkarskiego Euro 2012 r. nie zdołał zastąpić tradycyjnego polskiego patriotyzmu nową europejską tożsamością: beneficjenci Erasmusa podróżujący do czasów pandemii i związanych z nią ograniczeń z dowodem osobistym po całym kontynencie nie wyrzekli się przywiązania do tradycyjnych symboli, chociaż autorytety na ich patriotyzm pomstowały, że kibolski i niepostępowy. Z kolei ekipie pisowskiej, chociaż wypłaca 500plus bez skutków dla demografii i trzynaste emerytury, nie zmniejszające poczucia krzywdy wśród seniorów najbardziej narażonych na grozę pandemicznej zarazy – nie powiodło się zastąpienie zakorzenionego w pamięci zbiorowej kultu Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego nowym mitem „żołnierzy wyklętych”, ani tradycji pokojowej i zwycięskiej walki Solidarności religią smoleńską. Obywatel ze świadczeń korzysta, ale wie, że biorą się one z jego podatków, bo państwo tych środków na loterii nie wygrało.  


Warto więc tym bardziej zastanowić się nad tym, co nie zmienia się z kadencji na kadencję. Polskość wspólnotowa, kameralna, rodzinna i sąsiedzka powraca przy kolejnych kryzysach i klęskach żywiołowych: niedoborach poprzedniego ustroju, powodzi i pandemii. Radzenie sobie i wspieranie wzajemne pozostają wartościami samymi w sobie. Podobnie utrzymuje się przywiązanie Polaków do demokracji – objawiające się wzmożonym sceptycyzmem wobec obu ideologicznych eksperymentów ostatnich trzech dekad: liberalnego i populistycznego, bo każdy z nich kogoś wyklucza, a także do równości – warunkujące niechęć do przywilejów polityków, w tym gorszących podwyżek ich uposażeń w pandemii. Zgadzamy się  również co do ważnego miejsca tradycji i historii w świadomości zbiorowej. Wiemy, jak wiele stracił premier Mateusz Morawiecki na zamknięciu cmentarzy w przeddzień Wszystkich Świętych przed rokiem, kiedy to równocześnie rozeszło się, że prezes partii rządzącej mógł bez przeszkód odwiedzić grób rodzinny. 


Dawny czas, kiedy byliśmy dumni z trzeciego miejsca piłkarzy w świecie (1974 i 1982 r.) oraz miana szóstej potęgi sportowej globu, wywalczonego przez olimpijczyków w Montrealu (1976 r.) kiedy to ustąpiliśmy miejsca tylko cyborgom z ZSRR i NRD oraz reprezentantom najbogatszych krajów świata: USA, RFN i Japonii – powraca radością z sukcesów skoczków narciarskich. Adam Małysz i Kamil Stoch stali się bohaterami wyobraźni zbiorowej. Zwłaszcza, że pierwszy z nich demonstrował skromność, zaś drugi szczere przywiązanie do tradycyjnych polskich wartości. Kontynuacją radości ze Złotej Palmy w Cannes dla „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy (1981 r.) stał się oskarowy sukces „Idy” Pawła Pawlikowskiego, zaś literackiego Nobla dla Miłosza – ten sam laur dla Wisławy Szymborskiej (1996 r.) i Olgi Tokarczuk (2019 r), przy czym ta ostatnia autorka uzyskała twórczą dojrzałość już w nowej wolnej i demokratycznej Polsce, a jej pierwsze opowiadanie „Numery”, wydrukowane za sprawą Rafała Grupińskiego w „Czasie Kultury”, traktowało o fundamentalnym dla pokolenia urodzonego w latach 60 problemie wyjazdów zarobkowych za granicę. Wszystko to oczywiście autorzy kontrowersyjni, ale nie innymi pozostawali dla współczesnych dawni nobliści Henryk Sienkiewicz i Władysław Reymont, a także Stefan Żeromski, który tej nagrody nie dostał, bo jego szanse storpedowali niemieccy lobbyści z zemsty za udział pisarza w polskiej akcji plebiscytowej na Mazurach i Warmii w 1920 r. Wielka trójka tych mistrzów sprzed stu lat wciąż otwiera listę najchętniej wypożyczanych z bibliotek autorów, co pokazuje, że kulturalne przyzwyczajenia nie zmieniają się wraz z listami bestsellerów ani rankingami e-booków lecz pozostają zaskakująco stabilne.


Zaś wszelkie lockdowny i biurokratyczne szaleństwa restrykcji szamanów i znachorów mających nas w imieniu państwa uzdrowić w pandemii przewidział przed czterdziestu laty nieżyjący już wizjoner polskiego kina Piotr Szulkin, którego bohater Iron Idem z „Wojny światów” budzi się rano w noclegowni, gdzie słyszy nadawany przez głośniki komunikat: – Najpierw gimnastyka, potem oddanie krwi, następnie śniadanie. Oddanie krwi jest dobrowolne. Kto nie odda krwi, nie dostanie śniadania…  Wszystko dla naszego dobra, to już znamy i wiemy. Nawet sceneria tamtej Szulkinowskiej „Wojny światów” przypomina dzisiejszy Stadion Narodowy, gdzie oczekujących na dobrodziejstwo szczepionki obywateli ustawia się w podziemnym garażu, gdzie w tej kolejce po zdrowie wdychać muszą spaliny, ale na szczęście – ponieważ stałem tam z rocznikami pamiętającymi choć z perspektywy szkolnej ławy stan wojenny – nauczeni krytycyzmu nie zwracają uwagi na sygnał alarmowy ani wyświetlane na telebimie komunikaty, żeby natychmiast opuścić stadionowe podziemie, bo stężenie tychże spalin osiągnęło niebezpieczny poziom. Pamiętamy przecież jak znawcy w dawnym DTV o 19,30 przekonywali, że jedzenie mięsa jest szkodliwe dla zdrowia. Kolejek w sklepach to nie rozładowało. Ale też polska świadomość zbiorowa nie sprowadziła się nigdy do list społecznych w mięsnym czy respektowania narowów władzy. Tak nam zostało do dzisiaj. Nie pozwolimy wmówić sobie każdej bzdury. nawet popartej falą grantów za którą naukowcy z cenzusem udowodnią, że okupacja niemiecka była lżejsza od radzieckiej, zaś Polacy wspierali Holocaust, a nie ratowali jego ofiary, chociaż liczba drzew ku pamięci naszych rodaków w Yad Vashem dobitnie temu zaprzecza. 

I wciąż zaskakujemy innych, jak wtedy, gdy „Time” dawał na okładkę robotników w kombinezonach w bramie Stoczni Gdańskiej.           


W najnowocześniejszej z dziedzin sztuki, krótkim trickowym filmie, powszechny zachwyt wzbudza „Katedra” Tomasza Bagińskiego. Jej autor, gdy zmieniał się w Polsce ustrój, miał trzynaście lat. 


Boom edukacyjny, który sprawił, że mieliśmy nawet dwa miliony studentów (teraz mniej z powodu demografii, nie spadku prestiżu wykształcenia) zbiega się z licznymi triumfami polskiej myśli i kreatywności również zespołowej. Pomimo wieloletniego zapóźnienia wobec państw zachodnich w dostępie do nowych technologii, Polacy odnoszą sukcesy w międzynarodowych konkursach informatycznych. Studenci z dalekiego od Doliny Krzemowej Białegostoku opracowali marsjańskiego łazika. 


Wywodzący się ze słowiańskiej klechdy Wiedźmin stał się polskim produktem eksportowym. Liczymy się w dziedzinie gier fabularnych, współczesnym odpowiedniku hollywoodzkiej fabryki snów z ubiegłego stulecia.  


Wciąż nie zbudowaliśmy wprawdzie sprawnego państwa, z którego moglibyśmy być dumni, jednak oceny polskiej samorządności – szczebla władzy najbliższego zwykłym ludziom – przewyższają, jak z badań wynika nawet dwu- i trzykrotnie notowania rządu, Sejmu czy Senatu. Zmieniły się na korzyść nie tylko tradycyjne miasta z folderów jak Gdańsk, Toruń czy Poznań ale także Olsztyn, Kielce czy Ciechanów.


Dwa miliony firm prywatnych, zatrudniających siedem milionów ludzi i praktycznie utrzymujących z podatków ich właścicieli i pracowników rozrośniętą ponad miarę potrzeb maszynerię państwową i socjalną biurokrację, stanowi dowód imponujących możliwości przedsiębiorczych Polaków, nawet jeśli państwo doi ich i wysysa niczym ponury demon z thrillera, zamiast dać im ochronę i motywację.


Nie ulepszaj dobrego – mówi znane powiedzenie. Polacy na tle współczesnej atomizacji prezentują się wciąż jako wspólnota solidarna i zwarta o silnej tożsamości. Politykom i celebrytom pozostanie albo się do powszechnych reguł dostosować, albo wcześniej lub później zostaną wymienieni na modele lepsze i nowsze. Wielkie przełomy mają bowiem to do siebie, że zwykle trudno przewidzieć, co da im impuls i jak głębokie zmiany przyniosą. Niepodległość i demokracja w Ameryce zaczęły się przecież od sporu o cło na herbatę. Upadek caratu rosyjskiego – od nieświeżego mięsa, podanego marynarzom na pancerniku „Potiomkin”. Zaś późniejsza Unia Europejska – od Wspólnoty Węgla i Stali.  Za to z wielu głośnych ruchów ostatnich lat jak „occupy Wall Street” czy anty-ACTA nic trwałego się nie narodziło, zaś idealistyczne i skrzykujące się w sieci demokratyczne rewolucje w państwach arabskich przeobraziły się w przewlekłe konflikty wewnętrzne. Pomarańczowa rewolucja ani Euromajdan nie zmieniły faktu, że Ukraina stała się państwem upadłym z liczbą ludności o kilkanaście milionów niższą niż gdy przed 30 laty uzyskała niepodległość. Demokracji nie dało się zbudować na sprzecznościach ani nacjonalistycznych sentymentach. Zamiast walczyć o jej dobrodziejstwa, obywatele zagłosowali nogami, ruszając na początek za chlebem na zachód, „ku Lachom” jak rzecz ujmowała tamtejsza kronika sprzed tysiąca lat.  

Silne więzi społeczne przy słabym państwie stwarzają jednak bardziej optymistyczną perspektywę. Pozostaje mieć nadzieję, że przy zbiegu sprzyjających koniunktur, gdy wreszcie przeminą zaraza z Wuhan i podlaski kryzys graniczny, lepsze państwo pojawi się „od pierwszego” jak mawiano w 1918 r, skoro nie braknie fundamentów, na jakich można je budować. Niespodziewane wydarzenia ostatnich lat zawstydziły prognostów tak dalece, że kluczowym pojęciem stało się zjawisko „czarnego łabędzia” – ten idiom określający niewytłumaczalne przyczyny to zarazem tytuł książki Nassima Nicholasa Taleba, człowieka dwóch kultur, Amerykanina pochodzenia libańskiego, tradera i eseisty z rocznika 1960, który meandry współczesności wydaje się rozumieć lepiej niż inni autorzy, a za punkt wyjścia przyjmuje sokratejską postawę „wiem, że nic nie wiem”, chociaż dalsze rozumowanie prowadzi już ku konkretnym celom i konkluzjom.


Nie oznacza to wcale, że nie warto snuć scenariuszy przyszłości, tylko właśnie, że powinno ich być jak najwięcej. A trzymając się tego, co wypróbowane, nie warto zanadto przywiązywać się do żadnego z nich. Po paru latach przykrych nie tylko dla nas niespodzianek, na zmianę na lepsze przyjdzie zapracować. Atutem Polaków pozostaje, że w odróżnieniu od sytej części Europy nie odzwyczailiśmy się od trudności ani od ich pokonywania. 


Łukasz Perzyna – dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl.  Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, ukończył dziennikarstwo na UW.


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.