Łukasz Perzyna

Za co kochamy polską piłkę – Odyseja GKS Tychy

Niezwykła książka o niezwykłym klubie

19 luty 2022


W stutysięcznych Tychach na mecze GKS, gdy grał z chorzowskim Ruchem albo Górnikiem z Zabrza przychodziło 25 tys ludzi, czyli na stadion wybrał się co czwarty mieszkaniec. Piłkarze odpłacili za to fanom wicemistrzostwem Polski i otwartą grą w pucharach europejskich z FC Koeln, a Niemcy byli wtedy mistrzami świata.


Bajkowa całkiem historia górniczego klubu, opisana przez pasjonatów futbolu Klaudiusza Slezaka i Zbigniewa Kantykę przybliża nas do odpowiedzi, jak stało się możliwe, że reprezentacja ubogiego i rządzonego wtedy przez dyktaturę komunistyczną kraju w kolejnych mistrzostwach świata zdobywała trzecie (1974 r.), piąte (1978) i znów trzecie (1982 r.) miejsce, zachwycając wszystkich pięknem gry.


Sukces zrodził się z jego głodu, z determinacji zawodników i ich kibiców w wielu takich jak Tychy miastach. Pierwsze spontaniczne pochody z biało-czerwonymi flagami miały miejsce jeszcze przed papieską pielgrzymką z 1979 r. i czasem pierwszej Solidarności: formowały się po zakończeniu transmisji zwycięskich meczów drużyny narodowej. A tych nie byłoby, gdyby nie kluby, które kochano.   


Gospodarze z Kuwejtu byli nieco rozczarowani, bo spodziewali się u siebie Jana Tomaszewskiego i Kazimierza Deyny, a tu okazało się, że pod marką „Polski B” wystąpi u nich w meczu towarzyskim drużyna klubowa ze stutysięcznego śląskiego miasta, która właśnie zdobyła wicemistrzostwo kraju. Całe qui pro quo wzięło się stąd, że działacze Polskiego Związku Piłki Nożnej, podpisujący kontrakt na to spotkanie, wywodzili się jak zwykle z klubów wojskowych lub gwardyjskich, jak eufemistycznie określano milicyjne więc oprócz polskiego znali wyłącznie rosyjski, którym z kolei nie władali arabscy szejkowie. Pomimo nieporozumienia, graczy z Polski, przyzwyczajonych wcześniej do ośrodków treningowych z prysznicami z zimną wodą, zakwaterowano w pięciogwiazdkowym hotelu. Po powrocie więc mogli piłkarze GKS Tychy snuć prawdziwe opowieści z tysiąca i jednej nocy w swoim górniczym, zasiedlonym przez osoby napływajace tu za pracą z całej Polski mieście. Usatysfakcjonowani byli też gospodarze, bo w parnym upale przy 40 st. C. chłopaki ze Śląska dostali zadyszki i w świat poszedł wynik, że Kuwejt pokonał Polskę B trzy do jednego. 


Dwa lata wcześniej, a parę tygodni po tym, jak reprezentacja Polski po raz pierwszy po wojnie uczestnicząca w finałach mistrzostw świata pod wodzą trenera Kazimierza Górskiego od razu wywalczyła w nich trzecie miejsce, pokonując m.in. Włochy, Argentynę i Brazylię, a Grzegorz Lato został królem strzelców – w Tychach miało miejsce prawdziwe święto, bo powstały raptem parę lat przedtem GKS debiutował w ekstraklasie. Jak opisują Zbigniew Kantyka i Klaudiusz Slezak („Największy sukces GKS Tychy”): „Na inaugurację rozgrywek 18 sierpnia 1974 roku do Tychów przyjechał z Poznania Lech. Przed meczem wręczono zespołowi sędziowskiemu wiązanki kwiatów, a kibiców rozgrzewała orkiestra dęta kopalni Lenin. Trybuny stadionu GKS przy ulicy Engelsa wypełniło 15 tysięcy widzów. Debiut tyszan w pierwszej lidze zakończył się wynikiem 1:1” [1].


W pierwszym sezonie Tychy utrzymały się w lidze. W drugim, prowadzone przez trenera Aleksandra Mandziarę – sięgnęły już po wicemistrzostwo Polski. Na olimpiadę do Montrealu (1976 r.) pojechał z ekipą Górskiego z GKS Roman Ogaza, zdobywając tam wraz z innymi srebrny medal, co wtedy – dziś brzmi to jak anegdota – uznano za klęskę, bo domagano się więcej. Nie zmieścił się w kadrze olimpijskiej, chociaż grał doskonale, inny tyski zawodnik Lechosław Olsza, ponieważ zarzucano mu, jak głosił modny wówczas eufemizm „niesportowy tryb życia”. Z kolei bramkarz GKS Eugeniusz Cebrat zagra sześć meczów w reprezentacji, ale dopiero wiele lat później, już w ekipie prowadzonej przez Antoniego Piechniczka. 


W kinach szedł wtedy film „Rocky” z Sylwestrem Stallone, później znanym z kolejnych wersji „Rambo” krążących na video w Polsce już w latach 80. Rocky to zmagający się z licznymi przeciwnościami skromny bokser, co nagle otrzymuje szansę walki z mistrzem świata. Widzowie na całym globie przejmowali się tą na wpół bajkową historią.


W europejskich pucharach debiutujący GKS Tychy wylosował od razu renomowany FC Koeln. Niemiecka piłka miała wtedy renomę podobną, jak samochody z tego kraju. W Kolonii grał m.in. mistrz świata Wolfgang Overath, a także znany z imponujących umiejętności technicznych Dieter Mueller, ulubieniec operatorów telewizyjnych i fotoreporterów, bo potrafił gola wbić stojąc tyłem do bramki, tzw. przewrotką.


W Kolonii GKS jeszcze na dwie minuty przed końcem utrzymywał wynik 0:1. Gola strzelił świetny Heinz Flohe, ale rezultat stwarzał nadzieję na odrobienie strat w rewanżu. Jednak w 88 minucie drugą bramkę dorzucił występujący w barwach FC Koeln Belg Roger van Gool. W tyskim zespole grali wyłącznie zawodnicy z kraju, czas internacjonałów i Polaka z wyboru, ciemnoskórego Emmanuela Olisadebe, który strzelił dla reprezentacji pierwszego gola po powrocie na mistrzostwa po szesnastoletniej przerwie (2002 r.) nadejść miał wiele lat później.


Przegraną z FC Koeln 0:2 uznać można za honorową, skoro po 15 latach Widzew Łódź, mający za sobą nawet półfinał Pucharu Europy, w kolejnej edycji rozgrywek UEFA przegrał we Frankfurcie z Eintrachtem… 0:9. Zresztą w Tychach nie poddano się po pierwszym meczu. Ogranizatorzy rewanżu popełnili jednak błąd, za który przyszło frycowe zapłacić. Zamiast na doskonale znanym i przyjaznym stadionie klubu postanowili zagrać na Śląskim, mieszczącym wtedy 100 tys widzów.


Co z tego wynikło, relacjonują Slezak i Kantyka: „Decyzje działaczy okazały się chybione – na trybunach zasiadło zaledwie 20 tysięcy widzów i ogromny chorzowski stadion wydawał się pustawy. Tyscy zawodnicy czuli się w tych warunkach obco i de facto rewanż zamiast u siebie grali jakby na wyjeździe” [2].


Niewiele jednak brakowało, a straty dałoby się odrobić i doprowadzić do dogrywki, w której wszystko mogło sie zdarzyć, bo wtedy zwykle denerwują się faworyci. Pierwszą bramkę strzelił Ogaza i przez prawie godzinę tyszanie utrzymywali prowadzenie. Do tego, żeby grę przedłużyć, brakowało drugiego gola. Zdobył go jednak na 16 min przed końcem Dieter Mueller i GKS honorowo pożegnał się z europejskimi pucharami. Również jego przygoda z ekstraklasą potrwała ledwie trzy lata.


Z wypowiedzi publicystów w książce Kantyki i Slezaka cytowanych wynika jasno, że kibicowanie ulubionemu GKS stało się istotną formą integracji mieszkańców Tychów, które bez tego piłkarskiego wątku pozostawałyby raczej sypialnią, anonimowym blokowiskiem. Zawodnicy pomogli miejscowym poczuć dumę i tożsamość. Musiało wiele lat minąć, zanim podobne zjawisko nastąpiło w życiu społecznym. O Papieżu i pierwszej Solidarności była już mowa. Znakomita opowieść o GKS Tychy dostarcza też odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób Polacy znosili rzeczywistość tamtego ustroju i nie pozwolili się stłamsić. Kibicowanie pozostawało jedną z wielu pasji, stanowiących alternatywę dla oficjalnego zakłamania. Dawało poczucie więzi ludziom, którzy – jak mieszkańcy Tychów – potrafili wcześniej przejechać kilkaset kilometrów za pracą i w nowym miejscu nie czuli się jeszcze zakorzenieni.     

Nie jest to więc – pomimo wypełnienia wszelkich wymogów kronikarskiej dokładności i rzetelności – książka wyłącznie o piłce nożnej. Chociaż kibic znajdzie w niej tabele, składy i zdjęcia, to ostatnie niekiedy o wyjątkowym walorze – jak w wypadku stadionu w Tychach, który… już rozebrano. Co mogłoby wystarczyć za konkluzję. 


Tak jednak nie jest. Fenomen polskiej piłki, kochanej w kraju, a przez lata i w świecie podziwianej, z czego pozostało nam jeszcze powszechne uznanie dla talentu Roberta Lewandowskiego – wziął się z dziesiątków „klubów, które kochamy”. Taka była Stal Mielec, fabryczny zespół z 40-tysięcznego miasta, skąd wywodził się Jan Domarski, strzelec słynnej złotej bramki, co w 1973 r, na Wembley dała nam zwycięski remis z Anglią i pierwszy po wojnie awans na mistrzostwa świata – ale i król strzelców tychże Grzegorz Lato. Takimi klubami pozostawały też już po zmianie ustrojowej Korona Kielce, co pomimo zmiennych kolei losu potrafiła liderować ekstraklasie piłkarskiej, wyprzedzając wysokobudżetowe kluby albo Groclin z niewielkiego Grodziska Wielkopolskiego, który jednak potrafił z europejskich pucharów wyeliminować niemiecką Herthę i potężne Manchester City. Bo też opowieść o sportowych marzeniach i ich nieoczekiwanym czasem spełnieniu nigdy się nie kończy, trwa przecież od olimpiad greckich.  


[1] Zbigniew Kantyka, Klaudiusz Slezak. Największy sukces GKS Tychy. Wyd. K-16, Tychy 2021, s. 5

[2] Kantyka, Slezak… op. cit, s. 218    


Łukasz Perzyna – dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl. Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego

Liceum Batorego i polonistyki UW, studiował również dziennikarstwo


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.