Gdy wojna się skończy

Historyczne refleksje i analogie


Ta wojna okazuje się supernowoczesna, toczy się w cyberprzestrzeni, uchodzący za najlepszych w świecie hakerzy rosyjscy atakują systemy komercyjnych banków ukraińskich i tamtejszej administracji rządowej, kraje zachodnie zaś odłączają 24-godzinny przekaz RTR Rossija, ale na Morzu Czarnym agresorzy – w dawnym radzieckim stylu, niby przez pomyłkę – trafiają też statek pod banderą mołdawską, co przywodzi na myśl pamiętne zestrzelenie przez ZSRR w 1983 r. pasażerskiego samolotu południowokoreańskich linii lotniczych, który według oficjalnego komunikatu agencji TASS odbywał misję szpiegowską.

Jak w kultowym amerykańskim filmie „Deja vu” czas okazuje się kategorią względną. Na ponowoczesną – przepraszam za słowo – wojnę hybrydową nakładają się reminescencje z dawnych czasów, kiedy to co drugi taksówkarz warszawski pomstował na kacapów i bolszewików (pozostali, często emerytowani milicjanci, chętniej narzekali na solidaruchów i Żydów z KOR), a my śmialiśmy się, że ci zawodowi szoferzy reprezentują większe znawstwo tematu, niż wykładowcy z niezliczonych katedr kremlistycznych i sowietologicznych na uniwersytetach amerykańskich. Te ostatnie powstawać zaczęły masowo odkąd w USA pojawiło się zjawisko szoku posputnikowego na wiadomość, że Związek Radziecki wystrzeliwując pierwszego sztucznego satelitę (1957 r.) oraz człowieka w Kosmos (lot Jurija Gagarina w 1961 r.) wyprzedził największe mocarstwo świata w tym wyścigu, a w stanach amerykańskiego interioru budowano na potęgę przydomowe schrony przeciwatomowe. Rządził bowiem strach. Teraz powraca.


Syty Zachód, od lat aż do czasów pandemii nie znający innych zagrożeń poza terrorystycznym, ulega mu w stopniu bez porównania większym niż my, pamiętający czasy, kiedy to w dobie pierwszej Soldarności z lat 1980-1981 na okładkach niemieckich tygodników zamieszczano kolorowe kontury granic Polski z liczbami oznaczającymi gotowe do inwazji dywizje radzieckie, czechosłowackie i enerdowskie oraz rysunki sowieckiego niedźwiedzia nie przypominającego wcale pogodnego Miszki, maskotki niedawnej olimpiady moskiewskiej.

Jednak różnica pozostaje jedna i zasadnicza. Amerykanie mogą się nawet w przyszłości z Europy wycofać. My tu zostaniemy. Dla Francuzów kraje Magrebu, tak ze względów kulturowych, jak związanych z importem surowców energetycznych, zawsze pozostaną ważniejsze od Ukrainy. Dla Polski to coś jednak więcej niż sąsiad: często „mała Ojczyzna” dla wielu z nas lub naszych przodków, przestrzeń utrwalona w tradycji i kulturze. Nie tylko zresztą w pozytywnym kontekście, bo doceniając Liceum Krzemienieckie, szkołę ukraińską w poezji romantycznej czy sojusz Józefa Piłsudskiego z Semenem Petlurą w dobie wyprawy kijowskiej z 1920 r. pamiętamy też, przed kim broniły Lwowa nasze bohaterskie Orlęta i kto mordował Polaków w trakcie czystki etnicznej, nazwanej wtedy Rzezią Wołyńską.


Ale historia, nawet okrutna i pełna sprzeczności, pozostaje wspólna. Polski Senat już w 1990 r, jako pierwsza od 1928 r. izba naszego parlamentu pochodząca w całości z wolnych wyborów (okrągłostołowy kontrakt polityczny konsumowany 4 czerwca 1989 r. objął wyłącznie głosowanie do Sejmu), potępił powojenne wysiedlenia ludności ukraińskiej w ramach „akcji Wisła”, przeprowadzonej przez komunistów w odwet za zabicie przez Ukraińską Powstańczą Armię gen. Karola Świerczewskiego w zasadzce pod Baligrodem w marcu 1947 r. Polska wraz z Kanadą okazały się pierwszymi krajami na świecie, które 2 grudnia 1991 r. uznały niepodległość Ukrainy, dopiero z parogodzinnym opóźnieniem podobną decyzję podjął prezydent Rosji i grabarz ZSRR z czasów stłumienia pamiętnego puczu moskiewskiego Borys Jelcyn.


Pamiętam jak wcześniej jeszcze, w sierpniu 1990 r. relacjonowałem dla „Gazety Wyborczej” Światowe Forum Ukraińskiej Diaspory, odbywające się w Polsce w miejscu symbolicznym, bo w Białym Borze w Koszalińskiem, na Ziemiach Odzyskanych, na które po wojnie byli przesiedlani, gdzie ze składek ich rodaków z całego świata powstało ukraińskie centrum kultury oraz liceum z internatem. Nie mogli jeszcze wtedy spotkać się w ojczyźnie, bo wciąż istniał Związek Radziecki. Nie chcieli już konferować z dala od niej, w Kanadzie, gdzie mieszkało ich najwięcej, w USA ani Niemczech. Z wielkim przejęciem słuchali Wiaczesława Czornowiła, mówiącego o odradzaniu się demokracji nad Dnieprem. Zaś młodzi Ukraińcy przekonywali mnie, że nigdy nie odrodzi się wrogość między naszymi narodami.


Polska poparła później Pomarańczową Rewolucję i Euromajdan. Wspólnie i perfekcyjnie zorganizowaliśmy piłkarskie Euro 2012 r, najwspanialszy w historii turniej, pozostający doskonałą promocją obu słowiańskich krajów. Idylla we wzajemnych stosunkach jednak nie nastała: świadczy o tym nadanie stadionowi w Tarnopolu przez radnych imienia komendanta UPA Romana Szuchewycza, powtarzające się dewastacje cmentarza Orląt Lwowskich czy niedawno uchwalona przez kijowski parlament ustawa, penalizująca krytykę UPA, której tradycję niestety adoptowała Ukraina niepodległa i demokratyczna. Nawet teraz, gdy współczujemy Ukraińcom ich losu i podziwiamy ich opór przeciwko inwazji, nie możemy o tym zapominać.

Chociaż we wzajemnych kontaktach bezpośrednich, choćby gdy obsługują nas w sklepach, bo w Polsce jak szacuje nowy ambasador USA Mark Brzeziński, nawet bez uchodźców, którzy dopiero teraz napłyną już jest ich 4 miliony – śladu wrogości nawet nie da się spostrzec.

Zanikła ona także w ostatnim ćwierćwieczu w niezliczonych relacjach z Rosjanami, od bazarów poprzez turystykę i biznes. Zaś nawet bez odwoływania się do Adama Mickiewicza i jego „przyjaciół Moskali”, bez trudu da się przywołać wspólnotę losów demokratów obu narodów z czasów ostatniego półwiecza: rosyjski samizdat pojawił się jeszcze przed polskim drugim obiegiem i Solidarnością

Zaś w sierpniu 1991 r. wyświechtane powiedzenie, że świat wstrzymał oddech, stało się rzeczywistością, bo wszyscy wpatrywali się w przekazy telewizyjne CNN i Sky News z Moskwy, gdzie puczyści Giennadija Janajewa zmierzający do restytucji komunizmu po internowaniu Michaiła Gorbaczowa na Krymie, dorwali się do walizek z kodami atomowymi i nie było wiadomo, co z nimi zrobią, aż do czasu, gdy powstrzymał ich Borys Jelcyn, zwołujący ludzi pod moskiewski Biały Dom, żeby powstrzymali czołgi. Wtedy na posiedzeniu komitetów obywatelskich w gmachu warszawskiej Akademii Muzycznej dawny współautor statutu NSZZ „Solidarność” mec. Jan Olszewski zwrócił się do zebranych: – Rosja ma dziś dla nas szczerą, przyjazną twarz Jelcyna. 


Rok później prezydent Rosji wysłał do nas dyrektora Rudolfa Piechoję, który przywiózł do Warszawy bezcenne dla Polaków archiwa katyńskie. Z biegiem lat jednak czekaliśmy na kolejne gesty, które nie nastąpiły. Jelcyn nie przyjechał na rocznicę Powstania Warszawskiego, choć liczono, że będzie się przy tej okazji sumitował za bierność radzieckiej armii, czekającej na drugim brzegu Wisły, aż dopali się stolica Polski. Dużo mniej już obserwatorów u nas spodziewało się, że jego następca Władimir Putin wykorzysta wizytę na Westerplatte, żeby przeprosić za „nóż w plecy” z 17 września 1939 r. I tym razem oczywiście czekaliśmy daremnie. Teraz, gdy Rosja zbrojnie atakuje Ukrainę, wobec zawinionego przez tą pierwsza przelewu słowiańskiej krwi, nasze kontakty z wielkim sąsiadem z oczywistych względów prezentują się najgorzej od czasów upadku imperium radzieckiego. Niedawna moskiewska misja naszego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua, w roli rotacyjnego przewodniczącego OBWE spotykającego się z jego rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem i do końca próbującego zapobiec najgorszemu – pokazuje dobitnie, że nie jest to naszą winą.


Nie sprawdziły się nie tylko nasze rachuby, że formująca się w Rosji nowa, czterdziestomilionowa klasa średnia, bywała w świecie i znająca języki obce, nie tylko doceni zdobycze kapitalizmu, ale pokieruje kraj w stronę inną niż dyktatorska i zdobywcza. Spełniły się raczej obawy Zbigniewa Brzezińskiego, który przed niemal trzydziestu laty przewidywał: „Polityka odrodzenia imperium skazałaby Rosję na pozostanie, jak niegdyś, państwem autokratycznym, ale wpędziłaby jej mieszkańców w przewlekłe, rozrastające się i potencjalnie nigdy nierozwiązywalne konflikty. Tym samym Rosja znalazłaby się w klasycznej pułapce niemożności” [1].


Żadna wojna nie trwa jednak wiecznie, a z czasem gdy czołgi wrócą do baz, Rosja zmuszona będzie podjąć próbę, żeby się z tej pułapki wydostać. Również jej sąsiedzi myśleć powinni o drogach wyjścia z niej, żeby w przyszłości nie przychodziło im budować na spalonej ziemi. Rządy Władimira Putina nie zmierzają do nieskończoności. Kres im położy wyczerpanie się możliwości lidera, lub zaspokojania agresywnych apetytów, które sam rozniecił. Bezradność Zachodu wobec państwowej przemocy, upostaciowanej przez czołgi, z których wieżyczek wyglądają niekiedy dawne radzieckie flagi z sierpem i młotem, jak wynika z przekazów telewizyjnych – obecnie szczególnie rażąca, z czasem także ustąpi miejsca skutecznym środkom zaradczym. Wymusi je na politykach opinia publiczna, albo zgodnie z regułami demokracji ich wymieni. 


Prezydent USA Joe Biden dobiega osiemdziesiątki. Putin ma lat prawie 70. Żeby nie szukać dalej, dwaj najbardziej dziś wpływowi politycy w Polsce – prezes partii rządzącej Jarosław Kaczyński i przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki wywodzą się z rocznika 1949 r. Jeśli tej generacji liderów nie uda się znaleźć rozwiązań gordyjskiego węzła w naszym regionie Europy – poszukają ich pokolenia następne. Powstrzymanie putinowskiej agresji to dopiero początek drogi. I pierwsze wyzwanie. Na rozległych równinach Europy Środkowo-Wschodniej przyjdzie nam żyć razem. Na spalonej ziemi najtrudniej. Z czasem przyjdzie czas budowania nowych i wspólnych rozwiązań, w których znajdzie się miejsce zarówno dla niepodległej Ukrainy, jak demokratycznej Rosji a także bezpiecznej od zewnętrznych zagrożeń Polski. Historia najnowsza dostarcza wielu przykładów, jak niemożliwe stawało się rzeczywistym: to posłanie biskupów polskich do niemieckich, działalność rosyjskich dysydentów, pontyfikat Jana Pawła II i fenomen Solidarności. Także wspomniane już wybory z 4 czerwca 1989 r. w Polsce i obrona moskiewskiego Białego Domu przez demokratów przed zwolennikami stalinizmu. Czas plemiennej wrogości mija nieuchronnie, czego równie licznych przykładów dostarcza historia najnowsza, a wtedy zwycięża poczucie wspólnoty i potrzeba współpracy. Gdy czołgi wyjechały na ulice naszych miast 13 grudnia 1981 r. podobne rozwiązanie wydawało się równie odległe, jak z ukraińskiej perspektywy teraz, doczekaliśmy się go jednak w perspektywie niecałej dekady i w obrębie doświadczeń i dokonań jednego pokolenia.        

[1] Zbigniew Brzeziński. Bezład. Editions Spotkania, Warszawa 1994, s. 139

 


Dziennikarz PNP 24.PL, „Opinii” oraz „Samorządności” i portalu wio.waw.pl. Autor filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz jedenastu książek o polityce i historii najnowszej, w tym biografii Andrzeja Ostoi-Owsianego. Pracował dla wydawanej poza cenzurą prasy KPN („Orzeł Biały”) i Regionu Świętokrzyskiego Solidarności („Nurt”, „Ulotka Świętokrzyska”), a w nowej Polsce w „Obserwatorze” i „Wiadomościach TVP” oraz „Gazecie Wyborczej”, „Obserwatorze Codziennym”, „Sztandarze”, „Życiu” i kwartalniku „InGreen”. Absolwent warszawskiego Liceum Batorego i polonistyki UW, ukończył dziennikarstwo na UW.


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Email

kontakt@gruszka.com


Telefon

+48 512 239 167


Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.

Zastrzeżenie Dotyczące Strony Internetowej

Informacje zawarte na tej stronie służą wyłącznie do ogólnych celów informacyjnych. Informacje są dostarczane przez Grupę Medialną Gruszka i chociaż dokładamy wszelkich starań, aby informacje były aktualne i prawidłowe, nie składamy żadnych oświadczeń ani gwarancji, wyraźnych ani dorozumianych, co do kompletności, dokładności, rzetelności, przydatności lub dostępności w odniesieniu do strony internetowej lub informacji, produktów, usług lub powiązanej grafiki zawartej na stronie internetowej w dowolnym celu. W związku z tym polegasz na takich informacjach wyłącznie na własne ryzyko.

W żadnym wypadku nie będziemy ponosić odpowiedzialności za jakiekolwiek straty lub szkody, w tym między innymi za straty lub szkody pośrednie lub wtórne lub jakiekolwiek straty lub szkody wynikające z utraty danych lub zysków wynikających z lub w związku z korzystaniem z tej witryny .

Za pośrednictwem tej witryny możesz otworzyć linki do innych witryn, które nie są pod kontrolą Grupy Medialnej Gruszka. Nie mamy kontroli nad charakterem, treścią i dostępnością tych witryn. Umieszczenie jakichkolwiek linków nie musi oznaczać rekomendacji ani poparcia wyrażanych w nich poglądów.

Dokładamy wszelkich starań, aby strona internetowa działała sprawnie. Jednakże Grupa Medialna Gruszka nie ponosi odpowiedzialności i nie będzie ponosić odpowiedzialności za czasową niedostępność serwisu z powodu problemów technicznych.