Spotkania z Powstańcami

Dla patriotycznie nastawionych warszawiaków coroczne spotkania na Powązkach 1 sierpnia stały się tym, czym dla mieszkańców Świętokrzyskiego wizyta na Wykusie, dawnym miejscu koncentracji partyzantów Jana Piwnika “Ponurego”

Ale nie tylko na cmentarzu stykaliśmy się z bohaterami dawnego czasu.
Zapewne była to połowa lat 80, czas kiedy jeszcze warszawiacy czekali na postojach na taksówki a nie odwrotnie. Wracaliśmy we czwórkę ze Starówki. Nagle przed nami wyrosło dwóch starszych panów, zdecydowanych wyprzedzić nas studenciaków w kolejce. Wywiązała się szybka wymiana zdań, dotycząca prawa pierwszeństwa. Od słowa do słowa… 
– Ja byłem w Kedywie, a wy nawet nie wiecie, co to takiego – odezwał się jeden z naszych sytuacyjnych antagonistów.
– Wiemy: Kierownictwo Dywersji Armii Krajowej – rozwiązałem naprędce skrót.
Rozmówca przyjrzał mi się badawczo:
– A skąd ty to wiesz? – spytał zdziwiony.
– Władysław Bartoszewski. Dni walczącej Warszawy. Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984 – podałem z głowy z wprawą studenta polonistyki adres bibliograficzny drugoobiegowej publikacji.
W jednej chwili sytuacja pyskówki zamieniła się w kordialną. Starszy pan wydobył z kieszeni marynarki pokaźną piersiówkę, może nawet zdobyczną na Niemcach z tamtych czasów. A przede wszystkim zaproponowali nam pierwszeństwo, o które wcześniej się wykłócali. Gawędziliśmy przez chwilę przyjaźnie, ku zdumieniu śledzącego całą pantomimę przez przednią szybę dużego fiata kierowcy taksówki. Nie muszę dodawać, że to starsi panowie odjechali nią pierwsi z postoju. Pozostawiając nas z wrażeniem, że z historią wciąż w tym naszym mieście zetknąć się możemy na każdym skrzyżowaniu ulic.

 

Armia Krajowa odchodzi

Jednak jeszcze w tych samych latach 80. drugoobiegowy poeta Tomasz Jastrun napisał w wierszu dla “Kultury Niezależnej”:
“Armia Krajowa odchodzi
nie w boju
na raka
i wieńcowe choroby”
Pamiętam wzruszenie jego matki, uczestniczki Powstania Warszawskiego Mieczysławy Buczkówny, konspiratorki z Szarych Szeregów i uciekinierki z obozu w Pruszkowie, gdy przy jakiejś rocznicowej okazji zacytowałem jej z pamięci wiersz syna. Miała wtedy łzy w oczach. 
Nieubłagane prawa biologii sprawiły, że z każdą rocznicową okazją powstańców – jak uchwycił to wiersz Jastruna – stawiało się coraz mniej. Trwali jednak dzielnie. 

 

Bohaterowie nieugięci w upale

Pięćdziesiątej rocznicy towarzyszył wyjątkowy upał. Wtedy, na placu Piłsudskiego, mdleli jeden po drugim młodzi żołnierze z doborowej kompanii honorowej Wojska Polskiego, ze trzech chyba zniesiono z płyty przed Grobem Nieznanego Żołnierza – a sędziwi już kombatanci stali nieugięcie w mundurach i beretach, pod sztandarami swoich dawnych zgrupowań.
To była pierwsza okrągła rocznica Powstania świętowana w wolnej Polsce i – niestety – ostatnia już z tak masowym ich udziałem.
Gdy przed kamerą TVP spytałem jednego z uczestników uroczystości, czy ma poczucie, że jest ich głównym bohaterem – odpowiedział mi stanowczo, że w ogóle bohaterem się nie czuje, spełniał tylko swój obowiązek. 
Zdjęcie z profilu Mikołaja Kaczmarka na Twitter.

Inny wypowiadający się dla mojej ekipy Wiadomości na 19,30 powstaniec do Polski z tej rocznicowej okazji przyjechał po raz pierwszy od pół wieku. Z Australii. Łączniczka zaś parokrotnie, żebym w telewizyjnej “wizytówce” nie przekręcił powtarzała swój ówczesny pseudonim: “Iśka Szczeniak”.
Nagrywało się wtedy również tych, co się przedstawiać nie musieli. Jak legendarny emisariusz Kazimierz Leski “Bradl”. Czy wytrwały kronikarz Powstania Bronisław Troński. A także przybyła specjalnie z emigracji na obchody Zofia Korbońska. Dla nich był to czas satysfakcji, na którą czekali długo. Dla nas – fascynacji zetknięciem z żywą historią.

 

Gestu Jelcyna nie było czyli stracona szansa pojednania

Liczono wtedy bardzo – bo stosunki ze wschodnim sąsiadem i naszym dawnym dominatorem nie pogorszyły się jeszcze, pamiętano o zwycięskiej obronie Białego Domu przed puczystami w sierpniu 1991 r. i misji specjalnego wysłannika prezydenta Rosji Rudolfa Piechoi, który jesienią 1993 przywiózł do nas archiwum katyńskie – że na 50. rocznicę przyjedzie do Warszawy sam Borys Jelcyn i przeprosi za to, że idąca ze wschodu armia stanęła wtedy na linii Wisły i czekała, aż stolica Polski się dopali.
O rysującej się historycznej szansie pojednania mówił mi wtedy do kamery “Wiadomości” Leszek Moczulski, przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej i znawca geopolityki. Prezydent Rosji okazji nie wykorzystał, przysłał tylko szefa administracji Siergieja Fiłatowa. Choć dyplomatycznie poprawna, jego wizyta nie zyskała istotnej rangi.

Zdjęcie z profilu Mikołaja Kaczmarka na Twitter.

Od zrzutów przez wiejski cmentarz do NATO

Nie zawiódł za to wtedy wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Al Gore, zastępca Billa Clintona. Specjalnie przyleciał do Polski, żeby złożyć kwiaty na wiejskim cmentarzu w Łomnej, gdzie spoczywają członkowie strąconej załogi samolotu alianckiego, niosącej pomoc powstańcom.
“Na 60 powstańczych nocy, od 3 sierpnia (wtedy [marszałek Królewskich Sił Powietrznych RAF John] Slessor otrzymał rozkaz lotów) do 2 października, 25 stracono z powodu złej pogody a 12 przypadło na pełnię księżyca i wówczas obowiązywał zakaz zupełnie beznadziejnego latania” – charakteryzował Józef Garliński w książce “Polska w Drugiej Wojnie Światowej”. “W ciągu pozostałych 23 nocy latano w granicach maksymalnych możliwości posiadanych załóg i samolotów (..). Z włoskiej bazy startowało 196 polskich, brytyjskich i południowoafrykańskich samolotów, z tej liczby 42 dotarły do Warszawy i dokonały zrzutów. Z tego tylko 25 zrzutów odebrali powstańcy, ale aby to osiągnąć, 39 maszyn musiało zginąć, a więc poniesiono 90% strat (..). Z 18 polskich załóg z eskadry 1586 tylko 2 przetrwały powstanie. (..) Z lotników brytyjskich i południowoafrykańskich zestrzelono 133 i tylko 7 uratowało się, trafiając do oddziałów AK. Amerykanie, w swej wielkiej dziennej wyprawie, stracili tylko 2 maszyny i 11 lotników, ale lecieli w warunkach uprzywilejowanych, z prawem lądowania po sowieckiej stronie, przy częściowej osłonie myśliwców, a rezultat ich lotu był mizerny: na 1284 zasobniki, tylko 228 trafiło do rąk powstańców (..). Ogółem podjęto w Warszawie i w Kampinosie ponad 100 ton zaopatrzenia, w tym ponad 80 ton uzbrojenia i ponad 20 ton żywności i lekarstw” – podliczał zachodnią pomoc Garliński [1].

Gdy na kolegium redakcyjnym Wiadomości TVP po luzacku zgłaszałem, by na tablicy z rozkładem jazdy ekip telewizyjnych zapisać markerem temat przeciwpożarowy: Gore w Łomiankach, miałem już świadomość doniosłych geopolitycznych reperkusji tej wiceprezydenckiej wizyty. Nie ulega wątpliwości, że nie tylko poprzez uhonorowanie bohaterów dała satysfakcję Polakom w kraju i za Oceanem.
Przypomnienie dawnego braterstwa broni i wspólnie poniesionych ofiar przyczyniło się niewątpliwie do przełamania amerykańskich oporów przed przyjęciem nas do Sojuszu Atlantyckiego. Już w trakcie kolejnej prezydenckiej kadencji ogłosił to właśnie w Warszawie zwierzchnik Gore’a, demokrata Bill Clinton. Wagę tej decyzji doceniamy teraz, gdy płonie sąsiadująca z nami Ukraina a my udzielamy gościny wojennym uchodźcom stamtąd.

Zdjęcie z profilu Mikołaja Kaczmarka na Twitter.

Spłacony dług warszawiaków

Podobnie jak przed 79 laty literalnie cała Polska – chociaż wynędzniała i dosłownie wygłodniała po pięciu latach niemieckiej okupacji i związanych z nią represji oraz restrykcyjnych kartkowych racji żywnościowych  – chętnie przyjmowała wygnańców z Warszawy. Jedynej podczas II wojny światowej stolicy, zburzonej z zimną krwią i planowo w odwet za wzniecenie insurekcji.     
Na otwarciu drzwi przed przybyszami zyskały mniejsze ośrodki. Mój ojciec w niby prowincjonalnym liceum w Łowiczu miał nauczycieli tak znakomitych, że na oblegany wówczas wydział mechaniczny Politechniki Warszawskiej zdał egzamin z trzecią lokatą. Przygotowali go dawni warszawscy pedagodzy, dla których odległe o 80 kilometrów miasto okazało się pierwszą przyjazną przystanią po zburzeniu przez Niemców stolicy.       
 
[1] Józef Garliński. Polska w Drugiej Wojnie Światowej. CDN, Warszawa 1988, t. II, .s 157
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments