Krótki ranking prezesów TVP

Najpierw była to jedna z najważniejszych funkcji w państwie. Później śmiano się, że prezesem TVP zostać może każdy. Paradoksalnie Jacek Kurski, najgorszy szef telewizji w jej historii, przywrócił znaczenie tej funkcji dla świata polityki. Gdy go odwoływano, emocje sięgały zenitu.

Jego następcę Mateusza Matyszkowicza za wcześnie klasyfikować, gdybym musiał już teraz tego dokonywać, zaliczyłbym go zapewne do kategorii leniwych, bo na nazwanie go szkodnikiem za wcześnie.

Budowniczowie

Janusz Zaorski.

Wielki reżyser wyznawał najprostszą zasadę: sam zarób i daj zarobić innych. Przełożyła się na zaangażowanie załogi i wysoki poziom programu. Za jego czasów w Telewizji Polskiej pracowało się 12-14 godzin na dobę. I było warto. W rankingach zaufania do instytucji społecznych telewizja zbierała wysokie oceny, o pierwszeństwo konkurując najpierw z Kościołem,

później z wojskiem. Za jego rządów szefem Wiadomości został charyzmatyczny Karol Małcużyński, ale po nim już Jarosław Gugała, kojarzony z pop kulturą i ucieleśniający tezę, że nie święci garnki lepią. Strona profesjonalna programu nigdy nie pozostawała Zaorskiemu obojętna a z racji dokonań zawodowych jego opinia w tej kwestii jawiła się jako niepodważalna. Nie był za to apodyktyczny w polityce, chociaż Lechowi Wałęsie, który go rekomendował, krzywdy oczywiście nie zrobił.

Jan Dworak

Objął TVP po aferze Lwa Rywina i prezesie Robercie Kwiatkowskim. Wśród decydentów znalazł miejsce zarówno dla Małgorzaty Raczyńskiej jak Doroty Gawryluk czy Andrzeja Godlewskiego, także dla twórcy historycznych 21 postulatów gdańskich Macieja Grzywaczewskiego. Obracając się umiejętnie pomiędzy nimi, nakręciłem za rządów Dworaka godzinny film o prezydenturze Aleksandra Kwaśniewskiego, chwalony za rozmach i obiektywizm. Jednak to prezes Dworak ma na sumieniu podpowiedziane przez złych ludzi pozbycie się z TVP Wojciecha Nomejki, najskuteczniejszego dziennikarza w dziejach tej instytucji, który samodzielnie potrafił nakręcić połowę półgodzinnego wydania Panoramy w tym wszystkie trzy tematy “forszpanowe” jak w telewizji nazywa się odpowiedniki czołówek w gazetach.

Andrzej Drawicz

Pierwszy był, więc miał najtrudniej, gdy obejmował schedę po Jerzym Urbanie. Przeprowadził pospieszny rebranding w wyniku którego program o 19,30 znienacka został “Wiadomościami”, chociaż normalni ludzie wciąż mówią na niego “Dziennik”. Niestety pozwolił na to, by wskazany przez Tadeusza Mazowieckiego (znanego z hasła “spiesz się powoli” i ksywy “żółw”) delegat na IX zjazd PZPR Jacek Snopkiewicz objął dyrekcję programów informacyjnych. Z własnej już za to inicjatywy powołał “Obserwatora”, dziennik robiony już profesjonalnie – w odróżnieniu od “Wiadomości”, gdzie starzy towarzysze grali bez końca, prezesowi na złość, żółtawą planszę “przepraszamy za usterki”. Wybitny rusycysta, zadał sobie trud pioniera zmian, przybliżających TVP do zachodnich stacji. Padł ofiarą ludzkiej podłości, bo gdy do telewizji przyjechał Lech Wałęsa, wygwizdali prezesa jego właśni podwładni, chociaż zawsze o nich dbał i bronił.

Kontrowersyjni chociaż kreatywni

Wiesław Walendziak

Przedstawiany jako charyzmatyczny lider, miał na swoim koncie udany program “Bez znieczulenia”, rewolucyjny jak na telewizję w Polsce, bo gdy za temat miał rolnictwo, ministra i Andrzeja Leppera Walendziak zamiast w studiu przepytywał w przydrożnym rowie. Niezła rekomendacja jak na prezesa, podobnie jak młody wiek. Jednak zasadę, żeby dać zarobić, Walendziak ograniczył do kolegów ze swojej frakcji. Jego zwolenników nazwano pampersami, od powierzchowności Marcina Dominika Zdorta, syna cenionej przez szefów polityki kulturalnej PRL reżyserki filmowej: adiutant Walendziaka przypominał wiecznie obrażone duże dziecko z monstrualną nadwagą. Szczęśliwszą rękę miał prezes do innych współpracowników, również młody Jacek Bochenek okazał się najlepszym szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej w jej historii. TVP działała wtedy z rozmachem, dbała o obiektywizm i skupiała artystów i dziennikarzy o zróżnicowanym światopoglądzie: wydawcami głównych “Wiadomości” byli zarówno Grzegorz Miecugow jak Agnieszka Romaszewska-Guzy. Niestety miał Walendziak słabość do Milana Suboticia ze starego “Dziennika” o powierzchowności takiej, że mógłby fortunę zrobić na odgrywaniu esbeków w filmach historycznych. Powołany na szefa Teleexpressu Subotić zorganizował w klubie Dekadent imprezę z udziałem tak prezenterek jak bossów mafii, co stało się największą aferą w historii Telewizji Polskiej. W kontaktach z podwładnymi Walendziaka cechowały wyjątkowa mściwość i pamiętliwość. Rychło poszedł do polityki. Kariery tam nie zrobił.

Ryszard Miazek

Pozostawił po sobie pamięć dobrego gospodarza, co było jego zamierzeniem. Czasem sam odbierał na Woronicza telefony, gdy sekretarki już do domu poszły. Powściągał tendencje postkomunistycznego koalicjanta do zerowania “solidaruchów” na antenie. Raziły go drastyczne obyczajowo materiały, zresztą miał brata księdza. Jednak to za jego rządów powrócił na stanowisko szefa informacji dawny propagandysta gen. Mieczysława Moczara, pisujący w 1968 r. w “Walce Młodych” Jacek Snopkiewicz. I szarogęsił się na pl. Powstańców Karol Sawicki, osobnik o fryzjerskiej urodzie i takich też manierach oraz poczuciu humoru, którego największym dorobkiem życiowym pozostaje wspólne zdjęcie z Edwardem Gierkiem.

Robert Kwiatkowski

Za jego rządów śmiano się, że w relacji Wiadomości z konkursu skoków narciarskich na Wielkiej Krokwi w Zakopanem najważniejszy jest prezydent Aleksander Kwaśniewski, imprezę uświęcający obecnością, po nim jego żona first lady Jolanta, na trzecim miejscu skłonna do eksponowania własnej osoby autorka materiału Katarzyna Kolenda-Zaleska a dopiero na czwartym miejscu Adam Małysz, chociaż to on tam wygrał. Jednak spłacająca rozliczne serwituty światu polityki telewizja Kwiatkowskiego pozostawała oglądana… i finansowana. I trzymała poziom bez porównania wyższy niż taplająca się przez ostatnie lata w bagnie stacja pod kierownictwem Jacka Kurskiego. Zaś dawny prezes Kwiatkowski już jako poseł i członek Rady Mediów Narodowych zagłosował skutecznie za odwołaniem tego ostatniego z funkcji. Jako prezes TVP przeszedł Robert Kwiatkowski do historii za sprawą formuły: “Tyle misji, ile abonamentu”.

Zbigniew Romaszewski

Odłączył “rządówkę”, telefon, dający bezpośrednie połączenie z gabinetami władzy. Niestety wyczerpuje to listę jego zasług, ale też usprawiedliwia go trochę, że pełnił tę funkcję najkrócej ze wszystkich. Bardziej panował niż .rządził. Następcy i tak rządówkę cichcem podłączyli z powrotem. Na długo za to zakotwiczyła się w telewizji córka senatora Agnieszka Romaszewska-Guzy dawna rzeczniczka NZS z 1981 r. Bo też prezes to postać posągowa, ale o rodzinę zadbał.

Leniwi

Piotr Farfał

W dzieciństwie skinhaed, później Wszechpolak, do stanowiska miał podejście biznesowe, a nie ideologiczne. Podejścia narodowo-demokratycznego nie narzucał nikomu. Robił interesy, póki mógł. Byle by mu w nich nie przeszkadzano, nie reagował nawet na ataki “Gazety Wyborczej”, wyzywającej go od faszystów. Co więcej, sąd orzekł w majestacie prawa, że ta ostatnia ma podstawy, żeby to robić.

Andrzej Urbański

Wieloletni towarzysz drogi Jarosława Kaczyńskiego nie zaznaczył swojej obecności w TVP pomimo prezesowskiego fotela. W odróżnieniu od Farfała, dbał o interes PiS, a nie własny.

Szkodnicy

Juliusz Braun

Z zacnym życiorysem opozycjonisty, telewizji przysłużył się szpetnie, masowo zwalniając fachowców. Dyspozycyjny wobec PO. Zachowywał się w ten sposób, że znany z elegancji i kultury poseł Platformy Cezary Grabarczyk podczas jednej z sejmowych uroczystości (“jajeczko” wielkanocne) publicznie przepraszał producentkę z TVP, która za rządów Brauna straciła pracę.

Bronisław Wildstein

Z ambitnych zamierzeń pozostała w pamięci telewidzów tylko desperacka walka prezesa z “Czterema pancernymi” i ich psem Szarikiem. Przegrana zresztą. Postanowił wyrugować ich z ramówki. Przetrwali jednak w pamięci Polaków. Prezes Wildstein nie. Teraz na szklanym ekranie funkcjonuje już tylko jako dramaturg, którego sztuki – to nie żart – wystawia obecny prezes Mateusz Matyszkowicz. Pozujący na intelektualistę Wildstein wykazał się wielką konfliktowością, zrażał do siebie ludzi. Z czasem poróżnił się również z liderami PiS, którzy go na stanowisko wskazali i został odwołany.

Marian Terlecki i Marek Markiewicz

Po zwycięstwie Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich stworzyli – jako prezes Radiokomitetu i szef telewizji – tandem, stawiający na “wszystko czerwone” (jeśli posłużyć się tytułem znanego kryminału Joanny Chmielewskiej). Zdjęli za to z anteny pierwszy i jako dotychczas jedyny w historii Telewizji Polskiej dziennik bez komunistów – “Obserwatora”. Zespół w odpowiedzi podjął dziesięciodniowy strajk, także pierwszy i jedyny w telewizyjnej historii (nawet w 1981 r. była tam tylko “gotowość” jak w slangu związkowym określa się przedstrajkową mobilizację. Właśnie w zespole “Obserwatora” Markiewicz zyskał sobie ksywę “Makarenko” ze względu na skłonność do długich, nacechowanych pedagogiczną demagogią przemian. Prezes Radiokomitetu Terlecki pomimo przyzwoitego przedtem życiorysu (w podziemiu i na emigracji wydał z poetą Antonim Pawlakiem książkę “Każdy z was jest Wałęsą”) odegrał w TVP paskudną rolę. Przegrał jednak nie z polityką, lecz w wodą ognistą. Gdy swoją toyotą rozbił się o mur lodziarni przy jednej z szos, Jerzy Urban dał w “Nie” zdjęcie rozbitego samochodu i wyrządzonych szkód ze znaczącym podpisem “Prezes wpadł na lody”.

Jacek Kurski

Niczym bohater filmu “Bad Boy” Patryka Vegi działał tak, jakby lepszą stronę swojej natury zamierzał ukryć jak najgłębiej. W praktyce robił telewizję dla jednego widza: Jarosława Kaczyńskiego. Postawił na proletariat dziennikarski, lansując osoby, których nieudolność zawodowa stanowiła przez lata przedmiot środowiskowych anegdot. Za nic miał standardy, respektowane przez poprzedników. Sięgnął po byłych komunistów jak dawny sekretarz KC PZPR Marek Król w roli dyżurnego komentatora i kandydatka Leszka Millera na prezydenta Magdalena Ogórek jako gwiazdeczka programów studyjnych. Preferował posłusznych a nie ideowych: główna prezenterka Wiadomości Danuta Holecka pozostawała wcześniej twarzą tego samego programu za rządów postkomunistycznych. Przepadł dopiero, gdy jedynemu widzowi, z którym się liczył, przestały się podobać jego pozaekranowe intrygi.

Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments