Opera brukselska

Sprawa noweli ustawy o Sądzie Najwyższym oraz pieniędzy z KPO pokazały, jak beztrosko główne ugrupowania podchodzą dla najważniejszych dla Polski kwestii: suwerenności i rozwoju
 
Odesłanie przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Konstytucyjnego, zdominowanego przez wewnętrzny konflikt nominatów PiS, oznacza kolejne zapętlenie. Nie kończąca się opowieść, jaka się wokół tego snuje, kompromituje zarówno władzę – PiS powołuje się bowiem na ustalenia z Brukselą którym ta zaprzecza –  jak opozycję, co wcześniej pomogła przepchnąć przez Sejm ustawę, którą uznaje za złą. A Polaków nikt nie przekonał, że środki z KPO mają związek ze stanem sądownictwa.
 
Minimum konsekwencji wykazały tylko partie, głosujące w Sejmie przeciw noweli: Solidarna Polska i Konfederacja, uznające środki z KPO za pożyczkę na lichwiarski procent a powiązanie ich odmrożenia ze zmianami w wymiarze sprawiedliwości za ograniczenie suwerenności kraju oraz Polska 2050 Szymona Hołowni w przepychaniu kolanem fatalnej noweli o SN dostrzegające szantaż rządzących.
 
Podobną konsekwencją popisałby się prezydent Duda, gdyby nowelę po prostu zawetował. Chociaż nie stanie już do wyborów, bo jego kadencja jest ostatnia, nie chciał jednak brać na siebie odpowiedzialności za utratę środków, z których pomocą – nazwijmy rzecz po imieniu – partia, z której się wywodzi, zamierzała wygrać jesienne wybory parlamentarne.  
 

Kucharka Kaczyńskiego zdecyduje, jak jej pozwolą

 
Oczywiście również decyzja o odesłaniu nieszczęsnej noweli do Trybunału Konstytucyjnego da się uzasadnić i sensownie obronić.
 
Merytorycznie bowiem nowela niesie za sobą groźbę strasznego galimatiasu w sądach i rutynowego podważania wyroków. Przyznaje też prawo oceny sędziów Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu, któremu Konstytucja wyznacza całkiem inne kompetencje.
 
Politycznie zaś – podpisanie ustawy przez Dudę oznaczałoby zgodę prezydenta na poniżanie sędziów, których sam powołał. Co gorsza utrwaliłoby opinię o Dudzie jako wyłącznie notariuszu Jarosława Kaczyńskiego, przezywanym wręcz “długopisem prezesa”. O ile nie każdy Polak rozumie słowo “marionetka”, to cytowane określenie już tak. Prezydent może wzbudzać krytykę, przez prawie osiem lat niewiele dokonał, ale jednak reprezentuje majestat państwa, głosowało na niego 11 milionów Polaków i wciąż cieszy się zaufaniem 54 proc z nas (styczniowe badanie CBOS), wyprzedzając w tym rankingu wszystkich polityków w tym niedawnego rywala z drugiej tury celebrytę i “podobasa” Rafała Trzaskowskiego, mniej zajętego rządzoną przez siebie Warszawą niż frakcyjną walką z Donaldem Tuskiem o rząd dusz w PO-KO, którą na razie zresztą przegrywa.
 
Dalszy los niefortunnej – co przyznają również ci, co za nią zagłosowali lub wstrzymując się pomogli ją przyjąć – nowelizacji scedowany został na Trybunał Konstytucyjny. Rozwiązanie to niedobre, bo grozi wizerunkową katastrofą już nie rządzącym tylko – lecz państwu polskiemu.
 
Trybunałem, po serii posunięć PiS upartyjniających wymiar sprawiedliwości, dyryguje bowiem prezes Julia Przyłębska. Przezywana bywa kucharką Jarosława Kaczyńskiego, bo wiadomo, że prezes chętnie u niej jada a w wywiadzie dla jednego z usłużnych “środków musowego przykazu” uznał ją nawet za “odkrycie towarzyskie”. Problem w tym, że spora część jeśli nie większość – dokładnie jeszcze nikt nie policzył – sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zresztą nominatów i szczerych zwolenników partii rządzącej, utrzymuje, że prezesowska kadencja Przyłębskiej dawno już minęła. Nie wiadomo, czy w ogóle się zbiorą, gdy ich zwoła. Wiemy za to, że zawsze w historii wojny domowe okazywały się szczególnie niszczące i gorszące. Jeśli dodać do tego szczegół, że mąż prezeski, były ambasador w Berlinie Andrzej Przyłębski był w latach 70. zarejestrowanym konfidentem komunistycznej służby bezpieczeństwa pod kryptonimem TW “Wolfgang” jak na patriotę przystało – widać, że mamy w tej sprawie kolejną rafę. 
 

Miała być nowela, a tu… lepiej nie mówić co

 
Miała być nowela… a tu zapowiada się niekończąca się opowieść. 
 
Opera nie tyle mydlana co brukselska, ale przypominająca seriale brazylijskie. Ponura, bo niewielu w niej pozytywnych bohaterów, gotowych okazać wierność deklarowanym w pierwszym odcinku zasadom.
 
Nie zaliczają się do nich prezes partii rządzącej Jarosław Kaczyński ani premier Mateusz Morawiecki. Kiedyś zapowiadali wstawanie z kolan w polityce zagranicznej, w tym europejskiej. Została z tego obłudna transakcja “pieniądze za praworządność”. W dodatku Bruksela – jak wynika z półoficjalnego przekazu wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa – zaprzecza, by podobny układ zawierała. Niespodziewanie bowiem Timmermans wsypał powołujących się na niego polityków PiS, zaręczających, jak sam Morawiecki, że w uzgodnionej z UE ustawie nie wolno zmienić nawet przecinka – i oznajmił co innego: Unia nie zamierza pisać krajom członkowskich ustaw. Oceni za całokształt. Jak rozumiemy – uznaniowo. W ten sposób rząd PiS na oczach swego twardego elektoratu stracił alibi dla handlu częścią suwerenności państwa. Oznacza to druzgocącą, nie tylko wizerunkową, klęskę rządzących. 
 
Rządzeni zaś, niczym dzieci i ryby ze znanej powiastki.. głosu nie mają. Nie reprezentuje ich w tej kwestii z pewnością uzurpująca sobie wyłączność “na opozycji” jak mówią, kalecząc polszczyznę w swoim slangu zawodowi politycy, Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska. Jej przewodniczący Donald Tusk ustanowił w ostatnich tygodniach rekord obłudy, nakłaniając własnych posłów do pomocy rządzącym w przyjęciu ustawy, w której przedtem dostrzegano źródło wszelkiego zła. I do hejtowania tych, co jak Szymon Hołownia i jego posłowie – odrzucili podobne znane z George’a Orwella dwójmyślenie. 
 

A może najlepiej to zresetujmy…

 
Nagle pojawił się nowy pomysł: reset. Eurodeputowany Koalicji Europejskiej Andrzej Halicki zapowiada, już po wyborach, renegocjacje całości Krajowego Planu Odbudowy w jego dotyczącej Polski części. Nie wiemy jeszcze, kto te wybory wygra, na macierzystą PO-KO Halickiego raczej nie zagłosujemy, ale inicjatywie warto chyba przyklasnąć. Wszystko, co dotyczy KPO zostało bowiem zapętlone tek fatalnie, że zrobienie tego porządnie i od początku wydaje się koniecznością. 
 
Najpierw jednak trzeba Polakom rzeczowo odpowiedzieć na pytania, dotyczące zarówno kosztów przyjęcia unijnego planu, jak rzekomej nieodzowności ingerencji eurokratów w kompetencje polskiego prawa w zamian za te środki. Krajowy Plan Odbudowy nie stanowi bowiem, także w unijnym zamyśle, premii uznaniowej za pożądany z punktu widzenia Brukseli i Strasburga standard wymiaru sprawiedliwości. Lecz rekompensatę za straty, jakie w wyniku kolejnych lockdownów, ogłaszanych w trakcie pandemii, poniosły gospodarki narodowe. Warto więc rzeczywiście się cofnąć, żeby najpierw ustalić podstawowe kwestie. Inaczej grozi nam bowiem, że części kompetencji sami się wyzbędziemy, a pieniądze albo i tak do Polski nie przyjdą, albo jak się jednak już u nas znajdą, stanowić będą nie bodziec do rozwoju, lecz tylko kłopot. Na fakt, że są to “pieniądze znaczone”, których nie da się wydać na najpilniejsze cele tylko na uzgodnione wcześniej, zwracali uwagę samorządowcy – praktycy odlegli w poglądach od Zbigniewa Ziobry i posłów Konfederacji. Z drugiej strony Polska rozpaczliwie potrzebuje dopływu środków wobec ogromu kosztów, poniesionych w akcji pomocy dla Ukrainy: szczytnej i zaszczytnej, po ludzku niezbędnej, ale drenującej nie tylko zasoby państwa, ale i portfel podatnika.
 
Jedni gromko rozprawiają o rozwoju, inni o suwerenności, jakby były to wartości wzajemnie się wykluczające. Za to przecież płacimy politykom  z naszych podatków, żeby je pogodzili. Jeśli się im nie uda, Polacy wbrew obecnym sondażom mogą im zgotować niespodziankę przy urnach i wybrać następnych, dalece sprawniejszych. Przecież przynajmniej raz, w 2001 r. wiatr historii nagle poprzewracał partyjne szyldy, a Polacy – jako jedyni w Europie po wojnie – nie wpuścili do Sejmu żadnej z partii wówczas rządzących. Dla obecnych luminarzy polskiej polityki powinno to stanowić groźne memento, zwłaszcza, że wówczas właśnie PiS i PO stały się beneficjentami tamtej zmiany, na ponad dwie dekady dzieląc między siebie scenę publiczną. Ze skutkiem takim, jaki dziś obserwujemy.
 
Przypomina się dowcip o tym, jak rosyjski oligarcha (rzecz dzieje się przed 24 lutego ub.r) po wyjściu z ekskluzywnej restauracji stwierdza brak mercedesa z napędem na cztery koła w miejscu, gdzie go uprzednio zaparkował. 
 
– Jak kupił, tak sprzedał – podsumowuje bohater anegdoty.
 
Poważnie już było, chciałoby się dodać…      
 
Odrażający brudni źli

Kampania wyborcza służyć mogłaby pokazaniu ludzkiej twarzy władzy ale również jej konkurentów. Nic podobnego się nie dzieje. O głosy zabiega się w inny sposób niż demonstrując troskę o Polskę i jej przyszłość ..Czytaj więcej ..

Lekcja z Wieruszowa

Prawybory w liczącym 8,5 tys mieszkańców a wraz z wiejską częścią gminy 14 tys. Wieruszowie, położonym dokładnie na dawnej granicy rozbiorowej (stąd wieloletnia zbieżność lokalnych wyników z ogólnopolskimi), pokazały, że nic w polskiej polityce nie jest przesądzone. Wynik głosowania mieszkańców różni się od rezultatów sondaży.Czytaj więcej ..

V Kolumna korupcji

Za miskę soczewicy biurokraci ze służb konsularnych sprzedawali nasze poczucie bezpieczeństwa. W aferze wizowej poraża nie tylko ogromna liczba nielegalnych imigrantów, którzy stali się jej beneficjentami wraz z urzędnikami wyzbytymi uczciwości i skrupułów – ale i niska taksa korupcyjna, jaką uiszczali. Czytaj więcej ..

Wierzę Wajdzie nie Maziarskiemu

Kiedyś wielki reżyser Andrzej Wajda, występując w roli członka komitetu poparcia Platformy Obywatelskiej nazwał TVN “naszą telewizją”. Teraz, nie legitymujący się podobnym uznaniem Wojciech Maziarski przekonuje nas, że to całkiem bezstronna stacja.Czytaj więcej ..

Lizus PiS-u, Lis PiS-u

Michał Adamczyk jak w lustrze odbija wcześniejszy upadek Tomasza Lisa, żurnalisty z kolei antypisowskiego. Nie chodzi jednak o proporcje. Najważniejsze w obu aferach pozostają krzywdy, zadane ofiarom przez pewnych własnej bezkarności celebrytów.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

Dodaj komentarz