Piramida demokracji

Partie polityczne próbują zdominować kampanię przed wyborami samorządowymi i wygrać je siłą rozpędu. W istocie powinno dziać się odwrotnie: skoro władza lokalna jest ponad dwa razy lepiej oceniana przez mieszkańców niż parlament przez obywateli, 7 kwietnia stać się powinien świętem małych Ojczyzn. A nie kolejną okazją do promocji szyldów ogólnopolskich.
 
Partie organizują konwencje, podczas których kandydaci z różnych stron Polski różnią się od siebie wyłącznie trzymanymi w rękach transparentami z nazwami miejscowości. Posłanki Nowej Lewicy przekonują, że “wybory samorządowe będą o aborcji”. Pomijam, że to oczywisty błąd językowy: tyle lat słyszeliśmy równie felerną i kaleczącą polszczyznę konstrukcję “na opozycji”, że zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Dla samorządowców, wbrew indoktrynacji Nowej Lewicy problem stanowi raczej utrzymanie w tym oświetlenie i ogrzanie powiatowego szpitala, a także wypłacenie pensji jego lekarzom, pielęgniarkom, salowym ale i portierowi, co pyta “pan do kogo?”, bo przecież bez niego lumpy wyniosłyby sprzęt medyczny i nie byłoby czym ludzi badać. To stanowi wyzwanie. Nie zaś szczegóły dotyczących przerywania ciąży regulacji.

Narzucane są jednak przez głównych graczy polityki nie tylko kampanijne tematy, bezkrytycznie powielane przez media głównego nurtu – ale i trwalsze od nich zasady prawne. Ordynacja wyborcza a zwłaszcza zasady finansowania partii politycznych faworyzują te ostatnie w walce z komitetami wyborczymi obywateli. Dotacje i subwencje zapewniają nawet w głosowaniach, wyłaniających lokalną czy regionalną władzę, przewagę formacjom, obecnym w parlamencie.

Nie przekłada się jednak ona w żaden sposób na społeczne oceny ani zaufanie. Polacy jak zwykle bowiem okazują się przekorni.

W ostatnim porównywalnym sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej z końca kadencji (obecny parlament za wcześnie jeszcze oceniać), 69 procent Polaków ocenia, że samorządy dobrze pracują. Dokonania Sejmu podobnie oceniło zaledwie 29 proc z nas, zaś Senatu 33 proc [1].

"W nowym badaniu poparcia do Sejmu IBRiS dla +Rzeczpospolitej+ z 22-23 marca tego roku (metoda CATI, próba: 1067 osób) Koalicja Obywatelska może liczyć na 31,9 proc. To wynik tylko nieznacznie gorszy niż ten sprzed miesiąca, gdy KO miała 32,6 proc. To spadek o 0,7 pkt proc." - portal WNP.pl

 Nic dodać, nic ująć. Zwłaszcza, że władza lokalna i regionalna, chociaż ludziom najbliższa, pozostaje w praktyce nieobecna na antenie ogólnopolskich stacji telewizyjnych i to niezależnie od ich politycznych sympatii.

 

Budują mosty nie dla pana starosty

Władza centralna buduje wzajemną wrogość między Polakami (ta jej tendencja nie zmieniła się po 15 października), poprzednia elektrownię w Ostrołęce, której sarkofag po przerwaniu prac przypomina czarnobylski, obecna przymierza się do pierwszej atomowej, ale bez odpowiedzi na pytanie, jak zamierza ją zabezpieczyć przed sabotażem Kremla czy Mińska. Za to samorządowcy wznoszą mosty, wbrew międzywojennej jeszcze piosence nie dla pana starosty. W Sochaczewie niezależny kandydat na burmistrza Andrzej Kuśmirek po latach pisowskich rządów w mieście idzie do wyborów z hasłem zmiany lokalizacji planowanej przeprawy mostowej przez Bzurę, aby służyła mieszkańcom a nie tirom ukraińskich oligarchów przewożącym rujnujące polski rynek i rolnika nie spełniające norm zboże. Tłuszcz, węzeł kolejowy przy linii białostockiej, niedawno jeszcze stanowił przedmiot niewybrednych żartów. Typu: – Panie, czy ten pociąg na Tłuszcz? – Nie, na elektrykę. Teraz rozkwita, niedawno podziwiałem w Tłuszczu tamtejsze Centrum Kultury i Sportu, bardziej funkcjonalne i eleganckie niż podobne w wielu dzielnicach Warszawy, w całości zbudowane po przełomie ustrojowym i stanowiące efekt determinacji bezpartyjnego burmistrza Pawła Bednarczyka. Rządzi on tak, że w poprzednim głosowaniu na 15 radnych mieszkańcy aż 12 wybrali z jego komitetu.

Po lekturze rozmowy ze znanym z artykułów dla Gruszki Piotrem Sterkowskim, zastrzegającego, że Polskę pojmuje jako wspólny dom i zapowiadającego, że z tego właśnie powodu zamierza się zmierzyć jako radny z problemem tłoku w pociągach podmiejskich oraz dzikich przejść przez torowiska, nierzadko oznaczanych zniczami dla pamięci ich licznych ofiar – mogę tylko żałować, że nie mieszkam w jego okręgu wyborczym, żeby oddać na niego głos do rady Warszawy [2]. Podobne odczucia wiążę z kandydowaniem do tego samego gremium Pawła Dąbrowskiego, od kilkunastu lat prowadzącego z sukcesem pismo “Samorządność”, wbrew nazwie zamieszczające ważkie artykuły nie tylko o władzy lokalnej i jej problemach, ale również o wielkiej polityce i literaturze, piłce nożnej i historii a nawet korespondencje z Pakistanu i Rwandy. Polskiemu parlamentowi życzyć wypada posłów i senatorów podobnie kompetentnych jak wymienieni tu przyszli radni, może wtedy jego społeczne oceny poprawią się wreszcie.

 

Jak dzięki dobrym gospodarzom odzyskaliśmy Polskę

Z czasów, gdy jeździłem po Polsce, przygotowując napisaną wespół z Mariuszem Ambroziakiem i bilansującą efekty reformy samorządowej książkę “Kraj odzyskiwany” zapamiętałem nie tylko gościnność dobrych gospodarzy, czy był to Radom, Ciechanów czy Słubice, nie ten nad Odrą, tylko mała wieś w płockim powiecie, ale również uzasadnioną dumę z ich osiągnięć [3]. Obwozili mnie po swoich domenach, czasem nadmiernie dociskając gaz w samochodzie, żebym przed odjazdem pociągu do Warszawy zdążył jeszcze obejrzeć oczyszczalnię zbudowaną z wkładu własnego i środków pomocowych albo odnowione muzeum czy zespół szkół. Wszystko, co ważne dla mieszkańców, chociaż nie “Faktów TVN” zainteresowanych bardziej wyprodukowanymi przez dawnych esbeków “papierami na Karola Wojtyłę” czy podskokami posła Gabriela Janowskiego, który skądinąd – nawet jeśli raz zachował się dziwnie – w kwestii rabunkowych prywatyzacji miał rację, co przyznali po czasie kontrolerzy NIK.

Fot: photo_Pawel (IStockPhoto).

W tym roku mija stulecie napisania i publikacji “Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Jeśli stan polskiej demokracji po przełomie ustrojowym przymierzyć do zawartych w nim postaw – to można uznać, że działania polityków z central partyjnych bliskie są sposobowi pojmowania życia publicznego przez Antoniego Lulka, tego bohatera komunistę, który cieszył się z klęsk żywiołowych, bo stwarzały konfuzję dla jego oponentów. Lub jeśli o tych bardziej ideowych mowa – zestawić je można z wizją starego inżyniera Seweryna Baryki, zachęcającego syna do powrotu do ojczyzny wizją szklanych domów, które na wszystkich tam czekają. 

Tyle, że nigdy nie powstały. Za to w praktyce samorządu polskiego urzeczywistnia się koncepcja Szymona Gajowca, głoszącego potrzebę wytrwałej pracy organicznej nad nadrobieniem narastających długo zaniedbań. Najbliższa samemu Żeromskiemu, chociaż jak pamiętamy w finale powieści młody Cezary Baryka wybiera inaczej, niż jego twórca. Włącza się do pochodu na Belweder.

Reforma samorządowa przed ćwierćwieczem nie została narzucona Polakom arbitralnie, jak plan Leszka Balcerowicza (niezależnie od oceny jego efektów warto tę różnicę podkreślić). Stanowiła efekt długotrwałych i żmudnych uzgodnień między głównymi siłami politycznymi. Postkomuniści, wstrzymujący ją za sprawą weta prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego pogodzili się w końcu z osłabieniem władzy centralnej, podobnie jak ludowcy z przywróceniem powiatów, czemu jako silni w gminach byli niechętni. Unia Wolności przystała na zwiększenie liczby województw (które pierwotnie miały przypominać bardziej landy w Niemczech), zaś Akcja Wyborcza Solidarność na dodanie do ich listy Świętokrzyskiego, na którym wtedy zależało lewicy.

Nikt nie uzyskał wtedy wszystkiego, o co zabiegał, być może dlatego cała operacja okazała się jedyną udaną spośród wielkich reform po zmianie ustrojowej z 1989 roku. Za plan Balcerowicza płaci bowiem kolejne pokolenie wykluczonych z terenów po dawnych Państwowych Gospodarstwach Rolnych a także cała Polska regresem cywilizacyjnym za sprawą likwidacji rodzimej branży elektronicznej. Szczegółów wielkich jak je wtedy określano reform służby zdrowia i ubezpieczeń prawie nikt już nie pamięta. Przez ćwierćwiecze pojawiły się i zdążyły zniknąć na powrót gimnazja, stanowiące osnowę reformy edukacji. Górnictwo tym silniej okazuje się punktem zapalnym im mocniej władza – jak ostatnio rząd Mateusza Morawieckiego – przystaje na unijne plany jego wygaszenia. A wolny samorząd wszystkich szczebli stał się faktem.

Demokracja w Polsce działa jak piramida: ma tak solidne podstawy, że nie zaszkodzi im nawet, co dzieje się na jej szczycie, który niknie w oparach wzniecanych sztucznie konfliktów. Ta najsprawniej funkcjonująca – lokalna – zawdzięcza wysokie oceny naszemu w niej udziałowi. O ten udział 7 kwietnia a także i 21 tegoż miesiąca tam, gdzie konieczna okaże się druga tura, warto apelować.  Bo to wtedy właśnie wyznaczymy władze nam najbliższe. Oby znane nie tylko z telewizji, w tym wypadku tych lokalnych.  

Fot: Leestat (IstockPhoto)

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele 15 października ub. r. masowym udziałem w głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem bez żenady, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych. Teraz być może obywatelski sprzeciw ujawni się ponownie: objawiając się nie tyle rekordową frekwencją, chociaż jej też wypada sobie życzyć, bo wzmocni mandat władzy lokalnej – co masowym głosowaniem na dobrych gospodarzy małych Ojczyzn kosztem kandydatów namaszczonych przez partyjne centrale. Jeśli tak się zdarzy, mieszkańcy na podobnym wyborze z pewnością nie stracą.

[1] sondaż Centrum Badania Opinii Społecznej z 4-11 września 2023
[2] Radny z prawdziwego zdarzenia. Gruszka.com z 20 marca 2024
[3] por. Mariusz Ambroziak, Łukasz Perzyna. Kraj odzyskiwany. Ludzie i wydarzenia. Wyd. Mazowiecka Wspólnota Samorządowa, Warszawa 2013

Zdjęcie główne: Okładka książki “Kraj odzyskiwany” napisana przez Mateusza Ambroziaka i Łukasza Perzynę (autora niniejszego tekstu). Książka wydana została przez Stowarzyszenie Wspólnota Samorządowa Województwa Mazowieckiego (2013).

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

Lumpen-lewica czyli powrót do źródeł

Małpie wrzaski rozlegały się w piątek 8 marca kiedy Hołownia w trakcie briefingu uzasadniał swoje umiarkowane stanowisko wobec aborcji. Przeszkadzając marszałkowi i dziennikarzom, wydawały je osoby, zaproszone do Sejmu przez klub, na którego czele stoi Żukowska. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments