Sfinks w fotelu po Kurskim

O nowym prezesie TVP Mateuszu Matyszkowiczu niemal nic nie wiemy. To ważny atut, skoro o jego poprzedniku dało się powiedzieć same złe rzeczy: Jacek Kurski to bowiem dziennikarski nieudacznik i znany z mściwości równie kiepski polityk. Zamiast jednak cieszyć się ze zmiany niewątpliwie dobrej, więc zgodnej z hasłem rządzących – bo lepszy “no name”, niż diabeł wcielony – warto poszukać dziury w całym. I pospekulować.

 

Rozważyć można trzy warianty:

  • 1. Wieloletni cień Kurskiego Matyszkowicz będzie kontynuował jego politykę, co oznacza postępującą destrukcję TVP;
  • 2. Nowy prezes, skoro nikt go nie zna, zapragnie wreszcie zaistnieć, z korzyścią dla podległej mu instytucji, co nie oznacza jej odrodzenia, ale lepsze czasy, dopóki nie zostanie odwołany;
  • 3. Następca Kurskiego… nie istnieje, pozostaje wyłącznie medialną kreacją.
 

Nie wiem, co robi brat Matyszkowicza, ale z pewnością nie jest zastępcą Adama Michnika w “Gazecie Wyborczej”, jak Jarosław Kurski. Koniec z “między nami brajdakami” i z aksjomatem, że nieważne, kto wygra wybory, skoro i tak wszystko zostanie w rodzinie. Swoją kartę innych mediach nowy prezes będzie zapisywał od początku.

Stąd hipoteza robocza numer dwa: niedoceniany czy nawet wykpiwany everyman powołany teraz na jedno z ważniejszych stanowisk w państwie – zadziwi wkrótce nie tylko wszystkich nas, ale selekcjonerów, którzy go na stanowisko powołali. Pokusa samodzielności w nim zwycięży.

Zacznie od wywalenia ludzi Kurskiego. Sięgnie po kolegów z “Frondy”, po prawicę ideową, a nie dawne prezenterki z czasów dominacji postkomunistycznej w TVP, jak Danuta Holecka. Komentować wojny na Ukrainie nie będzie już Marek Król, dawny sekretarz KC PZPR, partii wasalnej wobec KPZR, z której wywodzi się Władimir Putin, co tę wojnę rozpętał i uczynił jedną z najbardziej okrutnych. 

Mateusz Matyszkowicz został bowiem powołany na prezesa, a nie żadnego “p.o.” jak w slangu jeszcze peerelowskim określa się “pełniącego obowiązki”, nie słychać też o żadnym konkursie na to stanowisko, zresztą przy okazji faktycznej likwidacji korpusu cywilnej służby urzędniczej w Polsce za rządów PiS prezes Jarosław Kaczyński wskazywał, że konkursy zwykle są ustawione.

Nowy prezes TVP ma więc pełnię władzy i sporo kartek w terminarzu do zapisania w obecnej roli, bo kolejna zmiana na tym stanowisku w niewielkim odstępie czasu – wiązać się będzie przecież dla PiS z oczywistą konfuzją. Ktoś pomyśli jeszcze, że prezes – ten z Nowogrodzkiej, nie z Woronicza – kadr sobie dobrać nie potrafi.

Nikt nie spodziewa się, żeby Matyszkowicz robił telewizję na powrót publiczną, ale może próbować przejść do historii jako ten, który zacznie proces jej naprawy. A jest przecież filozofem, asystentem i uczniem prof. Ryszarda Legutki. Mierzi go zapewne poziom intelektualny szefowej Polonii Magdaleny Tadeusiak czy dokumentalistki Ewy Świecińskiej, co film “Pucz” o okupacji sejmowej sali obrad przez opozycję nakręciła… nie fatygując się nawet do parlamentu. Poszuka więc prezes TVP lepszych. Tych, dla których etos wciąż pozostaje bliższy od bankomatu, a uścisk dłoni, jakiego nie odmówią starzy przyjaciele z opozycji antykomunistycznej, okazuje się ważniejszy niż spłata raty kolejnego 

Mateusz Matyszkowicz - Nowy prezes TVP

kredytu: zwłaszcza, że tę ostatnią da się negocjować, w odróżnieniu od zasłużonej pogardy ze strony bliźnich. Aż odwołają prezesa dysponenci mediów państwowych, ale wtedy posady po drugiej stronie stać będą przed nim otworem.

Wariant trzeci pozostaje najbardziej atrakcyjny poznawczo. Portal internetowy przeglądanego przez znudzone recepcjonistki w agencjach reklamy i charakteryzatorki w studiach telewizji regionalnych miesięcznika Press charakteryzuje Matyszkowicza jako “hipstera” w dodatku “byłego”. Co to znaczy? To nic nie znaczy. Przecież hipster to współczesny odpowiednik człowieka bez właściwości, o którym pupil innego prezesa TVP, tyle że sprzed lat, Wiesława Walendziaka, Cezary Michalski napisał książkę: mawiano, że jest kultowa, zanim się jeszcze ukazała, chociaż… lektura tej opinii nie potwierdziła.

Skoro więc o nowym prezesie nie da się nic powiedzieć konkretnego, może nie jest to efekt fuszerki marnych żurnalistów z “Pressa”, lecz następstwo faktu, że ten prezes zwyczajnie… nie istnieje. 

Inny prezes TVP Bronisław Wildstein walczył przed laty z “Czterema Pancernymi” i ich psem Szarikiem, próbując wymazać ich z pamięci Polaków, bo scenarzysta serialu Janusz Przymanowski poparł w wyjątkowo obrzydliwej formie stan wojenny w pierwszych dniach po jego wprowadzeniu. Bezskutecznie. Dziś każdy z nas wciąż wie, kto to taki Janek Kos, zna Marusię i Lidkę, nie ma zaś pojęcia, kto zacz Wildstein. Ale nawet tenże prezes-Herostrates nie porwał się na największego bohatera zbiorowej wyobraźni Polaków, kapitana Hansa Klossa.

W ostatnim odcinku serialu “Stawka większa niż życie” Amerykanie w pokonanych już Niemczech bezskutecznie poszukują zbrodniarza wojennego. Wiedzą tylko tyle, że nazwisko gruppenfuehrera SS Wolffa zaczęło się pojawiać w podpisach pod obwieszczeniami o egzekucjach dopiero wówczas, gdy stało się jasne, że wojna jest już przegrana.

Kloss urządza wtedy skonfundowanym Amerykanom wcale nowoczesną prezentację: ustawia w szeregu czterech esesmanów z obozu jenieckiego. Pisze kredą na tablicy ich nazwiska. Po czym gąbką ściera wszystko oprócz pierwszych liter. Układają się one w znany z obwieszczeń o rozstrzelaniach podpis: Wolf.

– Żądamy wydania tych panów. Nie uda im się obciążyć własnymi zbrodniami mitycznego szefa – oznajmia Kloss, po raz pierwszy w serialowej fabule występujący już nie jako oficer abwehry lecz oficjalny przedstawiciel rządu lubelskiego. 

Żeby nie narazić się na zarzut, że porównuję nieporównywalne, zwłaszcza, że nie dalej jak rok temu podległe Mariuszowi Kamińskiemu służby już mi się do mieszkania dobijały – przytoczę analogię z innego czasu i galaktyki, jeśli użyć stylizacji znanej z “Gwiezdnych wojen”, które świadomość pokolenia kształtowały na równi z serialem o Hansie Klossie. W powieści antyputinowskiego pisarza rosyjskiego Wiktora Pielewina “Generation “P” politycy, w tym sam poprzednik Putina Borys Jelcyn (książka powstała za jego prezydentury) okazują się wyłącznie sztuczną animacją wyspecjalizowanej w trickach agencji reklamowej, faktycznie zawiadującej życiem publicznym. Ich naprawdę nie ma. To tylko zombies. A ściślej – “boboki” znane z jednego z mniej rozpoznawalnych utworów Fiodora Dostojewskiego.

Od dawna wydawało się, że rola prezesa telewizji państwowej za rządów PiS przerasta ludzkie możliwości. Nie sprostał jej Kurski. Bo “cienias”, jak by powiedział dawny premier tejże formacji, Kazimierz Marcinkiewicz. Zadaniu podoła wyłącznie cyborg. Nawet na Nowogrodzkiej musieli w końcu to przyznać.   

Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments