Drugi Dyzma, grabarz reprezentacji

Po sukcesie, jakim było miejsce wśród szesnastu najlepszych drużyn świata na Mundialu w Katarze, zwolniono autora tego osiągnięcia trenera Czesława Michniewicza. Efekt marzeń działaczy od futbolu o renomowanych zagranicznych selekcjonerach właśnie możemy podsumować: Portugalczyk Fernando Santos, zamiast dać narodowej drużynie prestiż, doprowadził ją do porażki z nie zaliczaną do tuzów Mołdawią.
 
Drugi raz powtórzył się ten sam mechanizm. Wcześniej bowiem Jerzy Brzęczek wprowadził zespół do finałów Euro i podobnie zamiast nagrody otrzymał dymisję. A jego następca z Portugalii Paulo Sousa nie tylko przegrał finały Mistrzostw Europy ale później porzucił drużynę dla bardziej intratnej oferty brazylijskiego klubu.
 
Co ciekawe ten sam błąd popełniły dwie kolejne ekipy, kierujące Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Sousę zaangażował poprzedni prezes Zbigniew Boniek, Santosa mianował już obecny – Cezary Kulesza.
 
Nawet na błędach poprzedników nie uczą się więc bossowie polskiej piłki. Do niedawna media głównego nurtu natrząsały się ze słów Grzegorza Laty, zajmującego fotel prezesa przed Bońkiem, zachwalającego “polską myśl szkoleniową”. Teraz internauci masowo po porażce w Kiszyniowie produkują memy, wyśmiewające selekcjonera z Portugalii.
 


Co się stało w Kiszyniowie

Nie oduczyliśmy się nagle grać w piłkę nożną. Ta sama drużyna, która przegrała z teoretycznie słabszą Mołdawią 2:3, pomimo prowadzenia do przerwy 2:0 – na boiskach Kataru pół roku wcześniej uległa tylko dwójce najlepszych drużyn turnieju: Argentynie i Francji. Pokonaliśmy Arabię Saudyjską, która ze względu na klimat i jesienną porę grała w Katarze jak u siebie i jako jedyna zwyciężyła późniejszych mistrzów świata Argentyńczyków. Również remisu z wysoko notowanym Meksykiem wstydzić się nie musimy.
 
Co więc się stało w Kiszyniowie, że w ostatnim kwadransie pozwoliliśmy się stłamsić niby słabszym, na papierze, rywalom? Potwierdziło się znane piłkarskie powiedzenie, że nazwiska nie grają – w tym wypadku selekcjonerów też to dotyczy. Kolejny trener z Portugalii nie dał ani prestiżowego efektu marketingowego ani nawet jednego punktu na boisku. Zespół po prostu poległ. Brzęczek a potem Michniewicz potrafili dotrzeć do polskich piłkarzy i ożywić ich motywacje. Renomowani “rycerze-goście” w roli trenerów zupełnie tego nie potrafią. Dziś śmiać się wypada z portugalskiej a nie polskiej myśli szkoleniowej.

Nie od rzeczy przypomnieć, że wszystkie swoje największe sukcesy reprezentacja odnosiła z polskimi trenerami. Za Kazimierza Górskiego osiągnęliśmy “zwycięski remis” z Anglią na Wembley, równoznaczny z pierwszą po wojnie przepustką na Mistrzostwa Świata i trzecie miejsce w ich finałach w 1974 r. Powtórzył ten rezultat Antoni Piechniczek na turnieju w Hiszpanii w szczególnie trudnych warunkach stanu wojennego, kiedy to w 

Legendarni trenerzy polskiej reprezentacji w piłkę nożna. Od lewej: Jacek Gmoch, Kazimierz Górski i Andrzej Strejlau

1982 r. pojechaliśmy od razu walczyć o punkty, bo meczów towarzyskich nikt z nami rozgrywać nie chciał: kraje zachodnie bojkotowały “juntę” gen. Wojciecha Jaruzelskiego, państwa socjalistyczne obawiały się prosolidarnościowych wystąpień na trybunach.

Inny trener z kraju Jacek Gmoch doprowadził nas na Mundialu w Argentynie (1978 r.) do piątego miejsca w świecie, które wtedy uznano za zawód, bo grały dwie doskonałe generacje piłkarzy: starsza z Włodzimierzem Lubańskim, Janem Tomaszewskim, Kazimierzem Deyną, Grzegorzem Latą oraz Andrzejem Szarmachem oraz młodsza ze Zbigniewem Bońkiem i Adamem Nawałką. Dziś podobny wynik uznalibyśmy za wielki sukces. 

Następne w kolejności rezultaty – miejsce wśród szesnastu najlepszych – zawdzięczaliśmy także polskim trenerom: ponownie Piechniczkowi w Meksyku (1986 r.) i wspomnianemu już Michniewiczowi w Katarze (2022 r.).

Piękno piłki nożnej polega na tym, że wygrywa często drużyna uznana za słabszą. Gdyby działo się inaczej, meczami nikt by się nie interesował, wystarczyłyby same zestawiane w komputerze rankingi.

Tym razem pokonali nas Mołdawianie. Zsumowane zarobki całej jedenastki ich graczy nie dorównują honorariom jednego tylko Roberta Lewandowskiego. Ale pieniądze, jak nazwiska, też nie grają, to kolejna oczywista futbolowa mądrość.

 

Osiągnięcia wyłącznie w rankingu płac

Fernando Santos pobiera z kasy PZPN co miesiąc – w przeliczeniu z euro – kwotę ponad 900 tys zł, co rocznie daje ponad 11 mln. Jego poprzednik Paulo Sousa dostawał ponad 4 mln zł rocznie. Obu nie płacono nawet za robienie dobrego wrażenia – bo pozostawiają po sobie fatalne. Zmarnowane na nich pieniądze to efekt snów o potędze działaczy od futbolu, pozostających – nawet jeśli w piłce w roli zawodników jeszcze wyrobili sobie światową markę jak Boniek – na psychicznym i mentalnym poziomie znanym z “Piłkarskiego pokera” Janusza Zaorskiego. Społeczeństwo mamy ofiarne, pamiętamy ten fragment ścieżki dialogowej kultowego filmu. Tyle, że to fikcja tylko, chociaż na faktach oparta. Podobnie postacią fikcyjną pozostaje Nikodem Dyzma z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, arywista i prostak na czele banku zbożowego, któremu znienacka zaproponują tekę prezesa rady ministrów. Jego drogą podążali, wykorzystując słabości zarządzających polskim futbolem, obaj szamani z zagranicy.

 

Liderzy, nie tylko trenerzy

Lwowianin i dawny akowiec Górski zasłynął nie tylko mirem, jaki miał wśród zawodników, ale bezkonkurencyjnie zabawnymi powiedzonkami ze słynnym: “piłka jest okrągła a bramki są dwie”.

Były trener reprezentacji Polski w piłkę nożna Antoni Piechniczek. Źródło: YouTube.

Gmoch tworzył bank informacji o rywalach i w książce “Alchemia futbolu” tłumaczył, że piłka jest grą wojenną. Piechniczek wspólnie z żoną kwiaty otrzymane od kibiców po powrocie z trzecim miejscem z hiszpańskiego Mundialu zaniósł na plac Zwycięstwa, by dołączyć je do słynnego kwietnego krzyża ku czci ofiar stanu wojennego. Wszyscy oni pozostawali charyzmatycznymi postaciami, niektórzy – mieli status bohaterów narodowych. Ich nazwiska znało każde dziecko.

 Bo budowali, a nie rozmontowali to, co im przyszło zastać. Potrafili wydobyć z piłkarzy ukryte talenty i motywacje. Sprawili, że drużyna stała się dumą narodową. W ciężkich przecież czasach.

Nie ma co narzekać, trzeba odbudować zespół. Skoro w piłkę grać potrafimy, co pokazaliśmy pół roku temu na boiskach Kataru pomimo niekorzystnego terminarza (turniej rozgrywany gdy w futbolu kończy się już sezon a zawodnicy są przemęczeni) i tropikalnych warunków klimatycznych. Zapewne nie da się do tych sukcesów nawiązać z kolejnym portugalskim trenerem, którego wyłącznym osiągnięciem pozostają wybujałe honoraria. Pozostaje więc tylko powrót do wyszydzanej do niedawna polskiej myśli szkoleniowej.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments