Jeffrey Sachs przyleciał z Moskwy

czyli na co nie głosowali Polacy 4 czerwca 1989 r.

W wyborach 4 czerwca 1989 r. Polacy zagłosowali na kandydatów Solidarności ale nie terapię szokową Leszka Balcerowicza: za sprawy gospodarki w Komitecie Obywatelskim odpowiadał wtedy jeszcze nie pozbawiony wrażliwości społecznej prof. Witold Trzeciakowski. Zaś przyszły wicepremier pozostawał znanym tylko środowiskowo ekonomistą. Kluczowa okazała się zupełnie inna postać.
 

 

Polska jak Ameryka Łacińska

Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista, wtedy liberał, ale później znany ze wspólnej z muzykiem Bono walki z głodem w Afryce, relacjonuje w swojej książce (“Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia”): “na początku 1989 roku ni stąd, ni zowąd zadzwonił do mnie Krzysztof Krowacki, urzędnik ambasady Polski w Waszyngtonie i zapytał, czy mógłby mi złożyć wizytę w moim biurze w Uniwersytecie Harvarda. (..) Kilka dni po telefonie Krowacki zjawił się u mnie. Wyjaśnił mi, że jego kraj przeżywa katastrofę gospodarczą i zapytał, czy rady, jakich udzielałem w Ameryce Łacińskiej mogłyby być przydatne dla Polski (..). Krowacki powiedział mi, że polski rząd chce przeprowadzić reformy” [1]. Premierem był wówczas Mieczysław F. Rakowski. Jak widzimy, pierwszą ofertę współpracy składa Sachsowi komunistyczny jeszcze rząd. Nikt nie wie z góry, że to ostatni gabinet w PRL. 
 

Oferta z rządzonej jeszcze przez komunistów Warszawy wyraźnie pochlebia 35-letniemu ekonomiście (jako cudowne dziecko tej nauki profesorem został w wielu 28 lat), wcześniej doradzającemu w sprawach poskromienia hiperinflacji prawicowej ekipie w Boliwii w 1985 r. Jednak Sachs ambasadzkiemu urzędnikowi Krowackiemu odmawia. Mówi mu o swojej sympatii dla Solidarności i Lecha Wałęsy osobiście. Radca finansowy ambasady PRL w Waszyngtonie Krzysztof Aleksander Krowacki jak wynika z dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej. Dostępne go materiały dotyczą lat 1982-89 [2].

Po czterech tygodniach Krowacki dzwoni jednak powtórnie. Oznajmia, że władze w Polsce przystały nie tylko na reformy ale na porozumienie z opozycją. Rozproszy to wątpliwości Jeffreya Sachsa.

 

Wejście smoka

Pojawi się on w Polsce w dniu naprawdę niezwykłym, bo 5 kwietnia 1989 r, kiedy to w Pałacu Namiestnikowskim przy Krakowskim Przedmieściu w stolicy podpisane 

Okładka książki Jeffrey Sachsa.

zostają porozumienia Okrągłego Stołu. “Z Moskwy, gdzie uczestniczyłem w krótkiej konferencji, 5 kwietnia 1989 roku przyleciałem do Warszawy. Zajął się mną ekonomista z Instytutu Handlu Zagranicznego” [3]. A wiec przedstawiciel władz. To ich gościem pozostaje Sachs. Chociaż rozmawia oczywiście także z ekonomistami opozycyjnymi.

W maju 1989 r. do Sachsa dzwoni z kolei George Soros, międzynarodowy spekulant finansowy, lubiący też uchodzić za filantropa i promotora społeczeństwa otwartego. Do Polski pojadą już razem. Spotkają się z przedstawicielami rządu i ponownie Solidarności. 

Dużo większe znaczenie mieć będzie jednak kolejny przyjazd Sachsa po Polski w towarzystwie asystenta Davida Liptona już po wyborach czerwcowych. Po rozmowach kolejno z Bronisławem Geremkiem oraz Jackiem Kuroniem, Sachs wraz z opiekującym się nim Grzegorzem Lindenbergiem (wtedy pracownikiem spółki Agora) i Liptonem jedzie do redakcji “Gazety Wyborczej”, gdzie w nocy spisuje na jej komputerze zarys planu gospodarczego dla Polski, opartego na terapii szokowej. Gotowy już projekt popiera Adam Michnik. Spodoba mu się do tego stopnia, że uzna go za argument na rzecz przejęcia przez obóz Solidarności władzy w Polsce. Wkrótce naczelny “Wyborczej” opublikuje u siebie artykuł “Wasz prezydent, nasz premier” [4], na który Tadeusz Mazowiecki jako przeciwnik owej koncepcji w “Tygodniku Solidarność” zareplikuje pamiętnym “Spiesz się powoli” [5], nie wiedząc jeszcze, że właśnie jemu przyjdzie tym premierem zostać. 
 

 

Casting na uzdrowiciela

W czasie już późniejszym spisany przez Sachsa projekt zyska miano planu Leszka Balcerowicza. Najpierw jednak Tadeusz Mazowiecki szuka – jak to określa – polskiego odpowiednika Ludwika Erharda, autora udanej reformy gospodarczej w powojennych Niemczech. Nie jest to łatwe. Odmawiają mu kolejno prof. Witold Trzeciakowski oraz prof. Cezary Józefiak, obaj senatorowie wyłonionego z Solidarności Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, znani 
Jeffrey Sachs - źródło: Wikimedia

z wrażliwości społecznej. Polskim Erhardem nie chce zostać nawet zastępca Mazowieckiego w redakcji “Tygodnika Solidarność”, ekonomista Waldemar Kuczyński. Polecony przez tego ostatniego Leszek Balcerowicz okaże się dopiero czwartym kandydatem, ale pierwszym, który ofertę przyjmie, rezygnując na rzecz roli sternika gospodarki z tytułem wicepremiera i ministra finansów z atrakcyjnego stypendium zagranicznego, a jego decyzję poprzedzą długie pertraktacje z żoną.

Zaś Jeffrey Sachs pojawi się raz jeszcze: na posiedzeniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, jak relacjonuje obecny wtedy Gabriel Janowski, amerykański ekonomista spytany o koszty reform odpowie obcesowo: – Psu odcina się ogon jednym ruchem, a nie po kawałku.

W ostatnich dniach 1989 roku, nie bacząc na świąteczną porę, kontraktowy, chociaż wyłoniony w wyborach, w których głosy policzono uczciwie parlament we wzorowym porządku przyjmie pakiet dziesięciu ustaw, składających się na plan Balcerowicza, bo taką nazwę projektu utrwali historia. Pod koniec trzeciego roku wprowadzania go w życie liczba bezrobotnych w Polsce sięgnie 3 mln.

 

[1] Jeffrey Sachs. Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia. Wydawnictwo Naukowe PWN, przeł. Zofia Wiankowska-Ładyka, Warszawa 2006, s. 119
[2] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, sygn. IPN BU 003212/1242 
[3] Sachs, op. cit, s. 120
[4] Adam Michnik. Wasz prezydent, nasz premier. “Gazeta Wyborcza” z 3 lipca 1989
[5] Tadeusz Mazowiecki. Spiesz się powoli. “Tygodnik Solidarność” z 14 lipca 1989 

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments