Kiedyś niszczyli, teraz niech pomogą

Skoro Niemcy nie wypłacili Polsce odszkodowań za II wojnę światową i okupację, niech teraz sfinansują koszt pobytu w naszym kraju uchodźców z Ukrainy. Kto aspiruje do przywództwa w europejskiej wspólnocie, powinien pokazać, że potrafi porozumieć się z sąsiadami w tak oczywistej moralnie kwestii.

Połączenie obu spraw wydaje się tak oczywiste, że dziwić może fakt, że tematu w podobny sposób nie podejmują dyplomaci. Przypisać to można nikłej aktywności polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jednak tocząca się tuż za wschodnią granicą wojna, której koszt ponosimy, biorąc na siebie największą od 75 lat w Europie akcję humanitarną – otwiera również możliwość zamknięcia rozliczeń za poprzedni konflikt globalny, póki jeszcze żyją ludzie, zdolni go pamiętać. Następnej podobnej okazji może nie być.  

Od kilku lat pracuje u nas zespół pod przewodnictwem posła klubu PiS z Solidarnej Polski Arkadiusza Mularczyka, starający się oszacować wysokość należnych Polsce od Niemiec odszkodowań za straty wojenne, w tym zniszczenie Warszawy w wyniku bombardowań w kampanii wrześniowej z 1939 r. oraz w Powstaniu Warszawskim, a także w wyniku planowanych wyburzeń po jego upadku. Niemcy, którzy odszkodowań wypłacać nie chcą, powołują się na dawne ustalenia z rządem PRL i władzami Związku Radzieckiego. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego to trudna do obrony i karkołomna teza, podobnie jak lansowanie przez niektórych prawników niemieckich opinii o istnieniu Rzeszy w granicach z 1937 r. Skoro władze Bundesrepubliki przywołują decyzje rządu PRL i ZSRR, to jeśli podobną logikę zastosować wobec legalności NRD, inkorporowanej w 1990 r. przez zachodniego sąsiada, na co zresztą Polska też przystała w toku rozmów “2 plus 5” (rozszerzonej o sprawę granic wersji rokowań obu ówczesnych państw niemieckich z mocarstwami)  – Berlin powinien wypłacić z kolei zadośćuczenienie ofiarom zamachów terrorystycznych na całym świecie, zorganizowanych przez skrajne organizacje, korzystające za rządów Ericha Honeckera z gościnności władz Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W “pierwszym niemieckim państwie robotników i chłopów” znajdowali bowiem wtedy azyl bojownicy grupy Baader-Meinhoff i jej sukcesorki Frakcji Czerwonej Armii, siejący śmierć i zniszczenie w zachodnim świecie.    

 

Grecji i Polski rachunki z Berlinem

Prawnie kwestia odszkodowań rysuje się w nader zawiły sposób. Na mocy deklaracji z sierpnia 1953 r. władze PRL zrzekły się reparacji wojennych od Niemiec, jednak deklarację tę skierowano wyłącznie do rządu NRD, ponieważ z RFN Warszawa nie utrzymywała wtedy stosunków dyplomatycznych. Przy czym roszczenia polskie miały zostać zaspokojone, ale za radzieckim pośrednictwem. Faktycznie jednak nic takiego nie miała miejsca.

Roszczenia odszkodowawcze wobec Niemiec zapowiada nie tylko Polska, zgłasza je również Grecja. Tamtejsi parlamentarzyści szacują należne za okupację z lat 1941-45 kwoty na 300 mld euro. Co do Polski – podobne oszacowania wynoszą 850 mld euro, chociaż wciąż to dane nieoficjalne. Uchodźców przyjmują oba kraje, przez Polskę przynajmniej przejechała większość uciekinierów wojennych z Ukrainy, a parę milionów z nich znalazło u nas przynajmniej tymczasowy dom. Z kolei Grecja poniosła olbrzymie koszty poprzedniej 

imigranckiej fali z Bliskiego Wschodu, gdzie przeważali globtrotterzy ekonomiczni, uciekający nie tyle przed wojną, co do lepszego świata. Warto więc być może połączyć wysiłki z Grekami.

Korzyść wydaje się oczywista, dla wszystkich stron. Niemcy nie tylko poprawią swoją reputację, ale wykażą się zdolnościami decyzyjnymi i umiejętnością rozwiązywania nabrzmiewających przez lata sporów, co dla nowej ekipy rządzącej socjaldemokratycznego kanclerza Olafa Scholza ma istotne znaczenie. Polska zaś – i ewentualnie Grecja – uzyskają kwoty pokrywające koszt ich dotychczasowego wysiłku humanitarnego. Skoro Niemcy zabiegają tak mocno o przywódczą lub wręcz dominującą rolę we wspólnocie europejskiej, niech udowodnią, że są do niej zdolne. Niemieccy politycy tłumaczyli powściągliwość wykazaną przez swój rząd po dniu 24 lutego br. wobec Władimira Putina jako agresora zaszłościami historycznymi: jednak pos. Władysław Bartoszewski Jr. zareplikował im wówczas, że 22 czerwca 1941 r. Niemcy napadły nie tylko na Rosję, ale również na Ukrainę, o czym trzeba pamiętać. Kraj aspirujący do kierowniczej roli w UE nie może też lekceważyć faktu, że eskalacja agresywnej polityki putinowskiej nastąpiła po tym, jak Ukraińcy na Euromajdanie zażądali postępującej integracji z Unią. Od 2014 r. ich spór z Rosją dotyczy prawa swobodnego wyboru sojuszy międzynarodowych.

Aneksja Krymu, wojna w Donbasie, wreszcie zaś otwarta agresja stały się sankcją za opcję prozachodnią.    

 

Fundusz imienia polskich ofiar wojny

W praktyce rozwiązanie kwestii odszkodowań – których dochodzenie na forum instytucji prawa miedzynarodowego zapowiada się jako długie i żmudne – mogłoby wyglądać w ten sposób, że rząd wolnej Polski się ich zrzeknie, ale w zamian za utworzenie funduszu, finansującego pobyt w Polsce uchodźców ukraińskich, którzy znaleźli się u nas po eskalacji rosyjskiej agresji 24 lutego br. oraz zaspokojenie ich potrzeb edukacyjnych, medycznych, kulturalnych i socjalnych (w tym szkoleń, przygotowujących do aktywności na rynku pracy i kursów języka). Fundusz ten, służący poszkodowanym w wyniku współczesnej inwazji, mógłby nosić imię polskich ofiar wojny 1939-1945. 

To najkrótsza droga, łącząca w sobie racje moralne z politycznymi. Od początku “gorącej wojny” rozpoczętej 24 lutego br przez rosyjską inwazję, polską granicę przekroczyło 4,6 mln ukraińskich uchodźców, na łączną liczbę 8,7 mln, którzy w tym czasie opuścili swoją ojczyznę, by ocalić życie przed bombami i rakietami Putina. Zdecydowaną większość stanowiły kobiety i 

Brama wjazdowa do obozu w Oświęcimiu

To najkrótsza droga, łącząca w sobie racje moralne z politycznymi. Od początku “gorącej wojny” rozpoczętej 24 lutego br przez rosyjską inwazję, polską granicę przekroczyło 4,6 mln ukraińskich uchodźców, na łączną liczbę 8,7 mln, którzy w tym czasie opuścili swoją ojczyznę, by ocalić życie przed bombami i rakietami Putina. Zdecydowaną większość stanowiły kobiety i dzieci. Od tego czasu Polska nie otrzymała z Unii Europejskiej ani NATO żadnych środków na pomoc humanitarną dla nich. Znalezienie dla Ukraińców gościnnych domów, mieszkań i ośrodków (zwykle poprzerabianych z wczasowych i konferencyjnych oraz burs i internatów) stało się możliwe dzięki bezprzykładnej ofiarności milionów Polaków, a także władz samorządowych oraz organizacji charytatywnych w tym kościelnych, jak również wspólnot zawodowych, rówieśniczych i sąsiedzkich. Od ponad roku Unia Europejska blokuje również przekazanie środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy po pandemii z 

powodu naruszania niezależności sądownictwa u nas przez obecne władze. Polacy i tak pomagają Ukraińcom. Ważne, czy najsilniejszy kraj wspólnoty europejskiej zamierza nas w tym wesprzeć czy faktycznie przeszkadzać. Nie od rzeczy pozostaje przypomnieć, że kiedy tylko z Ukrainy ruszyła szeroka fala uciekinierów – barierę, od której przyjmującej ich Polsce grozić miała katastrofa humanitarna, fachowcy szacowali na 3-4 mln przybyszów. Chociaż liczba uchodźców nawet to magiczne maksimum przekroczyła, nic złego się nie stało. Pozostaje to zasługą ofiarności i rozwagi naszego społeczeństwa, nawiązującego do szczytnej tradycji staropolskiej gościnności: gość w dom, Bóg w dom. Ale wojna się nie kończy, rezerwy wyczerpują, środków na pomoc wciąż potrzeba.

Proponowane rozwiązanie – błyskawiczne sfinansowanie polskiej pomocy dla uchodźców przez Niemcy zamiast walki o wypłatę odszkodowań w trudnej do przewidzenia przyszłości – rysuje się więc jako możliwość przełamania zwielokrotnionego impasu. Zaś dla Unii Europejskiej, zdominowanej dziś przez Niemcóœ, to również dowód na własną przydatność i pokazanie umiejętności rozwiązywania sporów w imię racji humanitarnych. Wszystko to ściśle pokrywa się z celami, dla których przed laty została powołana. Jeśli wciąż jeszcze mamy traktować je poważnie.  

Jeffrey Sachs przyleciał z Moskwy

W wyborach 4 czerwca 1989 r. Polacy zagłosowali na kandydatów Solidarności ale nie terapię szokową Leszka Balcerowicza: za sprawy gospodarki w Komitecie Obywatelskim odpowiadał wtedy jeszcze nie pozbawiony wrażliwości społecznej prof. Witold Trzeciakowski. Zaś przyszły wicepremier pozostawał znanym tylko środowiskowo ekonomistą. Kluczowa okazała się zupełnie inna postać.Czytaj więcej

Lewicy… może nie być

I nikt jej nie będzie żałował. W Sejmie Lewica organizuje konferencje prasowe bez pomysłu i na każdy – czyli w praktyce żaden – temat. Nie istnieje w walce z drożyzną, ani nawet w obronie praw pracowniczych.Czytaj więcej ..

Celebryci, żurnaliści i zboczeńcy

Kolejny żurnalista, któremu zamarzyła się polityka, padł ofiarą własnych złych skłonności. Paweł Siennicki były pracownik “Nowego Państwa” podał się do dymisji z funkcji wiceprezesa Polskich Portów Lotniczych.Czytaj więcej ..

Referendum w Trzaskowskiego

Bezpartyjni samorządowcy zapowiadają zorganizowanie w Warszawie referendum, które miałoby zmusić prezydenta Rafała Trzaskowskiego do rezygnacji z najbardziej gorszących pomysłów ograniczania ruchu a także przesądzić o wystąpieniu stolicy z C 40 Cities.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *