Referendum w Trzaskowskiego

Warszawa bez gospodarza

Bezpartyjni samorządowcy zapowiadają zorganizowanie w Warszawie referendum, które miałoby zmusić prezydenta Rafała Trzaskowskiego do rezygnacji z najbardziej gorszących pomysłów ograniczania ruchu a także przesądzić o wystąpieniu stolicy z C 40 Cities – organizacji, niedawno rekomendującej drastyczne ograniczenie spożycia mięsa i nabiału.

Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, która doprowadzenie do powszechnego głosowania warszawiaków zapowiedziała podczas Kongresu Mobilności, nie razi fakt, że Trzaskowski pozostaje zarazem zastępcą Donalda Tuska w Platformie Obywatelskiej – ale że zbyt mało uwagi poświęca miastu.

Źródło: Facebook
Prezydentem został tu przed pięciu laty. Wygrał już w pierwszej turze z Patrykiem Jakim.
Warszawiakom zależało, żeby włodarzem stolicy nie został przedstawiciel PiS rządzącego krajem i tylko w tej mierze ich cel został osiągnięty. Marzenie o sprawnej władzy lokalnej nie spełniło się. Trzaskowski przez te wszystkie lata brylował w polityce krajowej: w 2020 r. został kontrkandydatem Andrzeja Dudy na prezydenta Polski. Przegrał, ale zablokował odwołującego się do niezależnych wyborców Szymona Hołownię, co stanowiło faktyczny, chociaż minimalistyczny cel PO-Koalicji Obywatelskiej. Teraz towarzyszy Tuskowi na mityngach daleko od stolicy, jak w Białej Podlaskiej.
 

 

Tylko kanar na posterunku. A pomocy szukaj w monopolowym

Jadąc na konwencję bezpartyjnych samorządowców w dawnym studenckim klubie Proxima w obie strony stykam się z kontrolą biletów. Nic w tym złego. Jednak popularny “kanar” okazuje się… jedynym widocznym od dawna w Warszawie przedstawicielem władzy. Nawet w szczycie pandemii po Nowym Świecie czy Krakowskim Przedmieściu szwendały się bezkarnie pięcio- czy siedmioosobowe grupy żebraków bezkarnie nagabujące mieszkańców i turystów. Pawilony na zapleczu Ronda De Gaulle’a stały się domeną nożowników. Lepiej się tam nie zapuszczać. Nie tak dawno dźgniętemu tam ostrym narzędziem młodemu mężczyźnie pierwszej pomocy na próżno próbowała udzielić obsługa całodobowego sklepu monopolowego. Policji ani ratowników na miejscu nie było, pomimo przewalających się w weekendową noc tłumów.
Źródło: YouTube

Na czas długiego weekendu wyłączono z ruchu Trakt Królewski i część przecznic, ale nie powstał wymarzony deptak. Przechodnie boją się bowiem jak przedtem wejść na jezdnię, tym razem za sprawą rozpędzonych pijanych rowerzystów i starych koni na hulajnogach siejących strach. Za to spaliny z objeżdżających samochodów gromadzą się w wąwozie Tamki, akurat między parkami, w których można by odpocząć.

Slumsuje Śródmieście i eleganckie niegdyś centra innych dzielnic (plac Wilsona to teraz kebabownie i oddziały banków). Masowo wyburza się porządne jeszcze biurowce. Ich miejsce zajmują potworki, nie wpisane w warszawską tradycję, które – jak w okolicach stacji metra Rondo Daszyńskiego – wyglądają tak, że równie dobrze mogłyby stać w Jekaterynburgu albo Kuala Lumpur. Miastu brakuje gospodarza.
 

                                      

Wizerunek własny, w sprawach miasta abnegacja

Stefan Starzyński, zanim został bohaterskim obrońcą Warszawy we wrześniu 1939 r. przygotował wizjonerskie plany nowych dzielnic i bulwarów. Podobnie przed niespełna ćwierćwieczem prezydent Paweł Piskorski wsławił się walką o środki na stołeczne metro. To on w tunelu jego budowy pokazał ówczesnemu premierowi “ścianę możliwości finansowych miasta”. Natomiast Trzaskowski, chociaż rządzi tu już piąty rok, nie oddał ani nawet nie rozpoczął choćby jednej poważnej inwestycji, która mogłaby z nim być identyfikowana. Zamiast rządzić panuje. Rozmawiał wprawdzie z merem Kijowa Witalijem Kliczką, ale ciężar pomocy wojennym uchodźcom ukraińskim dźwigają organizacje pozarządowe (w stolicy zajmował się nią m.in. z sukcesem Klub Możliwości, założony przez przybyłych do dawnej Ojczyzny potomków zesłańców ze Wschodu, współpracujący z samorządowcami niezależnymi) i zwykli, naprędce organizujący się Polacy.
 
Dba za to Trzaskowski o marketing, zapewne ponad rozsądną miarę. Przed nocą muzeów na ekranach w komunikacji miejskiej pojawiły się reklamówki, zachwalające, że w gabinecie ma tysiąc książek i że tworzy się tam historię. Jednak warszawiacy woleliby zapewne, żeby w pracy coś dla miasta zrobił a nie sobie czytał. Zaś historycznych inicjatyw ani projektów wciąż nie widać.
 
Te, które są bardziej utrudniają życie warszawiakom niż je usprawniają. Trwają wieczne remonty, których efekt okazuje się opłakany, jak w wypadku pozbawionego całkiem życia placu na rogu Chmielnej i Kruczej przy historycznym Domu Handlowym Braci Jabłkowskich. Rozkopano plac Trzech Krzyży. Prace jeszcze się nie skończyły, ale gołym okiem widać, że gdy to nastąpi – eleganckie do niedawna miejsce wyglądać będzie gorzej niż przedtem. Planuje się zwężanie kolejnych ulic: Marszałkowskiej, alei Jerozolimskich. Waszyngtona i Kruczej.
 

 

Mobilność zamiast blokady miasta

Cierpliwość samorządowców więc się wyczerpała. Mazowiecka Wspólnota ma radnego w Sejmiku Wojewódzkim (sprawujący ten mandat Konrad Rytel pozostaje legendą reformy samorządowej) i współrządzi kilkoma dzielnicami jak Pragą Północ czy Ochotą. Właśnie na tej drugiej odbył się Kongres Mobilności, w  trakcie której ogłoszono plan referendum. Mobilność stanowić ma alternatywę dla blokowania Warszawy przez Trzaskowskiego – zarówno w wymiarze komunikacyjnym jak wizji miasta.           
Związani z demokracją, lubimy pytać mieszkańców o zdanie – tak zamiar przeprowadzenia referendum w mieście uzasadnił Dariusz Kacprzak z Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, zastępca burmistrza Pragi Północ. – Najwyższy czas, by anomalie i szalone pomysły odeszły do lamusa – dodał prezes Wspólnoty Konrad Rytel. Obiecał, że niezależni postarają się o mocną ofertę, żeby warszawiacy mogli wybrać radę miasta nie zdominowaną przez partie polityczne. Najpierw jednak samorządowcy zabiegają o referendum.
 
Zamierzają w nim spytać warszawiaków, czy są za zakazem tworzenia stref płatnego parkowania bez uzyskania na to uprzedniej zgody mieszkańców. I czy warto zabronić zwężania pasów ruchu. Kolejne pytanie dotyczy ograniczenia strefy czystego transportu (w praktyce związanej w restrykcjami wobec aut prywatnych) do dzielnicy staromiejskiej. Jeszcze następne – ograniczenia strefy Tempo 30 (nazwanej tak od limitu prędkości) do okolic szkół i przedszkoli. Warszawiacy powinni też móc zdecydować, czy chcą zakazu kontrapasów dla ruchu rowerowego: cykliści bowiem nie znają kodeksu drogowego i gdy pas się kończy, jadą dalej jak przedtem, stwarzając niebezpieczeństwo dla innych. Ostatnie szóste pytanie też nie stanowi zaskoczenia: dotyczy wystąpienia Warszawy z organizacji C 40 Cities, podpowiadającej ekstremalne ograniczenia w życiu codziennym, od zmniejszenia spożycia mięsa i nabiału po limitowanie korzystania z samolotów. Chociaż akurat tymi ostatnimi Trzaskowski podróżuje, bijąc rekordy miasta.
 
Nie jest to wcale referendum za odwołaniem Trzaskowskiego, inicjatorzy nie chcą zresztą, aby władzę w mieście przejął PiS i w wyborach wystawią własnego kandydata. Jeśli jednak doprowadzą do głosowania powszechnego, włodarz Warszawy będzie zmuszony uznać jego wyniki. 
 
Zastępca burmistrza warszawskiej dzielnicy Ochota Grzegorz Wysocki wskazał, że głównym źródłem smogu w stolicy wcale nie są samochodowe wyziewy ale utrzymujące się jeszcze w starszych dzielnicach prymitywne piece-kopciuchy emitujące do atmosfery całą tablicę Mendelejewa. Strefy płatnego parkowania ustanawia się wbrew woli mieszkańców, po to, żeby drenować kieszenie warszawiaków. Nadmiar jednokierunkowych ulic sprawia, że spalin jest więcej a nie mniej, gdy kierowcy krążą w kółko. 

 

Chodzi o to, by Warszawa była normalna

– Coraz mniej jest w Warszawie wolności. A my nawiązujemy do szczytnych ideałów Solidarności. To mieszkańcy powinni zdecydować, w jakim kierunku ma rozwijać się miasto. Dlatego idealnym rozwiązaniem pozostaje referendum – zachwalał pomysł Grzegorz Wysocki: – Chodzi o to, żeby Warszawa była normalna. 
 

Jeden z obecnych na mityngu ekspertów oszacował, że strefa płatnego parkowania zapewnia rocznie 100 mln zł wpływu do miejskiej kasy. Uzasadnia się ją obłudnie troską o środowisko. Paweł Skwierowski z Porozumienia Stop Korkom przypomniał wyliczenia z czasu wysokiej fali pandemii. Pokazały, że auta prywatne nie odpowiadają za zanieczyszczenia w mieście, skoro nie wzrosły one, gdy warszawiacy przesiedli się masowo do samochodów, nie chcąc w tramwaju ani autobusie zarazić się koronawirusem.

Źródło: YouTube.
Na absurdalne pomysły biurokratów miejskich zwrócił uwagę przedsiębiorca z Mokotowa Ireneusz Sikorski. Progi zwalniające niosą zagrożenie życia dla przewożonych karetką na sygnale pacjentów świeżo po zawale. A miały przecież, gdy je montowano, służyć zdrowiu i bezpieczeństwu. 
 
Fetysz polityki miejskiej Trzaskowskiego, komunikacja publiczna, nie stanowi alternatywy dla własnego samochodu. Nie zadbano bowiem, żeby wokół ostatnich stacji przedłużanego metra wyrosły parkingi “P plus R” gdzie można swoje auto pozostawić. Grunty, gdzie mogłyby powstać, zawczasu oddano deweloperom na osiedla mieszkaniowe.
 
– Ludzie korzystają z transportu publicznego nie dlatego, że chcą. Tylko z tego powodu, że muszą – wykazał przywołujący badania opinii publicznej przeprowadzone wśród warszawiaków Janusz Zubrzycki z Mokotowa, badacz systemów transportowych. Przestrzegł przed ograniczeniem wolności osobistej przez miejskich biurokratów. Co ostatni bowiem hołubią koncepcję, w której warszawiak – poza dojazdem do pracy – faktycznie nie powinien opuszczać dzielnicy, w której mieszka, nawet jeśli w sąsiedniej znajduje się ciekawy sklep, w którym zamierzałby zrobić zakupy. Ekspert Mariusz Rupp udowadniał, że strefa czystego transportu nie tyle eliminuje samochody z miasta, co raczej służy społecznemu wykluczeniu warszawiaków mniej zamożnych: posiadaczy starszych spalinowych aut. Poza tym obejmuje jedną trzecią miasta. W Berlinie zaś – tylko nieliczne uliczki staromiejskie i jeszcze jest teraz zawężana.       
 
– Chodzi o to, by merytorycznie przeciwstawić się złym pomysłom – podkreśliła Dorota Stegienka, burmistrz Ochoty. 
 

 

Jestem demokratą i to wam musi wystarczyć, czyli problem nie tylko stolicy

Co znaczące, konwencja, chociaż zapowiadająca referendum w Warszawie, zgromadziła, co pokazuje wagę problemu, również Bezpartyjnych Samorządowców z innych ośrodków. Nie bez sarkazmu Radosław Gajda przedstawił rodzinną Łódź (którą rządzi Hanna Zdanowska również z PO-KO) jako najbardziej zakorkowane miasto w Polsce. Zaznaczył, że tamtejsza władza podobnie sobie z problemem nie radzi, co gorsza, zamiast go rozwiązywać, dużym kosztem stawia estakady donikąd.
– Łódź, Warszawa, wspólna sprawa – zakończył samorządowiec Gajda.  
Zaś ekspert z Lublina Marek Woch przestrzegł, że strefy Tempo 30 czy czystego transportu nie tylko ograniczają przepustowość miasta (w tym tranzytu przez nie, co zanieczyszczenia zwiększa, a nie zmniejsza), lecz również antagonizują grupy społeczne, nastawiają je przeciw sobie nawzajem. A nie takie – co oczywiste – powinny być efekty miejskiej polityki komunikacyjnej i transportowej.        
 
Wielu lokalnych włodarzy podobnie jak Trzaskowski uznaje, że mieszkańcy powinni być im wdzięczni, że nie są z PiS.  Z tego przecież powodu zostali wybrani. I bardzo dobrze, bo cała pula władzy – rządowej i samorządowej – nie powinna zostać w demokracji skupiona w rękach jednej partii. Ale fakt pozostawania po demokratycznej stronie dla nikogo z gospodarzy małych Ojczyzn nie ma prawa stanowić alibi do zaniedbywania miasta. Nie tylko Warszawy problem ten dotyczy, jak pokazała masowa obecność na ochockim mityngu samorządowców i ekspertów z innych ośrodków.
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Odrażający brudni źli

Kampania wyborcza służyć mogłaby pokazaniu ludzkiej twarzy władzy ale również jej konkurentów. Nic podobnego się nie dzieje. O głosy zabiega się w inny sposób niż demonstrując troskę o Polskę i jej przyszłość ..Czytaj więcej ..

Lekcja z Wieruszowa

Prawybory w liczącym 8,5 tys mieszkańców a wraz z wiejską częścią gminy 14 tys. Wieruszowie, położonym dokładnie na dawnej granicy rozbiorowej (stąd wieloletnia zbieżność lokalnych wyników z ogólnopolskimi), pokazały, że nic w polskiej polityce nie jest przesądzone. Wynik głosowania mieszkańców różni się od rezultatów sondaży.Czytaj więcej ..

V Kolumna korupcji

Za miskę soczewicy biurokraci ze służb konsularnych sprzedawali nasze poczucie bezpieczeństwa. W aferze wizowej poraża nie tylko ogromna liczba nielegalnych imigrantów, którzy stali się jej beneficjentami wraz z urzędnikami wyzbytymi uczciwości i skrupułów – ale i niska taksa korupcyjna, jaką uiszczali. Czytaj więcej ..

Wierzę Wajdzie nie Maziarskiemu

Kiedyś wielki reżyser Andrzej Wajda, występując w roli członka komitetu poparcia Platformy Obywatelskiej nazwał TVN “naszą telewizją”. Teraz, nie legitymujący się podobnym uznaniem Wojciech Maziarski przekonuje nas, że to całkiem bezstronna stacja.Czytaj więcej ..

Lizus PiS-u, Lis PiS-u

Michał Adamczyk jak w lustrze odbija wcześniejszy upadek Tomasza Lisa, żurnalisty z kolei antypisowskiego. Nie chodzi jednak o proporcje. Najważniejsze w obu aferach pozostają krzywdy, zadane ofiarom przez pewnych własnej bezkarności celebrytów.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

Dodaj komentarz