Rzeczypospolita jak jej młodzieży chowanie

Po prawej stronie politycznego spectrum dominuje consensus zarówno wśród dziennikarzy i publicystów jak i ekspertów branży, że mamy do czynienia  z demontażem państwa, którego skutki nietrudno jest przewidzieć. Ci z Trzeciej Drogi są z pewnością podzieleni na dwa obozy i tu politycznej zgodności dopatrzeć się trudno. Pomruki niezadowolenia słychać wyraźnie szczególnie wśród prominentów PSL co źle wróży koalicji Tuska ale gdzie leży masa krytyczna jej rozpadu wciąż nie wiadomo. Jednak wszystkie obozy polityczne zgodnie twierdzą, że probierzem głębokości zmian w państwie jest dziś sfera edukacji i nauki szczególnie młodzieży. I to właśnie skłoniło mnie do wzięcia udziału w wydarzeniu szczególnym. Bez publicystycznego osądu proponuję notkę z posiedzenia komisji w tej właśnie branży. Bo refleksja nad stanem umysłu i zdolności intelektualnych nowych decydentów w branży skłania do pesymizmu z dużej litery.

20 lutego 2024 r. przy ul. Wiejskiej 4/6/8 w budynku U Sali nr 211 o godzinie 17.00 rozpoczęło się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Tytuł roboczy posiedzenia to „Przedstawienie informacji przez Panią Barbarę Nowacką Minister Edukacji w sprawie zapowiedzi likwidacji prac domowych dla uczniów.

Do Komisji wpłynął wniosek byłego już wiceministra edukacji Dariusza Piontkowskiego w trybie art. 153 ust. 1 Regulaminu Sejmu przygotowano zgodnie z następującą procedurą:

„Sprawozdania, informacje, uczestniczenie na żądanie prezydium komisji

Na żądanie prezydium komisji ministrowie oraz kierownicy naczelnych organów administracji państwowej, a także kierownicy innych urzędów i instytucji państwowych są obowiązani przedstawiać sprawozdania i udzielać informacji oraz uczestniczyć w posiedzeniach komisji, na których rozpatrywane są sprawy dotyczące ich zakresu działania. Osoby te mogą upoważnić pisemnie swego przedstawiciela do udziału w posiedzeniu.”

Do udania się na posiedzenie Komisji skłoniła także wcześniej odbyta rozmowa z publicystą Zbigniewem Korbą, oraz jego wieczorowe audycje „Korba po godzinach”. Autor przedstawia w nich zagrożenia płynące z bieżącej polityki obecnej administracji, która dotyka każdego z nas, w tym jak się dzisiaj okazało naszych dzieci i ich prac domowych (link do profilu Z. Korby). Wraz ze Zbigniewem mieliśmy zabrać głos jako członkowie „Rady Rodziców” jednej z Warszawskich szkół.

Na posiedzeniu Komisji, stawił się pełen skład przewodniczących: Poseł Krystyna Szumilas jako przewodnicząca Komisji, Kinga Gajewska, Elżbieta Gapińska, Wiesław Różański i Mirosława Stachowiak-Różecka jako wiceprzewodnicząca komisji.

Ta ostania nie zajęła zwyczajowo miejsca przy stoliku prezydium komisji – spóźniona usiadła z kolegami i koleżankami z klubu PiS tj. dawnymi wiceministrami Dariuszem Piontkowskim, Marzeną Machałek i ministrem Zbigniewem Rau. Był to jasny sygnał, że posiedzenie, już na samym otwarciu może być naznaczone piętnem sporu politycznego raczej niże merytorycznego. W „narożniku ministerialnym” miejsce zajęła sekretarz stanu – wiceminister Katarzyna Lubnauer wraz z doradcami.

Posiedzenie trwało ponad trzy i pół godziny i jak wspomniałem było doskonałą ilustracją głębokiego podziału elit politycznych w kraju nawet w sferze tak istotnej jak wychowanie młodzieży.

Przepychanki słowne, wypominanie poprzedniej władzy, że miała osiem lat na zrobienie „czegoś” w sprawie prac domowych a doprowadziła do przeładowania polskiego ucznia nie miały końca. Z drugiej strony dzisiejsza opozycja zarzucała obecnej władzy pośpiech w działaniu i nie zważanie na uwagi i głosy ekspertów. 

Były wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski na posiedzeniu Komisji.

Blok czasu przeznaczony dla parlamentarzystów stał się teatrem wojny politycznej w imię walki o „dobro dzieci”.

Chyba największym doświadczeniem i dobrym poziomem znajomości tematu i własnej erudycji okazał się wnioskodawca i były minister edukacji, Dariusz Piontkowski, którego próby skierowaniu kursu dyskusji zmierzały do poruszenia rzeczywistej istoty sporu – wykazania bezzasadności forsowania rozporządzenia, które miałoby narzucić szkołom ograniczenia we wprowadzaniu obowiązkowych i ocenianych prac domowych. 

W toku dyskusji nieoczekiwanym sprzymierzeńcem wnioskodawcy okazała się sama przewodnicząca Szumilas z Koalicji Obywatelskiej wskazując, że mnóstwo rodziców i szkół prosiło panią przewodniczącą o „redukcję” ilości zadawanych prac domowych oraz fakt, że zna gminę, w której wójt pochwalił się wycofaniem prac domowych że szkoły i wyniki uczniów przez to się poprawiły. Sala komisji natychmiast zareagowała wrzawą. Że stolika skupiającego klub PiS, można było usłyszeć głosy „Da się?”, „Można? Można”, „Wobec tego po co to rozporządzenie?”.

Po bloku parlamentarnym minister Lubnauer kilkukrotnie próbowała uzasadniać sensowność wprowadzania rozporządzenia, powołujac się na badania badania naukow i rzekomy fakt, że w klasach I – III, dziecko przy użyciu smartfona czy tabletu za pomocą sztucznej inteligencji może rozwiązać bez trudu i w krótkim czasie zadaną pracę domową nawet w kilka minut. 

Fot: Natureaddict (Pixabay)

Próbowano wykazać też, że często pracę domowe odrabiają rodzice a nie ich dzieci ale to argument całkowicie nieprzekonywujący co dało się zauwazyć w uwagach ekspertów, którzy zabrali głos w swoim bloku.

Warto podkreślić, że w spotkaniu brały udział stowarzyszenia nauczycielskie, współpracujące z ministerstwem, przedstawiciele związku zawodowego oraz goście zaproszeni przez posłów.

Wielu z zebranych jakby zaczadzeni wcześniejszą walką polityczną w dużej mierze poczuli silną potrzebę opowiedzenia się po którejś że stron. Jedni krytykowali „lex czarnek”, inni kpili z byłych rządzących twierdząc, że dzisiaj mówią o słuchaniu głosów eksperckich, a sami będąc u władzy nie dopuszczali do siebie takich głosów. Dało się wyczuć walkę „o swój interes” i zachowanie „autonomii” nauczycieli, nie tylko w kwestii oceniania i zlecania prac domowych, ale także określania ram programowych czyli czego i w jaki sposób nauczyciele będą mieli uczyć. Bo „to nauczyciel zna swojego ucznia najlepiej” – powiedział ktoś dosadnie.

Emocje sięgały zenitu, gdy przewodnicząca zaczęła zabierać głos mówcom i przerywać ich wystąpienia, wskazując na potrzebę zdania wynajętej sali i przedłużającej się dyskusji. Dało się odczuć presję, by goście zaproszeni przez m.in. przez posła Grzegorza Płaczka nie zabrali głosu. Dotyczyło to także mojej osoby bo do wzięcia udziału w spotkaniu zaprosił mnie właśnie poseł Płaczek. To spotkało się z ogromnym sprzeciwem zwłaszcza tych osób, które przyjechały z daleka by wziąć udział w dyskusji. Pod presją, przewodnicząca Szumilas zgodziła się na jedno minutowe wystąpienia gości – minuta za udział w blisko czterogodzinnym posiedzenia.

Podczas wystąpienia gości zabrałem głos, pytając minister Lubnauer o to, czy wobec tak ogromnych kontrowersji, które wywołuje samo rozporządzenie, nie wypadałoby po prostu wprowadzić jego postanowień jako zaleceń do szkół raczej niż w formie rozporządzenia. Przywołałem rozmowę, którą odbyłem z jedną z wicedyrektor prywatnej szkoły, która stwierdziła, że jeśli

„to wejdzie to my wywiesimy baner reklamujący – TUTAJ ZADAJEMY PRACE DOMOWE a wtedy, wielu z rodziców przeniesie do nas swoje dzieci”

– sala zareagowała z aprobatą i humorem.  Wspomniałem o tym, że minister Nowacka w rozmowie z red. Rymanowskim wyraziła przekonanie, że rozporządzenie spowoduje, że dzieci będą spędzać więcej czasu z rodzicami, spytałem czy w ministerstwie naprawdę dają temu wiarę? Czy jako społeczeństwo stać nas na taki eskperyment społeczny?

W końcowej części swojego wystąpienia spytałem o to w jaki sposób my rodzice mamy na to wszystko zarobić? Na przykładzie dzielnicy, w której mieszkam – Wawer, cały roczny budżet to około 480 mln zł, a same finanse przeznaczone wyłącznie na oświatę w dzielnicy to aż 254 mln zł. To ponad połowa budżetu. Zastanawiające bo Wawer to w dużej mierze dzielnica emerytów. Zasugerowałem, że warto być może, by tym faktem zainteresowała się Najwyższa Izba Kontroli, która mogłaby zweryfikować prawidłowość finansowania różnych obszarów w dzielnicy. Skwitowałem, krótko do pani minister, że nie wszystkie obietnice wyborcze trzeba wypełnić, a na pewno nie wszystkie warto.

Na argument o NIK, panicznie wręcz zareagowała przewodnicząca Szumilas, mówiąc, że NIK zajmuje się weryfikowaniem budżetu państwa, a nie prywatnych pieniędzy i na pewno robi to zgodnie z prawem.

W podsumowaniu wnioskodawca Dariusz Piontkowski wsparł mój argument, żeby zastanowić się nad słusznością forsowania rozporządzenia i znalezienia „właściwych narzędzi”, które miałby pomóc odciążyć dzieci z prac domowych. „To rozporządzenie nie tylko narusza autonomię nauczycieli ale może szkodzić rodzicom i będzie szkodziło przynajmniej części uczniów i nie najlepiej zapiszę się w historii polskiej edukacji” – powiedział D. Piontkowski.

Z kolei minister Lubnauer zapytała na koniec dlaczego dawna ekipa rządząca nic nie zrobiła z faktem przeładowania uczniów nadmiarem prac domowych. Odniosła się krótko do fińskiego system nauczania mówiąc, że „w ostatnim czasie odnosi poważne spadki i według systemu PISA jest na stałym trendzie spadkowym i wygląda na to, że w ostatnim etapie reformy edukacji coś przedobrzyli i ratują ich tylko bardzo dobrzy nauczyciele”. „[Fińskim systemem nauczania-GMG] nie ma się co zachwycać bo niestety wcale tak dobrze nie jest jak by się wszystkim wydawalo”.

Lubnauer zastanawiała się w jaki sposób można motywować ucznia do właściwej nauki – „Ani kij ani marchewka” nie zmotywuje ucznia. Zwróciła uwagę,  że rozporządzenie spełnia wszystkie warunki przewidziane w ustawie i Rządowe Centrum Legislacji nie dopatrzyło się sprzeczności z Polskim prawem.

Minister Lubnauer jak sama twierdzi, uwielbia, gdy politycy PiS opowiadają o autonomii – przytaczając słowa byłego ministra Czarnka, który twierdził, że „nie ma czegoś takiego jak autonomia w szkole”, kończąc dyskusję politycznymi farmazonami.

Nie trzeba dodawać, że podobnie jak inni zaproszeni goście nie doczekałem się odpowiedzi na swoje pytania. Ale posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży warto obejrzeć, by przekonać się o nowych standartach i sposobach prowadzenia niepolitycznej przecież debaty. W swojej mowie końcowej min. Lubnauer stwierdziła, że „nigdy dotychczas na posiedzeniu tej komisji nie było tak otwartej dyskusji ze środowiskiem społecznym które mogło zabrać głos, mogło się wypowiedzieć i otrzymało odpowiedź”.

Przyszło mi wtedy do głowy pytanie z kultowego już filmu: „czy leci z nami pilot?” Nie było bowiem ani dyskusji ani też rzetelnej możliwości zabrania głosu. O udzieleniu odpowiedzi już pisałem. Katarzyna Lubnauer jest z zawodu matematykiem, pracowała krótko jako nauczycielka w VIII Liceum Ogólnokształcącym o czym wiemy ze wzmianki archiwów internetowych Unii Wolności który zawiadamia, że Katarzyna Lubnauer „W czasie studiów pracowała krótko w jednym z łódzkich liceów. Doktor nauk matematycznych, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Łódzkiego”. Jej dorobek nauczyciela akademickiego jest nieznany ale wiemy, że od 1993 roku jest zawodowym politykiem, najpierw w Unii Demokratycznej, potem Unii Wolności, potem Partii Demokratycznej, zagrzała też miejsce w partii Lewica i Demokraci, Platformie Obywatelskie a potem Nowoczesnej by w 2019 znaleźć się w Koalicji Obywatelskiej. Imponujący dorobek polityczny, znacznie mnie nauczycielski czy akademicki. Co czynią ją ekspertem od prac domowych, oceny fińskiego, dodajmy powszechnie szanowanego systemu szkolnictwa i co kwalifikuje ją do roli decydenta w sprawach wychowania młodzieży niełatwo ustalić.

To o tym właśnie zjawisku pisze w swoim ostatnim felietonie na Gruszce mecenas Kwiatkowski mówiąc:

Jan Zamojski, ur. 19 marca 1542, zm. 3 czerwca 1605 – sekretarz królewski od 1565, podkanclerzy koronny od 1576, kanclerz wielki koronny od 1578 i hetman wielki koronny Rzeczypospolitej Obojga Narodów od roku 1581. Doradca króla Zygmunta II Augusta i Stefana Batorego. Humanista-mecenas, filolog i mówca, magnat.

„Stale spada jakość rządzenia, stanowienia prawa i zarządzania, gdyż kompetencje są zbędne, a zastąpione zostają zręcznością złodziejską i kumoterstwem”.

Po wyjściu z sali Komisji pozostaje wrażenie niezałatwionych spraw i przypadkowości ludzi w sferze nad wymiar ważnej. Jan Zamoyski, wszechwładny kanclerz, pierwszy hetman, założyciel „idealnego miasta”, a także mecenas i filantrop założyciel fundacji „Akademia Zamojska” jednego z najcenniejszych ośrodków edukacyjnych na terenie ówczesnej Rzeczypospolitej powiedział kiedyś: „Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie”. W cieniu wielkiego filantropa jakże żałośnie i złowrogo wyglądają dziś Nowacka, Lubnauer i im podobni. Bo decydenci z przypadku to recepta na katastrofę państwa. A ta od katastrofy dotykającej młodzieży zacząć się może.

Pozostaje konkluzja, że gdy już zagrzmią kościelne dzwony a Rejtani Sejmu rozedrą koszule, jak chce tego nasz „gruszkowy” red. J. Malik, pracy w Komisji Edukacji nagle przybędzie bo i naprawiać co będzie. Miejmy nadzieję, że w przyszłej Komisji zasiądzie współczesny Zamoyski a takich mamy, nie zaś ludzie z przypadku i zrządzenia losu.

Zdjęcie główne: Ivan Samkov (Pexels).

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Polskie wybory

Politycy dominujących dziś partii partii pełnią dla nas rolę służebną i warto by o tym pamiętali. Jak lekarze w przychodni czy urzędnicy w powiecie. Ci ludzie nie wyświadczają nam przysługi. Pełnią dla nas rolę służebną. „Czytaj więcej ..

Minister zrobił swoje

Nieoczekiwana “zmiana miejsc”, jak w filmie Landisa przynosi z punktu widzenia resortu nieoczekiwane skutki. Niedzielski odchodzi bezkarnie, i jak w większości przypadków bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za wyrządzone szkody.Czytaj więcej ..

Agencja

Chociaż temat Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie wydaje się być zbyt nośny warto pochylić się nad działaniami tej agencji przynajmniej z dwóch powodów: pierwszy, by zilustrować jak w mocy prawa marnować państwowe pieniądze, drugi, by sprowokować NIK do działania.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments