Kanada była szansą

rozmowa o emigracji, powrocie do kraju i planach

O emigracji, powrocie do kraju i planach na przyszłość – Łukasz Perzyna rozmawia z założycielem portalu www.gruszka.com Jarosławem Malikiem. Wywiad przygotowany zostal dla Gazety Samorządność, numer z dnia 11 listopada 2021.

 

Gdy w latach 80 studiował Pan na Politechnice Warszawskiej i podyplomowym dziennikarstwie na UW, jako działacz podziemia uczynił Pan swoje rodzinne Świętokrzyskie ważnym ośrodkiem działalności opozycyjnej. To Pana zasługa, że wychodziły regularnie „Nurt” i „Ulotka Świętokrzyska”, w Skarżysku-Kamiennej powstała SOWA, wydająca „Konspirę”, książki Józefa Czapskiego i wspomnienia Antoniego Hedy „Szarego”. W 1989 r. odleciał Pan do Kanady, jak to się stało, że wyjechał Pan, kiedy inni wracali?

 

Po pierwsze dziękuję bardzo za możliwości opowiadania o sobie do tak ważnej gazety. Pytanie które Pan zadał wraca do mnie bardzo często. Kilka lat temu zadał mi je publicznie prof. Friszke z IPN podczas spotkania IPN “Przystanek Historia”, gdy opowiadałem o potrzebie weryfikacji wizerunku “drugiego obiegu” lat 80. Podczas prezentacji wyraziłem pogląd, że wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku dało początek nowej formacji pokoleniowej. Nazwałem ja pokoleniem stanu wojennego. Kilka lat temu Zbigniew Janas, założyciel Solidarności w Ursusie w 1980 roku powiedział, że 13 grudnia 81. Kompletnym przypadkiem weszliśmy w stan konspiracji”. Myślę, że stwierdzenie o nowej formacji pokoleniowej, takiej, co to przypadkiem weszła w stan konspiracji jest całkowicie uprawnione. Czuję się częścią takiej formacji, która do działanosci antysystemowej weszła z marszu, z ulicy, czasem nawet z przypadku. Myślę że wtedy, po prostu „zachowalem się jak trzeba”.

Wydawanie niezależnych pism czy książek było w moim przypadku logiczną konsekwencją wprowadzenia stanu wojennego. Ale Pan pyta o coś stokrotnie ważniejszego. dlaczego wyjechałem kiedy inni wracali. Drogi Panie redaktorze, miałem za sobą kilka lat życia które podporządkowane było tylko konspirowaniu przeciwko systemowi. Czy Pan wie że na obronę pracy dyplomowej na Politechnice Warszwskiej zabrałem ze sobą plik ulotek które przekazałem innym kolegom broniącym się tego dnia? W to trudno uwierzyć, ale konspira przeciwko systemowi była najważnieszym motywem mojej działalności w latach 80. Potrzebowałem przewartościowania wszystkiego co robiłem. Najbardziej marzyłem o powrocie do nauki. Paradoksalnie, mój wyjazd z kraju był jedyną szansą znormalizowania mojego życia, odejścia od szaleństwa walki z systemem i zastąpienia tego budowaniem rodziny i kształceniem. Miałem propozycję prowadzenia biura senackiego jednego z „naszych” senatorów wybranych w czerwcu 1989 I aktywnego wejścia w politykę, ale działalność w podziemiu nie miała nic wspólnego z chęcią bycia politykiem. Nie miałem takich ambicji i odmówiłem.

 

Jak wyglądały Pana początki w Kanadzie, która kojarzy się z sukcesem, po jakim czasie udało się Panu własne zamierzenia zrealizować? Czy przywiązanie do polskości pomagało czy stanowiło przeszkodę?

 

To dobre pytanie ale proszę wybaczyć Panie Łukaszu, nie rozumiem terminu “przywiązanie do polskości”. W moim życiu nie ma czegoś co Pan nazywa przywiązaniem do polskości. Jestem skromnym Polakiem i Polska jest dla mnie domem. Być może Kanada kojarzy się z sukcesem, ale pracowałem na ten sukces bardzo ciężko. Emigracja do Kanady to sukces ale jednocześnie porażka, że to co chciałem osiągnąć musiałem realizować poza krajem. Przez pierwszy rok w Toronto mieszkałem w sześciu miejscach, ciągle w ruchu, bez stałego miejsca i poczucia stabilności. Miałem tylko materac i życie spakowane w walizkę. Serce pękało mi z żalu że wyjechałem z kraju.

Tylko uczciwy emigrant Panu to powie, ale te mieszkania to były czasem tanie piwnice mieszkalne. W Polsce byłem absolwentem Politechniki Warszawskiej i znanym nie zależnym wydawcą w podziemiu. Absolwentem dobrej uczelni. Przed wyjazdem pracowałem w “Pezetel”, centrali handle zagranicznego, i miałem ofertę szybkiego awansu zawodowego. Ale to były instytucje służb specialnych z którymi się zetknąłem w kompanii karnej Wojska Polskiego gdzie mnie zesłano za działalność w podziemiu i skłaniano do współpracy z polskim kontrwywiadem. Następnego dnia po wyladownaniu w Montrealu byłem kimś kto spakował swoje życie w torbę i ma 300 dolarów przy sobie. 

Na konferencji IPN - Przystanek Historia, 1 marca 2015

Na York University w Toronto, gdzie poszedłem studiować informatykę rok później, bo po to tam pojechałem, spotkałem polskiego profesora, Zbigniewa Stachniaka z Politechniki Wrocławskiej. Wspaniałego naukowca i mądrego człowieka. To on powiedział mi któregoś dnia by się nie przejmować. Tu, w Kanadzie, każdy ma swoją piwnicę – powiedział. Kanada była tylko szansą, Polska jest domem do którego wracam po latach.

Realizacja marzeń zabrała kilka bardzo pracowitych lat. Rok później przyjechała do mnie przyszła małżonka. Rodzina zmuszała do jeszcze większego wysiłku. Ale po ukończeniu studiów na informatyce natychmiast dostałem dobra pracę. Kilka lat później założyłem własną firmę. Konsultowałem dla wielkich firm w zakresie budowy systemów informatycznych do kalkulacji ryzyka finansowego i jego zarządzaniem. Kilka lat pracowałem w Stanach Zjednoczonych, na giełdach w Nowym Jorku, Londynie i Frankfurcie. Rodzinnie i zawodowo wszystko się powiodło. Szkoda tylko że wszystko realizowałem poza Polską.

 

Co zdecydowało, że po ponad trzydziestu latach zdecydował się Pan na powrót osiąść w Polsce?

 

Interesuje się informatyką, sztuczną inteligencją, ale także mediami, geopolityką, czytam wszystko co wpada mi w ręce i widzę, że Polska jest najbardziej poniewieranym krajem Europy. Emigracja trzydziestu lat nie stępiła ani na jotę mojego uwrażliwienia na sprawy Polski. Wracam do kraju bo chciałbym by moją wiedzę i doświadczenie spożytkować ponownie dla Polski. Bez patosu, mam dyplomy trzech uczelni i chciałbym mieć tu ponownie głos w sprawach fundamentalnie ważnych dla kraju, głos trzeźwy, bez emocji. Mam za sobą doświadczenie z pracy dla dobrych firm, potrafię myśleć trzeźwo, nauczyłem się negocjować i zarządzać wielkimi projektami i ludźmi. Nauczyłem się trzeźwości myślenia I walki o własne i grupowe interesy. Mam przekonanie że to wszystko przyda się tu, w kraju.

Z rodzina w Krakowie, 2012

Wystartował Pan z nowym portalem internetowym: www.gruszka.com. Planuje pan całą grupę medialną o tej nazwie. Czym Gruszka zamierza się odróżnić od mediów wcześniej istniejących?

 

Panie Redaktorze, Gruszka to projekt medialny który dojrzewał we mnie od lat, którego cechą charakterystyczną jest niezależność. W każdym tego słowa znaczeniu. Niezależność finansowa i światopoglądowa. Ja wiem: sceptycy powiedzą, że nie ma niezależnych mediów. Być może nie ma, ale będą. Gruszka będzie odstępstwem od reguły.

Poprowadzi ją zespół a nie jedna osoba. Gruszka będzie miała portal, gazetę i własne wydawnictwo, będzie miała rozgłośnię radiową i własny kanał telewizyjny. Marzę by zaoferować coś zagranicy a nie tylko odbiorcy krajowemu. Chciałbym by była katalizatorem poglądów z całego spektrum politycznego i społecznego. Będzie formułą wkluczającą i żywą intelektualnie. Damy głos wszystkim którzy myślą, by mogli się wypowiedzieć i polemizować z innymi. Gruszka nie będzie medialnie ani “patriotyczna” ani lewacka. Nie damy głosu skrajnym ugrupowaniom bo te w normalnym kraju są bez znaczenia. Zadaniem Grupy jest rzetelne dziennikarstwo, fakty, informacja, analiza a nie promocja poglądów czy postaw politycznych. Zespół Gruszki nie zabierze wspólnego głosu w sprawie. By odnieść sukces nie może reprezentować zbiorowych poglądów czy wspólnych stanowisk. To pułapka medialna w która wpadli niejedni. Będzie tylko jeden wyjątek: rezerwujemy prawo do wyrażania wspólnego poglądu tam, gdzie w grę będą wchodzić sprawy żywotne dla egzystencji Polski i Polaków jako kraju i nacji. Sprawy bezpieczeństwa terytorialnego, energetycznego czy finansowego i zdrowotnego Polaków. W interpretacji oprzemy się na faktach, nauce I profesjonalnej wiedzy fachowców ale także na szeroko rozumianym interesie Polaków i Polski. Polska nie może być i nie będzie poniewieranym krajem Europy.

 

Co teraz na 11 Listopada chciałby Pan powiedzieć tym, którzy się zastanawiają: wyjechać czy zostać?

11 listopada to tylko symbol. Proszę mi wybaczyć, ale nie myślę w kategoriach historycznych symboli i dat. Z historii czerpie, ale nie wracam do niej zbyt często. Teraz, liczy się tylko to co możemy zrobić na przyszłość. Pozostawmy demony, symbole historii i ich postawy historykom i ich badaniom. Liczy się nauka, fakty, ich analiza i trzeźwe myślenie jakie są nasze polskie interesy.

Tych którzy chcą wyjechać zachęcam ze wszystkich sił do pozostania w Polsce. Tych którzy wyjechali zachęcam do powrotu. Będzie nas tu więcej, takich jak ja. Polska to normalność. Czasem chaos ale także przywiązanie do wartości których nie ma już na Zachodzie. Wracajcie bo “Polska jest tego warta”, jak powiedział mi trzydzieści lat temu prof. Tadeusz Kłopotowski. Był nowoczesnym patriotą, świetnym naukowcem i mądrym wyważonym Polakiem, który pomógł mi uwierzyć, że Polska może być wielkim i nowoczesnym krajem.

W Polsce można mówić niezależnym głosem, można zarobić tu pieniądze i zbudować dom. Coś czego nie można już zrobić w Kanadzie. Tych którzy powiedzą mi, że sam wyjechałem, odsyłam do archiwów Służby Bezpieczeństwa. SB poszukiwala mnie w latach 80. przez kilka lat majac tylko moj rysopis. Prowadzono trzy Sprawy Operacyjnego Rozpracowa nia by zidentyfikować mnie i mój zespół wydawniczy. Moje teczki w tej instytucji były duże a decyzja o wyjeździe z Polski była jedyną szansą na normalność. Dziś ta normalność jest w Polsce wbrew prorokom którzy za nas mówią, że “Polska to nienormalnosc”. To wyjątkowo szmatławe stwierdzenie. Polska to dom a nie polityka która dzieli przy wigilijnym stole.

Miejmy takich proroków w nosie, róbmy swoje dla budowania nowoczesnego i potężnego kraju. Politycy odejdą a odpowiedzialność za Polskę spadnie na nas i tych którzy po nas przyjdą czyli nasze dzieci. Moje “kanadyjskie” dzieci też zjeżdżają do kraju bo tu widzą dla siebie szansę.

 

Jak chciałby Pan realizować swoje cele? Zadania o których Pan mówi to wyzwania monumentalne? Czy nie stawia Pan po przeczki zbyt wysoko?

Panie redaktorze, dziękuję za to pytanie. Proszę pamiętać, że w Polsce jest badzo dużo mądrości, także tej wśród samorządowców których Pan reprezentuje. Nasi samorządowcy będą wiedzieć jak wybudować drogę z funduszy naszych a nie unijnych instytucji. Weźmy tę odpowiedzialność w swoje ręce i pokażmy, że jako samorządowcy potrafimy jej sprostać bez funduszy z zagranicy. Zagranica ma nam niewiele do zaoferowania oprócz długów i uzależnienia od innych. Zapomnijmy o programie “Fit for 55”, w przypadku Polski ten program to szaleństwo, stwórzmy samorządowy program “Fit for Poland”. Zapewniam wszystkich z całego serca: mamy wśród nas ludzi mądrych I dobrych nauczycieli. Wykorzystajmy ich wiedzę. Co więcej: zażądajmy by włączyli się aktywnie w to dzieło. Tak, zażądajmy, używam tego słowa celowo. Efekty przyjdą bez pieniędzy z zagranicy.

Na koniec powiem Panu coś jeszcze: dla emigranta z długą historią emigracji powrót do kraju jest wspaniałą szansą na sprawdzenie samego siebie, uporządkowanie myśli, zrewidowanie własnych celów. To wyzwanie dla prawdziwego faceta. Coś czego Pan nie wie: w 1977 roku wygrałem plebiscyt w Świętokrzyskim na najlepszego sportowca regionu. Trenowałem wyczynowo wioślarstwo. Dwukrotnie wygrałem mistrzostwo Polski na jedynce. Dwukrotnie reprezentowałem Polskę na mistrzowstwach świata z orzełkiem na piersi. Sport nauczył mnie cierpliwości i uporu. Myślę, że mam tu w kraju pewien dług do spłacenia. Tej odpowiedzialności nikt ze mnie nie zdejmie. Gdy byłem w Centralnym Ośrodku Sportów w Wałczu przysiadł się do mnie legendarny trener polskich siatkarzy, Ryszard Wagner. Nie zapomnę tego spotkania, powiedział mi wtedy, że ten wysiłek fizyczny dla Polski jest wart wszystkiego. Wkrótce później wygrał dla Polski złoto na Olimpiadzie a ja złoto na Mistrzostwach Polski na jedynce wioślarskiej. Odbieram te sukcesy jako coś co mnie zobowiązuje. Miałem szczęście do wspaniałych nauczycieli. Pozostaję tym nauczycielom dłużny do dziś. Polska oferuje emigrantom unikalną szansę jakiej nie mieliśmy. Nasza rozmowa ma charakter zupełnie symboliczny. Rozmawiamy 31 października, wczoraj przyleciałem do kraju, dwa dni temu sprzedałem dom w Toronto, spakowałem kontener a w nim ponad trzydzieści lat swojego życia. Ten kontener nie płynie w nieznane. Płynie do kraju, do wspólnoty którą cenie najbardziej.

Raz jeszcze dziękuję Panu za możliwość opowiadania o sobie do ważnej gazety.

Odrażający brudni źli

Kampania wyborcza służyć mogłaby pokazaniu ludzkiej twarzy władzy ale również jej konkurentów. Nic podobnego się nie dzieje. O głosy zabiega się w inny sposób niż demonstrując troskę o Polskę i jej przyszłość ..Czytaj więcej ..

Lekcja z Wieruszowa

Prawybory w liczącym 8,5 tys mieszkańców a wraz z wiejską częścią gminy 14 tys. Wieruszowie, położonym dokładnie na dawnej granicy rozbiorowej (stąd wieloletnia zbieżność lokalnych wyników z ogólnopolskimi), pokazały, że nic w polskiej polityce nie jest przesądzone. Wynik głosowania mieszkańców różni się od rezultatów sondaży.Czytaj więcej ..

V Kolumna korupcji

Za miskę soczewicy biurokraci ze służb konsularnych sprzedawali nasze poczucie bezpieczeństwa. W aferze wizowej poraża nie tylko ogromna liczba nielegalnych imigrantów, którzy stali się jej beneficjentami wraz z urzędnikami wyzbytymi uczciwości i skrupułów – ale i niska taksa korupcyjna, jaką uiszczali. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

Dodaj komentarz