TVP… nie na pożarcie

- Telewizja publiczna? - Że co?

Czyli czy grozi nam pluralizm na miarę redaktorek Adamek i Kublik, wciskany nam za nasze własne pieniądze, jak do niedawna kit pisowski uosabiany przez Ogórek i Holecką zanim z dnia na dzień a ściślej w wieczoru na wieczór wyborczy niespodziewanie złagodniały…?                                               

 

Kruczki i inne pieski

Jeśli Koalicja Obywatelska, jak zapowiada, wykorzystując kruczki prawne przejmie w ekspresowym tempie TVP, to kiedy w studiu tej najbardziej zasłużonej stacji Donald Tusk powie kolejne głupstwo, co mu się zdarza, prowadząca z nim rozmowę Agata Adamek zamiast go za to przyprzeć do muru, jak czynią to zawodowi dziennikarze renomowanych telewizji w krajach rozwiniętej demokracji, spyta tylko bezradnie w języku, kojarzonym z dawną służbą folwarczną: – Że co?…
 
Jak niedawno zrobiła to w TVN, kiedyś nazwanej “naszą telewizją” przez wielkiego reżysera Andrzeja Wajdę, który wtedy wypowiadał się jednak nie jako laureat canneńskiej Złotej Palmy za “Człowieka z żelaza”, lecz członek politycznego komitetu wyborczego Platformy Obywatelskiej.
 
Jeśli teraz PO-KO przejmie kolejną, państwową stację, by też móc ją własną nazwać – zdominują ją nie ludzie z żelaza lecz z plasteliny. Desant na Woronicza i Plac Powstańców wykonają dotychczasowi harcownicy z TVN ale nikt tez zapewne krzywdy nie zrobi skorym do rychłej reorientacji redaktorkom wielokrotnego użytku jak Danuta Holecka czy wieloletnia szefowa TVP Polonii a teraz agencji publicystyki Magdalena Tadeusiak, które zanim stały się beneficjentkami pisowskich mediów narodowych (na psa urok, powiedzmy znów językiem red. Adamek) znakomicie prosperowały za rządów postkomunistów w tej instytucji. Na pewno też wdzięczna PO-KO znajdzie w odbitej – niczym nerka, chciałoby się dodać – TVP jakąś synekurę dla Agnieszki Kublik z “Gazety Wyborczej” znanej z tego, co tak chętnie ten tytuł przypisuje innym: mijania się z prawdą na elementarnym poziomie faktów oraz obrzucania oponentów inwektywami  Jeśli ograniczyć się tylko do przykładów z mediami związanych, red. Kublik byłego prezesa TVP Piotra Farfała nazywała w druku faszystą zaś sympatyczny program “Rolnik szuka żony”, co nie wadzi nikomu – “seksistowskim gniotem”.

Zaś przed ćwierćwieczem podała wiadomość o mojej, piszącego ten tekst, rychłej nominacji na rzecznika rządu Jerzego Buzka, co rozbawiło serdecznie samego premiera ale też liderów wspierających go partii, bo o takim wariancie personalnym nawet wróble w rządowym ośrodku w mazurskich Mierkach, gdzie AWS dzieliła posady w trakcie suto zakrapianych posiedzeń wyjazdowych klubu parlamentarnego, nie ćwierkały. Wypominanie komukolwiek kłamstw sprzed ćwierćwiecza okazuje 

Fot: Carlynn Alarid (unsplash).
się nie małostkowe ale przydatne dla zrozumienia mentalności drugorzędnych żurnalistów zabawiających się w hunwejbinów demokracji: im się po prostu nie mieści w głowie, że człowiek pióra czy ściślej klawiatury może cokolwiek popierać bezinteresownie, jak ja reformę administracyjno-samorządową rządu AWS i UW jak również podatkową tej samej ekipy.
 
Profity z tej pierwszej czerpiemy do dzisiaj (bez niej nie byłaby możliwa demokracja w lokalnych Małych Ojczyznach ani absorpcja funduszy europejskich), zyski z tej drugiej ominęły Polskę, bo zawetował ją w imię interesu politycznego SLD ulubieniec Adama Michnika i wspomnianej red. Kublik – Aleksander Kwaśniewski. Zmiana już w Sejmie uchwalona przewidywała dwa progi podatkowe: 18 i 28 proc. Późniejsza o kilka lat reforma Zyty Gilowskiej zniosła dotychczasowe aż trzy (19, 30 i 40 proc) zastępując je też dwoma, ale 18 i… 32 proc, a więc okazała się skromniejsza, ale i tak miała dobroczynny wpływ na polską gospodarkę. Do tego stopnia, że przez globalny kryzys po upadku Lehman Brothers jako jedyny kraj europejski przeszliśmy suchą nogą zachowując dodatni wzrost gospodarczy, co zawdzięczamy nie tyle podświetlanym grafikom z zieloną wyspą Tuska (to skutek nie przyczyna; zasługa jego taka, że był wtedy premierem) co progom prof. Gilowskiej właśnie.

 

I kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate…

Pamiętacie Państwo doskonale piosenkę ze “Zwierzyńca” telewizyjnego: – I kudłate i łaciate. Pręgowane i skrzydlate. Te co skaczą i fruwają. Na nasz program zapraszają.                                   
 
Teraz harcownicy i hunwejbini zgłaszają się po profity do Tuska. A on im telewizją zapłaci. Przez nas podatników wciąż finansowaną, z sutych budżetowych dotacji, nieważne, że wyśmiewanych powszechnie abonamentowych należności  niemal nikt już z Polaków nie uiszcza, swego czasu do tej formy nieposłuszeństwa obywatelskiego namawiał przecież sam Tusk. Z reguły przecież liberałowie sami nie fundują tortu, którym kuszą innych. Lubią za to się przyglądać, jak szarpią kawałki tegoż kameleony i politrucy, co rychło rozdrapią telewizję państwową.     
 
Czy takiej TVP Państwo chcecie? Skoro w związku z idiolektem (do wiadomości oglądaczy stacji TVN: to nie dialekt idioty, lecz język indywidualny, trudne słowo, jak w starej reklamie) Adamek mowa była o służbie folwarcznej, nawiążmy teraz na chwilę do chlebodawców tejże. Przypomina mi się żart o hrabim. Wchodzi arystokrata do sypialni i stwierdza, że jego ulubiony seter angielski narobił właśnie na dywan w samym środku pomieszczenia.
– Janie! – woła.
Lokaj przybiega i spogląda, co się stało.
– Ja też nie – kręci głową przecząco.
Nic dodać, nic ująć, nieprawdaż?                                         

 

Szabrownicy i odnowiciele

Lokaj posprzątania odmówił po zwierzęciu, co napaskudziło. Również nominaci nowej władzy nie zamierzają TVP odnawiać – wystąpią raczej w roli szabrowników po niszczycielskiej wojnie, rozkradających co się da, a ściślej przywłaszczających sobie wszystko, co w ruinach znajdą. Nie po to by czynić z tego użytek, lecz by za bezcen wyprzedać te ponure znaleziska.
 
Szabrownicza logika zakłada, że z TVP wyciągnie się, co jeszcze tam wartościowego pozostało, z jej kasy spłaci się długi partyjne wobec oddanych PO-KO żurnalistów, marketingowców i medialnych menedżerów. Kanał TVP Info zostanie zlikwidowany. TVP pozbawiona reklam.
 

Na rynku pozostanie więc “nasza telewizja” TVN i nieskory do zadzierania z rządzącymi Polsat. W ten sposób kolejne długi Tuska zostaną spłacone. Czego innego zresztą spodziewać się po polityku, który adwokata własnej rodziny Romana Giertycha umieścił na liście wyborczej swojej partii do Sejmu. Tę logikę znamy z młodszych klas szkoły podstawowej: moje to moje a co wasze to… wspólne. Tyle, że to jej wyznawcy najczęściej zostawali na drugi rok.

Fot: Sam McGhee (unsplash).
Rozdrapanie czy rozgrabienie TVP to – jakkolwiek by to absurdalnie nie zabrzmiało – wariant wcale dla niej nie najgorszy. 
Przecież skoro politycy i eksperci PO-KO zapowiadają, że za sprawą manewru prawnego z użyciem właścicielskich kompetencji ministra kultury w przyszłym rządzie zlikwidują TVP, żeby zmienić jej władze a potem powołają ją na powrót z nowymi, sobie już oddanymi – to przecież zawsze można zrealizować pierwszą część planu tylko.

Zlikwidować TVP – i niczego w jej miejsce nie powołać.

Logika likwidatora okaże się wtedy zbliżona do postawy szatniarza z kultowej polskiej komedii “Miś”: – Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?
 
Tusk pozostaje mistrzem podobnych rozwiązań. Tyleż paskudnych co niezbyt kosztownych w sensie politycznym.
 
Opinia publiczna jakoś to zniesie, bo przecież z tego tylko powodu na następne wybory nie pójdzie, skoro dopiero co Polacy zagłosowali tak masowo, słusznie za to podziwiani przez cały wolny świat a także tych, co głosować nie mogą.
 
Posprzątanie po Jacku Kurskim, rodzonym bracie Jarosława, pierwszego zastępcy redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej” Adama Michnika, a także aktualnym pisowskim prezesie TVP Mateuszu Matyszkowiczu (też wylansowanemu przez “Wyborczą” jako “prawicowy hipster”, co przyszło tym łatwiej, że hipster to jak wiemy współczesny odpowiednik “człowieka bez właściwości” więc można to miano każdemu przypisać) – to zadanie o wiele bardziej ambitne i wymagające wysiłku niż opcja likwidacyjna. I raczej przerastające możliwości wymienianego dziś jako kandydat na kolejnego prezesa Janusza Daszczyńskiego. I za nim stoi “Wyborcza”, bo nawet w półoficjalnych kwitach znajdujemy że wieloletni dziennikarz tejże Roman o tym samym nazwisku jest z nim “powiązany rodzinnie”. Czyli znów, jak za braci Kurskich, wszystko zostanie w rodzinie. Daszczyński zresztą był już prezesem TVP przed Kurskim i prochu nie wymyślił. Członkiem zarządu TVP został dużo wcześniej za prezesury Wiesława Walendziaka – wtedy zaczęło się niesławne wyprowadzanie produkcji telewizyjnej na zewnątrz, kosztem firmy – i pozostawał nim jeszcze za rządów postkomunistycznych “na Woro i Placu”. Wróży to nie zmianę na lepsze lecz stagnację lub destrukcję. I pisanie znów na murach, jak za Kurskiego i Matyszkowicza, że TVP łże.
 
Nie po to jednak głosujący 15 października tak masowo pomimo chłodu i zmiennej pogody obywatele wystawali do późnej nocy w kolejkach przed komisjami wyborczymi.     
 
Przekaz TVP był w ostatnich ośmiu latach paskudny, podobnie jak w stanie wojennym, ale historia Telewizji Polskiej datuje się od  1952 roku. Oglądaliśmy w niej mecze piłkarzy Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka, lądowanie Amerykanów na Księżycu, ingres pierwszego Papieża z Polski Jana Pawła II, Teatr Telewizji, filmy Federico Felliniego i western “W samo południe”. “Polskie drogi” i Kabaret Starszych Panów. To TVP wykształciła operatorów obrazu i dźwięku, montażystów czy producentów tak znakomitych – że relacjonujący niedawne wybory zachodni dziennikarze wynajmowali zwykle polskie ekipy zdjęciowe, zamiast przyjeżdżać z własnymi. Co znaczące, żaden z nich nie zwrócił się o podobną usługę o TVN. “Nasza telewizja” kojarzy się bowiem bardziej z programami life-stylowymi typu “Królowe życia” gdzie wzorcami godnymi naśladowania okazują się właścicielki agencji towarzyskich – niż ze sztuką telewizyjną. Zresztą sami jej pracownicy przyznają, że wystarczy, żeby było widać i słychać, a jakość nie jest już tak istotna.

 

Próbę reanimacji TVP warto podjąć. Trudno uwierzyć, żeby się nie powiodła.  

Przed nieco ponad ćwierćwieczem pracowałem w Wiadomościach TVP, dla których relacjonowałem działania Ruchu Odbudowy Polski oraz Akcji Wyborczej Solidarność, podczas  gdy Katarzyna Kolenda- Zaleska zajmowała się Unią Wolności, redaktorami wydań byli na zmianę niezapomniany Grzegorz Miecugow i senatorówna Agnieszka Romaszewska, odważne materiały autorstwa młodych dziennikarzy wpuszczały na antenę Renata Łęska i Jolanta Łopuszyńska – a newsroom się wcale od nadmiaru pluralizmu nie zawalił. Wprost przeciwnie, wskaźniki oglądalności pozostawały doskonałe. A w badaniach wiarygodności telewizja publiczna ustępowała jedynie wojsku: tyle, że nie było wówczas wojny za wschodnią granicą, kołujących nad Białowieżą białoruskich śmigłowców ani wlatujących znienacka wystrzelonych nie wiadomo skąd rakiet, lecz wyłącznie misja pokojowa w odległej Bośni.
 
Dlatego teraz również jestem w stanie sobie wyobrazić “Wiadomości” TVP, w których o działaniach Koalicji Obywatelskiej opowiada nam Justyna Dobrosz-Oracz, zaś akcje PiS relacjonuje Miłosz Kłeczek. Za to materiały śledcze przygotowują na zmianę Witold Gadowski i Wojciech Czuchnowski.  W roli gospodarzy programów publicystycznych wystąpiliby Paweł Łukasik i Adrian Klarenbach.
 
Współczesna telemetria umożliwia błyskawiczną ocenę jakości i wiarygodności programu przez samych widzów. I to oni mogliby zdecydować, kto powinien na antenie pozostać. Za ich własne pieniądze. Klient nasz pan… 

Wiadomościami mogą pokierować Karol Małcużyński i Piotr Sławiński, którym już się to z sukcesem udawało, bo profesjonalizm łączyli z niezależnością, kreatywność z brakiem podatności na naciski

Fot: Gov.pl

A kandydat na prezesa?

Najlepszym wydaje się niedawny polski laureat Oscara, Paweł Pawlikowski. Z pensją dla niego kłopotu nie będzie, skoro jeszcze pisowski Sejm uchwalił 2,7 mld zł dotacji z naszych podatków na “media narodowe”. Obróćmy to w dobro: telewizja w ręce mistrza, informacje w dyspozycji kompetentnych i uczciwych.  
 
Myślę, że za taką właśnie TVP opowiedzieli się Polacy pamiętnego 15 października, tak roztropnie dzieląc głosy, by nikt nie zyskał całej puli w parlamencie, który wkrótce kolejną kadencję zacznie.
Warto więc patrzeć politykom na ręce, co z telewizją zrobią.  

 

Żeby na ekranie nie został obraz kontrolny 

Nie ma pan większych zmartwień, może ktoś zapyta. Przecież chodzi o pieniądze z KPO. Dużo ważniejsze. Nie całkiem tak.   
 
Amerykanie, bardziej zaangażowani teraz na Bliskim Wschodzie niż na kierunku ukraińskim, z którym łączą Polskę, mogą wycofać się z finansowania TVN. Zaś właściciel Polsatu Zygmunt Solorz, co niewykluczone, skupi się na inwestycjach w branży energetycznej nie medialnej. A TVP już nie będzie, bo rozszarpią ją najmici PO-KO oraz dawni pisowscy kolaboranci przewerbowani naprędce przez ekipę Tuska.

Żeby na ekranie nie został obraz kontrolny

Nie ma pan większych zmartwień, może ktoś zapyta. Przecież chodzi o pieniądze z KPO. Dużo ważniejsze. Nie całkiem tak.

Amerykanie, bardziej zaangażowani teraz na Bliskim Wschodzie niż na kierunku ukraińskim, z którym łączą Polskę, mogą wycofać się z finansowania TVN. Zaś właściciel Polsatu Zygmunt Solorz, co niewykluczone, skupi się na inwestycjach w branży energetycznej nie medialnej. A TVP już nie będzie, bo rozszarpią ją najmici PO-KO oraz dawni pisowscy kolaboranci przewerbowani naprędce przez ekipę Tuska.

Co wtedy? Zostanie obraz kontrolny.

Znamy to już z jednego z kultowych seriali, gdzie lokator zakłada się z cieciem o wynik meczu piłkarskiego. O telewizor, w którym go oglądają. Popijając przy tym tęgo.

Cieć zakład wygrywa. Bierze pod pachę wygrany odbiornik. Ale sam, mocno napity, spada z nim ze schodów. Trofeum roztrzaskuje się na klatce schodowej.
– I co pan zrobił? Teraz pan nie ma telewizora – odpowiada przegrany w tym zakładzie.
– Ale pan też nie – zauważa z satysfakcją cieć.
I tak to właśnie, bez happy endu, może się wszystko skończyć. Chyba, że na to nie pozwolimy.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments