Pożegnanie z Gorbaczowem

Pożegnanie z Michaiłem Gorbaczowem okazuje się zarówno dosłowne jak metaforyczne. Ostatni przywódca i mimowolny destruktor Związku Radzieckiego zmarł w wieku 91 lat, w pół roku po tym, jak Władimir Putin – u schyłku rządów “Gorbiego” wywalony z KGB – podjął zbrojną próbę odbudowy imperium, rozpętując wojnę przeciwko Ukrainie.

Jak się okazało, miałem rację, gdy w artykule “Wobec Gorbaczowa“, napisanym przed 36 laty dla redagowanej przez Jarosława Malika podziemnej gazety Regionu Świętokrzyskiego radziłem, żeby nie tylko bacznie śledzić przebieg głasnosti i pierestrojki w Związku Radzieckim, ale również ich geopolityczne następstwa dla Polski. Teraz pogląd ten wydaje się oczywistością, wtedy wielu niby poważnych obserwatorów uznawało, że zmiany, przeprowadzane przez Michaiła Gorbaczowa to wyłącznie trick KGB, mający na celu zamaskowanie represyjnej natury systemu sowieckiego.

W rzeczywistości jednak KGB kogo innego już wtedy hodowało na przywódcę – oficera z placówki w bratnim Dreźnie Władimira Putina, któremu wcześniej już w dzieciństwie wychowawczyni Wiera Dmitrijewna Guriewicz ze szkoły podstawowej nr 193 w Leningradzie zastępowała matkę i pilnowała, żeby mniej chuliganił i zapisał się do Komsomołu, a na emeryturę odeszła w randze kapitana milicji. 

Polska biografka Putina, Krystyna Kurczab-Redlich wskazuje też na wpływ ojca przyszłego dyktatora: “Rósł więc mały człowiek zakleszczony między przywiązanym 

Stalina eksżołnierzem NKWD a wierną pryncypiom radzieckiego ustroju mentorką. Jeśli dodać do tego pioniersko-komsomolską atmosferę szkoły, otrzymamy przynajmniej częściowe wytłumaczenie późniejszych działań prezydenta” [1]. Pracę w KGB major Putin stracił, gdy państwem rządził Michaił Gorbaczow. 

 

Krew na rękach pokojowego noblisty

Skłonny do spektakularnych gestów sekretarz generalny uwolnił z zesłania do miasta Gorki obrońcę praw człowieka i wybitnego fizyka Andrieja Sacharowa. To Michaił Gorbaczow po prawie dziesięciu latach beznadziejnej wojny wyprowadził radzieckie wojska z Afganistanu. Już w fazie rozpadu imperium nie ugiął się przed zmierzającymi do restytucji dawnych porządków puczystami, którzy w sierpniu 1991 r. internowali go na Krymie. Ale to jedna strona medalu.

Rządzący od 1985 r. aż do rozwiązania ZSRR pod koniec 1991 r, Michaił Gorbaczow ma na rękach krew kilkunastu poległych obrońców wieży telewizyjnej w Wilnie, na którą w okresie usamodzielniania się Litwy skierował w styczniu 1991 r. doborowe oddziały OMON. Odpowiada również za ofiary śmiertelne demonstracji na Zakaukaziu, atakowanych zaostrzonymi łopatkami saperskimi przez formacje specnazu.

Nie da się jednak ukryć, że do w miarę pokojowej i bezkrwawej likwidacji żelaznej kurtyny przyczyniły się trzy wielkie społeczne zjawiska: ruch Solidarności w Polsce, rozbiórka muru berlińskiego oraz zainicjowana przez Gorbaczowa przebudowa, która ożywiła zarówno demokratyczne nastroje moskiewskiej i petersburskiej inteligencji jak patriotyzm w potulnych przedtem “republikach” jak nazywano części składowe ZSRR. Miejsca w historii nikt mu nie odbierze.

Uwielbiał Gorbaczowa Zachód, gdzie zrodziło się nawet zjawisko “gorbimanii”, nie znosili go Rosjanie, przypisujący mu początek zubożenia i wyprzedaży zasobów kraju. Został laureatem pokojowej nagrody Nobla, którą wcześniej przyznawano raczej za walkę z systemem radzieckim (jak Andriejowi Sacharowowi) czy komunistycznym (Lechowi Wałęsie, jako personifikacji Solidarności przecież a nie za osobowość polityczną). Zresztą ten Nobel się Gorbaczowowi należał za powstrzymanie się od użycia siły w stosunkach z innymi “krajami socjalistycznymi”. Porzucił “doktrynę Breżniewa” o ich ograniczonej tylko suwerenności w ramach imperium radzieckiego, tę samą, która zaprowadziła wojska radzieckie do Pragi w 1968 r. gdy tłumiono tamtejszą wiosnę, nie oznaczającą nawet, jak dwanaście lat wcześniej na Węgrzech, rezygnacji z socjalizmu, lecz poszukiwanie jego “ludzkiej twarzy”.

Sam Gorbaczow w programowej książce “Przebudowa i nowe myślenie” napisanej w czasach, gdy był sekretarzem generalnym, nie expressis verbis oczywiście, ale w sposób jasny dla umiejących czytać taką twórczość sposób, dawał do zrozumienia, ile głasnost’ i pierestrojka zawdzięczały wcześniejszym o 4-5 lat przemianom w Polsce czasu pierwszej Solidarności: “Premier Francji Jacques Chirac zapytał mnie: “Jak pan sądzi, czy duch przebudowy wywrze wpływ na wszystkie wschodnioeuropejskie państwa socjalistyczne?”. Odparłem, że zachodzi tu wzajemne oddziaływanie. My bierzemy coś z doświadczenia przyjaciół, oni zaś czerpią od nas to, co im odpowiada. Słowem, jest to proces wzajemnej wymiany i wzajemnego wzbogacania” [2].

 

Człowiek, który dał zielone światło

Gdy patrzy się na rolę, jaką odegrał w dziejach naszego kraju, kluczowe pozostaje jego spotkanie z intelektualistami na Zamku Królewskim w Warszawie latem 1988 r. Leonid Breżniew w ogóle podobnych nie odbywał, zadowalając się kontaktami z działaczami partyjnymi lub wytypowanymi starannie przedstawicielami mas pracujących.

To na Zamku historyk idei, redaktor naczelny “Res Publiki” – pierwszego w historii między Łabą a Władywostokiem zalegalizowanego pisma, wydawanego uprzednio w podziemiu – Marcin Król, zresztą autor poczytnej (czy wręcz zaczytywanej) broszury “Józef Piłsudski. Ewolucja myśli politycznej” spytał Gorbaczowa, czy “doktryna Breżniewa” wciąż obowiązuje. Sekretarz generalny nie potwierdził, co odebrano powszechnie jako zapowiedź, że tym razem Polacy własne problemy mogą rozwiązywać nie kierując się obecnością wojsk radzieckich na granicach i w bazach.

Wkrótce więc kolejna, sierpniowa fala strajków, w śląskich kopalniach i gdańskiej Stoczni, zaowocowała decyzją PZPR o przystąpieniu do rozmów z opozycją. Najpierw, w ósmą rocznicę sierpniowych porozumień spotkali się Lech Wałęsa i minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak. Patronował Kościół. Potem w ośrodku w Magdalence od września konferowali potajemnie negocjatorzy obu stron, w tym Lech Kaczyński i Adam Michnik z ramienia 

Solidarności oraz Janusz Reykowski i Andrzej Gdula w imieniu PZPR. W listopadzie Wałęsa starł się z szefem oficjalnych związków zawodowych Alfredem Miodowiczem w transmitowanej przez państwową telewizję debacie. W lutym 1989 r. rozstawiono wreszcie Okrągły Stół. Przy nim zdecydowano o czerwcowych wyborach: wolnych do reaktywowanego po półwieczu Senatu i kontraktowych, ale z uczciwie liczonymi głosami do Sejmu. W nich 4 czerwca 1989 r. Solidarność odniosła miażdżące zwycięstwo ponad miarę oczekiwań.

Sporą część jego efektów roztrwoniono, przystając na wybór autora stanu wojennego gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta przez nowy parlament, przy czym solidarnościowi posłowie kompromitowali się, specjalnie unieważniając głosy. Jednak odwrócenie sojuszy przez Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne, dotychczasowych satelitów PZPR pozwoliło utworzyć rząd z pierwszym po wojnie niekomunistycznym premierem Tadeuszem Mazowieckim. Odległy od marzeń z pięknych czasów pierwszej legalnej (1980-81) lub podziemnej (1982-88) Solidarności, ale zasadniczo jednak różniący się od poprzednich gabinetów.

 

Reformator z przymusu

Reformy w ZSRR i zgoda na postępującą emancypację państw satelickich nie stanowiły jednak dobrowolnej koncesji Gorbaczowa. Obejmując władzę w 1985 r, został przymuszony do zmian przez porażki w wyścigu technologii i zbrojeń z USA, niepowodzenia interwencji w Afganistanie, trwającej od 1979 r. i niemożność poskromienia opozycji w Polsce przez ekipę generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka.

Głasnost’ (jawność) i pierestrojka (przebudowa) w założeniu miały komunizm w Związku Radzieckim umocnić, a nie obalić. Młody, jak na radzieckie warunki sekretarz generalny (w chwili wyboru w 1985 r. miał 54 lata) widział siebie jako kolejnego w galerii rosyjskich reformatorów po Piotrze I oraz Nikicie Chruszczowie. Zresztą bliski współpracownik tego ostatniego Fiodor Kułakow, jak przybliża autor anglojęzycznej biografii Steven Otfinoski, został pierwszym protektorem kariery młodego sekretarza organizacji partyjnej w prowincjonalnym Stawropolu [3]. Kolejnym patronem Gorbaczowa stał się Jurij Andropow, określany wprawdzie przez Otfinoskiego mianem “człowieka wizji i nowej idei” [4], chociaż pamiętamy mu raczej sprawstwo kierownicze w stłumieniu powstania węgierskiego (1956 r.). To wieloletni szef KGB Andropow został sekretarzem po Breżniewie (1982 r.) i miał wtedy intencje przeprowadzenia liberalizacji ustroju, ale nie pozwolił mu na to stan zdrowia: rządził ledwie przez dwa lata. Jego z kolei następca, aparatczyk Konstantin Czernienko nosił się z zamiarem rehabilitacji samego Józefa Stalina, co miało nastąpić na czterdziestolecie zakończenia II wojny światowej. Nie zdążył, bo nie dożył. Nastał Gorbaczow.

Programową wówczas książkę sekretarza generalnego “Przebudowa i nowe myślenie” czyta się dzisiaj jak bajki o żelaznym wilku, bo reformatorskie myśli przykrywa przykry gorset oficjalnego frazesu.

Dla zwykłych Rosjan rządy Gorbaczowa to również suchoj zakon – drastyczne ograniczenia dotyczące alkoholu, spożywanego wówczas w ojczyźnie proletariatu w nadmiarze i we wszystkich postaciach, o czym najlepiej zaświadcza kultowa opowieść “Moskwa – Pietuszki” Wieniedikta Jerofiejewa.

Śmialiśmy się czasem z poważnych zachodnich komentatorów bezkrytycznie zafascynowanych “Gorbiem” i bez umiaru chwalących jego żonę sybiraczkę i absolwentkę filozofii Raisę za styl i elegancję (małżonki poprzednich sekretarzy manierami i wyglądem przypominały dojarki kołchozowe). Gdy literackiego Nobla dostał wygnaniec, dawny dysydent i polityczny więzień psychiatryka Josif Brodski zachodnia prasa rozpisywała się, że to naprawdę nagroda dla Gorbaczowa, co właściwego laureata, szczerego antykomunistę, odpornego również na kremlowskiego chowu liberalizm, doprowadzało 

do białej gorączki. A emigrant Władimir Bukowski, autor słynnej broszury “Pacyfiści kontra pokój” krytykującej ruchy antynuklearne na Zachodzie za dyspozycyjność wobec ZSRR, napisał ironiczny tekst o tym, że Związkiem rządzą na zmianę przywódcy łysi dobrze ufryzowani – co stanowiło parodię zachodnich teorii o sekwencji liberałów i twardogłowych u władzy.

 

Co łączyło pokojowego noblistę z Saddamem Husajnem

Z czasem Nobla dostał również sam Gorbaczow, oczywiście pokojowego. Trzy miesiące po tym, jak nagrodę odebrał posłał zabójców z OMON na wieżę telewizyjną w Wilnie, na buntującej się Litwie. Wtedy w styczniu 1991 r. relacjonowałem dla Obserwatora, pierwszego w historii Telewizji Polskiej dziennika bez komunistów, pikietę solidarnościową z Litwinami przed radziecką ambasadą na Belwederskiej. Pokazałem w programie trzymany przez demonstrantów transparent “Gorbaczow = Nobel 1990. Saddam Husajn = Nobel 1991”. Bo równocześnie trwała pierwsza wojna w Zatoce Perskiej, dzięki której Zachód wyparł irackiego dyktatora z anektowanego wcześniej Kuwejtu. Protestujący mieli rację z tym mrocznym porównaniem. W obronie wieży telewizyjnej w Wilnie zginęło kilkanaście osób, wśród nich nastolatki, studenci i kobiety. Nie zapomnę przysłanych wtedy przekazem zdjęć, bo jako wydawca programu informacyjnego oglądałem ich całość, w tym najgorszą makabrę, której żeby nie wywołać szoku nie daje się na antenę. Gorsze były chyba tylko zdjęcia irackich dzieci z zasypanego schronu w Bagdadzie, trafionego przedtem amerykańską rakietą.

Kojarzący się z bezkrwawym obaleniem żelaznej kurtyny Gorbaczow odszedł na zawsze, Putin zostaje i wciąż rządzi. Nadal zabija Ukraińców. To miara tragizmu współczesności i okrutny grymas historii.

[1] Krystyna Kurczab-Redlich. Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina. WAB, Warszawa 2022, s. 59
[2] Michaił Gorbaczow. Przebudowa i nowe myślenie dla naszego kraju i dla całego świata. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 225, przeł Jerzy Malczyk i in.
[3] por. Steven Otfinoski. Mikhail Gorbachev. The Soviet Innovator. Fawcett Columbine, New York 1989, p. 29
[4] Steven Otfinoski. Mikhail Gorbachev. The Soviet Innovator, op. cit, p. 34

Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments