Fatalny symbol i cierpliwość wyborców

Gdyby wszyscy polscy eurodeputowani zagłosowali solidarnie przeciwko rezolucji Parlamentu Europejskiego popierającej rewizję traktatów unijnych ograniczającą suwerenność państw narodowych, nie zostałaby ona przyjęta. Stało się jednak inaczej i żadne usprawiedliwienia nie zmienią złowrogiej wymowy tego faktu.
 
Nieistotne również, że nagłaśnia to akurat propaganda pisowska. Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę wydzwania. Wprawdzie wszyscy eurodeputowani namaszczeni przez Jarosława Kaczyńskiego opowiedzieli się w tym akurat głosowaniu za suwerennością, ale wcześniej wskazany przez niego na premiera Mateusz Morawiecki autoryzował niechlubną transakcję “pieniądze za praworządność”, w ramach której jeszcze za rządów pisowskiej ekipy miały do Polski trafić środki objęte Krajowym Planem Odbudowy i ułatwić jej wygranie wyborów. Pomimo ustępstw, dopiero teraz je dostaniemy: co ważne, na przykład eksperci od finansowania samorządów podkreślają, że są to “pieniądze znaczone” więc niosące za sobą konkretne zagrożenia i nie do wydatkowania na najpotrzebniejsze cele. Mleko się rozlało. PiS w kółko podgrzewający klimat polemiki z Brukselą a nadskakujący eurokratom kiedy o brzęczące czy bardziej szeleszczące konkrety chodzi – również ponosi część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.

Nie emocje ją określają, ale liczba oddanych głosów. Za rezolucją przybliżającą złowrogi fantom superpaństwa kosztem odrębności narodowych, które nam i innym obywatelom “nowej Unii” gwarantowano, kiedy szliśmy w 2003 r. na referendum akcesyjne – opowiedziało się 291 deputowanych. Przeciw, czyli za suwerennością czy “Europą Ojczyzn”, jaka śniła się założycielom europejskiej wspólnoty, kiedy my pozostawaliśmy jeszcze za żelazną kurtyną – 274. 

Fot: YouTube.com

Skoro dziewięcioro europosłów z Polski zagłosowało za rewizją traktatów, to rachunek jest prosty. Gdyby zamiast tego poparli suwerenność, rezolucja o rewizji traktatów upadłaby w Parlamencie Europejskim. Nie z pisowskich mediów ta wiedza pochodzi, tylko z wydruków głosowań.

Wynik stwarza kłopot nominalnie wciąż rządzącemu PiS, skoro premierem pozostaje aprobujący swego czasu transakcję pieniądze za praworządność Morawiecki. Ale jeszcze większy problem stanowi dla byłego prezydenta Zjednoczonej Europy Donalda Tuska, pretendującego teraz do utworzenia rządu po Morawieckim. Wprawdzie podlegli mu europosłowie PO zagłosowali jak należy, za suwerennością, ale już dawni sekretarze PZPR, których na listy wyborcze ówczesnej Koalicji Europejskiej (tworzonej przez PO, SLD i PSL) wpuścił jego poprzednik w fotelu przewodniczącego Platformy Grzegorz Schetyna opowiedzieli się za rewizją traktatów. Podobnie jak obecni sojusznicy mający z Koalicją Obywatelską wspólny rząd budować, ci z Nowej Lewicy. Co jeszcze bardziej kompromitujące, ale już dla Trzeciej Drogi, jedyna eurodeputowana Polski 2050 Róża Thun wsparła rewizję traktatów. Lider Szymon Hołownia od niej się odciął, zapewnił, że sam głosowałby inaczej. Zaś posłanka Joanna Mucha ujawniła, że partia rekomendowała Thun głosowanie przeciw rezolucji. Tyle, że ona wskazówki zignorowała. Za późno na tłumaczenia. Marszałek Hołownia powinien w tej sytuacji ogłosić, że politycznie nie chce już mieć z Różą Thun nic wspólnego. A tak… Podobnie jak w wypadku PiS i sławetnej transakcji, nazwijmy ją po imieniu przedwyborczym handlem suwerennością Polski – mleko się rozlało.

Fot: TVP.Info

Nasuwa się zrozumiałe pytanie, co na to wyborcy, którzy pamiętnego 15 października w wyborach do parlamentu krajowego a nie Europejskiego ustanowili zaszczytny i dający powód do dumy rekord frekwencji: 74 proc z nas poszło do urn. Najwięcej od czasu pierwszych wolnych wyborów w niepodległej Polsce, do Sejmu Ustawodawczego z 26 stycznia 1919 r, czego z oczywistych względów nikt z nas nie może pamiętać.

Z czasem poznamy szczegółowe analizy demoskopijnych ośrodków. Jednak z sondażu przeprowadzonego jeszcze przed niesławnym dla dziewiątki europosłów z Polski głosowaniem nad rezolucją o zmianie traktatów wynika, że gdyby wybory odbywały się teraz – poszłoby na nie już nie 74 proc z nas, jak zdarzyło się 15 października, lecz 64 proc. To znacząca różnica. Cierpliwość się wyczerpuje. Manewry polityków wokół tworzenia większości w Sejmie, w tym wypadku przynajmniej skuteczne oraz dotyczące wyłonienia rządu – jak na razie bezowocne – wzbudzają widoczny efekt zmęczenia. Politycy powinni wczytać się starannie w rezultaty badania United Surveys, chociaż nie oddają one tego, co stało się w europarlamencie, a odnoszą się do Sejmu krajowego. Z pozoru nic wielkiego się nie dzieje. Maleje jednak, w porównaniu z wyborczym wynikiem, poparcie dla dwóch najsilniejszych formacji. PiS może liczyć teraz na 31 proc głosów (do urn wrzucono ich 35 proc), zaś Koalicja Obywatelska na 27 proc (w dniu wyborów zdobyła ich 31 proc). Swój potencjał z 15 października zachowała za to Trzecia Droga (wtedy i teraz 14 proc) zaś poparcie dla Nowej Lewicy nawet się zwiększyło (z 9 do 10 proc) podobnie jak dla Konfederacji (z 7 do 9 proc) [1]. Nie trzeba dyplomu wydziału socjologii, żeby ocenić, iż wyborcy obarczają obie najsilniejsze partie odpowiedzialnością za ślimaczenie się procesu wyłaniania władzy. Jednym słowem za nikłe jak na razie przełożenie bezprecedensowego w dziejach nowej Polski wysiłku na efekt. Zapewne podoba się odgrodzenie Sejmu i zapowiedź procedowania obywatelskiego projektu podwyżek dla pielęgniarek, ale jak na sześć tygodni od wyborów to… trochę mało a na pewno nie na miarę wzmożonych oczekiwań.

I jak tu nie wierzyć w mądrość zbiorową, chciałoby się to skomentować. Cierpliwość wyborców okazała się znaczna. Ale nie mierzy się jej znakiem nieskończoności.

[1] sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski z 17-19 listopada 2023

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments