Opcje atomowe

czyli gorzka rocznica Polski w Unii

Dokładnie w osiemnastą rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej okazuje się, że UE jako wspólnota nie jest w stanie sprostać wyzwaniu największej od czasów II wojny światowej akcji humanitarnej. Ciężar pomocy uchodźcom ukraińskim wciąż dźwiga społeczeństwo polskie. Doskonale to świadczy o Polakach, fatalnie – o wspólnocie międzynarodowej, nietylko europejskiej, ale również NATO i ONZ.

Bierność Unii okazuje się jednak szczególnie rażąca, nie z powodu mniej tu istotnego kontekstu rocznicowego (eurokraci mogą już nie pamiętać, kiedy i kogo do wspólnoty przyjmowali), ale ze względu na fakt, że Ukraińcy okazują się pierwszym narodem, który cierpi potworności “gorącej wojny”, zgotowane przez sąsiednie mocarstwo za sprawą europejskich aspiracji społeczeństwa.

Militarna presja Rosji zaczęła się przecież przed ośmiu laty po tym, gdy z inspiracji Władimira Putina autorytarny ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz użył przemocy wobec obywateli własnego kraju, którzy wylegli na ulice w proteście przeciw odmowie podpisania przez głowę ich państwa traktatu stowarzyszeniowego. Tak rozpoczął się Euromajdan. Potem były aneksja Krymu i gorąca już choć wciąż jeszcze lokalna wojna w Donbasie. Zaś teraz Mariuopol i Bucza oraz bombardowania Kijowa i Charkowa.

Inne państwa tylko długo i mozolnie negocjowały zasady członkowstwa w Zjednoczonej Europie. Pamiętamy polskie obawy o brak solidarności ze strony Czech i innych mniejszych państw, że mogą nas wyprzedzić. Dziś to tylko przypisy do historii. Tytuły jej rozdziałów pisze teraz Ukraina. Podobnie jak Polska w latach 1956, 1980-81 czy 1988-89 nie godząca się z tym, żeby o jej miejscu w świecie decydowano na Kremlu. Rozumie tę analogię polskie społeczeństwo, pojmują ją samorządy i kościelne organizacje charytatywne, udzielając uchodźcom z trapionego wojną kraju pomocy humanitarnej na skalę nie notowaną od kilkudziesięciu lat w Europie, zapewne od czasów UNRRA i Planu Marshalla.

Pomagamy bezinteresowanie. Nie dla pieniędzy przecież.

Gratyfikacje finansowe dla rodzin przyjmujących słowiańskich współbraci w domach nie wystarczą przecież realnie na niczyje utrzymanie. Tak naprawdę mają wymiar… świadczenia honorowego. Uznania państwa, realnie bezradnego wobec skali tragedii, dla tych, którzy je w tym dziele godnie zastępują.

Poświęcenie i empatia, okazywane na co dzień przez Polaków naszym ukraińskim gościom nie zwalnia jednak nikogo innego z obowiązku działania. Unia Europejska,

Ukraińscy uchodźcy w Przemyślu

w odróżnieniu od równie bezradnego wobec tragedii NATO, nie powstawała jako wspólnota militarna. Nikt od niej nie wymaga, by przepędziła znad Dniepru pancerne zagony Putina. 

Nie oznacza to jednak, że ma prawo umywać ręce wobec losu poszkodowanej ludności cywilnej. I liczyć, że sami Polacy to za nią załatwią. Akurat w 18 lat od momentu, kiedy sami stali się instytucjonalnie obywatelami zjednoczonej Europy. Bo o tym, że kulturowo zawsze do niej przynależeliśmy przypominał jeszcze przed akcesją, największy z naszych rodaków: Jan Paweł II.  Cytując papieskie słowa warto jednak pamiętać o pozostałych rozdziałach  jego społecznej nauki. I przypomnieć je euroentuzjastom, przekonującym nas, że jeśli dotychczas nawet eurocenta na pomoc uchodźcom nie dostaliśmy, to pozostaje to wyłączną winą rządzących w Warszawie.

Wielką operatywnością ani skutecznością rzeczywiście się oni nie wykazali. Podobnie jak w wypadku trwającej wciąż pandemii, główny wysiłek przerzucono na społeczeństwo. Na szczęście Polacy potrafią się znakomicie organizować w momentach próby, co pokazali już w stanie wojennym i przy okazji klęsk żywiołowych (powódź stulecia z 1997 r.) a nawet akcji dobroczynnych od Owsiaka po Caritas.

Odpowiedzią polityków obozu rządzącego na bierność eurokratów musi pozostawać konsekwentne dopominanie się o pomoc, dla której UE poniekąd została powołana. Warto przypominać 6 miliardów euro jakie przed sześciu laty zainkasowała nie należąca przecież do Unii Turcja na zagospodarowanie imigrantów z Bliskiego Wschodu, którzy uchodźcami wojennymi w dosłownym sensie nie byli, a przynajmniej ich wędrówki do lepszego świata nie da się zestawić z ucieczką ukraińskich kobiet i dzieci przed bombami i rakietami armii Putina.

Ze strony Solidarnej Polski, jednego z podmiotów rządzącej Zjednoczonej Prawicy, skupiającej Prawo i Sprawiedliwość wraz z mniejszymi koalicjantami, pojawił się teraz pomysł związany ze składką unijną. Znajduje on wyraz w dwóch wersjach: soft i hard. Obie znajdują się w obiegu publicznym. Ta twarda zakłada, że wobec faktu tak imponującej pomocy dla uchodźców z Ukrainy na polskiej ziemi i braku realnego dla niej wsparcia ze strony unijnych instytucji – Polska powinna przestać 

płacić unijną składkę. Wersja miękka przewiduje, żeby najpierw wystąpić do Brukseli o jej umorzenie w związku z zaangażowaniem finansowym, jakie Polska i tak ponosi. I czekać na odpowiedź. 

Pozorna logika tego pomysłu a nawet jego podbudowa moralna okazują się jednak zawodne. Nawet jeśli nie odwoływać się do potocznej mądrości powiedzenia, że kto płaci, ten wymaga. Wiele podpowiada doświadczenie, że w poważnych rozmowach najtwardsze argumenty odkłada się na koniec. Skutek może okazać się bowiem odwrotny do zamierzonego. 

Oto bowiem minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skłonny jest podsunąć unijnym biurokratom doskonałe alibi, by problemem uchodźców ukraińskich w Polsce nie zajęli się poważnie ani w wymiarze finansowym (środki pomocowe) ani logistycznym (relokacja). Gdy rząd uruchomi taką “opcję atomową” urzędnicy w Brukseli i Strasburgu uznają, że problem mają z Polakami sprawującymi władzę w kraju, a nie z Ukraińcami, których wszystkich potrzeb nie będzie w stanie zaspokoić ofiarne polskie społeczeństwo i siłą rzeczy musi to zrobić Europa. Jeśli tą zjednoczoną wciąż ma pozostać. Nie będzie tak, jeśli Unia zacznie obywateli zamożnych krajów członkowskich przekonywać, że problem ma z polską składką a nie z zapewnieniem 3,2 mln ukraińskich uchodźców w Polsce perspektyw życiowych. Eurokraci z kamienną twarzą, równie niewiele wyrażającą jak oblicze Ziobry, gdy propozycję Solidarnej Polski ogłaszał – oznajmią, że nawet chętnie by nieszczęsnym pomogli, ale co zrobić, gdy ta Polska nie płaci składki. Poznaliśmy już tę logikę przy okazji Krajowego Planu Odbudowy pomimo braku jakichkolwiek związków między pandemią korusa i stratami wyrządzonymi gospodarce przez kolejne lockdowny a nieprzyjaznym sposobem traktowania sędziów przez ekipę PiS. Na pieniądze wciąż czekamy. Niech ta analogia wystarczy.    

Negocjacji pokojowych nie zaczyna się zwykle od groźby użycia broni atomowej. Bo jakie niby znajdą się wtedy kolejne argumenty, jeśli od tego pierwszego się zacznie, a dalej wciąż pójdzie jak po grudzie…  

Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments