Wojna prewencyjna?
- Dodano:
- Kategorie: Albert Łyjak, Blog, Świat
Czasami w historii przywódcy państwowi widzą nadciągającą katastrofę wcześniej niż inni. I zbyt często zostawali z tym sami. Tak było w Polsce. W 1933 roku, po dojściu do władzy Adolfa Hitlera, w Warszawie pojawiła się koncepcja uderzenia wyprzedzającego. Józef Piłsudski miał sondować Francję w sprawie wspólnej interwencji przeciw Niemcom, zanim te złamią traktat wersalski i rozpoczną zbrojenia na pełną skalę.
To nie był romantyczny gest. To była zimna i sluszna kalkulacja. Niemcy były wtedy jeszcze słabe militarnie, ich potencjał nie był porównywalny z tym z 1939 roku. Wehrmacht dopiero się odbudowywał, Luftwaffe formalnie nie istniała. Czas działał na korzyść Berlina, nie Warszawy.Ale też trzeba powiedzieć uczciwie: Hitler miał ogromne poparcie społeczne.Niemieckie społeczeństwo go kochało Entuzjazm wobec nowej władzy był olbrzymi. Dlatego państwo szybko się konsolidowało, aparat przemocy rósł, propaganda działała skutecznie. Uderzenie w 1933 roku nie oznaczałoby spaceru po bezbronnym kraju. To byłaby wojna z narodem zmobilizowanym politycznie i gotowym bronić swojej nowej władzy. Jednak Francja nie chciała wojny. Była wyczerpana traumą I wojny światowej, w której straciła całe pokolenie. Społeczeństwo było głęboko pacyfistyczne, elity polityczne podzielone, gospodarka chwiała się pod ciężarem kryzysu. W Paryżu dominowało przekonanie, że każdą cenę warto zapłacić, byle uniknąć kolejnego wielkiego konfliktu na własnym terytorium.
Dlatego po raz kolejny postawiono na przeczekanie i dyplomację. Wierzono, że Hitlera da się kontrolować, wciągnąć w system zależności, oswoić. Wiemy jak się to skończyło. Kilka lat później w 1940 roku Francja została podbita przez Niemcy. Władzę objął rząd Philippe Pétain, który w ramach tzw. Państwa Vichy współpracował z III Rzeszą. To już nie był sojusz z Hitlerem z wyboru ideowego całego narodu, ale efekt klęski, strachu i politycznego załamania państwa.
Można dziś powiedzieć: to historia alternatywna. Nie wiemy, czy prewencyjna interwencja zatrzymałaby Hitlera. Być może wzmocniłaby go wewnętrznie. Być może przyspieszyłaby militaryzację. Ale wiemy jedno. W 1939 roku było już za późno. A potem było sześć milionów polskich ofiar, obozy, ruiny miast, pokolenia złamane na zawsze.
Mit? Być może. Ale to mit, który pokazuje coś bardzo realnego: czasem brak decyzji kosztuje więcej niż decyzja.
Dziś w podobnej logice działa Donald Trump, wspierając linię Benjamina Netanjahu wobec Iranu. Argument jest prosty: jeżeli przeciwnik jest o krok od broni atomowej, nie można czekać, aż ten krok wykona. Broń jądrowa w rękach reżimu, który otwarcie grozi zniszczeniem innych państw, zmienia równowagę świata.
To jest właśnie doktryna wojny prewencyjnej. Uderzyć zanim przeciwnik stanie się nietykalny.
Oczywiście, wojna prewencyjna zawsze budzi sprzeciw. Zawsze rodzi pytania o prawo międzynarodowe, o proporcjonalność, o ryzyko eskalacji. Ale historia XX wieku pokazuje, że czasem największym błędem nie jest działanie, tylko zwlekanie.
W 1933 roku Polska próbowała przekonać sojuszników, że zagrożenie jest realne. Nie przekonała. Została sama. Sześć lat później Europa płonęła.
Dziś Zachód stoi przed podobnym dylematem. Czy lepiej reagować, gdy zagrożenie jest w fazie budowy, czy czekać, aż stanie się faktem dokonanym.
Porównanie Trumpa do Piłsudskiego to publicystyczny skrót. Wiem. Inne czasy, inna geopolityka, inny przeciwnik. Wspólny jest rdzeń myślenia: nie każda wojna jest agresją. Czasem jest próbą niedopuszczenia do większej katastrofy.
Czy historia przyzna rację zwolennikom twardej linii? Tego dziś nie wiemy. Wiemy natomiast, że w 1933 roku zabrakło wspólnej decyzji. A rachunek przyszedł później, z odsetkami, których nikt nie był w stanie spłacić
Albert Łyjak

Upadek Tuska. Dziś sam przyśpieszył koniec swojej władzy
Polska jest większa niż Tusk, większa niż jego partia i większa niż cała koalicja rządząca.
Żaden premier nie stoi ponad prawem. Żadna większość parlamentarna nie otrzymała mandatu do niszczenia zasad, na których opiera się Rzeczpospolita. Polacy mają dość polityki nieustannych konfliktów i walki o utrzymanie władzy za wszelką cenę.Tusk

Cassus Kołodziejczak
Kiedy obok polityka pojawia się rozpoznawalny celebryta, a cała historia natychmiast zaczyna żyć własnym życiem, obywatel ma prawo zapytać: gdzie kończy się troska o wyjaśnienie sprawy, a zaczyna walka o odwrócenie uwagi od tego, co naprawdę istotne?Czytaj więcej ..

Gdy prawo przestało być tarczą
Prawo miało być tarczą
Pamiętacie słowa śp. Kornela Morawieckiego, wypowiedziane z sejmowej mównicy?
„Jeżeli prawo nie służy narodowi, jest bezprawiem”.
Warto dzisiaj zatrzymać się przy tych słowach..Czytaj więcej ..

O sztucznej inteligencji.. publicystycznie
Być może największym problemem przyszłości nie będzie to, że sztuczna inteligencja zabierze człowiekowi pracę. Być może większym problemem będzie to, że przyzwyczai nas do tego co robi, a człowiek pewnego dnia zapomni, jak robić to samemu. Czytaj więcej ..

Sikorskiego dyplomacja
Polska potrzebuje dyplomacji, a nie wojennej brawury i dyplomatycznej głupoty. Sikorski znowu powiedział coś, co może dobrze brzmi w telewizji. Tylko że polityka zagraniczna to nie konkurs na najbardziej efektowne zdania.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

