Anty-amerykanizm

Zastanawialiście się skąd się bierze polski antyamerykanizm? 

Myślę, że antyamerykanizm w Polsce nie bierze się z faktów. Bierze się z pamięci, lęku i niespełnionych wyobrażeń. Z bardzo starego, bardzo polskiego problemu: z nieumiejętności odróżnienia sojuszu od podległości, a realizmu od resentymentu.

Polacy od dekad funkcjonują w dwóch sprzecznych opowieściach o Ameryce. Pierwsza jest niemal mityczna – Ameryka jako obietnica wolności, siły, technologii, sprawczości. Druga, dziś coraz głośniejsza – Ameryka jako imperium, hegemon, obcy gracz, który „rozstawia pionki”.

Te narracje nie spierają się na argumenty. One walczą o emocje. I to właśnie emocje są kluczem. Antyamerykanizm w Polsce nie jest prostą kontynuacją PRL-owskiej propagandy, ale jest jej echem. W komunizmie Ameryka była przedstawiana jako moralnie zgniła, imperialistyczna, cyniczna. Wielu Polaków w to nie wierzyło,ale język tej propagandy przetrwał. Zmienił dekoracje, nie sens.Dziś wraca w wersji „nowoczesnej”: zamiast „imperializmu” mamy „globalne interesy”, zamiast „wroga klasowego”- „hegemona”. Mechanizm pozostaje ten sam. To nie jest do końca świadome. To jest taki podświadomy odruch.

Polska ma chroniczny problem z byciem sojusznikiem silniejszego. Każda potęga uruchamia w nas lęk przed dominacją. To zrozumiałe,historia rozbiorów, zdrad i Jałty zrobiła swoje. Problem zaczyna się wtedy, gdy trauma staje się narzędziem interpretacji świata, a nie przestrogą.

Dlatego tak łatwo w polskiej debacie przejść od „obecności wojskowej” do „okupacji”, od „sojuszu” do „wasalstwa”. To nie jest geopolityka. To jest już psychologia. Łatwiej uwierzyć, że ktoś nami steruje, niż przyjąć, że ponosimy odpowiedzialność za własne wybory strategiczne.

W 2012. ukazała się interesująca książka Paula Friedmana zatytułowana „Antyamerykanizm”. To książka opisujące nietypowe określenie; Choć stereotypy i wrogość istnieją wobec każdego narodu, nie słyszymy o „antywłoskości” ani „antybrazylijskości”. Tylko Amerykanie wynieśli ten sentyment do rangi światopoglądu, czynnika wyjaśniającego tak istotnego, że zasługuje na nazwę – „izm” – zazwyczaj zarezerwowaną dla kompleksowych systemów ideologicznych lub zakorzenionych uprzedzeń. Książka podważa naukowy konsensus, który obwinia krytykę Stanów Zjednoczonych o irracjonalny opór cudzoziemców wobec demokracji i nowoczesności. Zachęcamy do lektury.

W tym miejscu pojawia się Grzegorz Braun-nie jako eksces, ale jako logiczna konsekwencja tego sposobu myślenia. Gdy mówi o „amerykańskich okupantach”, sięga po najstarszy możliwy kod w polskiej wyobraźni: obca armia na własnej ziemi. Kod, który zawsze działa, bo uderza w zbiorową pamięć.

Problem polega na tym, że ten kod jest fałszywie podmieniony. Jest nieprawdziwy. Braun przykłada do Ameryki sowiecką kalkę. Tę samą, którą PRL wtłaczał Polakom przez dekady: obcy żołnierz równa się utrata suwerenności, sojusz równa się podległość, obecność militarna równa się okupacja. To język zaprojektowany nie po to, by tłumaczyć rzeczywistość, ale by ją upraszczać do emocjonalnego impulsu.

I to działa tylko dlatego, że część polskiego społeczeństwa wciąż nie odróżnia potęgi, która przyszła nas zniewolić, od potęgi, z którą sami zdecydowaliśmy się związać, mając własny interes i własną wolę. Ta różnica jest fundamentalna i właśnie ona w tej narracji znika.

Paradoks polega na tym, że Braun, mówiąc o suwerenności, w istocie ją odbiera. Bo jeśli każda relacja z silniejszym oznacza „okupację”, to Polska z definicji nie może być podmiotem. Może być tylko ofiarą albo wasalem. Nigdy graczem.

Antyamerykanizm nie jest jednak wyłącznie domeną radykałów, takich jak Braun i jego sympatycy tacy jak ,,Bracia Kamraci”. W łagodniejszej, „inteligenckiej” formie funkcjonuje także wśród części elit politycznych i medialnych. Tam nie mówi się o „okupacji”, tylko o „nieprzewidywalności”, „amerykańskim chaosie”, „konieczności emancypacji Europy”.

Często jest to narracja zastępcza,pozwalająca przykryć brak własnej strategii, przerzucić odpowiedzialność, zbudować poczucie moralnej wyższości. Co znamienne: ta krytyka bywa bardzo selektywna. Znacznie ostrzejsza wobec Waszyngtonu niż wobec Moskwy, Pekinu czy Teheranu.

To już nie jest realizm. To jest ideologia.Jest jeszcze jeden powód, najbardziej ludzki. Wielu Polaków oczekiwało od USA nie tylko siły, ale moralnej doskonałości. Tymczasem Ameryka-jak każde państwo-działa w swoim interesie, popełnia błędy, prowadzi czasami brutalną politykę.

Dla jednych to oczywiste. Dla innych, zdrada ideałów. A rozczarowanie ideałem bardzo łatwo zamienia się w resentyment. Łatwiej znienawidzić to, co nie spełniło oczekiwań, niż pogodzić się z tym, że świat nie jest bajką i taki jest.

Największym jednak intelektualnym nadużyciem polskiego antyamerykanizmu jest porównywanie USA do Związku Sowieckiego. To nie tylko błąd historyczny, ale moralna pustka. Sowieci odebrali Polsce wolność, elity i państwowość. Amerykanie, niezależnie od krytyki ich polityki, są jednym z filarów systemu, który tę wolność dziś realnie chroni.

Można krytykować USA. Trzeba je krytykować. Ale historia nie znosi tanich analogii. Antyamerykanizm w Polsce nie jest analizą geopolityczną. Jest emocjonalnym skrótem, reakcją na własne lęki, nieprzepracowaną historię i brakiem wiary w sprawczość państwa. Zastępuje myślenie strategiczne moralnym wzmożeniem albo suwerennościową egzaltacją.

A państwo, które myśli w ten sposób, nie jest podmiotem. Jest wahadłem: od idealizacji do nienawiści. Od zachwytu do resentymentu. I to jest prawdziwy problem. Nasz problem, nie Ameryki.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Cóż tam, panie, w polityce?

Ponad sto lat temu Stanisław Wyspiański napisał Wesele. I oto w jednej z najbardziej znanych scen Czepiec pyta Dziennikarza: „Cóż tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno!?”. Wtedy było to jeszcze pytanie trochę prowincjonalne, trochę ironiczne, trochę podszyte chłopską ciekawością świata.Czytaj więcej ..

O potrzebie odbudowy opozycji

Największym zagrożeniem dla każdej partii opozycyjnej bywa przekonanie, że czas sam rozwiąże jej problemy. Historia polityki pokazuje jednak coś innego. Zmiana władzy nie następuje dlatego, że przeciwnik się potknął, lecz dlatego, że ktoś potrafił zbudować silniejszą alternatywę.Czytaj więcej ..

2 biliony dlugu

Obsługa tego długu kosztuje już nas dziesiątki miliardów złotych rocznie. To pieniądze, które zamiast trafiać do ochrony zdrowia, edukacji czy inwestycji rozwojowych, trafiają do wierzycieli kupujących polskie obligacje. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments