Jak pomóc demokracji – realny network obywatelski

Wybory prezydenckie pokazały uwiąd i kompromitację mediów głównego nurtu i ośrodków badania opinii publicznej, gremiów eksperckich i areopagów autorytetów społecznych – a więc instytucji, które w najsprawniejszych demokracjach świata pośredniczą w sprawnych kontaktach między obywatelami a ich przedstawicielami. Na co dzień, między jednymi wyborami a drugimi. Zamiast nad tym ubolewać – lepiej postarać się powstałą lukę zabudować. Wydaje się to możliwe. 
 
Poza zwycięstwem kandydata przeciwnego rządzącej i zachowującej większość w parlamencie Koalicji 15 Października, przedstawianego wprawdzie jako obywatelski ale identyfikowanego ze sprawującymi władzę w kraju przed tą właśnie datą z 2023 roku – to główny wniosek, jaki płynie z wyników niedawnego czerwcowego głosowania. 
 
Wyrazistym symbolem porażki baronów od opinii i prognoz, których w odróżnieniu od polityków nikt nie wybiera,. a dyktatorami naszych sumień ogłaszają się sami – stały się całkowicie jak pamiętamy chybione oszacowania exit polls, zaprezentowane w trakcie wieczoru wyborczego 1 czerwca, dające w drugiej turze Rafałowi Trzaskowskiemu zwycięstwo nad Karolem Nawrockim. Dopiero po północy okazało się, że rzeczywisty wynik jest odwrotny.

Media głównego nurtu również nagrabiły sobie w tej kampanii, jeśli użyć języka ich stałych użytkowników. Dostrzegły to również instytucje międzynarodowe. Raport Misji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie za stronnicze uznał przekazy TVP w tym kanału Info a także Republiki a w dalszej kolejności TVN i Onetu, za obiektywizm pochwalił tylko Polsat i Interię. Jak pisze Marek Kęskrawiec w “Tygodniku Powszechnym”: (..) ja dodałbym jeszcze Wirtualną Polskę. To dzięki niej dowiedzieliśmy się, jak nieprzejrzyste i niespójne (wspomina o tym raport) były działania państwowego instytutu NASK w sprawie nielegalnego finansowania reklam internetowych (..)” [1]. 

Polsat News: Znamy dane exit poll. Wyniki wyborów prezydenckich. Rafał Trzaskowski czy Karol Nawrocki?
Niewiele to jednak zmienia. A jeszcze mniej zmieniło się potem. Efekt 1 czerwca nie zadziałał mrożąco na rozognione głowy medialnych bossów ani nawet ich podwładnych, starających się uprzedzić oczekiwania.  

Skoro żurnalistka koncernu TVN, codziennie pokazująca się na wizji, bez żenady zadaje posłowi Koalicji Obywatelskiej na sejmowym korytarzu pytanie, czy ponowne przeliczenie głosów nie wzmocni aby mandatu Karola Nawrockiego, dowodzi to, że z mediów – przynajmniej tych korporacyjnych – znikła doszczętnie kategoria śmieszności, do niedawna skutecznie mitygująca i tonująca zachowania samych żurnalistów i ich dysponentów. Do czego zresztą bardziej niż amerykański właściciel wspomnianej stacji, przyczynił się Jacek Kurski przez lata prezesowania propisowskiej wtedy TVP. Nie o poglądy wcale tu chodzi. Chociaż sam się do zwolenników Nawrockiego nie zaliczam, słysząc o uwiarygodnianiu go przez ponowne liczenie, szczerze zarechotałem. Znakomity poeta Stanisław Barańczak pisał o osobach dożywotnio pozbawionych poczucia własnej śmieszności, ale działo się to, gdy w kraju panował autorytarny socjalizm a nie demokracja. Sytuacje takie jak opisana prowadzą nas nieuchronnie ku sytuacji, w której – jak przestrzegał wielki czeski prozaik Milan Kundera, piszący także po francusku “nikt się nie będzie śmiał”. Kiedyś wystarczyło powiedzieć: przecież to obciach. Dziś to już nie działa. Nie tak dawno dziennikarka innej niż TVN stacji całkiem poważnie spytała też w Sejmie Annę Marię Żukowską z Lewicy, znaną z wulgarnego wpisu w internecie pod adresem marszałka Szymona Hołowni o ocenę innej sieciowej wypowiedzi – wrocławskiego polityka Trzeciej Drogi. Taką arbiterkę elegancji sobie gwiazdeczka znalazła.
 
Po tej kampanii – i wcale nie o wynik wyborów tu chodzi – truizmem okazuje się stwierdzenie, że media, przynajmniej te najmocniejsze, daleko odeszły od funkcji objaśniania obywatelom polityki i całego życia publicznego, którą pełniły już nie bez efektów w pierwszych dekadach transformacji ustrojowej. Wielobarwność okazywała się wtedy faktem nawet w obrębie jednej redakcji. Teraz jej walor zachowany został już tylko w przekazach sieciowych, o czym będzie jeszcze mowa.  

 

          Natura nie znosi próżni

 
Natura nie znosi próżni. Pustkę trzeba wypełnić. Z takiego założenia w chwili odwilży po stalinowskim zlodowaceniu, w Październiku 1956 r. wychodzili pracownicy fabryk, instytutów naukowych i redakcji, mobilizujący się wtedy wzajemnie do działania, które po latach choć nie spełniło wszystkich marzeń, uczyniło Polskę miejscem nadającym się do normalnego życia. Powróciło to w momencie, gdy okazało się, że socjalizm po ponad trzech dekadach nie jest w stanie zapewnić obywatelom nawet sensownego minimum realizacji ich praw społecznych – czego symbolem stało się 30 lat oczekiwania na mieszkanie; a zarazem uchybia ich poczuciu godności, jak dowiodły wiece potępiające “warchołów” z Radomia i Ursusa, bo tak nazwano wtedy robotników, gdy z chwilą wyjścia na ulicę z protestem przestali być “klasą przodującą”. Reakcją stało się powołanie opozycji demokratycznej, a z czasem Sierpień 1980 i fenomen pierwszej Solidarności. Nie chodzi o powrót do przeszłości ani zawodne często analogie, lecz wykazanie, że gdy dotychczasowe społeczne mechanizmy wyczerpują swoje możliwości, Polacy zasadnie zabierają się zwykle do budowania następnych. 
Zaczerpnięte z Onet.pl 3 lipca 2025.

W sytuacji, gdy poparcie Polaków dla demokracji w sondażach bardziej bez porównania profesjonalnych niż pechowe exit polle z wieczoru wyborczego niezmiennie od wielu lat oscyluje w granicach 80 proc, a więc okazuje się znacząco wyższe, niż dla socjalizmu w chwili, gdy Lechosław Goździk w żerańskiej FSO zaczynał pamiętną akcję, która zatrzymała ciągnące już na Warszawę radzieckie czołgi – nie musimy się nawet zastanawiać, jaki format ustrojowy najbardziej odpowiada Polakom [2]. Tylko jaki nadać mu sens, żeby zyskali poczucie uczestnictwa w demokracji i przeświadczenie, że wiele od nich samych zależy. 

 Narzędziem do tego stać się może realny network obywatelski, rzeczywista presja społeczna na klasę polityczną, nie tyle do jej poczucia odpowiedzialności się odwołująca, skoro go nie przejawia w nadmiarze, tylko do obawy, że jeśli uzasadnione postulaty społeczne politycy zlekceważą, w kolejnych wyborach nie zostaną wybrani. Nie chodzi przy tym o kreowanie kolejnych NGO’sów, organizacji pozarządowych, niekiedy pożytecznych, których członkowie często jednak podczas wizyt w parlamencie zamiast lobbowania na rzecz skutecznych rozwiązań dla branż, jakimi się zajmują – ograniczają się do opróżniania półmisków z sandwiczami i kruchymi ciastkami, jakby od paru dni nic nie jedli.

 

          Ludzi dobrej woli jest więcej 

 
Marzy się sieć ludzi dobrej woli służąca wzajemnemu skrzykiwaniu się i ostrzeganiu. Nie żadna utopia. Bez instytucjonalnych podstaw już dwa razy w podobny sposób zadziałało u nas społeczeństwo obywatelskie i to w trakcie ostatniej dekady: przy okazji pandemii koronawirusa (wysoka fala COVID-19 to rok 2020) i przyjmowania uchodźców ukraińskich po zbrojnej napaści Władimira Putina na ich ojczyznę 24 lutego 2022 r. Nagły renesans powszechnej aktywności kontrastował wtedy z bezradnością pisowskiej władzy, co paradoksalnie zbudowało rodzaj umowy społecznej: obywatele pomagają, rząd nie przeszkadza. Nawet zwolennicy teorii “państwa minimum” (to jedno z liberalnych haseł) nie przewidzieli, że w ten sposób to zadziała. Po prostu Polacy nie oglądali się na rządzących, by czasu nie tracić. Tylko robili swoje, zgodnie z radą niezapomnianego Wojciecha Młynarskiego.         
 
Powiadamialiśmy się nawzajem bez tworzenia żadnego komitetu, gdzie da się kupić maski, które władza kazała nam w pandemii nosić, ale nie zadbała o dostarczenie ich do aptek. W osiedlowej Żabce, zawczasu poinformowany przez zaprzyjaźnioną franczyzerkę “kiedy przyjdą”, brałem je dla siebie i sąsiadów, zmuszony zmieścić się w limicie, żeby dla innych nie zabrakło. Seniorom z bloku, stanowiących w czasach wirusa z Wuhan grupę wysokiego ryzyka, robiliśmy zakupy, bo sami przecież i tak po nie wychodziliśmy. Nie działo się to na żadnym odległym Podkarpaciu, gdzie jak nauczają socjologowie ze względu na brak przesiedleń i siłę wspólnot parafialnych utrzymały się tradycyjne więzi społeczne – lecz w budynku dawnej spółdzielni Polskiej Akademii Nauk, wzniesionym w 1962 roku w Śródmieściu Warszawy, gdzie z setki mieszkańców może z kilkunastu zna się osobiście.   
 
Sąsiadka, emerytowana docent ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego od wielu lat mieszkała samotnie, odkąd oddała do szpitala psychiatrycznego siostrę, gdy z opieką nad nią już sobie nie radziła. Nagle wtedy, na przedwiośniu 2022 r. pojawiła się u niej dwójka ukraińskich dzieci. Podobno wnucząt pani, co u niej przedtem sprzątała. Gospodyni nosząca utrwalone w historii Polski nazwisko, więc przezywana w bloku “hrabianką”, czasem tylko mówiła z przekąsem: – Jedzą jak zwierzątka. 
Ale niczego tym dzieciakom nie żałowała. Nawet jej wiekowy jamnik, zwykle niechętnie wstający z posłania, jakoś się do nich przyzwyczaił. Cały blok znosił im jogurty i soki owocowe  i zrzucał się na bardziej konkretne jedzenie czy książeczki do kolorowania dla nich. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że ich gospodyni ma rozpoznaną chorobę nowotworową w ostatnim stadium i z licznymi przerzutami. Na jej pogrzeb nie przyszedł wprawdzie później żaden Ukrainiec, ale przynajmniej ktoś z SGGW powiedział, że była dobrym człowiekiem.
Kiedy w trakcie finansowania opieki nad dziećmi z sąsiedztwa udałem się do jednego z przedsiębiorców znanego z wielkiej oszczędności, żeby pieniądze należne za jakąś medialną usługę wypłacił mi awansem, nadmieniając do czego są mi potrzebne – bez ceregieli wyjął portfel, odliczył naprędce jakąś kwotę i zaznaczył, że to jego osobisty dar dla tych ukraińskich dzieciaków, całkowicie poza naszymi rozliczeniami.
 
Podobnie weterynarz z drogiej kliniki, gdy zarekomendowaliśmy mu Milę, panią inżynier z Kijowa, którą wspieraliśmy w miarę możliwości – nie tylko zbadał za darmo jej wilczycę Norę uratowaną spod bomb, ale jeszcze na własny koszt wyposażył psiaka w niezbędne dla dalszej kuracji lekarstwa.          
Marek Kęskrawiec. Media oczami OBWE. "Tygodnik Powszechny" nr 24 (3962) z 11-17 czerwca 2025

Ludzi dobrej woli jest więcej – śpiewał Czesław Niemen w trakcie koncertu charytatywnego na rzecz poszkodowanych w “powodzi stulecia” zorganizowanego w warszawskim Pałacu Kultury latem 1997 roku przez działaczy idącej wtedy do władzy Akcji Wyborczej Solidarność.  Diagnoza ta pozostaje w mocy. W ubiegłym roku, kiedy Dolny Śląsk zalała znowu wysoka fala, miałem okazję rozmawiać z samorządowym wolontariuszem z okolic Wyszkowa, młodym przedsiębiorcą zapewne urodzonym wtedy, gdy Niemen śpiewał w PKiN o ludziach dobrej woli w trakcie poprzedniej klęski żywiołowej. Ten chłopak spod Wyszkowa na ładnych parę tygodni zostawił swoją nieźle prosperującą firmę przewozową i jej furgonetką woził zebrane po pobliskich wsiach dary dla powodzian z odległego regionu. Z których żadnego przecież nie zna osobiście.  

Część 2 tekstu autora pod linkiem.

[1] Marek Kęskrawiec. Media oczami OBWE. “Tygodnik Powszechny” nr 24 (3962) z 11-17 czerwca 2025
[2] por. m.in CBOS: Demokracja – postawy i oceny. Komunikat z badań nr 128/2024; CBOS. Stosunek do demokracji i ocena jej funkcjonowania, nr 147/2023

[3] Informacja Sygnalna GUS “Partie polityczne w 2022 r.” z 31 stycznia 2024 stat.gov.pl 

Zdjęcie główne: Luca Nardone (Pexels).

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Korzyści z kohabitacji

Utyskując na dwutorowość polskiej polityki zagranicznej i traktowanie jej jako jednego z pól bitewnych zimnej wojny toczonej przez obozy premiera i prezydenta – warto mieć świadomość, że jej utarczki nikogo poza Polską nie obchodzą.Czytaj więcej ..

Zanim nadejdzie 17 września

17 września nie tyle ma stanowić groźne memento – raczej zachętę, aby tę smutną rocznicę sowieckiego noża w plecy, ciosu co zniweczył ostatecznie polskie plany obronne w 1939 r. – obejść porządniej niż niedawne sierpniowe. Czytaj więcej ..

Hołownia? Szacun zamiast requiem

Marszałek Hołownia się nie ugiął, zamach stał się tylko puczem. Niewielu jak Roman Giertych żałuje, że nie stało się inaczej. A mnie raczej żal wyborców KO ze Świętokrzyskiego – regionu zasłużonego dla patriotyzmu jak niewiele innych – że ich właśnie w Sejmie reprezentuje niewydarzony adwokat.Czytaj więcej ..

Zły duch Anchorage

W trakcie szczytu amerykańsko-rosyjskiego 15 sierpnia na Alasce żadne wiążące ustalenia nie zapadły. Główną wiadomością pozostaje więc sam fakt, że spotkanie się odbyło. Na czym zyskuje Władimir Putin ..Czytaj więcej ..

Kto mordował od 1939

Politycy chociaż żyją z naszych podatków, mają tendencję do komplikowania prostych sytuacji, to samo dotyczy ekspertów, których – w odróżnieniu od posłów i senatorów – nikt uprzednio demokratycznie nie wybierał.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments