Dyplomacji nie będzie – uran w centrum sporu
- Dodano:
- Kategorie: Wojna w Zatoce Perskiej
Sygnał wysłany Persom z Waszyngtonu w upływającym tygodniu jest jednoznaczny – dyplomacji nie będzie. Efekt konfrontacyjnej polityki Stanów Zjednoczonych i Izraela wobec Iranu może być tylko jeden: eskalacja wojny i upokorzenie Amerykanów, dla Izraela zaś zagrożenie jego państwowości o której eksperci coraz częściej mówią – pomimo blokady informacji wiemy już, że armia izraelska pozostaje bezradna wobec Hezbollah.
Dyplomacja wokół wojny w Zatoce Perskiej jest w rownym stopniu skomplikowana jak i fascynująca. Odzwierciedla aktualny balans sił na świecie a właściwie jego gwałtowną transformację. O tym jakie są nowe elementy tej transformacji i dyplomatycznej gry media informują z właściwą sobie stronniczościa zależnie od mediów. Teatr to wielki i choć artystów na scenie wielu ani to spektal ani sztuka w trakcie jej grania. To dlatego, że wojna w Zatoce jest realna, zniszczenia gigantyczne i przyszłość regionu wcale nieoczywista zaś prospekt upadających rynków finansowych i globalnego głodu staje się równie jak wojna realny.
W powyższym sensie efekty dyplomacji irańsko-amerykańskiej zadecydują, czy czeka nas finansowy i ekonomiczny armagedon, głód w Afryce czy Europie i społeczne przesilenia, czy też w rezultacie rozmów uda się jeszcze odwrócić koszmarne skutki iluzji Zachodu o dominacji nad Iranem o której pisał red. Jack Malik po wybuchu wojny.
W mijającym tygodniu najważniejszym elementem analizowanej przez nas dyplomacji była wizyta min. Spraw Zagranicznych Iranu w Rosji i spotkanie z Putinem. Gdy ta historia ujrzała światło dzienne, całkowicie zmieniła się trajektoria irańskiego programu nuklearnego. I prawie nikt nie mówi dlaczego.
Gdy pojawiły się doniesienia, że irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragchi wylądował w Petersburgu na kluczowej rozmowie z Władimirem Putinem, w ciągu kilku godzin Kreml, za pośrednictwem rzecznika Dmitrija Pieskowa, jasno dał do zrozumienia, że oferta Rosji przejęcia irańskiego wzbogaconego uranu pozostaje aktualna. Tego uranu, który Amerykanie chcieli ukraść Iranowi kilkanaście dni temu pod pozorem ratowania z rąk reżimu zestrzelonego pilota.
Oferta Rosjan to nie plotki, nie domysły. To propozycja zakończenia konfliktu. A potem padło zdanie, które powinno sparaliżować. Od miesięcy Stany Zjednoczone forsują jedno centralne żądanie w każdych negocjacjach, każdej nieoficjalnej wymianie zdań, każdej komunikacji dyplomatycznej. Iran musi oddać swój wzbogacony uran, a nie go ograniczyć, a nie zamrozić, a wyeliminować.
Mówimy o 450 kilogramach wzbogaconego do 60% materiału, który mógłby zostać udoskonalony do poziomu broni w ciągu kilku tygodni, wystarczającej ilości. Do budowy kilku urządzeń jądrowych. To nie tylko jeden z punktów na długiej liście amerykańsko-izraelskich zadań. To żądanie obrazujące daleko idące niezrozumienie Persów i ich mentalności w Pentagonie. Każda rozmowa o zawieszeniu broni, każda runda pośredniego dialogu, każdy komunikat polityczny ostatecznie sprowadza się do tego jednego, niepodlegającego negocjacjom punktu odniesienia.
I oto, niemal znikąd, Rosja pojawia się z rozwiązaniem, które przynajmniej na papierze rozwiązuje wszystko. Moskwa w zasadzie mówi: „Oddajcie nam uran. Przeniesiemy go z Iranu. Przechowamy go na terytorium Rosji. Przetworzymy go pod międzynarodowym nadzorem. Iran zachowa swoją infrastrukturę jądrową. Niebezpieczny materiał opuści kraj. Społeczność międzynarodowa, w tym organizację takie jak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, może monitorować każdy krok. Żadnej wojny, żadnych nalotów, żadnej eskalacji. To oczywiście dyplomatyczna rampa wyjścia z pułapki w której znalazł się Trump i jego ludzie. To wyjście z sytuacji które omija światowy kryzys i daje szansę dyplomacji, ale istotnie narusza chwiejny obecnie układ sił wszystkich głównych graczy wokół konfliktu.
Scenariusz który spełnia wszystkie najważniejsze wymagania, zostaje przez Trumpa odrzucony co prowadzi nas do zasadniczego pytania: Skoro istnieje rozwiązanie, które zapobiega konfliktowi, spełnia centralne żądanie i stabilizuje region, to dlaczego zostało odrzucone? Większość doniesień prasowych omija analizę tematu ostrożnie, zamiast powiedzieć to wprost.
Donald Trump odrzucił ofertę Władimira Putina, aby przejąć irański wzbogacony uran. To nie są domysły. Potwierdził to portal Axios, gdzie przedstawiciel USA wprost stwierdził, że oferta nie została przyjęta. Na pierwszy rzut oka stanowisko Waszyngtonu brzmi defensywnie bo Amerykanie wciąż powtarzają, że potrzebujemy zabezpieczenia uranu. Ale to sformułowanie maskuje prawdziwy konflikt wewnątrz amerykańskie administracji Trumpa prowadzącą wojnę z Iranem: Stany Zjednoczone zgadzają się z celem, ale odrzucają narzędzie. Chcą, aby wzbogacony uran wydostał się z Iranu, ale nie pod kontrolą Rosji. I to rozróżnienie, drobne na papierze ale ogromne w praktyce decyduje dziś, że dyplomacji z Iranem i Rosja w tej sprawie nie będzie. Bo spójrzmy, co będzie dalej.
Choć Waszyngton opóźnia decyzję ministra spraw zagranicznych Iranu Abbasa Aragchiego w sprawie wzajemnych negocjacji w Pakistanie, minister wsiada do samolotu i leci bezpośrednio do Petersburga, aby spotkać się z Putinem, wyprzedzając tym samym kolejny ruch Trumpa i lekceważąc Amerykanów a co najważniejsze dając im do zrozumienia, że inicjatywa dyplomatyczna nie jest w ich rękach – Iran nie potrzebuje pozwolenia na własny ruch dyplomatyczny bo ma przyjaciół.
Wizyta Aragchiego w Petersburgu to nie rutynowa wizyta dyplomatyczna. To sygnał. Iran w istocie odpowiada: jeśli Ameryka nie zaakceptuje Rosji jako rozwiązania, i tak będziemy z nią bezpośrednio rozmawiać. Aby naprawdę zrozumieć, dlaczego ten moment jest tak ważny, trzeba spojrzeć wstecz, nie na miesiące ale lata by zrozumieć fundamenty całego problemu.
Zgodnie ze wspólnym kompleksowym planem działań porozumienia między USA i Iranem z 2015 roku, Rosja już pełniła dokładnie tę funkcję. Iran wysłał z kraju około 97% swoich zapasów wzbogaconego uranu. I dokąd on trafił? Do Rosji. Był zarządzany przez Rosatom, przechowywany, przetwarzany i nadzorowany pod międzynarodowym nadzorem. I tu jest sedno sprawy. Ten system działał. Nie było żadnych poważnych naruszeń, żadnego przekierowania materiału, żadnego załamania monitoringu.
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej potwierdzała zgodność przez trzy kolejne lata. Układ działał dokładnie tak, jak powinien, dopóki Stany Zjednoczone nie wycofały się i nie przywróciły sankcji. Trump zerwał wspomniane porozumienie i wyrzucił je do kosza w 2018 roku. Kiedy więc rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow mówi dziś, że Rosja jest jedynym krajem z pozytywnym doświadczeniem w obchodzeniu się z irańskim uranem, tylko pośrednio promuje Rosję, raczej stwierdza weryfikowalny fakt. To nie jest hipotetyczna propozycja. To powtórka systemu, który już działał. Rosja dysponuje infrastrukturą, ramami prawnymi, pojemnością magazynową i współpracą z MAEA, aby przeprowadzić to ponownie niemal natychmiast.
Nawet urzędnicy związani z Rosatomem potwierdzili, że transfer jest technicznie możliwy do zrealizowania, nawet w trudnych warunkach. Eksperci zauważają, że istnieją już mechanizmy koordynacji w celu bezpiecznego transportu i monitorowania materiału. Zatem technicznie, dyplomatycznie i historycznie odpowiedź jest oczywista. Rosja jest przygotowana. Iran angażuje się. MAEA może nadzorować. Wszystko się zgadza.
Powyższe spostrzeżenia prowadzą nas do centralnego pytania, niewygodnego pytania, którego większość zachodnich mediów unika.
Dlaczego Trum odrzuca ofertę Iranu i Rosji i jaką rolę w tej decyzji odgrywa Izrael?
Odpowiedź na to pytanie ma mniej wspólnego z uranem, a więcej z siłą. Waszyngton, opierając się na doniesieniach, obawia się, że pozwolenie Rosji na przyjęcie i przetwarzanie irańskiego uranu podniosłoby pozycję Moskwy na globalnym rynku energii jądrowej. Rosja, za pośrednictwem Rosatomu, kontroluje już znaczną część światowego wzbogacania uranu i dostaw paliwa jądrowego. Jeśli wchłonie irańskie zapasy, przetworzy je i być może ponownie wprowadzi na globalny rynek paliw, zwiększy to wpływy Rosji w Europie, Azji i na Bliskim Wschodzie.
Dla Stanów Zjednoczonych, które przez lata starały się zmniejszyć zależność od rosyjskich usług nuklearnych, jest to strategiczna porażka. I szczerze mówiąc, te obawy nie są bezpodstawne. To spójny geopolityczny rachunek. Ale jest i cena tej decyzji, cena wysoka. Odrzucając Rosję jako powiernika, Stany Zjednoczone w istocie nalegają, aby Iran przekazał swój uran drogą, która nie jest dla Rosji korzystna czyli przekazał wzbogacony uran Amerykanom.
Reakcja Iranu na zadanie USA jest niewielka. Problem polega na tym, że te alternatywne drogi od tej zaproponowanej przez Rosjan praktycznie nie istnieją. W rzeczywistości Iran raczej nie dostarczy swojego uranu bezpośrednio Stanom Zjednoczonym. Równie mało prawdopodobne jest zaufanie sojusznikom USA, takim jak Francja czy Japonia, w kwestii tego materiału. A sama idea zniszczenia uranu w Iranie wymagałaby poziomu współpracy i zaufania, którego po prostu nie ma.
Spotkanie Aragchiego w Petersburgu ma o wiele większe znaczenie, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Oferta Rosjan stawia Stany Zjednoczone w znacznie bardziej ograniczonej sytuacji, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Odrzucając tę ofertę Władimira Putina dotyczącą uranu, Waszyngton w zasadzie sam siebie wepchnął w niemożliwą dla siebie geostrategiczną sytuację. Jeśli bowiem zakończenie wojny jest celem USA to kraj ten ma szansę na osiągnięcie celu. Jeśli jednak celem wojny Izraela i USA z Iranem jest całkowita eliminacja reżimu i sprowadzenie Iranu do roli jaką w Zatoce odgrywa Syria czyli kraju upadłego w Zatoce, to cel ten jest niemożliwy do osiągnięcia.
Jedyny mechanizm dyplomacji, który faktycznie został już przedstawiony Amerykanom jest niebezpieczny dla Iranu ale interesy tego państwa poza przetrwaniem izraelsko-amerykańskiej agresji odłóżmy na razie na bok. I choć amerykańscy urzędnicy szukają alternatywy, która obecnie nie istnieje, jeden istotny fakt pozostaje niezmienny. Wzbogacony uran Iranu pozostaje w Iranie. To oznacza, że kampania nacisków i wojna będą trwać a niestabilność na światowych rynkach energii i tych finansowych będzie się utrzymywać.
Spójrzmy teraz na posunięcie Abbasa Aragchiego z innej jeszcze perspektywy. Jego lot do Petersburga to nie tylko dyplomacja, to strategia. Iran w pełni rozumie pozycję w jakiej znalazły się Stany Zjednoczone. Teheran wie, że Waszyngton zignorował rosyjski mechanizm. Wie, że nie ma realnej alternatywy. A co najważniejsze, wie, że bez rozwiązania kwestii irańskiej Stany Zjednoczone nie mogą rozwiązać tego kryzysu na własnych warunkach. Zamiast więc biernie czekać, Iran skłania się ku jedynemu wciąż dostępnemu kanałowi, Rosji.
Arachi prezentuje też medialny wymiar jego inicjatywy, rozmawiając z irańskimi mediami państwowymi. Przedstawia wizytę jako cenną okazję do konsultacji z Moskwą i podkreśla, że te dyskusje są szczególnie ważne na tym etapie. To sformułowanie ma ogromną wagę. Na tym etapie sygnalizuje pilną potrzebę irańskiej dyplomacji do madrych i wywazonych dyplomatycznych decyzji, wyczucie czasu, układu sił, istniejących wpływow i interesów. Aragchi mówi, że to nie jest zwykła koordynacja.
To moment, w którym zmienia się równowaga wpływów i pojawia się potencjalna próżnia polityczna w którą chętnie wkroczą inni gracze: Rosja i Chiny.
W tej próżni rola Rosji rośnie. Dlaczego? Ponieważ, jak potwierdził Dmitrij Pieskow, oferta nadal obowiązuje. Mechanizm istnieje, a Iran, fizycznie pojawiając się w Rosji, wysyła wiadomość, nie mówiąc o tym wprost. Rozwiązanie jest dostępne, jest funkcjonalne i czeka, ale Stany Zjednoczone postanowiły z niego nie skorzystać. Jednocześnie Iran zapewnia, że jeśli Waszyngton ostatecznie zmieni swoje stanowisko lub jeśli presja ze strony rynków globalnych i sojuszników wzrośnie, infrastruktura porozumienia jest już ustanowiona i gotowa do działania.
Teraz włączmy Chiny do tych kalkulacji, ponieważ to, czego Pekin nie mówi dzisiaj, jest równie ważne, jak to, co mówi Moskwa. Zanim irański minister wsiadł na pokład samolotu, rozmawiał z Wang Yi, chińskim odpowiednikiem swojej pozycji. Ta rozmowa miała miejsce przed konsultacjami z różnymi graczami regionalnymi, co mówi o priorytetach i pokazuje skoordynowanie działań Iranu. Chiny miały wczesny wgląd w tok myślenia Iranu, zanim inni, a prawdopodobnie zanim kluczowe wydarzenia stały się publiczne.
Zachowanie Chin i rola tego kraju w konflikcie jest odmienna od Rosji. Chiny zachowują całkowite milczenie. Żadnych komentarzy na temat wizyty, żadnej reakcji na propozycję dot. uranu, żadnej publicznej deklaracji. Ale tego milczenia nie należy mylić z nieobecnością. Relacje Chin ze strategicznymi programami Iranu są głębokie. Wielorakie oceny wywiadowcze wskazują na chińskie komponenty w irańskich systemach rakietowych a irański ekosystem technologii wojskowych od dawna opiera się zarówno na rosyjskim, jak i chińskim wkładzie.
Zaledwie kilka dni temu Chiny i Rosja prowadziły rozmowy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej, w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Spotkanie to odbyło się 24 kwietnia, zaledwie trzy dni przed przybyciem Arachiego do Petersburga. Ta kolejność nie jest przypadkowa. Wskazuje ona na koordynację planowania przed podjęciem działań. To co widzimy to proces wielowarstwowy. Spotkanie MAEA służy jako faza koordynacji, spotkanie w Rosji wygląda już raczej na fazę realizacji.
Chiny obserwują sytuację z pozycji cichej siły bo kraj ten, nawiązał już długoterminowe powiązania energetyczne z Iranem i dysponuje dźwignią ekonomiczną, pozwalającą wpływać na decyzję bez zbędnego hałasu. Przespanie przez Amerykanów politycznej epoko ekspansji chińskiej polityki, sprowadza Amerykanów do pozycji strukturalnego problemu przed którym stoją Stany Zjednoczone.
Powyższy problem, to nie tylko spór dyplomatyczny, to dylemat strategiczny. Waszyngton potrzebuje usunięcia uranu z Iranu. Rosja ma zarówno możliwości, jak i doświadczenie, aby go usunąć. Stany Zjednoczone odrzuciły tę drogę. I obecnie nie ma realnej alternatywy, którą Iran by zaakceptował. Pozostają tylko dwie realne opcje. Ewentualnie rozważyć mechanizm rosyjski lub obrać znacznie bardziej niebezpieczną drogę, obejmującą bezpośrednią interwencję. W doniesieniach potwierdzono dyskusję na temat możliwości przejęcia materiałów jądrowych przez siły specjalne w Iranie. Ale to nie jest rozwiązanie dyplomatyczne. To eskalacja militarna. Prawie na pewno naruszyłoby to wszystkie ramy aktualnego zawieszenia broni, wymagałoby niezwykle skomplikowanej koordynacji i prawie na pewno sprowokowałoby reakcję Teheranu, która mogłaby zaostrzyć konflikt w nieprzewidywalny sposób. To scenariusz pełen zmiennych, nad którymi nikt nie jest w stanie w pełni zapanować. Podczas gdy Arachi siedzi naprzeciwko Putina w Petersburgu, Mojabi, główny klerk irańskiego reżimu zapowiada zdecydowaną reakcję Iranu w przypadku wznowienia przez Izrael i USA ataków na jego kraj. Ataków już zapowiedzianych przez Stany Zjednoczone.
Dla Amerykanów dyplomacja jak widać nie jest jedyną alternatywą, jest nią siła ze wszystkimi towarzyszącymi jej ryzykami. Tymczasem warunki w Zatoce stałe się pogarszają. Napięcia morskie rosną, presja gospodarcza narasta, a okno dyplomatyczne które miało się otworzyć podczas zawieszenia broni, stopniowo się zamyka.
Sam Donald Trump stwierdził, że kwestia uranu stanowi 99% porozumienia. J.D. Vance, wiceprezydent USA z którym wielu wiązało nadzieję na opanowanie sytuacji w Zatoce podkreślił to samo.
Jeśli kwestia uranu stanowi praktycznie całość potencjalnego porozumienia Iranu i USA, a jedyny możliwy mechanizm jego rozwiązania został już odrzucony, to tak naprawdę Stany Zjednoczone skutecznie zablokowały drogę do porozumienia. To nie jest drobne potknięcie dyplomatyczne. To sedno całego procesu i gigantycznego dziś wyzwania przed ktorym stoi Ameryka.
Tomasz Kalicki

Zakute łby i pożyteczni idioci – synteza sporu
Jesteśmy świadkami zdarzenia bez precedensu. Chodzi o pożyczkę z funduszu SAFE i zwiazaną z tym debatę. Debata dokonuje spustoszeń na polskiej scenie politycznej i jest efektem szytej na miarę prowokacji ze strony Unii EuropejskiejCzytaj więcej ..

Amerykanin, nasz.. Michael Ollis – pamiętajmy tego chłopca
Sierżant Michael Ollis, który uratował
🇵🇱 polskiego żołnierza kapitana Karola Cierpicę, a sam zginął, zostanie uhonorowany pośmiertnie Medalem Honoru, najwyższym odznaczeniem wojskowych Stanów Zjednoczonych.Czytaj więcej ..

Rada Niepokoju
Rada Niepokoju to projekt chybiony i dla Polski niebezpieczny, wikłający Polskę w potencjalne konflikty i nie odpowiadający polskiej racji stanu.Czytaj więcej ..

Grenlandia na gorąco czyli gambit o wszystko
Wyścig o bogactwa Grenlandii dowodzi, że inteligencja nie jest zasobem eterycznym; jest zasobem fizycznym wydobywanym z niegościnnych zakątków globu. Sztuczna inteligencja to agent, który sam się buduje. Czytaj więcej ..

Świat po Maduro – fanfarów nie będzie
Mamy do czynienia z szarą sferą globalnej polityki. Trump zrealizował kilka celów które nie mają nic wspólnego z porządkiem międzynarodowym. Interesy USA realizowane przez uprawianie polityki kontraktowej prowadza świat na globalny kurs kolizyjny. Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

