Jedna Polska, jedno plemię

Mury między nami sztucznie wznoszą politycy. Podgrzewający nastroje w nadziei na uzysk w wyborach lub sondażach. Także usłużne wobec nich media głównego nurtu, skrytykowane za stronniczość przez raport Misji OBWE (jak wykazuje z kolei Marek Kęskrawiec z “Tygodnika Powszechnego” z grona tych największych w niedawnej kampanii względnym obiektywizmem wykazała się tylko Wirtualna Polska) oraz spora część instytutów badania opinii publicznej, u których czasem trudno rozdzielić błędy w sztuce, jak osławione exit polls z niedawnego wieczoru wyborczego, od świadomej tendencji schlebiania zamawiającym sondaże. Dowodzi to jednak kryzysu instytucji w normalnych warunkach sprawnie funkcjonującego demokratycznego państwa pośredniczących między klasą polityczną a obywatelami a nie samej demokracji.
 
Za demokracją jako najlepszym sposobem rządzenia od lat niezmiennie opowiada się 80 procent Polaków i wyników tych akurat sondaży nikt nie podważa. 
 
Mury nie rosną, wbrew gorzkiemu przesłaniu słynnego protest songu Jacka Kaczmarskiego, co najwyżej pospiesznie wznoszone są między nami przepierzenia jak z dykty, na tyle dziurawe, że na szczęście nie przestajemy przez nie widzieć tych, co po drugiej stronie.
 
Na szczęście też pozostają one ruchome i nie bez furtek na drugą stronę, czego dowodzą zmieniające się preferencje polityczne Polaków. Przepływy elektoratów i ocen kolejnej władzy czy opozycji przypisać da się wcale nie kapryśnemu charakterowi obywateli, lecz bilansom za i przeciw jakich samodzielnie dokonują. Wystarczy przyjrzeć się, jak głosowaliśmy w ostatnich sześciu latach.  

 

          Tak się składa, że Polacy głosują roztropnie

 
Po raz pierwszy w wyborach parlamentarnych z 2019 r. Polacy wskazali inną (pisowską) większość w Sejmie, niż w Senacie, gdzie sformowała ją, uzgadniając uprzednio kandydatów, żeby nie rozbijali głosów sobie nawzajem koalicja stronnictw wtedy opozycyjnych (zbudowały ją KO-PO, PSL i Nowa Lewica). Wybory prezydenckie wygrał w 2020 r. Andrzej Duda, ale już w kolejnych parlamentarnych (15 października 2023 r.) najlepszy wynik dla Prawa i Sprawiedliwości wobec braku zdolności koalicyjnej nie zapobiegł utracie przez partię Jarosława Kaczyńskiego po ośmiu latach władzy w kraju.

Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga jako nowy sojusz Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050, którego powołanie umożliwiło zbudowanie tej większości oraz ponownie Nowa Lewica. Za to niedawne wybory prezydenckie wygrał przedstawiany wprawdzie jako kandydat obywatelski ale popierany przez PiS Karol Nawrocki, jeszcze kilka miesięcy wcześniej jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej rozpoznawalny raczej tylko przez nielicznych i najlepiej zorientowanych.

Nie przypadek te wszystkie decyzje reżyseruje lecz mądrość zbiorowa. Polacy wyraźnie unikają powierzania pełni władzy jednej formacji. A działania polityków oceniaj na bieżąco. Z tego właśnie powodu “efekt 15 października” wyczerpał się po nieco ponad półtora roku i w miejsce pizzy na wrocławskim Jagodnie symbolem wyniku kolejnych wyborów stały się swoboda i spontaniczna radoðć, jakimi na scenie w trakcie wieczoru wyborczego wykazała się sześcioletnia Kasia Nawrocka.   

 

          Wcale się aż tak bardzo nie różnimy

 
Wyborcy Karola Nawrockiego i Rafała Nawrockiego, jak wynika z badań opinii przeprowadzonych  jeszcze przed pierwszą turą, raczej podobnie niż rozbieżnie postrzegali główne dla nich wyzwania i najważniejsze problemy kraju. Dla zwolenników Nawrockiego najważniejsze pozostawały koszty życia (wskazało je 52 proc z nich), system opieki zdrowotnej (48 proc), ważne również dla elektoratu Trzaskowskiego (odpowiednio 43 i 49 proc). Różnicę czyniła dopiero trzecia kwestia: kontrola imigracji, istotna dla 45 proc wyborców Nawrockiego i tylko 15 proc Trzaskowskiego. Za to bezpieczeństwo i system obronności niemal bliźniaczo za ważny problem uznawało 36 proc elektoratu Trzaskowskiego i 34 proc Nawrockiego. Gdzie te różnice nie do pogodzenia, chciałoby się więc zapytać. Nie czyni ich zapewne sprawa rozliczania nieuczciwych polityków, bo nie pasjonuje nawet zwolenników Trzaskowskiego (za ważną uznaje ją 29 proc z nich), chociaż w jeszcze mniejszym stopniu pobudza elektorat Nawrockiego (9 proc). Odwrotnie z kolei, gdy mowa  o wielkich inwestycjach (jak CPK): pozostają one priorytetem dla 18 proc zwolenników Nawrockiego i ledwie 4 proc wyborców Trzaskowskiego. Co nie zmienia faktu, że przepaści między nimi wciąż nie widać [1].
 
Wynik wyborów dla wielu okazał się szokiem, nie tylko w sensie politycznym, lecz i kulturowym, skoro wygrał w walce z celebrytą przedstawiciel klasy ludowej.                               
Jednak co bardziej przytomni eksperci, nawet jeśli literalnie tego nie przewidzieli, wskazali trafnie przesłanki, z których dało się finalny rezultat wyprowadzić.
 
Jak politolożka z UW doktor Anna Materska-Sosnowska przewidująca bezbłędnie: “Młodzi zdecydowali o wyniku wyborów w 2023 roku (..) i teraz – jestem przekonana – też będą decydowali” [2].
Polski Prezydent elekt Karol Nawrocki.

Rzeczywiście, Nawrocki wśród wyborców poniżej czterdziestki zyskał nad Trzaskowskim przewagę nawet większą niż wśród głosujących po sześćdziesiątce. Chociaż stereotyp głosi, że młodzi wolą kandydatów PO-KO, a seniorzy stanowią niezawodną armię zwolenników PiS – chociaż i wśród nich zwycięzca całości głosowanie większe poparcie uzyskał to z różnica okazała się minimalna. Zgodnie z oczekiwaniami za to w grupie wiekowej 40-59 lat głosowano raczej na Trzaskowskiego.

Wiele mitów przyjdzie nam po tych wyborach zweryfikować i skorygować. Albo co najmniej uznać, że stereotyp nie stanowi klucza otwierającego wszystkie drzwi, zaś rzeczywistość społeczna okazuje się czasem złożona a niekiedy wręcz nieodgadniona. I na tym polega cały urok demokracji.

Trudno przesądzić, dlaczego pomimo, że Radom i Płock niemal wszystko łączy: bo oba miasta leżą na Mazowszu, są podobnej wielkości, były siedzibami województw od czasu reformy Edwarda Gierka do kolejnej Jerzego Buzka, stanowią dawne centra przemysłowe, mają dobre szkoły i… prezydentów wywodzących się z Platformy Obywatelskiej – wynik wyborów prezydenckich w obu ośrodkach okazał się inny. W Radomiu więcej głosów zyskał Nawrocki a w Płocku Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski uchodził za kandydata elit, co nie przeszkodziło mu wygrać w skromnym postindustrialnym Koninie czy nie uchodzącej za twierdzę Platformy Obywatelskiej Częstochowie. Przypisywano mu poparcie zamożniejszej części społeczeństwa a tymczasem w Bełchatowie czy dolnośląskim Zagłębiu Miedziowym w tym w Polkowicach – a wszędzie tam płace pozostają wyjątkowo wysokie – wygrał akurat Karol Nawrocki. 

Za to Elbląg, Skierniewice, Sieradz czy Siemianowice Śląskie, chociaż nie zamieszkują tam w większości beneficjenci transformacji, wolały Trzaskowskiego. Podobnie jak postindustrialne Łódź i Katowice. Ale już Jastrzębie i Rybnik wolały Nawrockiego. Podobnie jak 63,4 proc mieszkańców polskiej wsi co nie stanowi zaskoczenia, a przesądziło o jego zwycięstwie. 

Dla wielu niespodziewanym, chociaż jeśli o cząstkowe wyniki chodzi, wiele z nich miało nas prawo zaszokować, jak wynika z przytoczonych przykładów. Zapewne socjologowie a zwłaszcza badacze opinii powinni swój warsztat odnowić lub przynajmniej uaktualnić. Nie da się zapomianać, że mamy do czynienia z żywą społecz materią. w dodatku nader zmienną.

Pozory mylą. Sam przekonałem się o tym, gdy w trakcie jednej z kampanii wyborczych, chociaż załatwiając prywatne sprawy, wylądowałem w willi na warszawskich Bielanach, której właścicielka od progu powitała mnie słowami:
– Nie musi się pan przedstawiać, widziałam pana w telewizji, jak pan o Jarku mówił.
Chodziło oczywiście o prezesa Kaczyńskiego. Na ścianach wokół wisiały portrety przodków, stylizowane krzyże i oleodruki o tematyce patriotycznej. Przygotowałem się więc na rozmowę ze zwolenniczką tradycyjnej, jeśli tak rzecz ująć, narracji pisowskiej. Jednak gospodyni, po przyniesieniu kawy, nachyliła się ku mnie konfidencjonalnie:
– Panie Łukaszu, niech pan powie, co powinniśmy robić, żeby tylko ten Duda nie został prezydentem.

W tej samej kampanii, kiedy już ze względów wyłącznie zawodowych odwiedziłem sztab Trzaskowskiego, podszedł do mnie daleki znajomy, którego kojarzyłem jako dawnego dziennikarza jednej z głównych stacji telewizyjnych. Do bluzy miał przyczepiony identyfikator z napisem: “Gospodarz”. I perorując nerwowo, przez dobry kwadrans, zanim się pod jakimś pretekstem od niego uwolniłem, przekonywał mnie, jak beznadziejną partią okazała się Platforma Obywatelska.

 

          Pozory mylą, można tylko powtórzyć.

 

W szczycie kampanii wyborczej, dokładnie w weekend między pierwszą a drugą turą, przez Warszawę przeszły dwa ogromne jak na kraj na co dzień nie pasjonujący się przecież szczególnie polityką, pochody: zwolenników Karola Nawrockiego i Rafała Trzaskowskiego. Po równoległych trasach. I idące w przeciwne strony. Co stwarza symbolikę dość oczywistą. I jeśli rzecz poważną znowu sprowadzić do anegdoty, nasuwa to skojarzenie z opowieścią o słynnym lwowskim przedwojennym matematyku. Napotkał on na ulicy starszą kobietę z wypełnionymi koszami i siatami.

– Czy ja w dobrym kierunku do dworca idę? – zapytała zdyszana.
– Kierunek dobry, tylko zwrot przeciwny – odpowiedział rzeczowo uczony.
Nic dodać, nic ująć. Gwoli ścisłości: jako dziennikarz szedłem w obu pochodach. Przy zachowaniu pewnej logistycznej sprawności i umiejętności rodowitego warszawiaka przemieszczania się wszelkimi możliwymi skrótami okazało się to możliwe. I wcale nie dostrzegłem, żeby były to “dwie Polski” jak w tytule czołówki jaki dała w przedwyborczy poniedziałek “Gazeta Wyborcza” [3]. A tym bardziej, żeby maszerowały dwa wrogie plemiona.

Podzielona Polska - więc wykup subskrypcję. Z portalu Gazety Wyborczej.
Każda kampania jednak kiedyś się kończy. Kiedy Paweł Piskorski podkreślał, że z chwilą zakończenia poprzedniej zaraz zaczyna się następna – oddawał perspektywę zawodowych polityków, a nie zwyczajnych ludzi. Nieważne, że jedni się nadymają i triumfują ponad miarę, a inni obrażają na społeczeństwo, że znów nie dorosło i na wynik wyborczy nie taki jak trzeba, więc na pewno sfałszowany. Wszystkich nas czeka nieuchronny powrót do codziennej rzeczywistości. Nie wiadomo jeszcze, czy łatwiej czy trudniej przyjdzie się z nią zmierzyć, gdy dowiedzieliśmy się o nas samych mnóstwa nowego. I nie ma co powtarzać, że nic już nie będzie takie jak przedtem. Bo słyszymy to po każdych kolejnych wyborach. A tylko raz, po 4 czerwca 1989 r. naprawdę się sprawdziło.   
 
[1] sondaż IPSOS dla Liberte z 17-28 lutego 2025
[2] Nie lekceważmy siły wiralu. Z Anną Materską-Sosnowską rozmawiają Agata Kondzińska i Roman Imielski. “Gazeta Wyborcza” z 17 marca 2025 
[3] “Gazeta Wyborcza” z 26 maja 2025
 
Zdjęcie główne: Zamek w Chęcinach na tle panoramy Województwa Świętokrzyskiego i Kielc. Z drona. (Facebook). 
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Wołyń i Michniów

Nie spełniają się nadzieje, że nasza pomoc dla Ukrainy z chlubnym zaangażowaniem całego społeczeństwa przyczyni się do oddania sprawiedliwości polskim ofiarom ludobójstwa ..Czytaj więcej ..

Jak pomóc demokracji – realizm nie idealizm

Wybory prezydenckie pokazały uwiąd i kompromitację mediów głównego nurtu. Zamiast nad tym ubolewać – lepiej postarać się powstałą lukę zabudować. Czas zapewne pokazać, że w kwestii demokracji nie potrzebujemy tylu polityków.Czytaj więcej ..

Wszystkie barwy czerwca

Zostawcie te wyniki w spokoju, chciałoby się powiedzieć mecenasom Giertychom i doktorom Kontkom. Są wystarczająco ciekawe, żeby zamiast je zmieniać, gdy klamka już zapadła a głosy dawno policzono, pochylić się nad nimi z zainteresowaniem. Warte są tego. Po prostu pasjonujące. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments