Pocisk w Tarnawie-Kolonii i wynikająca z tego lekcja
Kilka dni temu, 21 lipca, w całej Polsce miało miejsce ogólnokrajowe sprawdzenie syren alarmowych w ramach ćwiczeń „Alarm 2026” i był to sprawdzian nie procedur, nie sprawności służb, nie wiedzy społeczeństwa, jak zachować się w razie alarmu, ale sprawności urządzeń emitujących dźwięk. Tak! Testowano sprawność urządzeń emitujących sygnały alarmowe i ten test wypadł celująco.
Kilka dni później, w nocy z 29 na 30 lipca między godziną 3.40 a 3.46 ma miejsce nie test, a egzamin. Egzamin z wiedzy, sprawności, skuteczności i procedur na okoliczność pojawienia się na terenie RP obiektu zagrażającemu życiu i mieniu obywateli. O godzinie 3.46 na polu w miejscowości Tarnawa-Kolonia pocisk manewrujący Ch-101, który leciał 6 minut nad terytorium Polski po przekroczenie wschodniej granicy państwa z Ukrainą, wbił się w ziemię tworząc 10 metrowy krater. Kilka minut po tym, gdy pocisk już nikomu nie zagrażał, mieszkańcy okolicznych miejscowości oraz znajdującego się około 50 kilometrów od miejsca zdarzenia Lublina, słyszą sygnał alarmowy, a po kilku minutach kolejny dźwięk syreny alarmowej.
Zgodnie z oficjalnymi zalecanymi, w przypadku usłyszenia dźwięku syreny alarmowej należy „zachować spokój, włączyć radio lub telewizję i stosować się do komunikatów służb”. Niestety – media lokalne oraz ogólnopolskie nie zmieniły ramówek, by wyemitować jakikolwiek komunikat, oficjalne strony rządowe nie zawierały jakiejkolwiek informacji o tym wydarzeniu i milczało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które w ostatnim okresie informowało społeczeństwo o zmianach pogody i potencjalnych tego konsekwencjach (17-19 lipca alerty przed burzami z gradem i silnym wiatrem, z zaleceniem zabezpieczenia mienia i unikania otwartych przestrzeni; 23 lipca SMS-y ostrzegające przed burzami i przerwami w dostawie prądu; 27 lipca komunikaty o intensywnych opadach i ryzyku podtopień).
Dlaczego RCB ochoczo informowało o zmianach pogody, jest dla mnie oczywiste – pogodę można przewidzieć i jest dużo czasu, by zredagować SMS. Ale co wtedy, gdy czasu jest mało lub nie ma go wcale? Czy wtedy jesteśmy skazani na zrządzenie losu, że rakieta uderzy w orne pole, a nie dom, w którym mieszkamy? Nie zadawala fakt, że w ciągu 6 minut nie ma możliwości wypracowania procedur i ich wdrożenia, bo mieszkańcy Tarnawy, okolicznych miejscowości i Lublina nie otrzymali jakiejkolwiek informacji również po ustaniu niebezpieczeństwa i dopiero teraz, po kilkudziesięciu godzinach dowiadujemy się od szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, że „RCB w przyszłości planuje wysyłanie SMS-ów informacyjnych już po ustaniu niebezpieczeństwa dla uniknięcia chaosu”.
Mimo tych kompromitujących, obnażających bezsilność instytucji państwa wydarzeń, już po kilku godzinach (30 lipca o godzinie 10.21) premier Donald Tusk stwierdził, że rakietę, która spadła w miejscowości Tarnawa-Kolonia można było zestrzelić, ale „podjęto decyzję”, by tego nie robić. Nasuwają się oczywiste pytanie, jak wyliczono, że lecący 800 km/h pocisk manewrujący Ch-101, który ma zaprogramowaną zdolność do ciągłej zmiany kierunku oraz wysokości lotu, spadnie na orne pole, a nie na dom mieszkalny, szkołę, magistralę kolejową łączącą Polskę z Ukrainą – LHS (Miączyn ok. 50 km od miejsca zdarzenia, Zamość ok. 50 km) czy zakłady zbrojeniowe w Kraśniku (40 kilometrów od miejsca zdarzenia) oraz jak ewentualnie zestrzelić obiekt, który zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych, a zgodnie z procedurami strzelać można wyłącznie po dokonaniu osobistej identyfikacji?
W dniu dzisiejszym (31 lipca) o godzinie 7.55 Polacy otrzymali SMS o treści „MSWiA: bądź przygotowany. Pobierz: poradnikbezpieczenstwa.gov.pl”. Po kliknięciu w podany link żadna strona nie otworzyła się i mogliśmy przeczytać „Ta witryna jest nieosiągalna”. Na marginesie – 16 września 2024 roku RCB informowało, cytuję:
Przypominamy, że prawdziwe Alerty RCB nie zawierają linków ani prośby o kliknięcie w odnośnik. Jeśli otrzymasz wiadomość, która wygląda jak Alert RCB, ale zawiera link (…), prosimy, abyś nie klikał w odnośnik (…).
Śmiać się, czy płakać?
W chwili pisania niniejszego artykułu link (ten, którego RCB rzekomo nie wysłało) już jest aktywny i mogę zapoznać się z informacjami, które w żaden sposób nie odnoszą się do opisanego incydentu, ale informują, że w razie ataku z powietrza, jeśli jest się na otwartym terenie należy „paść na ziemię – najlepiej w zagłębieniu i osłonić głowę”, „nie wychodzić ze schronienia pochopnie” „nie przeciążaj linii telefonicznych – korzystaj z SMS-ów”, „pomóż innym – sprawdź, kto wokół Ciebie potrzebuje wsparcia”. Zagadką jest, skąd mieszkańcy Tarnawy-Letnisko mieli wiedzieć, że jest „atak z powietrza”, a eksplozja nie jest wynikiem na przykład uszkodzenia jakiejś instalacji czy wybuchu podłożonej bomby oraz, kto zdefiniuje pojęcie „pochopnie” i przeszkoli miliony obywateli, kiedy wyjście ze schronienia jest „pochopne”, a kiedy jest uzasadnione?
Powyższe zalecenia są bliźniaczo podobne do lekcji przysposobienia obronnego, jakie pamiętam ze szkoły podstawowej (lata 70-te XX wieku) – „W razie ataku atomowego padnij na ziemię w zagłębieniu terenu, rowie lub za przeszkodą, twarzą do ziemi i tyłem do kierunku błysku, aby uniknąć poparzeń i fali uderzeniowej.” Jak widać „Poradnik bezpieczeństwa” wydany 28 sierpnia 2025 roku nie jest nawet twórczym rozwinięciem lekcji dla nastolatków z okresu PRL, bo różni się tym, że dopisano passus o SMS-ach, o których wtedy nikomu w Polsce się nie śniło.
Reakcja instytucji polskiego państwa (w szczególności Centralnego Biura Bezpieczeństwa i władzy politycznej w osobach premiera rządu i szefa MSWiA) na – mam nadzieję przypadkowe – wtargnięcie na teren Polski pojedynczego obiektu latającego nie nastraja optymizmem. Nawet nie chcę myśleć, co by się działo, gdyby nastąpił zmasowany atak rakietowy lub artyleryjski! Kilka nieuzbrojonych dronów (Wyryki)) i jeden pocisk manewrujący (Tarnawa-Letnisko) wystarczą, do wyrażenia daleko idącego zaniepokojenia.
Opisana powyżej postawa służb państwowych odpowiedzialnych za reagowanie na zagrożenia, obrazuje rzeczywisty stan polskiego państwa – stan katastrofalny. Rządzący pudrują ten obraz zaklęciami o panowaniu nad sytuacją, ale wojskowi, głównie ci nie będący w służbie, nie zostawiają na rządzących przysłowiowej suchej nitki. Były szef Agencji Wywiadu płk. Andrzej Derlatka mówi o „braku decyzyjności, strachu przed podejmowaniem decyzji”, „przykrywaniu pięknymi słówkami własnej indolencji”, a emerytowany generał Leon Komornicki stwierdza „Przecież mógł to być początek agresji, przecież przygotowujemy się rzekomo do wojny, ostrzegał przed tym premier. To był test, kolejny test, który oblaliśmy, nie wykonaliśmy zadania bojowego. To nie był przypadek”). Mocne słowa!
Procedury, zarówno w kwestii reakcji sił zbrojnych na realne zagrożenia ze strony potencjalnego agresora, jak i przygotowanie na takie sytuacje ludności cywilnej nie są wystarczające. Wojsko tłumaczy się przepisami „czasu pokoju”, czyli obowiązkiem identyfikacji obiektu, by nie strzelać do samolotów cywilnych, ale obawiam się, ze po prostu nie wypracowano sposobów identyfikacji takich obiektów (lecących poza zasięgiem nie tylko wzroku, ale i urządzeń monitorujących), a w razie „czasu wojny” po prostu by strzelano do każdego niezgłoszonego obiektu naruszającego polską granicę państwową i tyle, bo żadna identyfikacja nie miałaby miejsca.
Opisany powyżej stan gotowości polskiego państwa na zagrożenia zewnętrzne jest katastrofalny. Trudno sobie wyobrazić, by mogło być gorzej, ale łatwo wyobrazić sobie, że rząd, nawet najbardziej nieudolny, zostawi taką sytuacji „po staremu”. Musi tylko chcieć, czyli nie powinien głosić haseł typu „Robimy, nie gadamy”, ale winien zabrać się do roboty, przede wszystkim skończyć z propagandowymi (transmitowanymi w tv) „sztabami kryzysowymi”, briefingami, na których wygłasza się potoczyste zdania o „gotowości” i nie zrzucać wszystkiego na poprzedników nawet, jeśli są współwinni. Rząd ma rządzić, a opozycja kontrolować rząd bez względu na to, czy przy władzy jest ta, czy inna opcja polityczna.
Na koniec nutka optymizmu.
Za nieco ponad rok wybory. Będzie sposobność rozliczyć obecne władze, ale i ich poprzedników, którzy zostawili państwo w stanie, jaki opisałem powyżej. Kartka wyborcza, to jedyny oręż, jaki mają w ręku „zwykli”, nie sprawujący władzy Polacy. Pamiętajmy o tym.
Piotr Strzembosz

Czy możliwa jest uczciwa debata na temat aborcji?
Niestety nie jest możliwa, bo strony sporu nie są skłonne przyjąć wspólnych, niezmiennych i uczciwych zasad dyskusji, a bez tego nie będzie konkluzji, na które adwersarze mogliby się zgodzić.Czytaj więcej ..

Śmierć policjantów – ofiary i winni
Miejmy nadzieję, że tragiczna śmierci dwóch policjantów, którzy kilka dni temu stracili życie w wyniku agresji niewłaściwie przez nich konwojowanego przestępcy nie pójdzie na marne a będzie przestrogą, która – paradoksalnie – przyniesie pozytywne zmiany w resorcie. Czytaj więcej ..

Ku dobrym decyzjom w najbliższą niedzielę
Sukces wyborczy ma wynikać z wiarygodności kandydatów, ich kompetencji oraz atrakcyjnego programu i sprawności organizacyjnej a nie manipulacji w mediach i eliminacji konkurentów. Czytaj więcej ..

Nie tylko świnie siedzą w kinie…
Siedzą również recenzenci oraz osoby nieufne. Nieufne w przekaz polityków i mediów, bo w Polsce AD 2023 ze świecą szukać obiektywnych, nie wprzęgniętych w polityczną nawalankę, polityków i dziennikarzy. Czytaj więcej ..

Ciepła woda w kranie 2.0
Pomaganie wszystkim, bez względu na indywidualne potrzeby, to rozrzucanie pieniędzy na prawo i lewo. Czy taki powinien być program wyborczy jakiejkolwiek partii startującej do parlamentu?Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

