Musk, Tusk, Trump, Putin

Geniusz technologii Elon Musk oznajmił, że nie ma takiej możliwości aby Władimir Putin przegrał wojnę na Ukrainie. Nawet jeśli tak uważa, nie powinien tego mówić, bo dla milionów ludzi pozostaje wyrocznią ale na polityce międzynarodowej się nie zna zupełnie.

Również republikański kandydat na prezydenta USA narobił szkód zapowiadając, że kto nie płaci na cele obronne dwóch procent budżetu – tego w razie zwycięstwa Donalda Trumpa Stany Zjednoczone bronić nie będą. Wprawił w tym konfuzję nas Polaków chociaż przeznaczamy na obronność aż 3,9 proc i jesteśmy w gronie siedmiu państw NATO, których Trump karcić nie ma powodu. Za to nie sięgający wspomnianego pułapu 2 proc wydatków Niemcy, Francuzi i Włosi zapewne mniej od nas się martwią.

Trudno też uznać za roztropną próbę zawstydzania republikanów amerykańskich stosujących obstrukcję w kwestii pomocy dla Ukrainy, a ściślej blokujących przekazanie jej potrzebnych jak życiodajna kroplówka 61 mld dolarów z czego co czwarty pójść ma nie na kosztowne zabawki służące do zabijania lecz pomoc cywilną – przez nowego premiera Polski Donalda Tuska, który zapewne podbiłby swoją wiarygodność podobnie wprawiając w zakłopotanie niemieckich sojuszników w sprawie Nordstreamu i dochodów byłych kanclerzy federalnych z pracy dla Gazpromu. Nie chcę jednak wątku rozwijać i odbierać chleba Michałowi Rachoniowi, który zapewne w Republice następne odcinki Resetu pokaże.

Granica USA z Meksykiem. Fot: PBS.
Żarty żartami, ale fakt, jak paskudnie postępują politycy republikańscy w USA, dla których granica z Meksykiem okazuje się ważniejsza niż wschodnia flanka NATO zaś o Ukrainie nawet wspominać nie warto – nie usprawiedliwia naiwności.
 
Oczekiwanie, że amerykańscy wyborcy będą się jesienią kierować wysublimowanym poczuciem moralnym okazuje się – ujmijmy rzecz najłagodniej – niezbyt roztropne.
 
Nie kierowali się nim wcale nasi polscy wyborcy, kiedy w 1993 r. dali zwycięstwo Sojuszowi Lewicy Demokratycznej w czym nie przeszkodziły słynne “rakodiengi” wożone w reklamówkach z Moskwy, nazwane tak, bo stanowiły przedtem pożyczkę KPZR dla ostatniego sekretarza bratniej PZPR Mieczysława F. Rakowskiego. Głosujący wtedy o tym wiedzieli. Ale ważniejsze dla nich okazały się ekscesy i nieprawości solidarnościowej władzy z lat 1989-93 w tym zamykanie fabryk i strącanie w otchłań nędzy mieszkańców PGR-ów. Trudno się temu dziwić. 
Wybory do Sejmu - wyniki. Fot. Wiki.

Także wyborcom w 2019 r. nie przeszkodziło w tym, by dać samodzielną większość do rządzenia Prawu i Sprawiedliwości, podobne jak Rakowskiego uwikłanie “na kierunku moskiewskim” flagowego polityka partii dobrej zmiany i wstawania z kolan Antoniego Macierewicza. Chociaż dwa lata wcześniej ukazała się demaskująca go książka Tomasza Piątka. Pamiętam tłumy na jej promocji w Warszawie i mocną ochronę przy obu wejściach, z jaką pierwszy raz w życiu przyszło mi się zetknąć w księgarni, chociaż pozostaję krytykiem literackim z wykształcenia. 

Ujawnienie niebezpiecznych związków, takich jak fakt, że finansujący wiele przedsięwzięć Macierewicza uznany za kłamcę lustracyjnego poseł Robert Luśnia miał w czasach NZS za oficera prowadzącego Józefa Nadworskiego, którego sąsiadem w bloku i kolegą z resortu pozostawał skazany później za szpiegostwo na rzecz ZSRR i Rosji Marek Zieliński – wcale nie zmniejszyło poparcia dla PiS. Dla wyborcy ważniejszy okazał się rozbudowany socjal pisowskiej ekipy, pamiętano też utrwalone na taśmach ze spelunki Sowa plugawe wypowiedzi czołowych polityków PO z czasów, gdy rządzili. W tym najsłynniejszą Elżbiety Bieńkowskiej. O tym, że kto zarabia sześć tysięcy miesięcznie – ten idiota albo złodziej.

Nie wymagajmy więc od innych, w tym wypadku od mających zagłosować w listopadzie Amerykanów… więcej niż od samych siebie.

 

Demagogia Grahama czyli kto się powinien wstydzić

Co nie zmienia faktu, że warto reagować na obraźliwe dla Polaków wypowiedzi republikańskiego senatora Lindseya Grahama. Twierdzi z całym cynizmem, że powinniśmy się wstydzić, że krytykujemy blokowanie pieniędzy dla Ukrainy, skoro wyzwolił nas Ronald Reagan. I teraz przewraca się w grobie.

W prawdziwej a nie wirtualnej na użytek republikańskiej kampanii wyborczej historii było całkiem inaczej. Ronald Reagan nie ostrzegł przyjaciół z Solidarności przed zamierzonym wprowadzeniem stanu wojennego przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego w 1981 roku chociaż dzięki raportom płka Ryszarda Kuklińskiego wiedział, że to nastąpi. Zaś jego następca a wcześniej zastępca George Bush senior w trakcie wizyty w Polsce już po wyborach z 4 czerwca 1989 r. skutecznie namówił tegoż Jaruzelskiego, żeby pomimo ich wyniku kandydował na prezydenta, co spowolniło tempo naszych przemian.

To Amerykanie skorzystali na wielkim ruchu społecznym Solidarności, żeby wygrać zimną wojnę. I to oni powinni być nam za to wdzięczni, wbrew demagogii Grahama zabiegającego o wyborców przerażonych inwazją nie uzbrojonych jednak chociaż nielegalnych latynoskich imigrantów a lekceważących groźbę ze strony międzykontynentalnych rakiet Władimira Putina.

Senator Lindsey Graham. Fot: Wikipedia.

Zielonych ludzików nie znają, latynoskich imigrantów tak

W czasach interwencji w Wietnamie roztropniejszy od Grahama senator republikański miał się wyrazić, że z komunistami lepiej walczyć teraz w Indochinach niż później już w Kalifornii. 
 
Nietrudno tę zasadę uwspółcześnić. Ale niewiele już z niej wynika. Trzeba też pamiętać, jak po latach ponoszonych ofiar Amerykanie brudną wojnę wietnamską potępili.
 
Los wyborów w USA nie wydaje się rozstrzygnięty, ale kwestia rubieży wschodnich Sojuszu Atlantyckiego raczej nie zaważy na ich wyniku. Zamiast więc się na to nastawiać, czas budować alternatywne rozwiązania. I przygotować się na moment, kiedy Europa będzie musiała bronić się sama. Bo mieszkańcy Nevady czy Arizony nie znają osobiście ani jednego putinowskiego zielonego ludzika za to aż za dobrze szwendających się wszędzie nielegalnych imigrantów wenezuelskich czy nikaraguańskich. Czy naprawdę zamierzamy o to mieć do nich pretensje? Przecież również dla Francji Algieria pozostaje ważniejsza od Ukrainy, chociaż nas to szokuje. 
 
Zamiast się obrażać, politycy w Polsce powinni wziąć się do roboty, do czego frekwencja z 15 października ub. r. jasno chyba ich zobowiązuje.   
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Jedna Polska, jedno plemię

Mury nie rosną, wbrew gorzkiemu przesłaniu słynnego protest songu Jacka Kaczmarskiego, co najwyżej pospiesznie wznoszone są między nami przepierzenia jak z dykty, na tyle dziurawe, że na szczęście nie przestajemy przez nie widzieć tych, co po drugiej stronie.Czytaj więcej ..

Zawsze po złej stronie

Różne ksywy noszą politycy ale w tej tak nieprzyjaznej ujawnia się oczywisty fakt: Giertycha nikt nie lubi. Zwłaszcza we własnym ugrupowaniu. Nie inaczej jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, której posłem został półtora roku temu ze Świętokrzyskiego.Czytaj więcej ..

Jak pisać o polityce, by nas nie przerosła

Jeśli z dwóch powieści, zaliczanych do gatunku political fiction, słabsze wrażenie wywiera książka celebryty i skandalisty, a lepsze debiut samorządowca dotychczas z pióra się nie utrzymującego – daje to do myślenia. Czytaj więcej ..

Lewandowski, bój się Boga

Jakie czasy tacy bohaterowie. Nikt oczywiście nie odbierze Lewandowskiemu tego, co sobie na boisku wywalczył. Nie ma też chyba sensu go zmuszać, żeby na nie wybiegał, w biało-czerwonych barwach. Mamy go jednak prawo oceniać. I tego powinien się bać jako celebryta, wieloletni bohater wyobraźni zbiorowej. Niby tak wielki, a okazał

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments