Gorączka spada. Lekarzu, lecz się sam

Nawrocki zachowuje się elegancko, Tusk roztropnie. I oby tak już zostało

Wyjście ze stanu permanentnego napięcia – a nie da się go podtrzymywać w nieskończoność – powinno oznaczać uznanie wyniku wyborczego przez “przegrywa” Rafała Trzaskowskiego oraz wyrzeczenie się przez zwycięzcę wyborów prezydenckich Karola Nawrockiego zbędnego triumfalizmu i tromtadracji. Wbrew echom kampanijnych pokrzykiwań czeka nas bowiem prozaiczna “kohabitacja” – przez ponad dwa lata, jakie jej pozostały u władzy, Koalicja 15 Października uchwali ustawy, które Nawrocki potem zawetuje, a sama z kolei zablokuje wszelkie nawet zasadne (jak podwyższenie kwoty wolnej od podatku) przedłożenia prezydenckie, skoro w Sejmie zachowa większość.
 
Z pewnym opamiętaniem już mamy do czynienia, jak widać po przebiegu środowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Mniejsza nawet o to, co tam ustalono, w kontekście przygotowań do szczytu NATO w Hadze oraz  bezpieczeństwa energetycznego. Ważne, że prezydent elekt Nawrocki pierwszy podszedł do premiera Donalda Tuska.  Podali sobie ręce i przez chwilę rozmawiali. Z uśmiechami na twarzach. To dalece ważniejsze dla Polski niż omawiane na tejże radzie reperkusje niedawnego blackoutu w Hiszpanii dla naszej energetyki. Czy spotkanie liderów Sojuszu Atlantyckiego, które z pewnością skupi się nie na jego flance wschodniej, lecz Izraelu i Iranie. Czemu w sytuacji, gdy oba dysponujące arsenałem jądrowym lub co najmniej zdolne go wyprodukować państwa wymieniają już nie groźby lecz ciosy z użyciem rakiet i dronów, trudno się dziwić.

Po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego premier Donald Tusk oznajmił, że nie należy podważać wyniku wyborczego. Oznacza to, że sam uznaje, iż prezydentem został Karol Nawrocki. I poniekąd dyskredytuje harcowników z Romanem Giertychem na czele, których uprzednio sam na pole gry wypuścił. Nie ma się może czym zachwycać, bo polityków powinna cechować elementarna odpowiedzialność. Po wyborach nie wydawało się to jednak wcale oczywiste.     
Po Październiku – nie tym z 2023, lecz z 1956 roku – kursowało powszechnie powiedzenie, że Węgrzy zachowali się wtedy jak Polacy, zaś Polacy… jak Czesi. Teraz po wyborach prezydenckich ze zdumieniem dało się zaobserwować, że przegrana w nich Platforma Obywatelska, podważając wynik, zachowuje się jak Prawo i Sprawiedliwość po wyborach samorządowych z 2014, kiedy to głośno mówiło o fałszerstwach, których sądy później nie stwierdziły.
Radykałowie przedstawiający się jako obrońcy demokracji – od byłego lidera Młodzieży Wszechpolskiej  a później wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Romana Giertycha po komentującą ten temat na wyłączność w “Gazecie Wyborczej” Agnieszkę Kublik znaną w przeszłości z wymyślania informacji (podała kiedyś wiadomość, że piszący te słowa zostanie rzecznikiem rządu Jerzego Buzka o czym nawet wróble w ośrodku rządowym w Mierkach, gdzie wtedy dzielono posady, nie ćwierkały) wystawiają własny obóz na całkiem poważne ryzyko;
 
– jeśli kolejne wybory wygra Koalicja Obywatelska, pewnie nie najbliższe, ale z czasem i to może nastąpić, wyniku mogą z kolei nie uznać Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja czy Korona Polska Grzegorza Brauna;
 
– obywatele już teraz otrzymają sygnał, że nie warto pójść na kolejne wybory, skoro wynik obecnych jest kwestionowany. Po co głosować, jeśli nie ma to znaczenia?
 
– inteligencka część elektoratu demokratycznego (a wyborcy Koalicji 15 Października pozostają, jak wynika ze statystyk, lepiej od elektoratu pisowskiego wykształceni) może uznać opowieści o sfałszowaniu wyborów, spowodowane wyłącznie faktem przegranej Trzaskowskiego, za drwinę i obrażanie własnych zwolenników, że w podobne androny uwierzą.      
 
Wersja o skręceniu wyborów – posługuję się tu językiem tych, co ją rozpowszechniają – urąga inteligencji (już w pierwszym znaczeniu tego słowa a nie drugim odnoszącym się do grupy społecznej) adresatów takiego przaśnego przekazu. Wiadomo bowiem, że za organizację głosowania odpowiada na bieżąco władza. Dlatego byłego premiera Mateusza Morawieckiego ciąga się po sądach za nieudaną zresztą próbę przeprowadzenia w pandemii tzw. kopertowych wyborów za pośrednictwem Poczty Polskiej, co wystawiało na szwank ich tajność, jakiej wymaga Konstytucja. Teraz więc harcownicy musieliby udowodnić w praktyce, że władza wywodząca się z mandatu 15 Października 2023 r. (choć co bardziej zajadli jej przeciwnicy operują raczej datą 13 grudnia, kiedy to zaprzysiężono obecny gabinet Tuska) – sama na własną zgubę wybory sfałszowała, po to, żeby je przegrać. 
Fot: YT.
Przypomina to logikę jednego z bohaterów “Przygód dobrego wojaka Szwejka” Jarosława Haszka, który utrzymywał, że wewnątrz kuli ziemskiej znajduje się inna, dużo od niej większa. Tyle, że ta epizodyczna postać z powszechnie cenionej powieści antywojennej znajdowała się – jak pamiętamy – w szpitalu psychiatrycznym. 
 
Jeśli zaś już o kuli ziemskiej mowa, to widzimy, jak najważniejsza dla nas wojna w Ukrainie i jej reperkusje dla Polski schodzą na plan dalszy w agendzie zainteresowań wielkich mocarstw, za sprawą gorącego konfliktu izraelsko-irańskiego i drugiego jeszcze między państwami atomowymi: Indiami i Pakistanem.
Rolą ale i obowiązkiem zarówno prezydenta jak premiera pozostaje, by zadbać o to, ażeby interesy Polski w tym nasze strategiczne bezpieczeństwo, nie zostały zlekceważone pod pretekstem, że światowi przywódcy mają teraz ważniejsze sprawy. Prezydent elekt i premier mogą o to zabiegać wspólnie lub osobno, byleby przy tym nie szkodzili sobie nawzajem a w związku z tym i krajowi.
 
Pocieszającym więc sygnałem pozostaje, że oznaki pewnego odprężenia pojawiły się akurat przy okazji Rady Bezpieczeństwa Narodowego.         

 

          Znachorom już dziękujemy

 
Kompromitacja instytutów demoskopijnych – jej symbolem stał się nieudany exit poll, po którym na wieczorze wyborczym  Trzaskowskiego fetowano jego zwycięstwo a sam niewybieralny, jak się później okazało, kandydat wygłosił nawet “prezydenckie” przemówienie, oraz mediów głównego nurtu do ostatniej chwili niby to zatroskanych, jak PiS przeżyje porażkę wspieranego przez siebie Nawrockiego – niesie za sobą dużą dozę nadziei. To nie paradoks: instytucje w sprawnie funkcjonującej demokracji zwykle pośredniczące między obywatelami a klasą polityczną okazały się bezradne. I niezdolne do pełnienia takiej roli. Ich przewidywania okazały się nietrafne, ich troski obłudne. Medice, cura te ipsum, chciałoby się powtórzyć. Lekarzu, lecz siebie samego. 
 
W kolejnej kampanii nikt już znachorom nie uwierzy. I trafia się okazja, żeby ich zastąpić. Szansa dla mediów niezależnych i rodzących się nowych reprezentacji społecznych. Przy okazji niedawnego (tuż przed drugą turą) Kongresu Nowoczesnej Gospodarki przekonałem się, że te ostatnie nie są fikcją i potrafią tłumnie i zajmująco roztrząsać sprawy dla Polski ważne, a nie tylko jak partie polityczne przy pustoszejącej po każdym kolejnym wystąpieniu sali obrad kombinować, w jaki sposób najgorzej zaszkodzić konkurentom do władzy.   
 
W sytuacji, gdy wygranego i “przegrywa” dzieli niecałe 370 tys głosów, co równa się liczbie mieszkańców Szczecina – politycy i ich sztaby, także ci ich doradcy, co nie stracili zimnej krwi i eksperci, co prawdy o rzeczywistości starają się dociec, zamiast ją zaklinać – znajdują dowód, że konkretne środowiska obywatelskie i zawodowe mogą przeważyć szalę w kolejnych wyborach. 
 
Od dawna formułują swoje niezbyt zresztą wygórowane oczekiwania przedsiębiorcy, zwłaszcza zwolennicy odrodzenia Powszechnego Samorządu Gospodarczego. To oni tworzą miejsca pracy i wzrost gospodarczy, podczas gdy kolejne rządy za sprawą 500 i 800 plus do wzięcia się do roboty zniechęcają. Markę Polski w świecie buduje nie widmowy projekt CPK, przypominający pomysły ekipy Edwarda Gierka, lecz realne działania klasy kreatywnej, co nie pracuje na etacie, więc zapłaciła z własnej kieszeni koszty pandemii koronawirusa. Brak podjęcia dialogu z tymi partnerami przyczynił się do porażki Trzaskowskiego. To ich głosów mu zabrakło, co widać po nieznacznej różnicy frekwencji, w obu wypadkach wysokiej, w wyborach z 15 października 2023 r. (74 proc) i 1 czerwca 2025 r. (72 proc). Nie mają wciąż rzeczywistej reprezentacji pracownicy (resztówka NSZZ “Solidarność” blankietowo wspierająca Nawrockiego to tylko pieczeniarze) ani rolnicy, czego dowodzą niedawne zachowania ich samozwańczego przywódcy Michała Kołodziejczaka. Jednym i drugim zagraża Zielony Ład i nielegalny import z Ukrainy. Oba środowiska głosowały w większości na Nawrockiego, co dla prezydenta-elekta stanowi nie tylko wyzwanie, ale zobowiązanie. Kandydat wsparty przez PiS, uchodzące za partię beneficjentów świadczeń socjalnych, tym razem zyskał głosy salariatu, rolników i młodszych wyborców przed czterdziestką. Wnioski z tego powinien wyciągnąć, albo to poparcie z czasem straci, bo żaden to żelazny elektorat.

Nadzieją napawa lektura składu członków komitetu poparcia Nawrockiego, gdzie obok zawodowych związkowców lub kombatantów o których niegdyś mało kto w podziemiu słyszał, że konspirowali – znalazły się autorytety społeczne o nieposzlakowanej opinii. Ludzie tak zasłużeni jak bard Jan Krzysztof Kelus i założyciel Niezależnej Oficyny Wydawniczej Mirosław Chojecki. Gdy Nawrocki został już wybrany, w jego interesie pozostaje pokazanie, że nie staną się tylko kwiatkiem do kożucha. Gdy poznamy skład władz kancelarii prezydenckiej i grona doradców głowy państwa, przyjdzie czas na pierwsze oceny. 

Mirosław Chojecki (z lewej) i Krzysztof Kelus. Fot: Wiki.
W interesie Nawrockiego, właśnie dlatego, że sam nie wywodzi się z inteligenckiego kodu (w obu tego słowa znaczeniach) pozostaje przełamanie podziałów, zawinionych przez trawionego kompleksami wobec elit z dawnej Unii Demokratycznej żoliborskiego inteligenta Jarosława Kaczyńskiego. Skoro dr Karol Nawrocki wyciągnął rękę do Tuska na posiedzeniu RBN, nie ma powodu, by wzbraniać się przed podobnym gestem wobec intelektualistów i nie mam tu wcale na myśli prozaika Andrzeja Horubały, poety Wojciecha Wencla ani producenta filmowego Macieja Pawlickiego. Odłóżmy żarty na bok. Chodzi o poważne sprawy. 

 

          Rząd rządzi, prezydent panuje           

 
Donald Tusk, który publicznie ważność wyboru Nawrockiego uznał i nie ma już od tego odwrotu, wbrew pozorom 1 czerwca wielkiej straty nie poniósł. Nadal jako premier zmuszony będzie do kohabitacji z prezydentem identyfikowanym z PiS. Zmieni się nazwisko tego drugiego, bo Andrzej Duda przechodzi ze swoimi dwiema kadencjami do historii – ale nie podział władzy w państwie. 
 
Do historii przechodzi również Rafał Trzaskowski jako polityk. Pewnie dokończy drugą kadencję w Warszawie, ale do niczego nie jest już potrzebny. Pozostaje zastępcą Tuska w partii, ale nigdy nie był jego ulubieńcem ani nadzieją na przyszłość. Nawet w kampanii prezydenckiej Tusk poparł Trzaskowskiego byle jak i nieszczerze. Skoro tak się działo – liczył się widać z wynikiem, jaki dopiero 2 czerwca poznaliśmy, gdy nadęte exit polls zastąpione zostały przez prawdziwe rezultaty. Teraz przyszło mu je uznać. Każde inne zachowanie oznacza bowiem wojnę nie tyle nawet bratobójczą co samobójczą. Tylko tyle i aż tyle…     
 
Zwycięzca tych wyborów, dr Karol Nawrocki musi także mieć świadomość, że wraz z werdyktem wyborców z 1 czerwca nie zdobył żadnego nowego przyczółku, lecz tylko obronił stan posiadania własnej formacji. Dziesięcioletnia prezydentura Andrzeja Dudy, najtrudniejsza w historii od czasów Ignacego Mościckiego (ale władza tego wybitnego chemika nie pochodziła z wyborów powszechnych, lecz brała się z decyzji posłów i senatorów żyrowanej autorytetem Józefa Piłsudskiego)  akurat w sferze międzynarodowej i obronnej, w odróżnieniu od polityki krajowej, gdzie pozostawał notariuszem Kaczyńskiego – wykorzystała nadarzające się możliwości i uniknęła błędów. Wsparliśmy napadniętą Ukrainę, nie dając się zarazem uwikłać w żadną zbrojną awanturę, nawet jeśli takie plany wobec nas istniały i to ze strony sojuszników. Doświadczonym przez kremlowską agresję sąsiadom zaoferowaliśmy schronienie w naszych domach: nigdy od czasów pierwszej Solidarności miękka siła Polski nie objawiła się równie mocno i wyraziście. Wolny świat znów nas podziwia.
Ustępujący prezydent Andrzej Duda i (wkrótce ustępujący?) premier Donald Tusk. Fot: Archives.

Zarazem nie zapomnieliśmy o tym, kto dokonał przed 82 laty rzezi wołyńskiej. Ani o potrzebie ochrony naszej wschodniej granicy, zarówno przed współczesnymi barbarzyńcami poprzebieranymi przez białoruskie KGB za uchodźców po uprzednim przeszkoleniu, jak przed tanim ale nieobojętnym dla zdrowia miodem z Ukrainy, co świeci po nocy w kuchni, że nie trzeba tam żarówki zapalać, ale jeszcze bardziej niż dla konsumentów okazuje się dla pszczelarzy w Polsce, którzy teraz przez dwa lata muszą do własnych uli dokładać . Nie straciliśmy też sojuszu z USA, pomimo zmiany władzy, jaka się tam niedawno dokonała. 

To wspólna zasługa Dudy i Tuska, co podkreślić wypada, chociaż wiadomo, że niewielu z nas ceni i lubi zarówno jednego jak drugiego.

Rząd rządzi, prezydent panuje – takie są polskie realia ustrojowe, wyznaczone nie przez konstytucjonalistów wcale, lecz wyborców, którzy ponad ćwierć wieku temu zaaprobowali obowiązującą obecnie ustawę zasadniczą w referendum obywatelskim.
 
Rolą gabinetu opartego na koalicyjnej większości pozostaje rozstrzyganie bieżących spraw i administrowanie krajem. Większości do przełamywania prezydenckiego weta Koalicja 15 Października i tak w tej kadencji nie zbierze a w następnej może już jej samej nie być. Zaś Karol Nawrocki pozostanie prezydentem przez co najmniej pięć lat.           
Nie oznacza to, że powinien czuć się pewnie. Zdobył się na wyciągnięcie ręki do Tuska, czeka go teraz wykonanie tego samego gestu pod adresem nowego prezydenta Rumunii, demokraty  Nicusora Dana,  bo chociaż w kampanii afiszował się z jego rywalem Georgem Simionem, musi brać pod uwagę, że to w Rumunii znajdują się pierwszorzędnego znaczenia instalacje natowskie, również dla naszego bezpieczeństwa istotne, a oba nasze kraje, choć od Atlantyku odległe, wspólnie stanowią filar wschodniej flanki Sojuszu od tego oceanu nazwanego. Nie powinien też dr Nawrocki nadal ufać temu doradcy od spraw międzynarodowych (czy nie był nim przypadkiem Adam Bielan?), który mu w kampanii wyborczej bezproduktywną randkę z rumuńskim ultraprawicowym “przegrywem” doradził tak niefortunnie.
 
Prezydenta rolą pozostaje reprezentowanie majestatu Rzeczypospolitej – nie tylko za granicą ale i w kraju – i w tym sensie słowa o panowaniu są trafnym określeniem jego uprawnień. Po wręczanych przez Nawrockiego Orderach Orła Białego, ale także pozostających w jego gestii  nominacjach tak generalskich jak profesorskich, przekonamy się, jakimi względami się kieruje. Personalia nie były mocną stroną Dudy.  Jako krytyk literacki z wykształcenia bez trudu umiem wskazać poetów z pokolenia urodzonego w latach 50. lepszych pod względem artystycznym ale i bardziej zasłużonych dla opozycji antykomunistycznej niż nagrodzony przez Dudę Orłem Białym Jan Polkowski. To najwyższe odznaczenie bardziej należało się Bronisławowi Majowi, Antoniemu Pawlakowi, Zbigniewowi Machejowi czy Tomaszowi Jastrunowi, ale żaden z nich go nie dostał. Chociaż rolę arbitra i bezapelacyjnie eksperta w tej kwestii bez problemu mógłby odegrać teść Dudy, Julian Kornhauser, znakomity poeta związany w czasach PRL z opozycją.
 
Prezydent nie tylko ordery będzie wręczać. Atutem Nawrockiego przy reprezentowaniu Polski za granicą stanie się świadomość, że jego niedawna wygrana stanowi część prawicowej fali, zaznaczającej się w wolnym świecie, odkąd wybory w Stanach Zjednoczonych drugi raz – choć nie z rzędu – wygrał Donald Trump. Rumunia, gdzie demokrata nadrobił stratę z pierwszej tury i zwyciężył, pozostaje wyjątkiem. Z pewnością jednak drowi Nawrockiemu łatwiej przyjdzie porozumieć się nie tylko z wiecznie pobudzonym Trumpem ale również z zawsze rzeczową włoską premier Giorgią Melloni, niż Trzaskowskiemu, gdyby się znalazł na jego miejscu. Tyle, że znaleźć się nie mógł, bo okazał się niewybieralny. I tak wracamy do punktu wyjścia. Wśród przyczyn porażki Trzaskowskiego Polacy wymieniają: za duże skupienie na rywalu i niedostatek własnych propozycji (21,5 proc), zależność od Tuska (18 proc), niejasność poglądów i unikanie jasnych deklaracji (16 proc), działania Tuska i jego rządu (15,5 proc) oraz wizerunek oderwanego od problemów zwykłych Polaków (13 proc) [1]. Nie wskazują za to wśród nich żadnych domniemanych fałszerstw wyborczych. Te dane wiele o nas mówią, nie tylko o przegrywie, co zna pięć języków.  Nie o niego już chodzi, krzyżyk na drogę, chociaż to właśnie on kazał zdejmować krzyże ze ścian, co też mu zapamiętano. Bo nie każdy zwolennik świeckości to osobisty przeciwnik Pana Boga..
 
W tych wyborach hasło “nie bać Tuska” nie wygrało z innym, oznaczanym ośmioma gwiazdkami, jak widzą to zapewne nieliczni prostoduszni adepci serwisów społecznościowych. Tylko zawiedzione nadzieje zwyciężyły w konfrontacji z mniej powszechnym zadowoleniem ze zmian po 15.10.2023 r. 
 
Jeśli następstwo zdarzeń ująć fatalistycznie, to Tusk sam sobie winien, że przedstawił wyborcom kandydata, który już w kampanii skojarzył im się z workiem ziemniaków, przydźwiganym do hospicjum przez nadgorliwą posłankę. Nie ma więc wyjścia i choćby na poziomie basic powinien współpracować z jego zwycięskim rywalem tam gdzie to konieczne, w kwestiach obronności i dyplomacji. Rozumowanie to jednak można odwrócić: także Nawrocki, zawdzięczający zwycięstwo głosom wyborców spoza tradycyjnego zaplecza PiS musi swój dług wobec nich spłacić prezydenturą wychodzącą poza ograniczenia, właściwe partyjnym politykom, którzy go na to stanowisko promowali, zanim masy kupiły jego ofertę. Przebieg środowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego wskazuje, że obaj mają świadomość wyjątkowości sytuacji. I niech tak zostanie.          

 

          Wybory wygrał ten, kogo wskazali Polacy

 
Wybory wygrał ten, kogo wskazali na prezydenta Polacy. Kwestionowanie wyniku w przyszłości obróci się przeciw tym, którzy je teraz zaczęli. Co innego utyskiwania, że społeczeństwo nie dorosło, znane jeszcze z 1990 r. kiedy wybory prezydenckie przegrał Tadeusz Mazowiecki. Do czego przyczyniło się – podobnie jak worek kartofli kupiony za parę złotych i zawieziony do domu pomocy społecznej przez posłankę Kingę Gajewską przywalił w tej kampanii do ziemi Trzaskowskiego – ówczesne przezywanie Lecha Wałęsy “przyspieszaczem z siekierą” przez rzeczniczkę rządu Małgorzatę Niezabitowską.  Oba gadżety, tak siekierka jak torba ziemniaków, chociaż spektakularne, odegrały wyłącznie rolę katalizatora społecznych nastrojów. Naprawdę Mazowiecki zapłacił za niedotrzymane obietnice wyborcze sprzed 4 czerwca 1989 r, a Trzaskowski za te, których nie spełniono po 15 października 2023 r. I znów okazało się, że nie dorośli komentatorzy, a nie społeczeństwo. To ostatnie mamy ofiarne, jak wiemy z nakręconego tuż przed przełomem ustrojowym “Piłkarskiego pokera” Janusza Zaorskiego. Co nie oznacza jednak wcale nieograniczonej skłonności do ponoszenia ofiar.              
 
Prezydent elekt mebluje teraz przyszłą kancelarię. We wnikliwym zresztą artykule w “Polityce” Anna Dąbrowska [2] niesłusznie zżyma się, że – jak z przecieków wynika – Nawrocki zamierza tam ściągnąć sparingpartnera z ringu i właściciela firmy, organizującej walki bokserskie  a także trenera piłkarskiego z Gdańska. Po pierwsze każdy pochodzący z bezpośredniego wyboru dokonanego przez obywateli urzędnik państwowy, również ten najwyższy,  ma prawo dobrać sobie do współpracy ludzi, których zna i którym ufa. Po drugie – zapewne nie tylko w moim przekonaniu, lepiej dla Polski, żeby Karol Nawrocki obsadzając kancelarię sięgał po przyjaciół z boiska, ringu czy trybun, niż po pisowskich aparatczyków z Nowogrodzkiej, zwłaszcza tych, co nie dostali się z woli wyborców do Sejmu obecnej kadencji albo nabroili przedtem w zawłaszczonych mediach publicznych bądź spółkach Skarbu Państwa i teraz natrętnie poszukują posady jako źródła utrzymania. Różnica jest jedna i przemawia na korzyść kolegów Nawrockiego z dawnych lat. Pisowcy już rządzili, więc aż za dobrze wiemy, czego się po nich spodziewać. Zero złudzeń, czyż nie tak. Za to jak sprawują władzę sportowcy, tego dopiero się dowiemy.        
 
[1] sondaż UCE Research dla Onetu 13-14 czerwca 2025 
[2] por. Anna Dąbrowska. Komandosi Nawrockiego: kogo weźmie do Pałacu?…  Polityka.pl z 18 czerwca 2025;

 

Zdjęcie główne: Matteo Fusco (Unsplash).

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Jedna Polska, jedno plemię

Mury nie rosną, wbrew gorzkiemu przesłaniu słynnego protest songu Jacka Kaczmarskiego, co najwyżej pospiesznie wznoszone są między nami przepierzenia jak z dykty, na tyle dziurawe, że na szczęście nie przestajemy przez nie widzieć tych, co po drugiej stronie.Czytaj więcej ..

Zawsze po złej stronie

Różne ksywy noszą politycy ale w tej tak nieprzyjaznej ujawnia się oczywisty fakt: Giertycha nikt nie lubi. Zwłaszcza we własnym ugrupowaniu. Nie inaczej jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, której posłem został półtora roku temu ze Świętokrzyskiego.Czytaj więcej ..

Jak pisać o polityce, by nas nie przerosła

Jeśli z dwóch powieści, zaliczanych do gatunku political fiction, słabsze wrażenie wywiera książka celebryty i skandalisty, a lepsze debiut samorządowca dotychczas z pióra się nie utrzymującego – daje to do myślenia. Czytaj więcej ..

Lewandowski, bój się Boga

Jakie czasy tacy bohaterowie. Nikt oczywiście nie odbierze Lewandowskiemu tego, co sobie na boisku wywalczył. Nie ma też chyba sensu go zmuszać, żeby na nie wybiegał, w biało-czerwonych barwach. Mamy go jednak prawo oceniać. I tego powinien się bać jako celebryta, wieloletni bohater wyobraźni zbiorowej. Niby tak wielki, a okazał

Pięć lat Polski z prezydentem Nawrockim

Prezydentura Karola Nawrockiego, od poniedziałkowego poranka staje się jednym z elementów stabilizujących układ władzy w Polsce. Wyborcy wypowiedzieli się 1 czerwca przeciw temu, żeby prezydentem został Rafał Trzaskowski.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments