Epicka furia czy.. katastrofa
- Dodano:
- Kategorie: Polityka ze Świata, Świat, Wojna w Zatoce Perskiej
Amerykańsko-izraelska wojna z Iranem zwana Epicką Furią wkracza w trzeci tydzień. We wczorajszym wywiadzie dla dla amerykańskiego NBC New prezydent Trump powiedział, że był „zaskoczony”, że Iran zdecydował się zaatakować inne kraje Bliskiego Wschodu w odpowiedzi na amerykańsko-izraelski atak. Dodał, że amerykańskie ataki na wyspę Kharg w sobotę „całkowicie zniszczyły” większość wyspy, ale „możemy uderzyć tam jeszcze kilka razy, po prostu dla zabawy” [red: just for fun].
Według Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), pierwsze 100 godzin operacji Epic Fury kosztowało 3,7 miliarda dolarów, czyli 891 milionów dolarów dziennie. Izrael twierdzi, że 80% potencjału obronnego Iranu zostało zniszczone. Tymczasem pociski z Iranu wciąż trafiają zarówno w izraelskie miasta jak i cele w innych krajach Zatoki Perskiej.
Kampania nacisków a oceny wojskowe
Przez 30 lat najpotężniejsza armia na Ziemi odmawiała zrobienia jednej rzeczy. Każdy przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, każdy Sekretarz Obrony, każdy strateg wojskowy, który informował Biały Dom, mówił to samo za zamkniętymi drzwiami: Nie idźcie na wojnę z Iranem. Nie miało znaczenia, kto był prezydentem. Bush to słyszał. Obama to słyszał. Biden usłyszał to dwukrotnie w ciągu jednego roku, gdy presją wzrosła w 2024 roku.
Stanowisko Pentagonu nigdy się nie zmieniło. Iran to nie Irak. Jest cztery razy większy a populacja Iranu to 90 milionów ludiz. Geografia Iranu to koszmar dla najeźdźców. Co najważniejsze, Iran ma zdolność do zamknięcia najważniejszego korytarza energetycznego na planecie. Pytanie, które zadają dziś analitycy na całym świecie, jest proste: co się stanie, gdy kalkulacja polityczna zastąpi osąd wojskowy i co się stanie, gdy kraj, który padnie ofiarą ataku, okaże się o wiele bardziej strategicznie zdolny, niż ktokolwiek w Waszyngtonie publicznie przyznał.
Odpowiedzi na te pytania już się pojawiają i dotyczą nie tylko Bliskiego Wschodu, ale każdej gospodarki, każdej stacji benzynowej i każdego budżetu domowego na świecie. Aby zrozumieć, jak doszliśmy do punktu w którym się znajdujemy, trzeba zrozumieć kampanię nacisków, która trwała dekady.
Według licznych doniesień, potwierdzonych przez kilku byłych urzędników amerykańskich, istniał stały i agresywny lobbing, mający na celu wciągnięcie Ameryki w bezpośrednią konfrontację militarną z Iranem. Argument był zawsze ten sam: reżim jest kruchy. Zdecydowany atak na szczyt doprowadziłby do jego upadku.
Uderzyć w przywódców, zniszczyć obiekty nuklearne, a z gruzów wyłoniłby się nowy rząd, przyjazny interesom Zachodu. Wojsko nigdy się na to nie zgodziło, nie dlatego, że było potulne, ale dlatego, że przestudiowało problem. Pentagon regularnie wykorzystywał grę wojenną do przedstawienia konfliktu z Iranem, a każda symulacja wskazywała na ten sam wniosek: można zbombardować Iran, można zaatakować każdy znany obiekt nuklearny, można zniszczyć każdy ważny budynek rządowy w Teheranie, a kiedy kurz opadnie,
nadal będziemy mieli do czynienia z krajem liczącym 90 milionów ludzi, rozciągniętym na terenie, przy którym Afganistan wygląda jak parking, z arsenałem pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu, które mogłyby podpalić cały Zatokę Perską. Ta ocena nigdy się nie zmieniła.
Zmieniło się tylko to, kto tej oceny słuchał. Teraz obraz strategiczny staje się naprawdę alarmujący, a większość głównych mediów ledwo go poruszyła.
Asymetryczna i gospodarcza wojna Iranu
Według analityków wojskowych i kilku urzędników obrony, którzy wypowiadali się oficjalnie lub w ukryciu, Iran nie zareagował tak, jak ktokolwiek w Waszyngtonie oczekiwał co potwierdza we wspomnianej wcześniej rozmowie z NBC New Donald Trump. “Zaskoczenie” Trumpa jest tu symptomatyczne. Założono bowiem, że Iran spróbuje bezpośrednio uderzyć w amerykańskie zasoby wojskowe, grupy lotniskowców, bazy lotnicze, czyli cele, do obrony których stworzono armię USA. Zamiast tego, według licznych doniesień, Iran realizował to, co stratedzy nazywają asymetryczną strategią wojny ekonomicznej. Zamiast atakować okręty wojenne, Iran skupił się na pieniądzach. Głównym celem stała się infrastruktura energetyczna w Zatoce Perskiej. Terminale naftowe, rafinerie, platformy przeładunkowe, węzły rurociągów, zakłady odsalania wody, od których całe narody zależą w kwestii wody pitnej. To nie są wzmocnione cele militarne. Są rozległe, odsłonięte i praktycznie niemożliwe do pełnej obrony obiekty.
Cieśnina Ormuz znajduje się w centrum tej strategii. Około 20% światowej ropy naftowej przepływa przez ten wąski kanał wodny każdego dnia. Iran kontroluje północne wybrzeże i według analityków morskich, Iran ma możliwość minowania Cieśniny, rozmieszczania szybkich łodzi szturmowych i wystrzeliwania pocisków przeciwokrętowych z ukrytych pozycji przybrzeżnych, co sprawiłoby, że każda próba utrzymania Cieśniny otwartej byłaby niezwykle kosztowna. Doniesienia wskazują, że Iran szybko zareagował, aby zagrozić temu wąskiemu gardłu, nie zamykając go całkowicie, a przynajmniej nie natychmiast, ale czyniąc tranzyt na tyle niebezpiecznym i nieprzewidywalnym, że stawki ubezpieczeń tankowców gwałtownie wzrosły, a firmy żeglugowe zaczęły zmieniać trasy.
Efekt był niemal natychmiastowy. Globalne ceny ropy gwałtownie wzrosły, i to jeszcze przed całkowitym zamknięciem. Analitycy obronni twierdzą, że ta strategia jest tak skuteczna, ponieważ Iran nie musi wygrać konwencjonalnej bitwy militarnej, aby osiągnąć swoje cele. Musi jedynie utrzymać presję wystarczająco długo, aby problemy gospodarcze stały się politycznie nie do zniesienia w Waszyngtonie. To prowadzi nas do problemu eskalacji, który kilku wybitnych strategów określiło jako najgroźniejszą cechę tego konfliktu. W Waszyngtonie krąży koncepcja dominacji eskalacji.
Dynamika eskalacji a realia militarne
Teoria i rzeczywistość rozchodzą się, gdy zaczyna się wojna. Historyczne zapisy w tej kwestii są niezwykle jednoznaczne. Same kampanie powietrzne nigdy nie doprowadziły do zmiany reżimu. Taki scenariusz nigdy się powiódł. Stany Zjednoczone zrzuciły bomby zapalające na Tokio w nocy 10 marca 1945 roku, zabijając w ciągu jednej nocy więcej osób niż w Hiroszimie czy Nagasaki. Japończycy się nie poddali.
Następnie Stany Zjednoczone systematycznie bombardowały bombami zapalającymi każde większe japońskie miasto przez następne pięć miesięcy. Japończycy nadal się nie poddali. Potrzeba było dwóch bomb atomowych i radzieckiej inwazji na Mandżurię, aby ostatecznie zakończyć wojnę. I nawet wtedy, według wielu historyków, to wkroczenie Sowietów przeważyło szalę bardziej niż same bomby. W Korei Stany Zjednoczone praktycznie zrównały Koreę Północną z ziemią z powietrza. Zniszczono każdą znaczącą budowlę.
Ludność poniosła zniszczenia, które trudno dziś pojąć. Reżim nie upadł. W Wietnamie Stany Zjednoczone zrzuciły więcej tonażu bomb niż użyły w całej II wojnie światowej. Reżim nie upadł. W każdym przypadku ludność jednoczyła się wokół rządu, zamiast się mu przeciwstawić. Dlatego kiedy analitycy słyszą o bombardowaniu Iranu w celu zmuszenia go do uległości lub zniszczeniu wystarczającej ilości infrastruktury, aby wymusić zmianę reżimu wyłącznie za pomocą sił powietrznych.
Historyczna odpowiedź jest jednoznaczna. To nie działa. Nigdy nie działało. I nie ma wiarygodnych powodów, by sądzić, że zadziałałoby to teraz przeciwko krajowi większemu, bardziej rozprószonemu geograficznie i bardziej spójnemu ideologicznie niż większość z powyższych przykładów. To jest pułapka, przed którą ostrzegało wielu strategów przed rozpoczęciem konfliktu. Zaczyna się bombardować, ponieważ wierzy się, że będzie to szybkie i zdecydowane.
Kiedy tak nie jest, bombarduje się mocniej. Kiedy to również nie działa, dochodzi do kolejnej eskalacji. Każdy krok w górę drabiny niesie że sobą nowe konsekwencje, a każda konsekwencja wywiera presję na podjęcie kolejnego kroku. Według analityków, jeśli USA lub ich sojusznicy zaatakują irańską infrastrukturę energetyczną, Iran odpowie odwetem na infrastrukturę energetyczną Zatoki Perskiej.
Jeśli zakłady odsalania wody zostaną ukryte w Iranie, doniesienia sugerują, że Iran zaatakuje zakłady odsalania wody w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i potencjalnie w Izraelu. Kilka z tych krajów jest niemal całkowicie uzależnionych od odsalania wody. Likwidacją tych zakładów nie tylko powoduje straty gospodarcze. Powoduje katastrofę humanitarną w ciągu kilku dni.
Tajny raport Narodowej Rady Wywiadu
Narodowa Rada Wywiadu USA (NIC) składa się z doświadczonych analityków, którzy wydają niejawne opinię mające przedstawiać zbiorową wiedzę 18 amerykańskich agencji wywiadowczych.
Z niejawnego raportu Narodowej Rady Wywiadu USA opublikowanego przez Washington Post 7 marca wynika, że jest mało prawdopodobne, by nawet zakrojona na szeroką skalę operacja USA przeciwko Iranowi doprowadziła do obalenia irańskiego kierownictwa wojskowego i duchowego – napisał dziennik.
W dokumencie nakreślono scenariusze zmiany władz w Teheranie wynikające albo z ukierunkowanej kampanii przeciwko przywódcom Iranu, albo z szerzej zakrojonego ataku na liderów i instytucje rządowe – przekazały źródła gazety. Według wywiadu w obu przypadkach irańscy przywódcy duchowi i wojskowi odpowiedzieliby na zabicie ajatollaha Alego Chameneia, przestrzegając procedur, które mają zagwarantować ciągłość sprawowania władzy. Te ciągłość potwierdziły wydarzenia w Iraniu po eliminacji 87-letniego, chorego na nowotwór Chamenei.
Pracę nad raportem Narodowej Rady Wywiadu (NIC) zakończono mniej więcej tydzień przed rozpoczęciem przez USA i Izrael 28 lutego wojny przeciwko Iranowi. Rozmówcy dziennika podkreślili, że perspektywa przejęcia kontroli nad krajem przez podzieloną opozycję jest “mało prawdopodobna”.
Biały Dom nie odpowiedział, czy prezydent został poinformowany o tych ocenach NIC przed wydaniem zgody na rozpoczęcie operacji militarnej.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Globalny obraz gospodarczy staje się naprawdę przerażający. Świat opiera się na ropie naftowej. To nie przesada ani deklaracja polityczna. To podstawowy fakt fizyczny i ekonomiczny. Ropą naftowa nie tylko napędza samochody. Zasila produkcję przemysłową, wytwarzanie energii elektrycznej, transport morski, rolnictwo, produkcję chemiczną i praktycznie każdy łańcuch dostaw na świecie.
Kiedy dostawy ropy naftowej zostaną zakłócone na skalę, jaką reprezentuje Zatoka Perska, skutki nie ograniczają się do jednego regionu. Mają charakter kaskadowy. Według analityków ekonomicznych, Europa stoi w obliczu największego zagrożenia. Kraje europejskie utraciły już dostęp do taniej rosyjskiej energii po wojnie na Ukrainie. Zmieniły kierunek i zaczęły w coraz większym stopniu polegać na źródłach bliskowschodnich i amerykańskich.
Jeśli dostawy ropy naftowej z Zatoki Perskiej, oprócz istniejącego niedoboru ropy z Rosji, zostaną znacząco zakłócone, kilka europejskich gospodarek, które i tak już znajdują się w stagnacji, może stanąć w obliczu prawdziwego kryzysu. Ceny energii gwałtownie wzrosną. Produkcja przemysłowa spadnie. Inflacja, którą dopiero niedawno udało się częściowo opanować, ponownie wzrośnie.
Krajami najbardziej dotkniętymi przerwą w dostępie do surowców w Zatoce Perskiej jest na razie Japonia i Korea Południowa. Oba kraje są silnie uzależnione od importu ropy z Zatoki Perskiej i mają ograniczone rezerwy strategiczne w stosunku do swojego zużycia. Długotrwałe zakłócenia dotknęłyby ich gospodarki w ciągu kilku tygodni, a nie miesięcy.
Szkody nie ograniczyłyby się jednak do krajów rozwiniętych. Kraje rozwijające się w Afryce, Azji Południowej i Azji Południowo-Wschodniej poniosłyby proporcjonalnie największe konsekwencje.
Kraje takie jak Nigeria, Pakistan i Bangladesz, które już borykają się z niestabilną sytuacją gospodarczą, mogą popaść w poważny kryzys z powodu szoków cen energii, których nie są w stanie zamortyzować. Kilku ekonomistów użyło słowa „depresja”, a nie „recesja”. Depresja. To raczej czarny scenariusz ale jeden z możliwych. Fakt, że wiarygodni analitycy w ogóle modelują taką możliwość pokazuje, jak poważne stało się to ryzyko.
Rosja i Chiny w konflikcie
Istnieje jeszcze jeden wymiar konfliktu, któremu nie poświęcono wystarczająco dużo uwagi, a mianowicie rola Rosji i Chin. Oba państwa mają ogromne strategiczne bodźce, by pozwolić Stanom Zjednoczonym zmagać się z przedłużającym się konfliktem na Bliskim Wschodzie. To nie są spekulacje, raczej podstawowa logika strategiczna, którą oba rządy wyrażały na różne sposoby w ciągu ostatniej dekady. Stany Zjednoczone uwikłane w konflikt na w Zatoce Perskiej, zużywają zasoby wojskowe i mają mniejsze możliwości skupienia się na regionie Indo-Pacyfiku lub Europie Wschodniej.
Według licznych ocen wywiadowczych, o których donoszą zachodnie media, Rosja udziela Iranowi znaczącego wsparcia wywiadowczego: zdjęć satelitarnych, danych z sygnałów elektronicznych, informacji w czasie rzeczywistym o położeniu i ruchu amerykańskich i sojuszniczych zasobów. Właśnie to Stany Zjednoczone zrobiły dla Ukrainy w konflikcie z Rosją.
Symetria ta nie umknęła uwadze nikogo zaangażowanego w konflikt. Rola Chin, według analityków, koncentruje się bardziej na transferze technologii. Przed obecną eskalacją konfliktu pojawiły się doniesienia, że Chiny dostarczyły zaawansowane systemy obrony powietrznej i radary dalekiego zasięgu zdolne do śledzenia samolotów stealth.
Jeśli te doniesienia okażą się prawdziwe, znacznie skomplikują amerykańskie operacje powietrzne i zmniejszą skuteczność tego, co tradycyjnie stanowi największą przewagę armii USA – jej zdolność do ataków powietrznych niemal bezkarnie. Oto, co sprawia, że ta dynamika jest szczególnie niepokojąca dla długoterminowego planowania strategicznego USA. Według kilku analityków, rosyjskie i chińskie wsparcie dla Iranu prawdopodobnie wzrośnie, a nie zmniejszy się w miarę trwania konfliktu.
Oba państwa dostrzegają szansę na przyspieszenie przejścia do wielobiegunowego porządku świata. Zdecydowana porażka Ameryki na Bliskim Wschodzie, według ich kalkulacji, fundamentalnie zmieniłaby sposób, w jaki państwa oceniać będą wartość amerykańskiej gwarancji bezpieczeństwa. Z tym dylematem mierzą się już dziś państwa Zatoki Perskiej. I to może być najważniejszy element całej układanki. Przez dekady architektura bezpieczeństwa Zatoki Perskiej opierała się na jednym założeniu: Stany Zjednoczone miały chronić państwa Zatoki przed Iranem.
Architektura bezpieczeństwa państw Zatoki Perskiej
Amerykańskie bazy, amerykańskie okręty, amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej – wszystko to rozmieszczone po obu stronach Zatoki, jako gwarancją, że Iran nie będzie mógł zagrozić swoim sąsiadom bez stawienia czoła amerykańskiej potędze. Według licznych doniesień, założenie to jest obecnie kwestionowane poważniej niż kiedykolwiek w historii nowożytnej. Państwa Zatoki Perskiej nie były konsultowane przed obecną eskalacją konfliktu.
Nie uczestniczyły w procesie decyzyjnym i teraz ponoszą konsekwencje wojny, której nie chciały, w postaci irańskich ataków na infrastrukturę, od której przetrwania zależą ich społeczeństwa. Kilka państw Zatoki Perskiej rozpoczęło już zabezpieczanie się przed obecnym konfliktem. Strategiczne partnerstwo Arabii Saudyjskiej z Pakistanem, które podobno obejmuje element bezpieczeństwa nuklearnego, jest jednym z przykładów. Innym jest zainteresowanie Turcji dołączeniem do tego porozumienia. To nie są działania krajów, które czują się pewnie w amerykańskiej ochronie. To działania krajów, które szukają alternatyw. Podstawowe pytanie, z którym podobno zmagają się przywódcy Zatoki Perskiej, jest proste: czy amerykańskie bazy na ich terytorium są atutem, czy obciążeniem? Przed obecnym konfliktem odpowiedź wydawała się oczywista.
Dwa tygodnie po wybuchu wojny, według kilku źródeł dyplomatycznych, ta odpowiedź wcale nie jest oczywista. Bazy, które miały odstraszać Iran, zamiast tego uczyniły z krajów Zatoki Perskiej cele. Ta sama infrastruktura, która miała zapewniać bezpieczeństwo, stała się celem ataków, które obecnie zagrażają gospodarczym i humanitarnym fundamentom tych krajów.
Perspektywy rozwiązania konfliktu
Według praktycznie każdego analityka strategicznego, który publicznie komentował wydarzenia w ostatnich dniach, wewnętrzna polityka w Waszyngtonie koncentruje się na celach amerykańskich i izraelskich: zmianie reżimu, bezwarunkowej kapitulacji, zdecydowanym zwycięstwie. Analitycy wskazują jednak, że te rozmowy niemal całkowicie ignorują fakt, że Iran musi zgodzić się na jakąkolwiek umowę.
Iran, według wszystkich dostępnych dowodów, nie ma motywacji, by zgadzać się na warunki, które nie odpowiadają jego podstawowym żądaniom. Czego prawdopodobnie zażądałby Iran? Analitycy wskazują na trzy główne żądania:
- kompleksowe złagodzenie sankcji. Sankcje dławią irańską gospodarkę od lat, a każde porozumienie, które je pozostawia, byłoby postrzegane jako strata w kraju
- gwarancję bezpieczeństwa. Według doniesień Iran został zaatakowany dwukrotnie w ciągu niecałego roku. Każde porozumienie, które nie zawiera wiarygodnych zapewnień o ochronie przed przyszłymi atakami, zostanie odrzucone.
- zadanie reparacji. Ten punkt budzi największe kontrowersje. Niezależnie od tego, czy przybiorą one formę płatności bezpośrednich, czy uwolnienia zamrożonych aktywów, analitycy sugerują, że Iran zażąda rekompensaty ekonomicznej.
Spełnienie tych żądań w oczach opinii publicznej wyglądałoby jak ustępstwo. A ustępstwa w trakcie cyklu wyborczego to coś, z czym żaden amerykański prezydent nie chcę być kojarzony. Alternatywą jest jednak kontynuowanie wojny, która prowadzi globalną gospodarkę w kierunku kryzysu, osłabia sojusze i pokazuje ograniczenia amerykańskiej potęgi, co pociąga za sobą druzgocące koszty polityczne.
Wielu analityków porównało to do ostatnich lat wojny w Wietnamie, kiedy amerykańscy przywódcy prywatnie rozumieli, że wojna jest nie do wygrania, ale kontynuowali walkę, ponieważ nikt nie chciał być prezydentem, który przegrał. Koszt tego opóźnienia mierzono latami dodatkowych zniszczeń i tysiącami ofiar. Jest jeszcze jeden aspekt, który zasługuje na uwagę, a dotyczy on długoterminowej trajektorii rozwoju regionu.
Według wielu analityków obecny konflikt przyśpiesza presję na proliferację jądrową na Bliskim Wschodzie. Jeśli Iran wyjdzie z tego konfliktu bardziej zdeterminowany do dążenia do posiadania broni jądrowej, a wielu ekspertów uważa, że jest to obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz, wywoła to lawinę proliferacji w całym regionie: w Arabii Saudyjskiej, Turcji i Egipcie.
Kraje, które historycznie polegały na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa, staną w obliczu ogromnej presji wewnętrznej, by dążyć do własnego odstraszania nuklearnego. Ironia, na którą wciąż wskazują analitycy, jest uderzająca. Konflikt, który miał uniemożliwić Iranowi stanie się mocarstwem nuklearnym, może ostatecznie zagwarantować jego powstanie i dotyczy to nie tylko Iranu, ale także kilku jego sąsiadów.
To, co obserwujemy, to nie tylko konflikt zbrojny. Według strategów, ekonomistów i analityków dyplomatycznych, jest to potencjalny punkt zwrotny w porządku globalnym. Wynik zadecyduje nie tylko o tym, kto kontroluje terytorium na Bliskim Wschodzie,
ale także o tym, czy architektura bezpieczeństwa, która od dziesięcioleci rządzi stosunkami międzynarodowymi, przetrwa presję, której jest poddawana. Konsekwencje ekonomiczne są już odczuwalne.
Ceny energii rosną. Łańcuchy dostaw są pod presją. Rynki finansowe wyceniają niepewność, jakiej nie widziano od dziesięcioleci. A z każdym tygodniem, w którym konflikt trwa bez dyplomatycznego rozwiązania, koszty rosną.
Wpływ wojny na strategiczną pozycję USA
Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie o wpływ wojny na pozycje strategiczną USA. Może nie być dobrej prognozy ale zrozumienie strategicznej dynamiki, historycznych wzorców i ekonomicznych stawek to pierwszy krok do zrozumienia tego, co szybko staje się kryzysem geopolitycznym na niespotykaną dotąd skalę.
Pytanie nie brzmi, czy ta sytuacja jest niebezpieczna bo każdy wiarygodny analityk odpowie bez wahania na tak zadane pytanie. Pytanie brzmi raczej, czy osoby podejmujące decyzje zdają sobie sprawę, z zagrożenia rozlewem wojny na całą Zatokę Perską. Z dzisiejszych wiadomości amerykańskiej rozgłośni Fox News dowiadujemy się, że Arabia Saudyjska jest „bardzo blisko” uderzenia w Iranie w odpowiedzi na ataki irańskie.
Atak pozostaje kwestią otwartą ale jest szczegół, który stale pojawia się w dyskusjach ekspertów, ale rzadko trafia do głównego nurtu. Dotyczy on równania obrony przeciwrakietowej. Stany Zjednoczone i Izrael korzystają z jednych z najbardziej zaawansowanych systemów obrony przeciwrakietowej, jakie kiedykolwiek zbudowano: Iron Dome, David Sling, Arrow, THAAD, baterie Patriot. Na papierze systemy te stanowią nieprzenikalną tarczę. W praktyce, według analityków obronnych, stoją przed fundamentalnym problemem matematycznym, którego żadna technologia nie jest w stanie rozwiązać.
Defensywne pociski przechwytujące są drogie podczas gdy pociski ofensywne i drony są tanie. Każdy wystrzelony pocisk przechwytujący kosztuje od kilkuset tysięcy do kilku milionów dolarów. Wiele wystrzelonych dronów kosztuje ułamek tej kwoty. Co ważniejsze, zasoby pocisków przechwytujących są ograniczone. Gdy zapasy się wyczerpią, nie ma szybkiego sposobu na ich uzupełnienie. Produkcja tych systemów trwa miesiące, a czasem lata. Nie da się zwiększyć produkcji z dnia na dzień.
Według ocen wojskowych Iran posiada jeden z największych arsenałów pocisków balistycznych na Bliskim Wschodzie, tysiące pocisków krótkiego zasięgu, setki pocisków średniego i dalekiego zasięgu oraz ogromny zapas dronów, które można produkować szybko i tanio. Rachunek jest prosty i brutalny. Jeśli Iran wystrzeli wystarczającą liczbę pocisków w ciągłych falach, systemy obronne się wyczerpią.
Doniesienia sugerują, że znaczna część amerykańskich zapasów pocisków przechwytujących jest przekierowywana do Izraela, co stwarza dodatkowy problem. Każdy pocisk przechwytujący wysłany do Izraela nie jest już dostępny do ochrony instalacji w Zatoce Perskiej ani amerykańskich baz w regionie. Stwarza to rywalizację o sumie zerowej bo zasoby obronne atakujących są jednocześnie zasobami tych zagrożonych. Problemu da się rozwiązać budując więcej pocisków przechwytujących bo to zajmie Amerykanom kilka miesięcy. Jest to strukturalna słabość Stanów Zjednoczonych, którą Iran rozumie i celowo wykorzystuje poprzez ciągłe ale rozproszone ataki mające na celu wyczerpanie potencjału obronnego.
Mamy do czynienia z powtórka schematu, który historycy wojskowości zidentyfikowali na przestrzeni wieków konfliktów: dylematu obrońcy. Kiedy trzeba bronić wszystkiego, nie da się skutecznie bronić niczego. Iran nie musi dokładnie wiedzieć, gdzie jest rozmieszczona każda bateria obronna. Musi jedynie wystrzelić wystarczającą liczbę pocisków w wystarczającą liczbę celów, aby upewnić się, że niektóre z nich dotrą do celu. Nawet niewielki odsetek udanych ataków może spowodować katastrofalne zniszczenia
Pozycja strategiczna Stanów Zjednoczonych wydaje się więc fundamentalnie nie do utrzymania ale o tym wiedzieli eksperci wywiadu NIC wspominając z pewnością zagrożenia wynikające z ataku na Iran. Charakter konfliktu faworyzuje atakującego w sposób, którego żadna technologia obronna nie jest w stanie w pełni zrównoważyć. Pojawia się również pytanie, jaki wpływ ten konflikt ma na szerszą pozycję strategiczną Ameryki na świecie.
Stany Zjednoczone utrzymują zobowiązania wojskowe na każdym kontynencie. Mają zobowiązania w zakresie bezpieczeństwa w Europie, gdzie NATO jest zależne od amerykańskiego przywództwa. Mają także zobowiązania w regionie Indo-Pacyfiku, gdzie rosnące zdolności wojskowe Chin wymagają stałej uwagi. Mają partnerstwa w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji Środkowej.
Każdy zasób przeznaczony na Bliski Wschód to zasób niedostępny gdzie indziej. Każdy okręt wysłany do Zatoki Perskiej to okręt, który nie znajduje się na Morzu Południowochińskim. Każdy okręt przechwytujący wysłany do Izraela to taki, którego nie można umieścić w Korei Południowej ani w Japonii. Według analityków strategicznych, to właśnie na taki scenariusz liczyły zarówno Rosja, jak i Chiny: Ameryka rozciągnięta do granic możliwości, zużywająca kosztowną amunicję w konflikcie, który nie przynosi wyraźnego zwycięstwa, podczas gdy jej globalni konkurenci wykorzystują to rozproszenie uwagi, aby umocnić swoje pozycje.
I tu pojawia się wątek którego pominąć nie wolno: jaki jest wpływ słabnącej roli amerykańskiej zdolności do eksportu bezpieczeństwa w Europie, w szczególności zapewnienia go na wschodniej flance NATO?. Amerykański potencjał strategiczny jest pochłaniany przez pojedynczy konflikt, podczas gdy wyzwania mnożą się gdzie indziej. To właśnie stratedzy nazywają „imperialnym rozciągnięciem”. Koncepcja ta była szeroko badana przez historyków, od upadku Cesarstwa Rzymskiego, przez upadek Imperium Brytyjskiego, po doświadczenia Związku Radzieckiego w Afganistanie. Ten schemat jest zadziwiająco spójny.
Podsumowanie
Wielkie mocarstwa słabną nie dlatego, że ponoszą porażkę w pojedynczej bitwie, ale dlatego, że angażują zasoby w konflikty, które wyczerpują ich siły, nie przynosząc jednocześnie strategicznych korzyści uzasadniających poniesione koszty. Czy obecny konflikt zostanie zapamiętany jako punkt zwrotny w amerykańskim globalnym przywództwie, czy po prostu kolejny kosztowny rozdział w trwającej historii, pozostaje kwestią otwartą.
Dynamika konfliktu wskazuje, że ustępstwa amerykanów już mają miejsce – zawieszenie sankcji na Rosję w sferze jej eksportu węglowodorów jest tego najlepszą egzemplifikacją. To katastrofalna wiadomość nie tylko dla Ukrainy, także całej Europy która właśnie przygotowywała kolejny, dwudziesty już pakiet sankcji by nałożyć je na Rosję.
To, co odróżnia wojnę Izraela z Iranem, w której USA są narzędziem od poprzednich amerykańskich działań militarnych, to szybkość, z jaką materializują się konsekwencje ekonomiczne. W Wietnamie koszty ekonomiczne kumulowały się latami, W Iraku i Afganistanie obciążenie finansowe narastało stopniowo przez dwie dekady. W obecnym konflikcie szok gospodarczy nastąpił niemal natychmiast że względu na centralne znaczenie energii z Zatoki Perskiej dla światowej gospodarki. Rynki już uwzględniły w cenach znaczące zakłócenia, ale według kilku ekonomistów obecne ceny mogą w rzeczywistości niedoszacować ryzyka, ponieważ zakładają stosunkowo krótki konflikt.
Jeśli sytuacja się przedłuży, jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie częściowo lub całkowicie zamknięta przez miesiące, a nie tygodnie, modele ekonomiczne, na których opierają się analitycy, wkroczą na terytorium, dotychczas nieznane. Mam okazję przyglądać się na dylematy jednego z największych banków kanadyjskich od środka. Ceny kontraktów terminowych (tzw. forward contracts, options, futures) przeszły przez sufit bo nie mamy modeli zdolnych określić ryzyko finansowe zamknięcia cieśniny Ormuz. Embargo na ropę naftową z 1973 roku, które wywołało globalną recesję i zmieniło politykę międzynarodową wydaje się jak piknik w porównaniu z zagrożeniami przed którymi stają globalne instytucje zajmujące się globalnym zarządzaniem inwestycji.
Czy kanały dyplomatyczne doprowadzają do rozwiązania konfliktu, zanim zmaterializują się najgorsze konsekwencje gospodarcze i humanitarne? Tego nie wiemy. Donald Trump obwieszczający światu, że być może „dla zabawy” Amerykanie zbombardują ponownie irańską wyspę Kharg to najgorszy sygnał. Istnieją scenariusze, w których eskalacja trwa, koszty rosną, a konflikt staje się rodzajem pokoleniowej katastrofy geopolitycznej, która fundamentalnie zmienia porządek międzynarodowy.
Czy Polska będzie zdolna do wysiłku intelektualnego by uchronić się skutecznie od skutkow katastrofiy w Zatoce Perskiej?
Obejrzałem ocenę wojny w Zatoce Perskiej w wydaniu think-tanku Strategy&Future. Panel “Zespół Strategy&Future o wojnie z Iranem oraz polskiej teorii zwycięstwa” zamiast dyskutować o wyzwaniach dla Polski wynikających z wojny w Zatoce Perskiej dyskutuje o tym co będzie naszym zwycięstwem w potencjalnej wojnie z Rosją czyli o „polskiej teorii zwycięstwa”. Alienacja ekspertów czy deficyt wyobraźni? A może po prostu zasadniczy brak zrozumienia o czym należy dziś rozmawiać i które z wyzwań są dzisiaj dla Polski najpilniejsze.
Jack Malik

Rada Niepokoju
Rada Niepokoju to projekt chybiony i dla Polski niebezpieczny, wikłający Polskę w potencjalne konflikty i nie odpowiadający polskiej racji stanu.Czytaj więcej ..

Grenlandia na gorąco czyli gambit o wszystko
Wyścig o bogactwa Grenlandii dowodzi, że inteligencja nie jest zasobem eterycznym; jest zasobem fizycznym wydobywanym z niegościnnych zakątków globu. Sztuczna inteligencja to agent, który sam się buduje. Czytaj więcej ..

Świat po Maduro – fanfarów nie będzie
Mamy do czynienia z szarą sferą globalnej polityki. Trump zrealizował kilka celów które nie mają nic wspólnego z porządkiem międzynarodowym. Interesy USA realizowane przez uprawianie polityki kontraktowej prowadza świat na globalny kurs kolizyjny. Czytaj więcej ..

Wenezuela w strefie zgniotu
Posunięcie Donalda Trumpa nad ranem 3 stycznia ’26 jest polityczną kontynuacją polityki Roosevelta i kontynuacją doktryny Monroe ale także bezpośrednim uderzeniem w interesy Chin. I tak właśnie należy rozumieć wydarzenia w Caracas z ostatnich godzin. Czytaj więcej ..

Nowy Rok 2026 – A gdy już otworzymy szampana..
Życząc innym Szczęśliwego Nowego Roku i spełnienia marzeń pamiętajmy, że ich realizacji musi towarzyszyć troska o to co razem dzielimy i na czym wspólnie budujemy. Troska o państwo niech także znajdzie dziś swoje miejsce w Waszych życzeniach. Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

