Suwerenna armia czyli skąd wziąć pieniądze na obronność

Debata o finansowaniu polskich zbrojeń teraz sprowadza się do jednego pytania: czy powinniśmy korzystać z kredytów oferowanych przez instytucje europejskie, czy raczej finansować armię własnymi środkami. Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista. Jeśli ktoś oferuje pieniądze na dziesiątki lat, wielu polityków uzna to za wygodne rozwiązanie. Problem polega na tym, że w takich kredytach niemal zawsze kryją się warunki, które w dłuższej perspektywie mogą okazać się dla państwa ograniczeniem.
 
Najważniejszy z nich dotyczy sposobu wydawania tych pieniędzy. Programy finansowane przez Brukselę mają służyć nie tylko bezpieczeństwu państw, ale również budowie europejskiego przemysłu zbrojeniowego. W praktyce oznacza to, że środki z takich pożyczek powinny trafiać przede wszystkim do producentów z Europy. Innymi słowy, jeśli Polska chciałaby kupić najnowocześniejszy sprzęt od partnerów spoza Unii, na przykład ze Stanów Zjednoczonych czy z Korei Południowej, pojawia się problem zgodności z zasadami programu.

A to już nie jest drobiazg. Polska armia w ostatnich latach zdecydowała się na bardzo konkretny kierunek modernizacji. Zakupy amerykańskich systemów rakietowych, samolotów czy koreańskich czołgów wynikają z oceny wojskowych i analizy realnych zdolności bojowych. To jest najlepszy sprzęt.

Jeśli więc kredyt ogranicza swobodę wyboru dostawcy, przestaje być neutralnym narzędziem finansowym. Zaczyna wpływać na strategiczne decyzje państwa.

Jest jeszcze jeden argument, o którym w tej dyskusji mówi się zbyt rzadko. Polska już dziś ponosi ogromne koszty obsługi swojego długu. W ostatnich latach same odsetki od zadłużenia państwa sięgają około 80 miliardów złotych rocznie, a według prognoz mogą w najbliższym czasie zbliżyć się nawet do 90-95 miliardów złotych. To gigantyczne pieniądze. Dla porównania, to więcej niż koszt wielu dużych programów społecznych np. na Program 800+ wydajemy 65 miliardów.Zanim państwo wyda choćby złotówkę na drogi, szkoły czy wojsko, najpierw musi zapłacić dziesiątki miliardów złotych odsetek.

Fot: Daniel Silva (Unsplash).
W takiej sytuacji pojawia się pytanie: czy naprawdę rozsądne jest dokładanie kolejnego wieloletniego kredytu, który przez następne dekady będzie generował kolejne miliardy kosztów obsługi, kolejne odsetki? Kredyt zaciągnięty na 40 czy 45 lat oznacza przecież, że przez niemal pół wieku podatnicy będą spłacać nie tylko sam kapitał, ale także kolejne raty odsetkowe.
Druga kwestia to koszt polityczny i instytucjonalny. Kredyty europejskie niemal zawsze wiążą się z dodatkowymi procedurami, kontrolą i uzgadnianiem decyzji na poziomie unijnym.tze. warunkowością. To naturalne z punktu widzenia wspólnoty, ale z punktu widzenia państwa oznacza mniejszą elastyczność. Tymczasem polityka obronna wymaga szybkich decyzji, a nie wieloletnich uzgodnień.
 

Dlatego coraz częściej pojawia się argument, że Polska powinna w jak największym stopniu finansować modernizację armii własnymi środkami. Własne obligacje, krajowy rynek finansowy czy specjalne fundusze obronne pozwalają zachować pełną kontrolę nad tym, na co i gdzie wydawane są pieniądze. Odsetki od takiego długu w dużej mierze pozostają w krajowej gospodarce, zamiast trafiać do zagranicznych instytucji finansowych.

Warto też pamiętać o jeszcze jednym wątku, który pojawia się w polskiej debacie ekonomicznej. Narodowy Bank Polski wskazuje, że przy odpowiedniej konstrukcji finansowej część takich wydatków można byłoby wspierać krajowym systemem finansowym, obniżając koszt obsługi długu państwa. Oznacza to, że państwo nie musi automatycznie sięgać po zewnętrzny kredyt tylko dlatego, że jest dostępny.

Nie chodzi oczywiście o odrzucanie współpracy europejskiej. Polska pozostaje częścią wspólnego systemu bezpieczeństwa i rynku. Jednak w sprawach tak fundamentalnych jak uzbrojenie armii najważniejsza powinna być zasada suwerenności decyzji. Kredyt, który ogranicza możliwość wyboru sprzętu albo narzuca kierunek zakupów, przestaje być zwykłym instrumentem finansowym.

Dlatego pytanie nie brzmi wyłącznie: skąd wziąć pieniądze na obronność. Prawdziwe pytanie brzmi: kto będzie decydował o tym, jak ta armia ma wyglądać. Jeśli odpowiedź ma brzmieć „Polska”, to finansowanie oparte przede wszystkim na własnych środkach pozostaje rozwiązaniem najbardziej naturalnym.Państwo, które chce mieć suwerenną armię, musi mieć także suwerenność finansowania tej armii.Dlatego Weto!!!!!!!!!!panie prezydencie.

Zdjęcie główne: Adam Glapinski – prezes NBP. Fot: YT.

 

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
O potrzebie odbudowy opozycji

Największym zagrożeniem dla każdej partii opozycyjnej bywa przekonanie, że czas sam rozwiąże jej problemy. Historia polityki pokazuje jednak coś innego. Zmiana władzy nie następuje dlatego, że przeciwnik się potknął, lecz dlatego, że ktoś potrafił zbudować silniejszą alternatywę.Czytaj więcej ..

2 biliony dlugu

Obsługa tego długu kosztuje już nas dziesiątki miliardów złotych rocznie. To pieniądze, które zamiast trafiać do ochrony zdrowia, edukacji czy inwestycji rozwojowych, trafiają do wierzycieli kupujących polskie obligacje. Czytaj więcej ..

Przejecie pilota czy.. uranu?

Jeśli państwo potrafi wysłać ponad 150 maszyn bojowych w głąb wrogiego kraju tylko po to, by odzyskać jednego pilota, to oznacza jedno: To państwo wciąż posiada ogromną przewagę militarną i logistyczną.Czytaj więcej ..

O wolności czyli gdzie leżą granice

Jeśli wolność zostaje oderwana od odpowiedzialności, od relacji z innymi ludźmi i od troski o życie, zaczyna zamieniać się w samotną decyzję jednostki, której nikt nie może już zakwestionować. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments