Fatalny symbol i cierpliwość wyborców
- Dodano:
- Kategorie: Unia Europejska
Nie emocje ją określają, ale liczba oddanych głosów. Za rezolucją przybliżającą złowrogi fantom superpaństwa kosztem odrębności narodowych, które nam i innym obywatelom “nowej Unii” gwarantowano, kiedy szliśmy w 2003 r. na referendum akcesyjne – opowiedziało się 291 deputowanych. Przeciw, czyli za suwerennością czy “Europą Ojczyzn”, jaka śniła się założycielom europejskiej wspólnoty, kiedy my pozostawaliśmy jeszcze za żelazną kurtyną – 274.
Skoro dziewięcioro europosłów z Polski zagłosowało za rewizją traktatów, to rachunek jest prosty. Gdyby zamiast tego poparli suwerenność, rezolucja o rewizji traktatów upadłaby w Parlamencie Europejskim. Nie z pisowskich mediów ta wiedza pochodzi, tylko z wydruków głosowań.
Wynik stwarza kłopot nominalnie wciąż rządzącemu PiS, skoro premierem pozostaje aprobujący swego czasu transakcję pieniądze za praworządność Morawiecki. Ale jeszcze większy problem stanowi dla byłego prezydenta Zjednoczonej Europy Donalda Tuska, pretendującego teraz do utworzenia rządu po Morawieckim. Wprawdzie podlegli mu europosłowie PO zagłosowali jak należy, za suwerennością, ale już dawni sekretarze PZPR, których na listy wyborcze ówczesnej Koalicji Europejskiej (tworzonej przez PO, SLD i PSL) wpuścił jego poprzednik w fotelu przewodniczącego Platformy Grzegorz Schetyna opowiedzieli się za rewizją traktatów. Podobnie jak obecni sojusznicy mający z Koalicją Obywatelską wspólny rząd budować, ci z Nowej Lewicy. Co jeszcze bardziej kompromitujące, ale już dla Trzeciej Drogi, jedyna eurodeputowana Polski 2050 Róża Thun wsparła rewizję traktatów. Lider Szymon Hołownia od niej się odciął, zapewnił, że sam głosowałby inaczej. Zaś posłanka Joanna Mucha ujawniła, że partia rekomendowała Thun głosowanie przeciw rezolucji. Tyle, że ona wskazówki zignorowała. Za późno na tłumaczenia. Marszałek Hołownia powinien w tej sytuacji ogłosić, że politycznie nie chce już mieć z Różą Thun nic wspólnego. A tak… Podobnie jak w wypadku PiS i sławetnej transakcji, nazwijmy ją po imieniu przedwyborczym handlem suwerennością Polski – mleko się rozlało.
Nasuwa się zrozumiałe pytanie, co na to wyborcy, którzy pamiętnego 15 października w wyborach do parlamentu krajowego a nie Europejskiego ustanowili zaszczytny i dający powód do dumy rekord frekwencji: 74 proc z nas poszło do urn. Najwięcej od czasu pierwszych wolnych wyborów w niepodległej Polsce, do Sejmu Ustawodawczego z 26 stycznia 1919 r, czego z oczywistych względów nikt z nas nie może pamiętać.
Z czasem poznamy szczegółowe analizy demoskopijnych ośrodków. Jednak z sondażu przeprowadzonego jeszcze przed niesławnym dla dziewiątki europosłów z Polski głosowaniem nad rezolucją o zmianie traktatów wynika, że gdyby wybory odbywały się teraz – poszłoby na nie już nie 74 proc z nas, jak zdarzyło się 15 października, lecz 64 proc. To znacząca różnica. Cierpliwość się wyczerpuje. Manewry polityków wokół tworzenia większości w Sejmie, w tym wypadku przynajmniej skuteczne oraz dotyczące wyłonienia rządu – jak na razie bezowocne – wzbudzają widoczny efekt zmęczenia. Politycy powinni wczytać się starannie w rezultaty badania United Surveys, chociaż nie oddają one tego, co stało się w europarlamencie, a odnoszą się do Sejmu krajowego. Z pozoru nic wielkiego się nie dzieje. Maleje jednak, w porównaniu z wyborczym wynikiem, poparcie dla dwóch najsilniejszych formacji. PiS może liczyć teraz na 31 proc głosów (do urn wrzucono ich 35 proc), zaś Koalicja Obywatelska na 27 proc (w dniu wyborów zdobyła ich 31 proc). Swój potencjał z 15 października zachowała za to Trzecia Droga (wtedy i teraz 14 proc) zaś poparcie dla Nowej Lewicy nawet się zwiększyło (z 9 do 10 proc) podobnie jak dla Konfederacji (z 7 do 9 proc) [1]. Nie trzeba dyplomu wydziału socjologii, żeby ocenić, iż wyborcy obarczają obie najsilniejsze partie odpowiedzialnością za ślimaczenie się procesu wyłaniania władzy. Jednym słowem za nikłe jak na razie przełożenie bezprecedensowego w dziejach nowej Polski wysiłku na efekt. Zapewne podoba się odgrodzenie Sejmu i zapowiedź procedowania obywatelskiego projektu podwyżek dla pielęgniarek, ale jak na sześć tygodni od wyborów to… trochę mało a na pewno nie na miarę wzmożonych oczekiwań.
I jak tu nie wierzyć w mądrość zbiorową, chciałoby się to skomentować. Cierpliwość wyborców okazała się znaczna. Ale nie mierzy się jej znakiem nieskończoności.
[1] sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski z 17-19 listopada 2023
Łukasz Perzyna

Wołyń i Michniów
Nie spełniają się nadzieje, że nasza pomoc dla Ukrainy z chlubnym zaangażowaniem całego społeczeństwa przyczyni się do oddania sprawiedliwości polskim ofiarom ludobójstwa ..Czytaj więcej ..

Demokracja, zdrada i co naprawdę powiedział Andrzej Duda
Wyrażone przez Andrzeja Dudę ubolewanie, że w Polsce od dawna nikogo nie powieszono za zdradę – to wypowiedź nieroztropna lub cyniczna – prezydent uznaje, iż wraz z upływem drugiej kadencji nie kończy się jego kariera i chciałby zostać premierem.Czytaj więcej ..

Jak pomóc demokracji – realizm nie idealizm
Wybory prezydenckie pokazały uwiąd i kompromitację mediów głównego nurtu. Zamiast nad tym ubolewać – lepiej postarać się powstałą lukę zabudować. Czas zapewne pokazać, że w kwestii demokracji nie potrzebujemy tylu polityków.Czytaj więcej ..

Jak pomóc demokracji – realny network obywatelski
Wybory prezydenckie pokazały uwiąd i kompromitację mediów głównego nurtu. Zamiast nad tym ubolewać – lepiej postarać się powstałą lukę zabudować. Czas zapewne pokazać, że w kwestii demokracji nie potrzebujemy tylu polityków.Czytaj więcej ..

Wszystkie barwy czerwca
Zostawcie te wyniki w spokoju, chciałoby się powiedzieć mecenasom Giertychom i doktorom Kontkom. Są wystarczająco ciekawe, żeby zamiast je zmieniać, gdy klamka już zapadła a głosy dawno policzono, pochylić się nad nimi z zainteresowaniem. Warte są tego. Po prostu pasjonujące. Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

