Telewizory i obrona powietrzna
- Dodano:
- Kategorie: Komentarz, Polityka Krajowa
Najpierw we wtorek 11 lutego o godz. 14,09 rosyjski samolot SU-24MR naruszył naszą przestrzeń powietrzną nad Zatoką Gdańską wdzierając się na głębokość sześć i pół kilometra. Przebywał w niej o minutę i dwanaście sekund za długo, jeśli zważyć, że w ogóle nie miał prawa się w niej znaleźć: większość suwerennych państw wolnego świata na to nie pozwala. Wiele dyktatur czy państw satelickich – również. Jeśli chcą być traktowane poważnie. U nas incydent spotkał się z umiarkowanym zainteresowaniem polityków i mediów głównego nurtu.
Za to niezwykle wiele uwagi poświęcono w tym samym tygodniu dwudniowemu pobytowi w Polsce amerykańskiego sekretarza obrony Pete’a Hegsetha (przebywał w Polsce w piątek i sobotę 14 i 15 lutego 2025), pomimo, że niewiele wynika z jego spotkań z prezydentem Andrzejem Dudą (zapowiedź powrotu do koncepcji Fort Trump to strasznie mało) i ministrem obrony Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, wbrew efektownej scenerii jednego z nich w bazie w Powidzu.
Co więcej, zważywszy, że wcześniej uwaga świata skupiona była na telefonicznych rozmowach prezydenta USA Donalda Trumpa z jego rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem i dotychczasowym – przynajmniej za kadencji poprzednika, Joe’go Bidena – sojusznikiem Ameryki Wołodymyrem Zełenskim oraz na tym, co mówił ten sam Hegseth zanim do nas przyjechał, można było odnieść wrażenie, że amerykański gość przybył nie po to, żeby cokolwiek ustalać czy negocjować, lecz raczej powiadomić o decyzjach, które już bez nas zapadły. Nie wszystkich w dodatku. Wiemy tyle, że Trump spotka się z Putinem bezpośrednio, powątpiewa w możliwość odzyskania przez Ukrainę wszystkich utraconych terytoriów i wyklucza przyjęcie jej do NATO. Rozgłośnia Deutsche Welle za miarodajne dla oceny dwudniowej wizyty sekretarza obrony Hegsetha w Polsce uznaje słowa wytrawnego komentatora “Frankfurter Allgemeine Zeitung” Niklasa Zimmermanna: “Pochwały bez gwarancji” [1]. Nic dodać nic ująć? Tym bardziej warto przejść od sfery ocen do faktów.
Opinia, że dla bezpieczeństwa Polski od tego, co oglądamy na ekranach naszych telewizorów ważniejszy jest obraz, dostrzegany przez wojskowych kontrolerów ruchu lotniczego na ich dalece bardziej precyzyjnych monitorach, wydaje się tak oczywista, że nie potrzeba jej szczegółowo udowadniać.
Tym bardziej, że wedle dostępnych nam informacji – chociaż o incydencie nad Zatoką Gdańską wiemy niewiele, jeśli wziąć pod uwagę jego znaczenie – obcy samolot zwiadowczy wycofał się z naszej przestrzeni powietrznej dopiero na sygnał rosyjskich nawigatorów a nie na żądanie jej obrońców.
Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby leciał dalej. Czy polskie służby, które od razu go nie strąciły, czekałyby biernie, aż bombowiec, wprawdzie przerobiony na powietrzny statek szpiegowski ale wciaż zdolny do przenoszenia groźnych dla wszystkiego na ziemi ładunków znajdzie się nad nieodległym od miejsca zdarzenia trójmiejskim domem premiera Donalda Tuska?
Podobne złośliwości można sobie jednak darować, skoro również za rządów PiS dwa białoruskie z kolei a nie rosyjskie helikoptery długo i bezkarnie kołowały nad polską Białowieżą. Ich misja nie została przerwana przez naszą obronę powietrzną. Po wszystkim powróciły do baz. Co więcej, przedstawiciele ówczesnego pisowskiego rządu i Ministerstwa Obrony Narodowej z całą powagą tłumaczyli nam po wszystkim, że nie ulegli prowokacji. Bo poddaniem się jej byłoby zestrzelenie jednego lub obu nieproszonych gości. Reprezentanci ówczesnej opozycji, teraz rządzącej Polską, dworowali sobie wtedy z tych wyjaśnień. Obecnie to PiS, w opozycji, kpi sobie z bezradności władzy. Nie da się do tego ping ponga nawet zastosować znanego powiedzenia, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Pasuje raczej tu ostrzegawcza formuła nieżyjącego już Milana Kundery, piszącego po czesku i francusku: nikt się nie będzie śmiał.
Problem nie polega bowiem na tym, kto rządzi Polską, lecz dlaczego nie potrafimy się obronić jak należy.
Nie chodzi im o nadmiar paliwa ani straszenie żubrów
Reżim białoruski nie posyła nad Podlasie śmigłowców ani dowódcy armii Władimira Putina nad Zatokę Gdańską bombowców, mniejsza o to, że na samoloty rozpoznawcze naprędce przerobionych – żeby spalić nadmiar paliwa. Logistycy obu dyktatur w sposób oczywisty testują polskie zdolności obronne.
Za rządów Mariusza Błaszczaka w Ministerstwie Obrony Narodowej dwa śmigłowce białoruskie: wielozadaniowy Mi-8 oraz szturmowy Mi-24, oba z pełnymi znakami rozpoznawczymi wtargnęły na kilkanaście minut w obszar powietrzny Polski 1 sierpnia 2023 r, symbolicznie dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. A prezydent Aleksandr Łukaszenka w momencie, gdy wszystko to się działo, przebywał w rządowym obiekcie w Wiskulach po swojej stronie Puszczy Białowieskiej, o siedem kilometrów od polskiej granicy.
Nie chodziło mu o to, żeby żubry straszyć. Do tej pory nie dowiedzieliśmy się, czy na pokładzie większej z maszyn oprócz załogi znajdowali się komandosi.
Dysponenci rosyjskiej floty powietrznej w podobnie oczywisty sposób wybrali za termin pirackiego rajdu ich SU-24 nad polskimi wodami terytorialnymi czas niemal bezpośrednio poprzedzający wizytę u nas amerykańskiego sekretarza obrony Pete’a Hegsetha. Mniejsza o jej nikłe efekty, o których była już tu mowa. Wtargnięcie nad Zatokę Gdańską samolotu zdolnego – choć nie akurat w podobnie przerobionej wersji – do przenoszenia taktycznych ładunków jądrowych stanowiło sygnał dla Polaków i Amerykanów. Wszystko wskazuje na to, że na reakcje tych drugich nie bardzo jesteśmy w stanie wpłynąć. Skupmy się więc na naszej własnej.
Dyktatorzy nas testują, co my na to
Dyktatorzy z sąsiadujących z nami nieprzyjaznych państw w oczywisty sposób testują, na jak wiele mogą sobie pozwolić wobec Polski, jak daleko się posunąć w już nie dyplomatycznych czy hybrydowych ale otwarcie militarnych prowokacjach. Na razie zbędne wydaje się roztrząsanie, jaką odpowiedź otrzymują. Efekt widzimy wszyscy.
Skoro dla niezmiennego komfortu nieproszonych gości na naszym niebie nie ma znaczenia, czy krajem rządzą jedni czy drudzy, być może dla wszystkich polityków powinno stanowić to sygnał, żeby jednak wspólnie usiąść i o sytuacji porozmawiać. Po deklaracjach Trumpa wynikających z pogwarek z Putinem i Zełenskim, wypowiedziach jego zastępcy D.H. Vance’a w trakcie konferencji – nomen omen – monachijskiej, wcześniejszym apelu Elona Muska do Niemców i wreszcie tym wszystkim, co usłyszeliśmy w czasie wizyty u nas sekretarza obrony Hegsetha – nie powinniśmy już mieć żadnych wątpliwości, że nikt za nas samych spraw bezpieczeństwa Polski nie załatwi. Problem, czy będziemy to robić wspólnie czy każdy po swojemu wydaje się w tej sytuacji nie tyle drugorzędny co niezbyt poważny. Promotorem spotkania na ten temat ponad podziałami stać się mógłby kończący drugą i ostatnią kadencję prezydent Andrzej Duda, co dalece roztropniejsze niż powrót po siedmiu latach do koncepcji “Fortu Trump”, wobec której – jak doskonale pamiętamy – daleko posuniętą rezerwę zachowali sami Amerykanie i wszystko wskazuje na to, że zdania nie zmienili.
Nawet jeśli podobny okrągły stół w sprawach obronności nie zaowocuje jednolitym komunikatem, przynajmniej dowódcy wojskowi – co ma znaczenie niebagatelne – dostaną czytelny sygnał, że w sprawach bezpieczeństwa jednym i drugim w pewnym przybliżeniu chodzi o to samo. A wiadomo, jak niepewność paraliżuje, tam gdzie często decydują sekundy.
[1] por. Jacek Lepiarz. “FAZ” o wizycie Hegsetha w Polsce dw.com z 15 lutego 2025
Łukasz Perzyna

Wspólny 11 Listopada
Tak ni z tego, ni z owego była Polska od pierwszego – tak sam Józef Piłsudski na zjeździe Legionistów w Kaliszu już po przewrocie majowym miał się wyrazić o okolicznościach odbudowy państwa w 1918 r. Czytaj więcej ..

Dron u bram czyli wojna i pokój oraz feudałowie polskiej polityki
63 proc badanych przez CBOS dostrzega zagrożenie dla niepodległości Polski. Gdy zaczynała się wojna w Ukrainie, widziało je 42 proc. Z kolei teraz 68 proc Polaków pewnych jest zaangażowania NATO w obronę naszych granic, w marcu 2022 r. podobne przekonanie wyrażało 81 proc. Czytaj więcej ..

“Hyde Park” – arena pustych słów
“Hyde Park” pokazuje politykę, w której rolę selekcjonerską jaką do niedawna odgrywała telewizja – bez reszty przejmuje internet. Czy się w tę sieć zaplączemy, czy nauczymy nią skutecznie łowić to, co życiodajne a nie zatrute?Czytaj więcej ..

Zimna wojna nerwów
Po zrozumiałym szoku, jaki wywołało masowe wtargnięcie do Polski wrogich obiektów w nocy z 9 na 10 września – nadchodzi podobnie trudny czas testowania naszej cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa.Czytaj więcej ..

Dron… nie z jasnego nieba
Nalot prawie dwudziestu dronów rosyjskich jakie nadleciały nad Polskę z Białorusi wskazuje, że w tym wypadku to my, a nie Ukraina stanowimy cel dla Kremla. Jeśli jednak zamiarem Władimira Putina pozostawało wzniecenie u nas paniki, ten zamysł nie został zrealizowany.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

