Jak pisać o polityce, by nas nie przerosła
Za to do zagrożeń opisywanych przez wieloletniego wiceburmistrza warszawskich dzielnic Kacprzaka w tej kampanii, czasem barwnej, a często gorszącej, jednak nie doszliśmy. Chce się dodać: na szczęście. Bo chodzi o próbę kradzieży demokracji, zmiany wyniku wyborczego, przez siły, które w powieściowym świecie reprezentuje osobnik, mówiący przez telefon z wyraźnym wschodnim akcentem. Warto o tym pisać, warto to czytać, aby taka political fiction nigdy rzeczywistością się nie stała.
Z kolei Żulczyk bawi nas setnie nie tyle daniem nam możliwości odgadywania pierwowzorów postaci – co stanowi zwykle cechę literatury zwanej wagonową, bo pochłanianej w trakcie podróży pociągiem – lecz dostarczeniem świadomości, jak zgrabnie wystrychnął na dudków (po niedawnych zarzutach profesora o tym nazwisku wobec kandydata na prezydenta powiedzenie to znów aktualnego znaczenia nabrało) promotorów swojego zamierzenia. Po tym, jak pisarz Żulczyk nazwał prezydenta Andrzeja Dudę debilem, za co ścigał go prokurator a sąd sprawę umorzył – można się było spodziewać, że “Kandydat” stanie się antypisowskim pamfletem.
Z kompromitującymi “Kandydata” materiałami jeździ po mieście i okolicach skrachowany i zniszczony przez własne namiętności lumpen-żurnalista Reporter, w którym zapewne niejeden czytelnik doszuka się Tomasza Lisa, chociaż rzecz wydaje się nieco bardziej skomplikowana. Mamy też służby specjalne. Ale raczej własne niż obce. Nie pojawia się natomiast wątek hejterskich spotów, za kilkaset tysięcy
wyprodukowanych i umieszczonych w sieci przez firmę z Wiednia powiązaną z Budapesztem. Oczywiście Żulczyk pisał “Kandydata” na długo przedtem, zanim to wszystko na jaw wyszło, ale akurat od autora political fiction da się wymagać daru przewidywania.
Bez porównania lepiej pod tym względem wywiązuje się ze swojej roli Dariusz Kacprzak, chociaż “Gra o Prezydenta” to jego dopiero pierwsza powieść. W jej świecie wielką rolę odgrywają informatycy, bo kto zna się na serwerach, ten ma władzę, bo odczyta a może i poprawi wyborcze wyniki. Zatwierdzają jednak to wszystko, podobnie jak “w realu”, sędziowie. Nie zawsze uczciwi, oczywiście wciąż opowiadamy o świecie powieściowej fikcji wytworzonej przez wieloletniego samorządowca Kacprzaka.
U jednego z nich dzwoni telefon. Ktoś po polsku, chociaż ze szpetnym akcentem wschodnim, powie, że przesyłka została dostarczona. Sędzia zaraz otworzy drzwi mieszkania. Trzęsącymi się rękami zgarnie do środka wielką podróżną torbę. Wypełnioną szczelnie dolarowymi banknotami o wyższych nominałach. I od tego momentu, jak można się domyślić, napięcie już tylko stale rośnie, w zgodzie z formułą Alfreda Hitchcocka, chociaż w niej mowa o bombie, nie torbie z zielonymi.
Znając trochę pisarza Kacprzaka wiem, że zanim scenkę na progu ostatecznie zredagował, upewnił się najpierw o specjalistów – od bankowości rzecz jasna, nie korupcji – ile tych dolarów w takiej sporej torbie się zmieści.
Dbałość o realia popłaca. Ale nie za to wizję Kacprzaka cenię wyżej, niż zawartą w “Kandydacie”. Powieść Żulczyka tylko nas bawi. Po doświadczeniach niedawnej prawdziwej kampanii już nawet nie szokuje. Za to “Gra o Prezydenta” ostrzega. To rasowy thriller polityczny z najlepszej szkoły Johna Grishama. Wzbudza grozę, że pomimo demokracji i jej mechanizmów, wszystko okazuje się możliwe. Co nie znaczy, że źle się skończy. Ale jak – tego nam zdradzić nie wolno. Skoro dawny zastępca burmistrza Pragi Północ sam podkreśla, że jego książka to także kryminał, tyle, że polityczny. Respektujemy więc zwyczajowe reguły.
Mankamentem prozy Żulczyka – co dawało się odczuć, gdy pisał jeszcze o dilerach narkotyków a nie politykach (“Ślepnąc od świateł”) – okazuje się wrażenie, że on sam nie lubi własnych bohaterów. Dlatego nie przejmujemy się zanadto ich losami. Nie przypadkiem najsympatyczniejszą z postaci zaludniających “Kandydata” okazuje się prezydencki ochroniarz, bohater raczej epizodyczny. Kacprzak jako twórca własnego świata okazuje się bardziej wyrozumiały. Co zaskakujące też – w ciekawszy sposób buduje intrygę i suspens, co dziwi, zważywszy, że Żulczyk w swojej wcześniejszej, i ambitniejszej (“Instytut”) twórczości wydawał się w tym właśnie bezkonkurencyjny.
Za to zapewnione miejsce w każdej rzetelnie zestawionej antologii współczesnej polskiej prozy – podobnie jak u Kacprzaka epizod z łapówką dostarczoną sędziemu na próg mieszkania – wydaje się mieć scenka z komisji wyborczej w “Kandydacie”. W błysku fleszy i w szpalerze kamer telewizyjnych pani prezydentowa wchodzi z mężem do punktu głosowania. Ale za parawanem zostaną już sami. Prezydentowa postawi wtedy krzyżyk przy nazwisku rywala własnego małżonka.
– Będzie lepszym prezydentem, niż ty. Każdy byłby lepszy od ciebie – powie mężowi Pierwsza Dama.
Żulczyk śmieszy nas i tumani, Kacprzak raczej przestrasza – tak słowami ballady Adama Mickiewicza o panu i pani Twardowskich oddać można różnice między obydwoma zamierzeniami. Co kto woli? Być może. Dostrzec jeszcze wypada, że o ile w “Kandydacie” służby specjalne okazują się tyleż odrażające co wszechwładne, to w “Grze o Prezydenta” niektóre nawet wzbudzają sympatię. Te nasze, a nie ich, oczywiście…
Zdjęcie główne: Liz Summer (Pexels)
Łukasz Perzyna

Wspólny 11 Listopada
Tak ni z tego, ni z owego była Polska od pierwszego – tak sam Józef Piłsudski na zjeździe Legionistów w Kaliszu już po przewrocie majowym miał się wyrazić o okolicznościach odbudowy państwa w 1918 r. Czytaj więcej ..

Dron u bram czyli wojna i pokój oraz feudałowie polskiej polityki
63 proc badanych przez CBOS dostrzega zagrożenie dla niepodległości Polski. Gdy zaczynała się wojna w Ukrainie, widziało je 42 proc. Z kolei teraz 68 proc Polaków pewnych jest zaangażowania NATO w obronę naszych granic, w marcu 2022 r. podobne przekonanie wyrażało 81 proc. Czytaj więcej ..

“Hyde Park” – arena pustych słów
“Hyde Park” pokazuje politykę, w której rolę selekcjonerską jaką do niedawna odgrywała telewizja – bez reszty przejmuje internet. Czy się w tę sieć zaplączemy, czy nauczymy nią skutecznie łowić to, co życiodajne a nie zatrute?Czytaj więcej ..

Zimna wojna nerwów
Po zrozumiałym szoku, jaki wywołało masowe wtargnięcie do Polski wrogich obiektów w nocy z 9 na 10 września – nadchodzi podobnie trudny czas testowania naszej cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa.Czytaj więcej ..

Dron… nie z jasnego nieba
Nalot prawie dwudziestu dronów rosyjskich jakie nadleciały nad Polskę z Białorusi wskazuje, że w tym wypadku to my, a nie Ukraina stanowimy cel dla Kremla. Jeśli jednak zamiarem Władimira Putina pozostawało wzniecenie u nas paniki, ten zamysł nie został zrealizowany.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

