Komentator: słowo, które zobowiązuje

Gdy proponowałem politologom, historykom czy ekonomistom z profesorskimi tytułami albo laureatom prestiżowych nagród literackich, żeby się wypowiedzieli dla Wiadomości TVP czasem zżymali się, że wymagam opinii tak krótkiej, a ja replikowałem, że Umberto Eco (wtedy wielki pisarz włoski jeszcze żył) mówi dla włoskiej RAI nawet w dziesięć sekund. Wtedy przed ćwierćwieczem nikomu do głowy nie przyszło, żeby rozmówcy zapłacić za komentarz. 
 
Ujawnienie wysokich stawek jakie TVP za rządów PiS wypłacało agitatorom, występującym w roli ekspertów bulwersuje niezależnie od oceny sposobu przejęcia telewizji państwowej przez obecnie rządzących i uzasadnionych obaw o jej przyszłość. 
 
Stawka standardowa wynosić miała 500 złotych za wypowiedź – kto uznaje, że to mało niech spyta pracownicę osiedlowej Żabki, ile godzin musi się krzątać, żeby tyle zarobić – ale rekordzista dostał za komentarze 300 tysięcy złotych rocznie. Problem nawet nie w samych kwotach, ale w marności tych komentarzy, do dziennikowej narracji niczego nie wnoszących, zawsze zgodnych z oczekiwaniami i wzmacniających agitacyjny przekaz. I w miernym statusie samych komentatorów: czasem reprezentujących media-krzaki, których nazwy nic nie mówią, a przeważnie siostrzane propagandowe firmy propisowskie. Żadne nazwiska dla telewidza: bo kto słyszał przedtem o Manasterskim czy Stankowskim zaś zdaniem braci Karnowskich nikt przyzwoity się nie przyjmuje, odkąd zaraz po agresji kremlowskiej na Ukrainie opublikowali w pisowskim tygodniku wywiad z rosyjskim ambasadorem uzasadniający politykę ekspansji. Zaś Jan Pietrzak, jedyny rozpoznawalny w gronie gadających głów TVP z czasów PiS, najlepsze lata ma za sobą.
 
Za sprawą degradacji komentatorskiego statusu TVP nawiązała tym samym do niechlubnej tradycji stanu wojennego. Jeśli wtedy w “Trybunie Ludu” pojawiał się artykuł zamiast nazwiskiem słowem “Komentator” podpisany, oznaczało to, że nie chce go sygnować nawet twardogłowy publicysta partyjny Daniel Luliński. 
 

 

Autorytety przed kamerą, bez taryfy

Jednak przez ćwierćwiecze wolnej Polski w telewizji komentowali zdarzenia – za darmo, co oczywiste – najwybitniejsi znawcy polityki i ekonomii, luminarze nauki i kultury. Tylko przez nieco ponad pięć lat pracy w informacji TVP, dla programu Obserwator a później Wiadomości miałem przed kamerą w tej roli Krzysztofa Zanussiego i Marcina Króla, Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Pawła Śpiewaka, Andrew Nagorskiego czy Bernarde’a Margueritte’a, Jerzego Waldorffa  a także mecenasów: Władysława Siłę-Nowickiego i Krzysztofa Piesiewicza. Ale również piłkarza Wojciecha Kowalczyka i topowego producenta nagrań disco polo Sławomira Skrętę. Pamiętam satysfakcję, jaką odczułem, gdy Waldemar Łysiak poproszony przeze mnie o komentarz na temat lustracji oznajmił, że wprawdzie dla telewizji z zasady się nie wypowiada, ale ze względu na wagę tematu uczyni dla mnie wyjątek i zaprosił na nagranie do swojej willi na Saskiej Kępie. O pieniądzach nigdy mowy nie było jeśli o wypowiedzi autorytetów chodzi.
 
Co nie znaczy, że nie spotkałem się w wypadkami prób naciągnięcia na nie mnie lub firmy: raz ze strony zaproszonego jako gość do studia publicysty kiedy indziej socjologa z drugiego szeregu, co próbował mnie przekonać, że jego “wiedza kosztuje”. Żaden z nich grosza nie dostał. W drugim z tych wypadków w ogóle nie dopuściłem do nagrania.

Za wolnymi od gratyfikacji rozwiązaniami w tej kwestii przemawia zdrowy rozsądek – bo skoro płaci się za komentarz, to niby jak ma on być bezstronny – ale i prestiż. Dla socjologa, politologa czy historyka możliwość zaprezentowania się w programie informacyjnym dla wielu milionów widzów niesie za sobą efekt reklamowy i marketingowy. Tylu studentów ani czytelników swoich książek nigdy mieć nie będzie, choćby nie wiem jak się starał. W dobie powszechnego dorabiania na prywatnych uczelniach to nie bez znaczenia.

Fot: Alexas_Fotos (Pixabay).
Komentatorzy TVP za czasów PiS starać się nie musieli. Nie za wiedzę też im płacono. Tylko za zgodność z jedynym słusznym przekazem. Dodatkowo obciąża sprawców tych praktyk fakt, że były to pieniądze podatnika: afera zdarzyła się w czasie, kiedy telewizja korzystała z sutej dotacji z budżetu przeznaczonej dla “mediów narodowych” jak PiS nazwało przejęte przez siebie środki masowego przekazu.

 

Jak zrobiłem na złość Monice Olejnik

Nie tylko media audiowizualne posiłkują się komentatorami zewnętrznymi. W czasie pracy dla “Życia”, największej wtedy w Polsce gazety po “Wyborczej” zadzwoniłem po wypowiedź do Moniki Olejnik, wówczas pracującej dla Polskiego Radia. Jednak ponieważ parę dni wcześniej sam napisałem artykuł, piętnujący stronniczość TVP za prezesury Roberta Kwiatkowskiego, gwiazdeczka odmówiła wypowiedzi “bo źle napisałem o jej koleżankach”. Zabawne, bo żadne nazwiska autorek tendencyjnych tematów w moim tekście nie padły. Rozszyfrował je za to Tomasz Lis, obłudnie broniąc dwóch dziennikarek Wiadomości na łamach czytywanego przez recepcjonistki w agencjach reklamowych miesięcznika “Press”, chociaż ja sam krytykowałem sposób przekazu cechujący wtedy program o 19,30 a nie konkretne żurnalistki: to mój oponent je stygmatyzował. W każdym razie Olejnik, co uprzednio uzgodniła z Ewą Milewicz z “Gazety Wyborczej”, podjęła próbę bojkotu mojej osoby. 
 
Szybko wpadłem na pomysł jak jej najbardziej dotkliwie zagrać na nosie a bojkot spektakularnie przełamać. Wiedziałem, jak bardzo Olejnik zazdrości osiągnięć zawodowych swojemu dawnemu koledze z radiowej Trójki a mojemu z TVP Grzegorzowi Miecugowowi. Do niego więc zadzwoniłem z prośbą o ocenę zmierzającej wtedy ku końcowi kampanii prezydenckiej. Gdy Grzegorz Miecugow udzielił mi wypowiedzi, zadbałem o to, żeby następnego dnia ukazała się na czołówce “Życia”. 
Wściekłość tak łasej na rozgłos Moniki Olejnik, gdy to zobaczyła, mogę sobie tylko wyobrazić. Ale o żadnych gratyfikacjach, poza honorem oczywiście i prestiżem zawodowym, mowy wówczas nie było.
 
Zdjęcie główne: Glenn Carstens-Peters (Unsplash).
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Korzyści z kohabitacji

Utyskując na dwutorowość polskiej polityki zagranicznej i traktowanie jej jako jednego z pól bitewnych zimnej wojny toczonej przez obozy premiera i prezydenta – warto mieć świadomość, że jej utarczki nikogo poza Polską nie obchodzą.Czytaj więcej ..

Zanim nadejdzie 17 września

17 września nie tyle ma stanowić groźne memento – raczej zachętę, aby tę smutną rocznicę sowieckiego noża w plecy, ciosu co zniweczył ostatecznie polskie plany obronne w 1939 r. – obejść porządniej niż niedawne sierpniowe. Czytaj więcej ..

Hołownia? Szacun zamiast requiem

Marszałek Hołownia się nie ugiął, zamach stał się tylko puczem. Niewielu jak Roman Giertych żałuje, że nie stało się inaczej. A mnie raczej żal wyborców KO ze Świętokrzyskiego – regionu zasłużonego dla patriotyzmu jak niewiele innych – że ich właśnie w Sejmie reprezentuje niewydarzony adwokat.Czytaj więcej ..

Zły duch Anchorage

W trakcie szczytu amerykańsko-rosyjskiego 15 sierpnia na Alasce żadne wiążące ustalenia nie zapadły. Główną wiadomością pozostaje więc sam fakt, że spotkanie się odbyło. Na czym zyskuje Władimir Putin ..Czytaj więcej ..

Kto mordował od 1939

Politycy chociaż żyją z naszych podatków, mają tendencję do komplikowania prostych sytuacji, to samo dotyczy ekspertów, których – w odróżnieniu od posłów i senatorów – nikt uprzednio demokratycznie nie wybierał.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments