Autonomia strategiczna

Coraz trudniej udawać, że między UE a Stanami Zjednoczonymi to tylko „różnice zdań”. To już nie są niuanse dyplomatyczne. To pęknięcie, które przebiega dokładnie tam, gdzie zawsze: na osi Berlin-Paryż kontra Waszyngton.
Niemcy i Francja są dziś mentalnie, politycznie i gospodarczo bliżej Rosji i Chin niż USA.

I nie jest to żadna teoria spiskowa, to fakt widoczny w decyzjach, interesach i nerwowych reakcjach na każdą próbę amerykańskiego powrotu do Europy. Nord Stream budowany ponad głowami Europy Środkowej, niemiecka fascynacja chińskim rynkiem, francuskie pomysły „dialogu strategicznego” z Moskwą – to wszystko nie są wypadki przy pracy, tylko element tej samej układanki.

Niemcy nigdy nie pogodzili się z tym, że dwie wojny światowe przegrali przez starcie z anglosaskim światem. Ameryka nie tylko rozbiła zbrodniczą III Rzeszę militarnie, ale po wojnie zabetonowała swoją obecność w Europie- wojskowo, politycznie i kulturowo,żeby ich kontrolować i ucywilizować.Dla niemieckich elit to upokorzenie trwa do dziś, nawet jeśli przykrywa je język „partnerstwa transatlantyckiego”.

Dlatego Berlin od lat marzy o Europie „suwerennej”, „autonomicznej strategicznie” – co w tłumaczeniu brzmi: Europa bez Amerykanów. Bez ich baz, bez ich parasola, bez ich wpływu. A najlepiej: Europa dogadana z Moskwą i Pekinem ponad głowami mniejszych państw w tym Polski. Taka, w której decyzje zapadają w kilku stolicach, a reszta ma się dostosować.

Francja myśli podobnie, tylko mówi to ładniejszym językiem. Macron opowiada o „europejskiej armii” i „nowej architekturze bezpieczeństwa”, w której USA miałyby być co najwyżej partnerem zewnętrznym. 
Kanclerz Niemiec na temat ratowania demokracji w Europie. Fot: YT.

W praktyce oznaczałoby to Europę rozbrojoną politycznie i zależną od dobrej woli tych, którzy nie raz już pokazali, jak wygląda ich „dialog”. I tu dochodzimy do sedna:

Powyższy scenariusz to dla Polski śmiertelne zagrożenie.

Bo każdy projekt wypchnięcia Stanów Zjednoczonych z Europy oznacza jedno: powrót do koncertu mocarstw, w którym Polska znów jest przedmiotem, nie podmiotem. Bez USA zostajemy sami między Niemcami a Rosją. Historia już pokazała, jak to się kończy. Za każdym razem, gdy Berlin i Moskwa „normalizowały relacje”, Polska znikała z mapy albo przestawała być suwerenna. 

To nie jest publicystyczna figura – to twarda lekcja XX wieku, zapisana krwią i ruiną całego kraju, do dzisiaj nie rozliczoną.Dlatego amerykańska obecność wojskowa w Polsce: bazy, infrastruktura, gwarancje – to nie „wasalstwo”, jak lubią mówić europejscy ideolodzy i ich polscy naśladowcy . To polisa na istnienie naszego państwa. I właśnie dlatego tak bardzo drażni Berlin i Paryż fakt, że Polska konsekwentnie buduje relacje z Waszyngtonem, zamiast wpisywać się w europejski chór złudzeń i nieracjonalny bełkot.A dziś dzieje się coś więcej.

Portal DefenseOne opublikował raport dot. tajnej klauzuli nowej strategii bezpieczeństwa USA opublikowanej w grudniu ub. roku. Nie wiemy czy taka klauzula naprawdę istnieje.

Dzięki temu, że prezydent Karol Nawrocki ma doskonałe relacje z Donaldem Trumpem, Polska znalazła się w zupełnie nowym miejscu. Jesteśmy zapraszani, słuchani, obecni. Prezydent RP uczestniczy w kluczowych spotkaniach, konferencjach i rozmowach na najwyższym szczeblu – nie jako statysta, ale jako partner. To nie jest kurtuazja. To sygnał, że Waszyngton widzi w Polsce realnego sojusznika w Europie.To jest niebywała szansa, której nie mieliśmy od dekad. W momencie, gdy część Europy Zachodniej dystansuje się od USA, Polska staje się jednym z filarów amerykańskiej obecności na kontynencie. To zmienia układ sił. I właśnie dlatego tak bardzo przeszkadza to unijnym elitom.

W konflikcie pomiędzy UE a USA Polska nie może stać pośrodku. Neutralność w takim sporze to luksus dla mocarstw, nie dla państw położonych na styku interesów i armii.

Trump mówi jedną rzecz brutalnie jasno: Europa ma przestać udawać, że bezpieczeństwo bierze się z deklaracji i rezolucji. Albo bierze odpowiedzialność, albo traci ochronę.

Dla Berlina i Paryża to problem.Dla Polski – to moment wyboru i moment szansy.Bo silna relacja z USA to jedyny realny kontrapunkt wobec niemieckiej dominacji w Unii i rosyjskiego imperializmu na Wschodzie. Bez Ameryki Europa nie staje się „suwerenna”. Staje się niemiecko-rosyjska.

A w takiej Europie Polska nie ma przyszłości – najlepiej żeby taka Unia ,,została pogrzebana”. Dlatego wybór jest prosty, nawet jeśli niewygodny: Polska musi stać po stronie Stanów Zjednoczonych. Po stronie realnej siły, a nie europejskich iluzji.Bo państwa, które nie potrafią wykorzystać historycznej szansy i źle wybierają sojusze, kończą jako przypisy w cudzych podręcznikach historii.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
O potrzebie odbudowy opozycji

Największym zagrożeniem dla każdej partii opozycyjnej bywa przekonanie, że czas sam rozwiąże jej problemy. Historia polityki pokazuje jednak coś innego. Zmiana władzy nie następuje dlatego, że przeciwnik się potknął, lecz dlatego, że ktoś potrafił zbudować silniejszą alternatywę.Czytaj więcej ..

2 biliony dlugu

Obsługa tego długu kosztuje już nas dziesiątki miliardów złotych rocznie. To pieniądze, które zamiast trafiać do ochrony zdrowia, edukacji czy inwestycji rozwojowych, trafiają do wierzycieli kupujących polskie obligacje. Czytaj więcej ..

Przejecie pilota czy.. uranu?

Jeśli państwo potrafi wysłać ponad 150 maszyn bojowych w głąb wrogiego kraju tylko po to, by odzyskać jednego pilota, to oznacza jedno: To państwo wciąż posiada ogromną przewagę militarną i logistyczną.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments