Geopolityczne rozważania

czyli o słabości ukraińskich elit

Ultimatum w czasie wojny to jedna z form jej prowadzenia. Jeśli strona która je stawia nie ma zdolności do jego kosztów, znaczy, że ultimatum zawiodło. A gdy ultimatum zawodzi, dzieje się jedna z dwóch rzeczy. Strona je stawiająca po cichu się wycofuje, pod pretekstem ratowania twarzy, albo eskaluje. Ultimatum i eskalacja, gdy przegrywa się wojnę nie jest strategią. To zwykły hazard. Prezydent Ukrainy Zełenski właśnie w takiej sytuacji dziś się znajduje.

Kilka dni temu Zełenski postawił Białorusi siedmiodniowe ultimatum. Zażądał, aby Mińsk zaprzestał dostaw ropy i produktów naftowych do Rosji. Zażądał, aby Białoruś wyłączyła rosyjskie wieże przekaźnikowe na swoim terytorium, wieże służące do komunikacji z dronami działającymi na zachodniej Ukrainie. Zagroził uderzeniem w rosyjskie instalacje a potem poszedł jeszcze dalej. Powiedział, że Białoruś musi zerwać wszelkie powiązania gospodarcze z Rosją. Groźba uderzeń Ukrainy bezpośrednio na terytorium Białorusi to eskalacja podobna do ataku Rosjan na lotnisko w Rzeszowie.

 

               ULTIMATUM BEZ POKRYCIA

Stawiając ultimatum, stawiasz na wiarygodność tak, by druga strona musiała uwierzyć, że jesteś gotów ponieść koszty. Aby groźba Zełenskiego pod adresem Białorusi była wiarygodna, Łukaszenka, a za nim Putin, musieliby uwierzyć, że Ukraina rzeczywiście jest gotowa do przeprowadzenia militarnej inwazji na Białoruś. Zełenski mógłby spróbować. Białoruś ma niewielką armię, liczącą około 65 000 żołnierzy, w tym około 20 000 żołnierzy lądowych. Jej sprzęt się starzeje. Jej żołnierze nie mają tak brutalnego, wyczerpującego doświadczenia bojowego, jakie siły ukraińskie zdobyły przez lata wojny. Obecność rosyjskich sił zbrojnych, które rzekomo stacjonują na Białorusi, w rzeczywistości nie jest tam tak liczna.

W 2020 roku Białoruś doświadczyła ogromnej fali protestów społecznych przeciwko Łukaszence. Zełenski, a przynajmniej ludzie wokół niego, mogliby liczyć na to, że szybki postęp Ukrainy na terytorium Białorusi może posłużyć jako iskra, wywołując wewnętrzne powstanie, zmuszając Rosjan do wycofania sił ze wschodniej Ukrainy i dając Kijowowi trochę wytchnienia na linii frontu.

Ale dla Ukrainy scenariusz to wyjęty z gier komputerowych a nie rzetelnego rachunku zysków i strat bo przebieg wojny tylko pozornie zaczyna być korzystny dla tego kraju. Niewielu na Ukrainie widać pamięta, że istniał nawet precedens dla takiego sposobu myślenia. Zełenski zrobił dokładnie coś podobnego w sierpniu 2024 roku, gdy Ukraina wkroczyła na rosyjski Kursk. To było lekkomyślne. Strategicznie nie przyniosło żadnych rezultatów, ale było to zaskakujące posunięcie, które od czasu do czasu wywołuje jego logika wojskowa.

Zagrożenie dla Białorusi było więc na tyle realne, że można je było potraktować poważnie, ale zagrożenie upadło, z jakichś powodów zmalało a sposób, w jaki do tego doszło, mówi nam wszystko o obecnym stanie tej wojny. Zełenski wysłał wysłanników do Mińska, aby spotkali się bezpośrednio z Łukaszenką. To ruch defensywny wobec wydanego wcześniej ultimatum. To nie jest postawa kogoś, kto zamierza rozpocząć operację wojskową. To postawa kogoś, kto już wie, że tego nie zrobi. A Łukaszenka powiedział tym wysłannikom dokładnie, co myśli. Nie był w tej sprawie dyplomatyczny. Powiedział, i tu go dokładnie sparafrazuję: „Powiedzcie waszemu prezydentowi, że jeśli uważa, że może do nas tak mówić i wciągać nas w wojnę, musi zrozumieć, że wszystko się zmieni.

Łukaszenka rozdarty między presją Putina a ultimatum Kijowa. Fot: YT.

Wojna będzie zupełnie innego rodzaju”. Jeden z wysłanników Zełenskiego podobno powiedział Łukaszence, że Zełenski zrozumiał, że wszyscy rozumieli przekaz – to oznacza zupełnie inny rodzaj wojny.

Co Łukaszenka miał na myśli?. Jeśli Ukraina zaatakuje Białoruś, Białoruś nie tylko się obroni. Formalnie przystąpi do wojny po stronie Rosji. A to zmieni całą geometrię konfliktu. Rosja prowadzi obecnie to, co prawnie nazywa specjalną operacją wojskową. Ma to określone implikacje prawne i polityczne. Ogranicza to zakres działań Rosji w sposób, w jaki nie ograniczałaby tego faktyczna wojna.

Atak na Białoruś, sojusznika formalnie związanego z Rosją Traktatem o Państwie Związkowym, położyłby kres tej fikcji. Rosja potraktowałaby to jako atak na samą siebie. Wojna zostałaby podniesiona z rangi operacji specjalnej do poziomu bliższego wojnie totalnej. Co to oznacza w praktyce dla Ukrainy? Oznacza to ponowne otwarcie frontu północnego. Siły rosyjskie ponownie zajęłyby pozycje w odległości jednego dnia jazdy od Kijowa od północy. Co gorsza, patrząc na mapę, wojska rosyjskie wkraczające z Białorusi na północny zachód od Kijowa mogłyby potencjalnie odciąć linie zaopatrzeniowe biegnące do Kijowa z zachodu, z Polski, z reszty Europy.

 

               GROŹBY ZELENSKIEGO A RZECZYWISTOŚĆ

Linie zaopatrzeniowe są podstawą całego wysiłku wojennego Ukrainy. Wysłannicy Zełenskiego to zrozumieli. Wrócili do Kijowa. A potem, dość dyskretnie, Zełenski ogłosił, że rosyjskie wieże przekaźnikowe na Białorusi zostały najwyraźniej wyłączone, sugerując, że kryzys minął i nie ma już powodu do działania. Czy wieże przekaźnikowe zostały wyłączone? Nie ma na to niezależnego potwierdzenia.

To, co się naprawdę wydarzyło, jest o wiele prostsze. Zełenski wypowiedział groźbę, której nie mógł podważyć, zrozumiał ją i sięgnął po wyjście. Teraz, w tym samym czasie, Rada Bezpieczeństwa Rosji zwołała posiedzenie. Z Kremla wiemy bardzo niewiele na temat tego, co było przedmiotem rozmów. Putin otworzył jednak posiedzenie, informując, że w programie znalazły się dwa punkty. Jeden dotyczył bezpieczeństwa wewnętrznego, a drugi rozwoju relacji z naszymi najbliższymi sąsiadami. Następnie wymienił dyrektora FSB i ministra spraw wewnętrznych jako prelegentów. To drugie sformułowanie – „nasi najbliżsi sąsiedzi” – jest znaczące. W rosyjskim języku politycznym Białoruś jest zawsze określana jako najbliższy sąsiad Rosji, czasami jako coś bliższego bratniemu państwu. Jest niemal pewne, że Rada dyskutowała o tym, jak zareagować na sytuację wokół Białorusi i jakie dodatkowe kroki podjąć, aby ją chronić.

„Daję wam tydzień na wycofanie sprzętu wojskowego!” - Prez. Zelenski do Lukaszenki. Fot: YT.

Wkrótce potem do Mińska został wysłany wysoki rangą rosyjski urzędnik, gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobiow. Nie dyplomata, a gubernator. Ktoś wysłany jako osobisty przedstawiciel Putina. Łukaszenka powiedział mu, oficjalnie, przed kamerami: „W każdej sytuacji będziemy stać z Rosją, ramię w ramię”. Worobjow odpowiedział, że Rosja bardzo to docenia. Łukaszenka powiedział po prostu: „Nie ma innej drogi”. Ale potem Łukaszenka powiedział coś, nad czym chcę się chwilę zatrzymać, ponieważ jest to jedna z najszczerszych rzeczy, jakie kiedykolwiek publicznie powiedział którykolwiek z zaangażowanych w tę wojnę przywódców. 

Powiedział: „Tylko pokój. Pokój. Ale musi on wiązać się z twardą gwarancją”. A potem dodał: „Ukraina jest dziś jedynie kartą przetargową w szerszej grze geopolitycznej. 

To niezwykłe stwierdzenie. Nie dlatego, że jest zaskakujące, bo nie jest, ale dlatego, że jest prawdziwe. I mówi to wprost głowa państwa, która obserwowała cały ten kryzys od samego początku, która wie, jak działa Zachód i która wyciągnęła oczywiste wnioski. Ukraina zawsze była narzędziem geopolitycznym. Narodowi ukraińskiemu opowiadano inną historię. Wrócimy do tego.

 

               CELE MILITARNE ROSJI

Porozmawiajmy o linii frontu, ponieważ to tam pisana jest prawdziwa historia tej wojny, a zachodnie media robią wszystko, co w ich mocy, aby jej nie pisać. Reporter wojenny o nazwisku Murat Kuzin, którego wielu uważa za najbardziej wiarygodne źródło informacji w kwestii sytuacji militarnej po obu stronach bo ma źródła w wojsku mówil ostatnio o warunkach na linii frontu. Jego wypowiedź ma znaczenie, któremu nie dorówna żadna analiza satelitarna ani raport think tanku. Kuzin opublikował niedawno kompleksową ocenę sytuacji na froncie. Jego wnioski pokrywają się niemal dokładnie z tym, na co od miesięcy wskazywała staranna, uczciwa analiza dostępnych informacji.

Rosyjskim celem militarnym w tej wojnie zawsze było, ponad wszystko, zdobycie całego Donbasu. To nie jest po prostu cel militarny. To zobowiązanie polityczne i cywilizacyjne. Pierwotne powstanie przeciwko rządowi po Majdanie w 2014 roku miało miejsce w Donbasie. To ludność Donbasu, rosyjskojęzyczna, kulturowo związana z Rosją, była ostrzeliwana i tłumiona przez 8 lat, zanim Rosja interweniowała w 2022 roku. Dla Rosji dokończenie wyzwolenia Donbasu nie jest opcjonalne. To podstawowa obietnica, która uzasadniała całą operację. Ale Donbas, jak wyjaśnia Kuzin, to jeden z najtrudniejszych terenów, jakie można sobie wyobrazić do prowadzenia wojny ofensywnej. To nie jest otwarty step. To ogromny obszar przemysłowy, gdzie jeden ośrodek miejski i przemysłowy przechodzi w kolejny. Kopalnie węgla, hałdy, ogromne kompleksy fabryczne – wszystkie przekształcone w twierdzę przez ukraińskie siły zbrojne, przy znacznym wsparciu inżynierii Zachodu, w ciągu ośmiu lat panowania w Mińsku. Rosjanie przez lata walczyli pod górę, dosłownie i w przenośni, przedzierając się przez kolejne warstwy umocnień. Ale oto, co się zmieniło i to jest kluczowe. Rosjanie dotarli już na wyżyny. Przebili się przez przemysłowy rozrost i teraz patrzą w dół, na dolinę rzeki, gdzie znajdują się pozostałe ufortyfikowane miasta kontrolowane przez Ukraińców. Miasta takie jak Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwka, Konstantynówka. To właśnie te miasta zachodnie media od miesięcy opisują jako kolejne wielkie ukraińskie linie obronne.

Problemem dla Ukrainy jest to, że utrzymanie pozycji obronnej w dolinie, gdy wróg kontroluje wzniesienie, jest niezwykle trudne. Kuzin mówi, że Rosjanie już rozkładają flanki. Łymań, opisywany jako dość duże miasto, został w dużej mierze zdobyty. Konstantynówka, w dużej mierze zdobyta, i to szybko, ponieważ Rosjanie dopracowali taktykę walki w terenie miejskim do takiego stopnia, jakiego nie osiągnęli na wczesnym etapie wojny. Kuzin mówi także, że zdobycie wszystkich pozostałych miast Donbasu nastąpi prawdopodobnie do końca tego roku. I mówi, i to jest najważniejsza część jego wypowiedzi, że ukraińskiej armii krytycznie brakuje rezerw. Obrona się przerzedza. Kuzin porusza kwestię tego, co będzie po Donbasie. Nie mówi tego wprost, ale wspomina Odessę. Zauważa, że od lutego 2022 roku rosyjskie wojsko rozrosło się z około 100 dywizji, stosunkowo niedoświadczonych, wciąż wyposażonych w sprzęt z czasów sowieckich, do około 225 dywizji. Jest to obecnie najbardziej zahartowaną w boju armia na świecie.

Kiedy Putin wysunie nowe żądania po upadku Donbasu, będzie miał siłę militarną, by je poprzeć. Jakie żądania? Kuzin poruszył kwestię Odessy. Warto pamiętać, że ma on powiązania w rosyjskim establishmencie wojskowym. Kiedy ktoś z takimi powiązaniami decyduje się omawiać Odessę i ukraińskie wybrzeże Morza Czarnego jako logiczny kolejny krok w realizacji celów Rosji, to nie przypadek. To sygnał i ma to całkowity sens strategiczny. Jeśli Rosja kontroluje całe ukraińskie wybrzeże Morza Czarnego, Mariupol, Berdiańsk, Melitopol, Cherson, a następnie Odessę, Ukraina staje się państwem śródlądowym.

Podczas ostatniego spotkania Zelenskiego i Nawrockiego w Warszawie. Fot: prezydent.pl

Nie tylko osłabionym gospodarczo, ale i strukturalnie przekształconym. Kraj bez dostępu do morza we współczesnym świecie to kraj o trwałe ograniczonej suwerenności i trwałe ograniczonym potencjale gospodarczym. Do tego właśnie zmierzamy, jeśli trajektoria wojny będzie się utrzymywać.

 

               ROSJANIE NA FRONCIE

Sytuacja w północno-wschodniej Ukrainie, a konkretnie w Sumach warto omówić osobno. Pojawiły się bowiem doniesienia, że rosyjskie jednostki rozpoznawcze zostały zauważone w samym mieście Sumy. Powiedzmy to jasno. To nie są jednostki szturmowe. Nie próbują dziś zdobyć miasta. To grupy rozpoznawcze, małe grupy wysłane w celu oceny ukraińskiej pozycji obronnej, zmapowania tego, co znajduje się w środku, przygotowania gruntu pod to, co nastąpi. Siły rosyjskie przebiły się przez główną ukraińską linię obrony na północ od Sum. Mogą teraz wykorzystać zalesiony teren bezpośrednio na północ od miasta jako osłonę. Lasy chronią wojska przed obserwacją dronów, umożliwiają akumulację sił i umożliwiają cierpliwą, metodyczną rozbudowę, która zdefiniowała rosyjski styl operacyjny przez całą wojnę. Sumy to miasto liczące ćwierć miliona mieszkańców. Stolica obwodu. Leży przy głównej drodze do Kijowa. Leży na głównym korytarzu zaopatrzeniowym do Charkowa na południu.

Upadek Sumy, a nawet samo oblężenie, będzie miało strategiczne konsekwencje wykraczające daleko poza samo miasto. A jednak władze ukraińskie nie wydały nakazu ewakuacji. To znaczące z kilku powodów ale wydaje się, że brak ewakuacji wynika po prostu z utrzymywanej od dawna ukraińskiej narracji. Ta narracja brzmi prosto: Ukraina się trzyma. Ataki dronów na terytorium Rosji wstrząsają Kremlem. Postęp Rosji wstrzymuje się. Ukraina jest zwycięzcą, którego warto wspierać. Każdy element tej narracji jest fałszywy lub mylący. Ale jej podtrzymywanie wymaga, aby nic publicznie jej nie przeczyło, a nakazanie ewakuacji stolicy dużego regionu, domyślnie przyznając, że siły rosyjskie zbliżają się do miasta, zburzyłoby tę narrację. Zatem cywile nie są ewakuowani. Miasto liczące ćwierć miliona mieszkańców nie jest nakłaniane do opuszczenia, ponieważ zaszkodziłoby to operacji informacyjnej, którą Zełenski musi przeprowadzić przed zbliżającym się szczytem NATO w Turcji, gdzie ponownie stanie przed zachodnimi przywódcami i zażąda więcej broni, więcej pieniędzy, więcej zobowiązań.

 

               POLITYCZNY KALENDARZ

Jest określenie na podejmowanie decyzji wojskowych w oparciu o kalendarz polityczny, a nie o rzeczywistość operacyjną. To określenie to lekkomyślność. A ludzie, którzy płacą za tę lekkomyślność, to zawsze ci sami ludzie. Ci, którzy nie mogą uczestniczyć w szczycie NATO, którzy nie latają do Ankary, którzy po prostu próbują żyć w mieście, o którym ich własny rząd nie chcę powiedzieć prawdy. Zachodnie media traktują ofensywą dronów przeciwko Rosji jako ważny krok strategiczny. Ale rzeczywistość jest inna.

Kryzys na Krymie. Fot: YT.

Ukraińska kampania dronów przeciwko terytorium Rosji powoduje ograniczone szkody fizyczne. Tak, Krym jest atakowany mocniej niż kontynentalną Rosja. Drony wystrzeliwane z bliższych pozycji przenoszą więcej ładunku i są uderzane z większą siłą. Tak, na Krymie występują przerwy w dostawach paliwa i prądu. Nic nowego. Widzieliśmy już podobne cykle zakłóceń. Reuters donosił o ataku na rafinerię pod Moskwą, twierdząc, że naprawa zajmie 6 miesięcy. 

Doniesienia że źródeł bliższych sytuacji, sugerują, że przynajmniej częściowa działalność zostanie wznowiona w ciągu kilku dni. 6 miesięcy na naprawę szkód wyrządzonych przez bombę w rosyjskiej rafinerii to ta sama kategoria twierdzeń, co powtarzane doniesienia o tym, że Rosja nie jest w stanie wyprodukować luf artyleryjskich lub żyroskopów do swoich pocisków.

Te historie mają pewien schemat. Mają na celu sugestie o rosyjskiej niekompetencji przemysłowej i militarnej. Są błędne, a mimo to wciąż się pojawiają. Ocena kampanii dronów przez Kuzina jest precyzyjna i chyba słuszna. Jej cel jest potrójny. Po pierwsze, odwrócić uwagę opinii publicznej i mediów od tego, co faktycznie dzieje się na linii frontu w Donbasie i Sumach. Po drugie, siać niezgodę w Rosji, sprawić, by obywatele Rosji poczuli się niepewnie i wywrzeć presję na Putina. Po trzecie, i co najważniejsze, zaimponować Trumpowi, aby uwierzył, że Ukraina walczy i wygrywa, że wspieranie Ukrainy to wspieranie zwycięzcy. Co do drugiego punktu, to porażka. Co do trzeciego punktu, werdykt wciąż nie został wydany. Uwaga Trumpa jest teraz skierowana gdzie indziej. Skutki konfliktu z Iranem pochłonęły ogromny kapitał polityczny, a wynik nie poszedł zgodnie z planem. Ale Zełenski i jego europejscy zwolennicy nadal działają na korzyść Trumpa, a kampania z użyciem dronów jest częścią tego przedstawienia.

 

               UKRAINA W UNII

Unia Europejska w zasadzie podjęła decyzję (choć oficjalnie jeszcze nieogłoszona) o odroczeniu na czas nieokreślony członkostwa Ukrainy. Na ostatnim posiedzeniu Rady UE Ursula von der Leyen i Komisja Europejska naciskały na przyspieszenie akcesji Ukrainy do UE. I napotkały opór. Nie ze strony jednego czy dwóch sceptycznych członków, lecz ze strony większości. Przesłanie ze stolic europejskich było spójne. Ukraina nie jest gotowa. Przyznanie się do członkostwa w UE osłabiłoby standardy prawne UE.

Instytucjonalny potencjał UE nie jest w stanie wchłonąć tak dużego kraju w takiej sytuacji, w samym środku toczącej się wojny. Szybka ścieżka odeszła więc w zapomnienie. Członkostwo Ukrainy jest teraz w tym samym procederze co członkostwo Turcji – procesie, który nominalnie trwa od lat 60. i nigdy nie zbliżył się do końca. Będzie on nadal przedmiotem dyskusji. Będzie nadal w centrum uwagi. I nie będzie postępował w niczym, dopóki każdy poważny obserwator nie będzie mógł tego dostrzec.

Dla Ukraińców, zwłaszcza w Kijowie i na zachodzie Ukrainy, to nie tylko polityczny regres. To także jeden z powodów tragedii która rozgrywa się od czterech lat na Ukrainie. 

Przypomnijmy sobie lata 2013 i 2014. Protesty na Euromajdanie, protesty, które doprowadziły do odsunięcia prezydenta Janukowycza, które wywołały reakcję Rosji, zapoczątkowały ciąg wydarzeń prowadzących do dzisiejszej wojny. 

Te protesty dotyczyły zasadniczo członkostwa w UE. Ludziom na ulicach Kijowa powiedziano, że Europa jest dla nich otwarta, że dobrobyt, rządy prawa, sama zachodnia cywilizacja są dla nich dostępne, jeśli tylko zechcą. Powiedziano im, że przystąpienie do Europy oznacza porzucenie korupcji i rosyjskich wpływów i wejście w świetlaną, nowoczesną i wolną przyszłość.

Plakat propagandowy batalionu Azov, dostępny w Internecie i w sklepie na Ukrainie. Tytuł: Wołyńska duma.

Ukraińcy uwierzyli w tę narrację. Wielu z nich zginęło wtedy, setki tysięcy innych zginęło w wojnie, która nastąpiła. Dziś, Unia Europejska mówi Ukraińcom coś innego: „Nie jesteście gotowi”. Czyli proces akcesyjny będzie kontynuowany, co jest dyplomatycznym sposobem powiedzenia, ale te drzwi nie otworzą się w najbliższym czasie”. Łukaszenka powiedział to wprost w swoim wystąpieniu przed Warabiowem. Ukraina jest kartą przetargową. Nie partner, nie przyszły członek, żeton, narzędzie w czyjejś grze. Tragedia nie polega na tym, że Łukaszenka to powiedział. Tragedia polega na tym, że to prawda. I że Ukraińcy, którzy uwierzyli w przeciwną wersję wydarzeń, którzy wokół niej zorganizowali całe swoje życie polityczne, a ostatecznie swoją śmierć, nigdy tego nie usłyszeli.

 

               KONKLUZJE

Wydarzenia ostatniego tygodnia wpisują się w ciąg wielu do siebie podobny. Stanowią jeden obraz. Ultimatum Zełenskiego dla Białorusi zawiodło. Nie dlatego, że Łukaszenka jest szczególnie sprytny, choć jest doświadczony i pragmatyczny, ale dlatego, że zagrożenie nie miało wiarygodnego uzasadnienia militarnego.

Ukraina wyczerpuje rezerwy. Traci pozycję w Donbasie. Wojska rosyjskie zbliżają się do Sumy. W tym kontekście otwarcie nowego frontu przeciwko Białorusi nie byłoby śmiałe. Byłoby fatalne w skutkach. Na polu bitwy trajektoria jest jasna. Rosyjskie wojsko jest liczniejsze, bardziej doświadczone i lepiej wyposażone niż w jakimkolwiek momencie tej wojny. Systematycznie demontuje resztki ukraińskiej linii obrony Donbasu z wysokich pozycji, schodząc w dół przez coraz bardziej otwarty teren. Upadek Donbasu w tym roku to najbardziej wiarygodna oś czasu i stwierdzenie najbardziej prawdopodobne jakie da się wysłuchać wśród poważnego analityka tego konfliktu. Mówią o tym zgodnie gen. Douglas McGregor, prof. John Mearsheimer z Uniwersytetu w Chicago.

Po Donbasie pojawią się nowe żądania. Odessa jest na stole. Wybrzeże Morza Czarnego jest na stole. A Rosja będzie miała siłę militarną, by te żądania zrealizować. Zachodni zwolennicy Ukrainy prowadzą operację informacyjną mającą na celu ukrycie zagrożenia. Ukrycie przed Trumpem, przed własną opinią publiczną, przed samymi Ukraińcami. Kampania dronów jest częścią tej operacji. Odroczenie ewakuacji Sumy jest jej częścią. Historie o rafinerii są jej częścią. Ale rzeczywistości nie da się w nieskończoność odsuwać od siebie za pomocą informacji. Ona się kumuluje a efekty tej kumulacji wyglądają złowrogo

O tym, co się dzieje, gdy geopolityczne gry rozgrywane są z udziałem prawdziwych krajów i prawdziwych ludzi. O tym, co się dzieje, gdy rozdźwięk między tym, co mówią przywódcy, a tym, co się dzieje, staje się zbyt duży, by go pokonać. Pytanie brzmi teraz, czy dojdzie do poważnych negocjacji, zanim ta luka doprowadzi do katastrofy większej niż wszystko, co widzieliśmy do tej pory. Ławrow twierdzi, że negocjacje utknęły w martwym punkcie. Doradcy Putina twierdzą, że droga naprzód wiedzie przez wojsko. Miedwiediew otwarcie rozmawia o zmianie reżimu w Kijowie. Czas nie został zatrzymany, gdy trwa operacja informacyjna. Biegnie szybciej.

Ukraińska elita polityczna podgrzewa konflikt między Polską i Ukrainą a w tle kapitalizowanie na roli UPA w wybijaniu się Ukraińców na niepodległość. Z gruntu fałszywa to narracja a jej efekty obserwujemy w Polsce szczególnie jaskrawo. 

Ukraińcy tylko pozornie dbają o interesy swojego kraju. W rzeczywistości są bardzo niedoświadczeni w utrzymaniu wlasnej panstwowosci i bardzo naiwni. Mieli w Polsce znaczącego przyjaciela i sojusznika. Zmarnowali potencjał i unikalną szansę, zmarnowali także czas. 

Pole manewru będzie się kończyć, min. spraw zagranicznych Ukrainy Sybiha odejdzie ze sceny jak Jermak i jemu podobni, Zelenski stanie się symbolem bezmyślności ukraińskich elit i zejdzie ze sceny w podobny sposób. A wszystko stanie się tym razem bez aktywnego wsparcia życzliwych im Polaków – to bardzo duża strata Ukraińców o czym już dziś piszą nawet zachodnie media. O braku zdolności Ukraińców i ich elit do utrzymania własnej państwowości będą się uczyć przyszłe pokolenia. To lekcja nie tylko dla Ukraińców.

Zdjecie glowne: Saifee Art – Unsplash.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
WHO – wyjść czy zostać

Decyzja czy “wyjść czy zostać” w Światowej Organizacji Zdrowia na konferencji nie zapadla bo i nie taka byla jej rola. Apel dr. Martyki, “musimy wyciągnąć wnioski” wybrzmial glosno i wyraznie. Zarówno system ochrony zdrowia w Polsce, jak i globalne instytucje takie jak WHO, wymagają głębokiej reformy. Czytaj więcej

Dywersja i polityka

Akt dywersji komentowali politycy i publicyści, mundurowi i lobbyści, ludzie służb i ludzie ulicy. Zgody poglądów nie było bo linie podziałów głębokie, interesów jeszcze głębsze a stany umysłów komentujących od rozumnych do tych co kaftan bezpieczeństwa nosić powinni. Czytaj więcej ..

Raport z oblężonego miasta

Rządowy raport o polskiej pomocy dla Ukrainy jest w istocie raportem o stanie państwa. Jego zagrożeniach i słabościach. To raport o demencji intelektualnej politycznych elit.Czytaj więcej ..

Z drugiej strony dronów

Mijający tydzień zdominowały komentarze o tym co spadło na dom w Wyrykach, tajemnicze milczenie rządu w informowaniu Prezydenta o tym co spadło i fakt, że rząd sam siebie nie poinformował o tym co się stało.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted