Cała ta złość
Patologia, jaka ujawniła się przy okazji niedawnej demonstracji przed Sejmem, kiedy to wyszkoleni harcownicy rzucali kamieniami w policję po czym kryli się za plecami rolników ma swoje źródło w słabości polskiej polityki ale infekuje całe życie publiczne. Rolnicy mają rację, co nie zmienia faktu, że za ich plecami, co powtórzyć wypada, całkiem dosłownie chowają się nie tylko skompromitowani związkowcy i zbankrutowani działacze, ale osobnicy, których wprawdzie oglądamy na ekranach telewizorów i ekranach smartfonów we wzajemnie przesyłanych filmach, ale wobec których bezradne pozostaje nie tylko bezosobowe wciąż państwo ale też jak najbardziej konkretne społeczeństwo. To obywatelskie, z którego reakcji – masowej pomocy uchodźcom z Ukrainy oraz równie gromadnego udziału w wyborach – możemy być dumni. Polacy poszli do urn 15 października ub. r. wykazując się rekordowym – bo miernikiem pozostaje 74-procentowa frekwencja wyborcza – poczuciem odpowiedzialności za kraj, ale w zamian nie zyskali elementarnego nawet poczucia bezpieczeństwa.
Również kwestia aborcji okazuje się kolejną, w której agresja stosunkowo nielicznych grup po obu stronach sporu zagłusza głos milczącej większości, skłaniającej się – jak wynika ze społecznych reakcji – do utrzymania istniejących rozwiązań a ściślej takich, jakie obowiązywały przed złowrogą dla polskich kobiet korektą wprowadzoną bocznymi drzwiami przez pisowski Trybunał Konstytucyjny.
Sejm, a ściślej podest na pierwszym piętrze gmachu, gdzie zwykle politycy zwołują zaimprowizowane briefingi, bo do staranniej przygotowanych konferencji prasowych służy największa w budynku poza tą, w której odbywają się obrady, Sala Kolumnowa. Do dziennikarzy akurat w Dzień Kobiet wyszedł marszałek Szymon Hołownia.
– Czy nie obawia się pan gniewu kobiet? – pyta żurnalistka TVN.
Chwilę później wokół nas rozlegają się porykiwania i dzikie wrzaski. Grupa zuniformizowanych aktywistek z zielonymi chustami z napisem “aborcja” zagłusza zarówno nas, dziennikarzy, próbujących pytanie zadać jak marszałka Sejmu.
Ewidentna ustawka, jak mawiają kibice piłkarscy. Dlatego też chociaż wciąż nie zdjąłem z drzwi mieszkania nalepki ze stylizowanym logo TVN z czasów, gdy pisowska władza próbowała pozbawić tę stację prawa nadawania programu – bo uważam, że wolność słowa dotyczy również tych, których przekazem ze względów powiedzmy kulturowych się brzydzę (i nie chodzi mi wcale o aborcję lecz o promocję właścicielek agencji towarzyskich jako kobiet sukcesu na antenie stacji) – to powściągliwie reaguję na krokodyle łzy wylewane przez komentatorów nad karą, nałożoną na TVN za emisję pamiętnego materiału atakującego dobrą pamięć o Janie Pawle II na podstawie materiałów dawnej komunistycznej służby bezpieczeństwa.
Karę nałożyła zdominowana przez PiS Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, co samo w sobie nie nastraja do jej aprobaty, zaś motywacja okazuje się ewidentnie polityczna. Co nie zmienia faktu, że paszkwil na naszego Papieża był paskudnym formatem propagandowym, nawiązującym niechlubnie do rodowodu stacji: jak pamiętamy na początku 1983 r. w okresie zawieszenia stanu wojennego (ten dziwoląg prawny wymyślony przez generałów na pierwszy etap wycofywania się z części skutków decyzji z 13 grudnia 1981 r. umożliwić miał odbycie przez Jana Pawła II pielgrzymki do Ojczyzny) rzecznik rządu Jerzy Urban rekomendował przyszłego założyciela TVN Mariusza Waltera do tworzonego przy wicepremierze gen. Czesławie Kiszczaku w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zespołu propagandowego. Miał on m.in. przygotowywać reportaże o duchownych. Czyli jesteśmy w domu, nawet jeśli na realizację przyszło ponad czterdzieści lat poczekać. Sam pamiętam również, że kiedy do tych samych drzwi na które później nakleiłem logotyp TVN ze stylizowanym znakiem zwycięstwa dobijali się parokrotnie bez żadnego sensownego celu funkcjonariusze policji podległej następcy Kiszczaka, pisowskiemu ministrowi spraw wewnętrznych Mariuszowi Kamińskiemu – dziennikarze TVN okazali się jedynymi przy sejmowym stoliku, których prywatnie nawet to najście nie zainteresowało. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, jeśli da się Kiszczaka porównać do sadownika. A o nieproszonych mundurowych gości wypytywali mnie wtedy solidarnie i ponad podziałami Miłosz Kłeczek z TVP wówczas kierowanej przez Jacka Kurskiego, Justyna Dobrosz-Oracz wtedy jeszcze z “Gazety Wyborczej” oraz cenieni dziennikarze niezależni jak Klaudiusz Slezak z “Radia Nowy Świat” czy Piotr Sławiński. Tylko dla TVN resortowy pancerz okazał się nie do zdjęcia.
Po tym, jak bojowniczki w zielonych chustach zagłuszyły zarówno marszałka Hołownię jak próbujących zadawać mu pytania dziennikarzy – pozostały w gmachu. Nikt ich nie wyprowadził, nie unieważnił jednorazowych przepustek. Wydanych zapewne z rekomendacji klubu Nowej Lewicy, koalicjanta Polski 2050 – partii Szymona Hołowni.
Gdybym przyszedł do Sejmu w bluzie z nadrukiem na przykład: “Precz z Czarzastym i Żukowską” – straż marszałkowska z pewnością nie przepuściłaby mnie przez bramkę wejściową. Ochrona poradziłaby redaktorowi, żeby pójść do domu i się przebrać.
O ile nachodzenie dziennikarzy spoza kartelu przez policję w ich domach nie wzbudziło swego czasu najmniejszego zainteresowania żurnalistów TVN – to próba wtargnięcia do Sejmu przez pozbawionych mandatów: tegoż Mariusza Kamińskiego, co policjantów na redaktorów nasyłał oraz Macieja Wąsika – wzbudziła ich krańcowe oburzenie. Chociaż uderza przede wszystkim jej operetkowy charakter, zwłaszcza uderzenie Kamińskiego w twarz przez Antoniego Macierewicza, które mało nie zakończyło się nokautem, podobno jak głosi pisowska wersja oficjalna całkiem przypadkowe.
Sam mam inną prostszą zasadę: po prostu nikogo nie biję, co do zera zmniejsza ryzyko, że przyłożę nie temu, co trzeba.
Marszałek Hołownia do końca tamtej sprawy nie załatwił, chociaż mowa była o konsekwencjach wobec asystujących Kamińskiemu i Wąsikowi przy próbie “wkroczu” – jak rzecz nazywają wytrawni zadymiarze – posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Zaś przy okazji poszarpywania i popychania przez tychże zuniformizowanych przecież i mających znak Orła na bluzach funkcjonariuszy straży marszałkowskiej przekonaliśmy się wszyscy ile warte okazuje się pisowskie hasło “murem za polskim mundurem”, niegdyś towarzyszące dramatycznym wydarzeniom na granicy z Białorusią, szturmowanej przez wyekwipowanych przez służby Aleksandra Łukaszenki fałszywych uchodźców.
Do Sejmu wchodzą nadal ochroniarze prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z wynajętej firmy prywatnej. Nikt nie wie – wbrew obietnicom Hołowni, że coś z tym zrobi – na jakich funkcjonują zasadach i co stanie się w razie ich ewentualnej konfrontacji ze strażą marszałkowską. To też kwestia bezpieczeństwa gmachu. I ludzi w nim pracujących przede wszystkim.
Zaś agresja promieniuje na ulice.
8 marca wieczorem, warszawska ulica Nowy Świat. Nieliczna demonstracja zwolenniczek prawa do aborcji.
“Duda do likwidacji” – głosi jeden z transparentów.
Łukasz Perzyna

Wspólny 11 Listopada
Tak ni z tego, ni z owego była Polska od pierwszego – tak sam Józef Piłsudski na zjeździe Legionistów w Kaliszu już po przewrocie majowym miał się wyrazić o okolicznościach odbudowy państwa w 1918 r. Czytaj więcej ..

Dron u bram czyli wojna i pokój oraz feudałowie polskiej polityki
63 proc badanych przez CBOS dostrzega zagrożenie dla niepodległości Polski. Gdy zaczynała się wojna w Ukrainie, widziało je 42 proc. Z kolei teraz 68 proc Polaków pewnych jest zaangażowania NATO w obronę naszych granic, w marcu 2022 r. podobne przekonanie wyrażało 81 proc. Czytaj więcej ..

“Hyde Park” – arena pustych słów
“Hyde Park” pokazuje politykę, w której rolę selekcjonerską jaką do niedawna odgrywała telewizja – bez reszty przejmuje internet. Czy się w tę sieć zaplączemy, czy nauczymy nią skutecznie łowić to, co życiodajne a nie zatrute?Czytaj więcej ..

Zimna wojna nerwów
Po zrozumiałym szoku, jaki wywołało masowe wtargnięcie do Polski wrogich obiektów w nocy z 9 na 10 września – nadchodzi podobnie trudny czas testowania naszej cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa.Czytaj więcej ..

Dron… nie z jasnego nieba
Nalot prawie dwudziestu dronów rosyjskich jakie nadleciały nad Polskę z Białorusi wskazuje, że w tym wypadku to my, a nie Ukraina stanowimy cel dla Kremla. Jeśli jednak zamiarem Władimira Putina pozostawało wzniecenie u nas paniki, ten zamysł nie został zrealizowany.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

