Dlaczego Ameryka nie obroniła Rushdiego

i co z tego wynika dla Polski

Ciężkie zranienie przez fundamentalistycznego fanatyka indyjskiego pisarza Salmana Rushdiego to kompromitacja Ameryki:

Stany Zjednoczone nie potrafiły obronić swojego honorowego gościa. Ale to również problem dla nas: bo skoro USA nie umiały zapewnić bezpieczeństwa jednemu literatowi, to jak my, naród 40-milionowy wraz z naszymi ukraińskimi gośćmi, możemy na nie liczyć…

Rzadko które zdarzenie niesie za sobą tak wiele ponurych następstw i skojarzeń. Trudno o większą kompromitację Ameryki i całego wolnego świata – ale też gorszy powód do zmartwienia dla tych, którzy liczą na ich odrodzenie się i opamiętanie. Bo też innych sojuszników nie mają. Jak my Polacy.

Miarą paradoksu pozostaje fakt, że nożownik Hadi Matar, który Rushdiego ciężko zranił ale nie zabił – za sprawą wzmagającej się wielkoduszności amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, którego główną główną troską pozostaje dziś to, żeby nie zrobić krzywdy przestępcy, uznawanego za ofiarę społeczeństwa… ze szkodą dla pokrzywdzonych przez niego samego ofiar – otóż tenże Matar jest człowiekiem na tyle młodym (liczy 24 lata), że po odsiedzeniu swojego będzie mógł spożytkować ustanowioną przez jedną z fundamentalistycznych fundacji nagród dla tego, kto z kolei wyrządzi krzywdę Rushdiemu. A suma tej premii wynosi 3,3 mln dol. Jednym słowem – odsiedzieć swoje, a potem żyć, nie umierać. Wszak czołowi fundamentaliści znani byli z działalności charytatywnej, dobroczynnością trudnili się w nielicznych wolnych od zabijania innych – chwilach zarówno przedsiębiorca budowlany Osama bin Laden jak doktor Ayman al-Zawahiri.

Rodzimi macherzy od tejże, Janina Ochojska oraz “Franek” Sterczewski znany zarówno z pijackich rajdów rowerami ulicami Poznania o trzeciej nad ranem jak z wymykania się strażnikom granicznym z reklamówką niewiadomej zawartości – jeszcze niedawno piętnowali nie tylko polskie służby, że nie wpuszczają wynajętych przez KGB Putina i Łukaszenki fałszywych niby-to uchodźców z państw muzułmańskich, ale mieli pretensje do społeczeństwa polskiego, że tychże udawanych imigrantów entuzjastycznie nie wita. Eurodeputowana PO Ochojska przyjęła na siebie rolę pożytecznej idiotki Putina, oczywiście w leninowskim tego określenia znaczeniu: Włodzimierz Ilicz rezerwował je dla przedstawicieli wolnego świata, wspierających bolszewicki ekspansjonizm. Mało kto – nawet Janusz Korwin-Mikke ze swoją gadaniną – wsparł w Polsce Putina już po 24 lutego br. tak mocno jak Ochojska swoim sławetnym stwierdzeniem, że pieniądze na zagospodarowanie uchodźców powinni dostawać oni sami do ręki, nie zaś ci, co ich przyjmują. Wypada, by teraz Ochojska ze Sterczewskim coś w sprawie Rushdiego z sensem z kolei powiedzieli.

Człowiek, który ciężko poranił znakomitego pisarza, 24-letni Matar jest pochodzenia libańskiego ale urodził się w Kalifornii. Nie przyszedłby tam na świat, gdyby swego czasu steru polityki migracyjnej USA nie uchwycili biurokraci o mentalności zbliżonej do naszej Ochojskiej lub Sterczewskiego. Teraz będzie jak w Breivikiem, mordercą norweskich dzieci. Dziś o nich mniej się mówi niż o skargach zabójcy na ograniczanie mu dostępu do telewizora “pod celą”.

Nie trzeba nawet dodawać, że Matar nie wyraził cienia skruchy, tylko zdziwienie, że pisarz Salman Rushdie przeżył jego atak.

Podobno sam Matar przeczytał tylko dwie strony “Szatańskich wersetów” Rushdiego. Jako krytyk literacki z wykształcenia poświadczam, że pisarz ten do najłatwiejszych nie należy.

Ajatollah Ruhollah Chomeini, jak ujawnił jego własny syn, w ogóle “Szatańskich wersetów” nie poznał. Nie przeszkodziło mu to skazać Rushdiego na śmierć za bluźnierstwo. Ściślej, z nałożonej przez Chomeiniego klątwy – fatwy wynika, że każdy prawowierny muzułmanin, jeśli tylko ma taką możliwość, powinien dążyć do zgładzenia Salmana Rushdiego. Wprawdzie Chomeini nie żyje już od wielu lat, ale jego następca w roli duchowego czyli teokratycznego przywódcy Iranu Ali Chamenei ściskał niedawno dłoń Władimira Putina. A w świcie ortodoksyjnego islamu rękę podaje się wyłącznie przyjaciołom, nie zna się tam chłodnego anglosaskiego “shake-handu”. I tak koło się zamyka…

To od irańskich ajatollahów mieliśmy jeszcze całkiem niedawno otrzymywać ropę naftową i gaz, po to, żeby nie kupować ich od Rosjan, jak utrzymywali pisowscy doradcy ekonomiczni od spraw bezpieczeństwa energetycznego. Jak widać wspomniana już kategoria pożytecznych idiotów Putina zachowuje w Polsce ponadpartyjny charakter. Jeśli ktoś zaś ma złudzenia co do Alego Chamenei, to warto przypomnieć, że po tym jak ajatollah rękę Władimira Władimirowicza uścisnął, oznajmił, że gdyby nie wywołał on wojny na Ukrainie, NATO i tak by do niej doprowadziło.

Despekt, jaki spotkał Amerykę jako główny filar Sojuszu Atlantyckiego – trudno przecenić. Salman Rushdie powinien być przecież jako gość Stanów Zjednoczonych, uprzednio skazany na śmierć przez lidera wrogiego im kraju, chroniony szczególnie, jak nikt inny z wyłączeniem może samego tylko prezydenta Tymczasem pojedynczy nożownik dopadł go na spotkaniu publicznym i zdążył zadać wiele ciosów. Ich celem nie była tylko wolność słowa, ale wolność świata.

W tym sporze nie chodzi już tylko o wartości, lecz o instynkt samozachowawczy. Pozostaje mieć nadzieję że nie straciła go Ameryka ani jej partnerzy.

Jedna Polska, jedno plemię

Mury nie rosną, wbrew gorzkiemu przesłaniu słynnego protest songu Jacka Kaczmarskiego, co najwyżej pospiesznie wznoszone są między nami przepierzenia jak z dykty, na tyle dziurawe, że na szczęście nie przestajemy przez nie widzieć tych, co po drugiej stronie.Czytaj więcej ..

Zawsze po złej stronie

Różne ksywy noszą politycy ale w tej tak nieprzyjaznej ujawnia się oczywisty fakt: Giertycha nikt nie lubi. Zwłaszcza we własnym ugrupowaniu. Nie inaczej jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, której posłem został półtora roku temu ze Świętokrzyskiego.Czytaj więcej ..

Jak pisać o polityce, by nas nie przerosła

Jeśli z dwóch powieści, zaliczanych do gatunku political fiction, słabsze wrażenie wywiera książka celebryty i skandalisty, a lepsze debiut samorządowca dotychczas z pióra się nie utrzymującego – daje to do myślenia. Czytaj więcej ..

Lewandowski, bój się Boga

Jakie czasy tacy bohaterowie. Nikt oczywiście nie odbierze Lewandowskiemu tego, co sobie na boisku wywalczył. Nie ma też chyba sensu go zmuszać, żeby na nie wybiegał, w biało-czerwonych barwach. Mamy go jednak prawo oceniać. I tego powinien się bać jako celebryta, wieloletni bohater wyobraźni zbiorowej. Niby tak wielki, a okazał

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments