Fakty i mity wspólnego startu „prawicy”

Do napisania niniejszego tekstu zainspirowała mnie rozmowa z Waldemarem „Majorem” Frydrychem, który postuluje, by PiS i obie Konfederacje wystawiły jedną, wspólną listę do Sejmu oraz wywiad Krzysztofa Kawęckiego dla Radia Maryja, w której stawia on tezę, że lider PiS Jarosław Kaczyński nie będzie skłonny ustąpić miejsca w wyborach do Senatu (brak zgody na tzw. „pakt senacki”). 

Te dwie opinie są ze sobą całkowicie sprzeczne. Jedna zakłada całkowite porozumienie już przed wyborami (wspólne listy do obu izb Parlamentu), druga wieszczy, że przed wyborami nie jest możliwe jakiekolwiek porozumienie.

Matematycznie patrząc PiS i obie Konfederacje mogą (i powinny) stworzyć koalicję rządową, ale do wyborów mogą (i moim zdaniem powinny) iść osobno – każdy na swojej liście do Sejmu.

Po pierwsze te trzy środowiska nie będą w stanie się dogadać. W kampanii ujawniają się ambicje poszczególnych osób, ma miejsce walka o biorące miejsca, oskarżenia (uzasadnione lub wyimaginowane) o agenturalność, nieudolność, niewłaściwe decyzje polityczne, niewłaściwe postawy moralne itd. itp., a ze względów pragmatycznych nie ma sensu robić jednej listy do Sejmu wtedy, gdy sumaryczny wynik byłby gorszy, niż suma mandatów z trzech odrębnych list.

Po drugie część liderów i elektoratu obu Konfederacji nie akceptuje PiS, na przykład z powodu forsowanego przez tę partię zamordyzmu w okresie pandemii, tysięcy zgonów chorych, którym odmówiono planowanego zabiegu czy niezbędnej terapii, forsowania niezweryfikowanego preparatu nazywanego “szczepionką”, niszczeniem firm.

Waldemar Andrzej Fydrych, „Major”, (ur. 8 kwietnia 1953) to polski aktywista i założyciel ruchu Pomarańczowa Alternatywa w Polsce. Począwszy od 1986 roku zaczął organizować serię happeningów, które ostatecznie nazwano Pomarańczową Alternatywą. W happeningach tych brało udział od kilkuset do kilku tysięcy uczestników jednocześnie. W szczytowym okresie swojej działalności, w latach 1987, 1988 i 1989, Pomarańczowa Alternatywa Major Fydrycha rozprzestrzeniła się na inne polskie miasta, a najaktywniejsze były Warszawa, Łódź, Wrocław i Lublin.

Ponadto z powodu nieustannego podwyższania podatków, bezkrytycznego akceptowania (lub bierności) wobec durnych pomysłów płynących z UE, a część liderów i elektoratu PiS nie akceptuje obu Konfederacji lub jednego z tych środowisk twierdząc, że są to partie niedoświadczone w poważnej polityce, populistyczne (która partia taka nie jest w okresie wyborów), „faszystowskie” (co  by to nie oznaczało), „prorosyjskie” (j.w.)  lub po prostu szkodliwe, bo „nikt na prawicy nie powinien konkurować z PiS-em”.

Mocnym argumentem za trzema listami jest fakt, że po rozstaniu Brauna z Bosakiem i Mentzenem, poparcie dla Konfederacji Wolność i Niepodległość wzrosło, a Konfederacja Korony Polskiej nabrała wiatru w żagle. Część potencjalnego elektoratu nie chciała głosować na Konfederację z powodu “wariata Brauna”, a inna część z powodu braku wyrazistości środowiska Mentzena i Bosaka tam, gdzie Braun i jego środowisku jest twarde i jednoznaczne (chanuka w Sejmie, polityczne symbole na choince w sądzie, aborcjonistka Gizela itp.). 

Piotr Strzembosz, autor tekstu, współredaktor portalu Gruszka.com .. - Podczas kampanii wyborczej 26 sierpnia 2023 (Kampania Poselska).

Niech zatem każde środowisko samodzielnie walczy “o swoje”, niech eksponuje elementy programu zapewniające im głosy „ich” elektoratu niezrażonego obecnością na liście kandydatów o odmiennym spojrzeniu na poszczególne zagadnienia czy obarczonych wizerunkiem zbytniej radykalności lub odwrotnie – brakiem wyrazistości. Zwolennicy PiS nie będą psioczyć na radykałów od Brauna, a zwolennicy Konfederacji biadolić, że na listach są ci, którzy niszczyli gospodarkę i wprowadzali pandemiczny zamordyzm. Ale to jedna strona medalu.

Zagrożeniem jest to, że każdy komitet walczy o elektorat nie z konkurencją o odmiennych poglądach, a z tą o poglądach zbliżonych. Rodzi to ryzyko, że PiS i obie Konfederacje w czasie kampanii tak mocno się “pożrą”, że trudno będzie po wyborach rozmawiać, o tworzenia koalicji nie wspominając. 

Ale to nie musi być problem, oczywiście o ile wszystkim zależy nie tylko na osobistych ambicjach, ale na Polsce. Można po prostu na chwilę zapomnieć o animozjach i pójść do przodu (B. Obama i H. Clinton w kampanii obrzucali się błotem, a potem Clinton została Sekretarzem Stanu u Obamy).

Większy problem widzę w czymś innym. Jak zrobić koalicję z kimś, kto nie chce wyrzec się swojego politycznego DNA? Przecież PiS nie wyrzeknie się lwiej części swojego programu, który forsował przez długie 8 lat i był (słusznie lub nie) krytykowany przez Konfederację, a Konfederacja raczej nie zmieni swojego programu tylko dlatego, by dorwać się do władzy. I to jest ta druga strona tego medalu, która może utrudnić lub uniemożliwić porozumienie powyborcze.

Poważnym problemem może być samo rządzenie, bo w retoryce te trzy ugrupowania mają wiele wspólnych punktów programowych, ale wiele z nich nie było realizowanych przez PiS, gdy miał w ręku wszystkie narzędzia do zmiany prawa (Sejm, Senat, Prezydent) lub jego egzekwowania (Prokuratura, służby, Trybunał Konstytucyjny), ale z tych narzędzi nie korzystał dowodząc, że w wielu istotnych kwestiach jest prawicowy, konserwatywny czy sceptyczny do EU tylko w głoszonych hasłach.

Czy PiS będzie skłonny, pod naciskiem koalicjantów, „schować” polityków odpowiedzialnych za błędne decyzje z lat 2015-23 i nie będzie rekomendować na ministerialne stołki swoich liderów dlatego, że są współodpowiedzialni za błędne decyzje z okresu ich rządów?

Ale jeśli to problem, to nie na dziś. Najpierw wszystkie trzy komitety muszą uzyskać wynik, który umożliwi im po wyborach siąść do stołu i rozmawiać o stworzeniu rządu, czyli łącznie muszą uzyskać większość w 460 osobowej Izbie.

Zupełnie inną kwestią jest tzw. „pakt senacki”. Tu rozum i serce podpowiadają, że kto żyw na tzw. „prawicy” powinien dążyć do porozumienia i podzielenia się setką okręgów, bo jak nie, to izba wyższa na pewno będzie kontrolowana przez ekipę Donalda Tuska.

Pakt senacki – nieformalne porozumienie w wyborach do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej zawarte przed wyborami parlamentarnymi w 2019, powtórzone przed wyborami w 2023. W 2019 pakt tworzyły Koalicja Obywatelska, Koalicja Polska i Lewica, do których w 2023 dołączyła Polska 2050. Porozumienie zakładało, że biorące w nim udział podmioty nie będą wystawiały przeciwko sobie kandydatów w jednomandatowych senackich okręgach. Na zdjeciu, ogłoszenie drugiej edycji paktu senackiego (2023). Fot: Wiki.

W tej chwili PiS ma 34 Senatorów i jeśli marzy o wpływie na głosowania w tej izbie, nie może w kolejnych wyborach prowadzić wyniszczającej rywalizacji z prawicowymi kandydatami wywodzącymi się z innych środowisk. Rozum podpowiada, że należy doprosić do rozmów o podziale okręgów środowiska i osobowości nie będące członkami tych trzech partii. Jeśli zwycięży rozsądek i takie szerokie porozumienie zostanie zawarte, zwycięstwo będzie realne.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Powodziowy pijar

Pomysł, by transmitować posiedzenia sztabu kryzysowego, to czysty pijar. Tego typu działania muszą odbywać się w ciszy gabinetów, by uczestnicy nie działali pod publiczkę i mogli bez skrępowania wymieniać się wszystkimi informacjami.Czytaj więcej ..

Czyste powietrze czy czysta dyskryminacja?

Demokracja nie polega na tym, że jakaś grupa ludzi decyduje o losie innych ludzi, a tak było w przypadku utworzenia „strefy czystego transportu”. Uczciwie i w pełni demokratycznie można by głosować wtedy, gdyby problem dotyczył wszystkich kierowców wjeżdżających do stolicy, a nie ich częściCzytaj więcej ..

Śmierć policjantów – ofiary i winni

Miejmy nadzieję, że tragiczna śmierci dwóch policjantów, którzy kilka dni temu stracili życie w wyniku agresji niewłaściwie przez nich konwojowanego przestępcy nie pójdzie na marne a będzie przestrogą, która – paradoksalnie – przyniesie pozytywne zmiany w resorcie. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments