Jaka tragedia taka Balladyna

Lech Wałęsa powiadał: jestem za, a nawet przeciw, ale był laureatem Pokojowego Nobla, liderem dziesięciomilionowego ruchu społecznego i prezydentem 40-milionowego kraju. Bez podobnego dorobku “ministry” rządu Donalda Tuska, nie porzucając lukratywnych stanowisk. kontestują kompromis przyjęty przez koalicję 15 października i atakują wyłonionego przez nią marszałka Sejmu za opóźnianie prac nad ustawami dotyczącymi przerywania ciąży.
 

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek, wybranej przez Leszka Millera do roli kandydatki na prezydenta, późniejszej gwiazdy pisowskiej TVP za prezesury Jacka Kurskiego. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała ze złym grymasem  przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię za kunktatorstwo w sprawie aborcji. Jaka tragedia, taka Balladyna, rzec można sentencjonalnie. Zaś błyskawicy bardziej zapewne bać się może ten, kto nagrzeszył (Pudelkiem nie będąc, bliżej zainteresowanych odsyłam do enuncjacji córki dyktatora Moniki Jaruzelskiej dotyczących relacji wzajemnych przewodniczących: klubu Anny Marii Żukowskiej i partii Włodzimierza Czarzastego, których konkluzję stanowiło twierdzenie, że to problem żony Czarastego, którą jak łatwo się domyślić Żukowska nie jest) a nie święty młodzianek, na którego marszałek Szymon Hołownia pozuje tak wytrwale, że zapewne sam uwierzył, że jest nim naprawdę.

“Ministry” i posłanki są z Nowej Lewicy, wchodzącej do rządu i dalej zamierzają podcinać gałąź, na której siedzą. Z ryzykiem, że w otchłań spadniemy wszyscy: ewentualne wybory przed terminem oznaczają bowiem pogwałcenie i zlekceważenie woli 22 milionów z nas, głosujących 15 października i zamiast obecnej dwuwładzy (tu rząd z Sejmem, tam Trybunał Konstytucyjny z prezydentem) przynieść mogą bezhołowie: użycie słowa popularnego na wschodzie okazuje się tu nie przypadkiem, bo skorzystają na anarchii w Polsce Władimir Putin i Aleksander Łukaszenko już posyłający przez nasze dziurawe granice

Warszawa, 8 marca 2024 - demonstracja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

 skażoną żywność i zbandyciałych a wyposażonych w nowoczesne smarfony najnowszej generacji nielegalnych imigrantów przy ogniskach w puszczy pozostawiających opakowania po luksusowej żywności z górnej półki, na którą nie stać mieszkańców tamtych okolic skazanych raczej na ofertę Lidla w Hajnówce czy Terespolu.

Minister pracy, rodziny i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oraz równości (orwellowska to nazwa resortu, ale tak w papierach) Katarzyna Kotula a także zastępczyni pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza w resorcie kultury Joanna Scheuring-Wielgus jeszcze niedawno broniły agresywnych nieproszonych gości wyposażonych we wszystko, czego potrzeba przez KGB obu nieprzyjaznych nam państw. Teraz ze wszystkich praw kobiet – ponoszących, jako odpowiedzialne za domowe budżety i zdrowie całej rodziny, wzmożone przez problemy ostatnich lat, pandemię i drożyznę koszty nie tylko psychiczne – Nowa Lewica broni tylko jednego: prawa do aborcji. Wojnę o nią chce nam zafundować jeszcze przed wyborami samorządowymi a wszczyna ją tuż przed wizytą w Waszyngtonie u prezydenta Joe’go Bidena w Białym Domu jego polskiego odpowiednika Andrzeja Dudy oraz premiera Donalda Tuska, planowaną na 12 lutego.

Warszawa, 8 marca 2024 - demonstracja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Przeciwstawiły się temu Polskie Stronnictwo Ludowe i Polska 2050 do których dołączyła Koalicja Obywatelska a za odłożeniem sprawy na czas po wyborach samorządowych opowiedziała się również Konfederacja, która różni się od rządzących podejściem do wojny na Ukrainie ale pojęcie polskiej racji stanu pozostaje jej nieobce. Na wtorkowym Prezydium Sejmu decydującym o jego agendzie ujawnił się nowy sojusz, co – podobnie jak wcześniejsze głosowanie Konfederacji za kandydaturą Szymona Hołowni na marszałka stanowi ważki prognostyk dla polskiej polityki.

Rozwiązanie optymalne to pozbycie się z koalicji rządowej nielojalnej i skłonnej do szantażu Nowej Lewicy i zastąpienie jej przez Konfederację. Siła głosów – niemal taka sama. Partia Włodzimierza Czarzastego wprowadziła 26 posłów, klub Konfederacji liczy ich osiemnastu. Do rządzenia wystarczy. Zaś weta prezydenckiego nawet w dotychczasowej konfiguracji obalić się nie da.
 
Taki sojusz tytułować można koalicją zdrowego rozsądku. Nikt już z pewnością nie nazwie jej “koalicją 13 grudnia” ani nawet 15 października, określano by ją od dnia, w którym zostanie zawarta. A może nawet mianem koalicji ostatniej szansy.
 
Na dziś wydaje się to rozwiązaniem przerastającym możliwości wszystkich partnerów, ale podobnie wydawało się, zanim Konfederacja zagłosowała za Hołownią, co zapewniło jej z kolei fotel wicemarszałka Sejmu dla Krzysztofa Bosaka z korzyścią dla polskiej demokracji, bo wyłącznie dzięki temu Prezydium Sejmu nie jest jednokolorowe jak w parlamencie Korei Pn.

Stefan Żeromski przez całe życie zwalczał endeków, oni byli za Rosją, on przeciw, tamci zasiadali w Dumie (wielkoruskim parlamencie) a pisarz i jego żona Oktawia przyjmowali w swoich warszawskim mieszkaniu przy Żabiej na nocleg bojowców Polskiej Partii Socjalistycznej Józefa Piłsudskiego (towarzysz Wiktor) oraz Stanisława Wojciechowskiego (ps. Edmund) późniejszego prezydenta wolnej Polski, obu wtedy nielegalnych z gorącym nakładem podziemnego “Robotnika” do rozprowadzenia. Jednak gdy jesienią historycznego roku 1918 przyszły autor “Przedwiośnia” znalazł się w Zakopanem, właśnie w koalicji z tamtejszą Narodową Demokracją i razem z nią wyłonił

Warszawa, 8 marca 2024 - demonstracja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.
 reprezentację polskiej władzy państwowej – jeszcze nie istniejącej w skali kraju, bo był dopiero 31 października, Piłsudski siedział wciąż w twierdzy magdeburskiej a Niemcy w Warszawie – koordynującej rozbrajanie Austriaków i przejmowanie przez Polaków wszelkich lokalnych instytucji.

Później zaś, gdy w styczniu 1919 r. przy frekwencji wyższej niż ubiegłoroczne październikowe odbyły się w Polsce pierwsze w jej historii wolne wybory do Sejmu Ustawodawczego wszystko powróciło do normy: Żeromski dalej endeków zwalczał a oni jego jeszcze bardziej, co po publikacji “Przedwiośnia” nabrało znamion histerii. Jednak na czas gorącego jak nigdy pod Tatrami listopada 1918 r. wrogość plemienną zawieszono. I to wielki pisarz kierował zdominowaną przez Narodowych Demokratów Rzeczpospolitą Zakopiańską jak nazwali ją współcześni i w ślad za nimi historycy.    
 
Kiedyś mówiło się: pro publico bono. Dla dobra publicznego. Dziś ta kategoria wydaje się ponad miarę współczesnych polityków.
 
Dla mnie koalicja zawarta przez tych, co przed niespełna czterdziestu laty cenili podziemnego “Stańczyka” a czytelnikami podobnie wydawanego w sekrecie “Tygodnika Mazowsze”  nie okazuje się niemożliwa do pojęcia. Zwłaszcza, jeśli widać, że postkomuniści – nawet z tym nowym przedrostkiem – po raz kolejny okazują się niereformowalni. Nie dają zapomnieć, że partię zakładali za moskiewskie pieniądze przywiezione w reklamówkach przez wspomnianego już Millera i Mieczysława F. Rakowskiego. Przypomina się bon mot Jana Pietrzaka z czasów drugich rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, że w Polsce z postkomunizmu najlepiej udał się post.

Wiemy, co już po 1989 wyprawiali dawni, acz przemalowani komuniści na Słowacji czy Węgrzech, gdzie ich lider Ferenc Gyurcsanyi stał się autorem sławetnej formuły: kłamaliśmy rano, przez cały dzień i wieczorem. 

Więc może czas powiedzieć po wschodniemu, żeby zrozumieli: won od koryta. Wymaga to jednak rozwagi od wszystkich, jeśli ma się powieść.         

Spróbować warto? My już wybraliśmy, 15 października ub. r. – masowo jak nigdy od czasów wspomnianego tu już stycznia 1919 r. którego przecież nikt nie może pamiętać. Reszta należy już do polityków. Ale niech odczują chociaż naszą presję.
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Lumpen-lewica czyli powrót do źródeł

Małpie wrzaski rozlegały się w piątek 8 marca kiedy Hołownia w trakcie briefingu uzasadniał swoje umiarkowane stanowisko wobec aborcji. Przeszkadzając marszałkowi i dziennikarzom, wydawały je osoby, zaproszone do Sejmu przez klub, na którego czele stoi Żukowska. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments