Walki o miedzę – rachunek wystawiony XX stuleciu
- Dodano:
- Kategorie: Książka
Francuski filozof Alain Finkielkraut w trakcie przechadzki po paryskim bulwarze natknął się na uczestników protestu “żółtych kamizelek”. Gdy rozpoznali w nim uczestnika licznych dyskusji telewizyjnych, został przez nich, pomimo siedemdziesiątki na karku i nobliwego wyglądu, opluty i sponiewierany. Chociaż o tym zdarzeniu myśliciel w “Zagubionym człowieczeństwie” nie wspomina – wystawia w swoim eseju rachunek dwudziestemu wiekowi, który wzmógł agresję i uprzedzenia, czego skutki ponosimy do dzisiaj.
Każdy, kto dysponuje chociażby elementarną wiedzą o biznesie, wie doskonale, że przy dowolnym przejęciu czy zmianie struktury nieodzowne okazuje się sporządzenie bilansu otwarcia. Po to choćby, żeby uniknąć trupów w szafie. Również tymi ostatnimi zajmuje się francuski filozof w swojej książce. Po XX wieku przejmujemy trudną schedę. .
Efektowna analogia, którą zresztą sam Finkielkraut się nie posługuje, zawodzi jednak w najważniejszym momencie. Ludzkość – w odróżnieniu od spółki – nie może zbankrutować. Żyć trzeba dalej, przezwyciężając niełatwe obciążenia.
Jak zauważa francuski filozof, przywołując też odkrycia wybitnego antropologa i swojego rodaka Claude’a Levi-Straussa, pojęcie ludzkości długo zawężało się do granic plemienia, a czasem nawet rodzinnej wioski. Dalej byli już obcy, a nie wspólnota.
Zmieniły to dopiero Biblia i filozofia. Biblijne przymierze z Przedwiecznym nikogo nie wykluczało. Chrześcijaństwo, w odróżnieniu od wcześniejszych guseł, okazało się pierwszą wspólnotą uniwersalną. Chociaż odmiennie pojmował to święty Paweł, inaczej zaś Izydor z Sewilli uzasadniający jako nieuchronny podział na panów i niewolników. Filozofia budowała mądrość i wiedzę powszechną a nie tylko plemienną. Nawet w XVI wieku, gdy hiszpańscy konkwistadorzy dla złota i pustej chwały eksterminowali Indian, ich koledzy teologowie toczyli długą dysputę, która nie rozstrzygnęła ostatecznie, czy ofiary kolonialnego podboju przynależą do ludzkiej rodziny, ale co najważniejsze – wcale tego nie wykluczyła. Pamiętamy te dylematy z pokazującego późniejsze o parę stuleci wydarzenia kultowego filmu “Misja” z muzyką Ennio Morricone, prezentującego jezuickie państwo idealne w latynoamerykańskiej dżungli, zlikwidowane na skutek matactw europejskich polityków. Warto do tego powracać, gdy politycy wspierani przez skorumpowanych przez siebie publicystów podsycają – tak w ojczyźnie Finkielkrauta jak w naszej – plemienne podziały. Ich efektem stać się może atak na nieznanego człowieka na ulicy, bo kojarzy się ze znanym z telewizji establishmentem, nawet jeśli pozostaje jego krytykiem. Doświadczył tego filozof. Z tych samych źródeł wywodzą się zaczepki typu “niech pan zdejmie tę maskę”, słyszane dzisiaj na warszawskiej ulicy, która przecież kiedyś solidarnie przeżyła stan wojenny, a wcześniej okupację hitlerowską i stalinizm. Ale też w uprzedzeniach tkwi geneza wyzwania przeciwników szczepień od foliarzy i płaskoziemców. To wielki komplement dla autora “Zagubionego człowieczeństwa”, że książka napisana przed pandemią… o takich zachowaniach również opowiada.
Czas na jeszcze większy. Gdyby myślący, ale cierpiący na finansowe lub czasowe niedobory kolega – pamiętajac, że z wykształcenia jestem krytykiem literackim: zawód wymarły podobnie jak zduna z braku pieców, tyle, że z powodu deficytów literatury – otóż gdyby ten hipotetyczny znajomy poprosił mnie o wskazanie jednej i tylko jednej książki, którą w tym roku jest w stanie kupić i przeczytać – rekomendowałbym mu właśnie “Zagubione człowieczeństwo” Alaina Finkielkrauta. Nie tylko dlatego, że finezja autora budzi szczery podziw: na niespełna 150 stronach (członek elitarnej Akademii Francuskiej pogodził się zapewne z prawdą, że opasłych tomiszcz nikt nie czyta) daje przystępną historię ludzkości w kontekście spraw dla niej najważniejszych. Wiek XX stanie się w niej punktem zwrotnym. Zaburzy dotychczasowy ład wspólnie ustalony przez teologów i filozofów – czy jeśli ująć rzecz bardziej żarliwie – przez Pana Boga i ludzką mądrość. Zagrożenia nie ustąpią jednak wraz z końcem poprzedniego stulecia ani nastaniem nowego: wieku pandemii, szturmu fałszywych uchodźców na granice ani upadku wież World Trade Center. Aneksji Krymu i sromotnej ucieczki amerykańskich żołnierzy z oddanego na pastwę talibów Afganistanu.
“Od zakończenia zimnej wojny wygląda na to, że wielka konfrontacja systemów ustąpiła miejsca (..) sporom o miedzę, śmiesznej ale i krwawej mieszaninie wzajemnych szykan terytorialnych i kłótni o te same nazwy. Czy zwolennicy tak rozumianej tożsamości, oprócz tego, że z działaczy stali się “kibicami swojej drużyny”, mieli jakiś inny wybór?” – pyta Finkielkraut [1]. Zwłaszcza, że jak zauważa cytowany przez niego Mario Vargas Llosa, literacki noblista z Peru i dawny kandydat na prezydenta tego kraju: “(..) w przeciwieństwie do tego, w co wierzyliśmy wcześniej, to nie rewolucja socjalistyczna przyczyniła się do internacjonalizacji świata, ale jej najgorsi wrogowie: kapitalizm i wolny rynek” [2]. Kto wierzył, ten wierzył, chciałoby się dodać, nawet jeśli noblisty poprawiać nie wypada.
Myśliciel z Francji rzetelnie diagnozuje zagrożenia, ale fałszywie ich nie mnoży. Tych, co wszędzie szukają antypolonizmu, z czystym sumieniem spieszę uspokoić: autor, wywodzący się z kultury francuskiej ale i polskiej (jego ojciec szczęście w nieszczęściu miał niebywałe, skoro przeżył Auschwitz jako polski Żyd) – wymienia na kartach “Zagubionego człowieczeństwa” Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza, Aleksandra Wata a nawet – co wielu kojarzących jego poezję ze szkolnymi akademiami zaszokuje – Władysława Broniewskiego. I nie pozwala sobie na żadne partykularne wobec nas wycieczki, które zaprzeczyłyby głoszonemu przez niemu uniwersalizmowi. Nam zaś przychodzi pora, żeby się oswoić, z czym zwłaszcza czytelnicy Stanisława Michalkiewicza mieć mogą pewien dyskomfort i kłopot, że Europa wcale nie jest twierdzą zza baszt której ostrzeliwują nas podstępni wrogowie, ale wspólnym domem, gdzie mamy swój pokój i stałe prawo wstępu. Obliguje to nas jednak również do refleksji, by nie stać się tam wyłącznie bezmyślnym rezydentem. Jak kiedyś zbankrutowany szlachciura na dworze magnata, potrzebującego tylko jego “kreski” na sejmiku.
Zwłaszcza, że tym, co Finkielkrauta niepokoi, okazuje się przemiana obywatela w obserwatora. Czy nawet turystę. A bycie tym ostatnim w dobie pandemii, gdy granice albo się zamyka albo obwarowuje kwarantannami, wydaje się losem wyjątkowo żałosnym.
“Władza uczucia i klęska ideologii mogą być jedynie pozorne. Nadal rządzi nami uraza. Czyżby wiek XX okazał się bezużyteczny?” – zapytuje filozof [3]. Na to odpowiedź, co oczywiste, da dopiero kolejne stulecie. Nasz wiek XXI, w którym wedle własnego wyboru staniemy się aktorami lub statystami. Alain Finkielkraut okazuje się kolejnym autorem, który pokazuje, że nikt z nas tej odpowiedzialności nie zdejmie.
[1] Alain Finkielkraut. Zagubione człowieczeństwo. Esej o XX wieku. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2022, s. 130, przeł. Mateusz Fabjanowski
[2] Mario Vargas Llosa. Cher Regis, tu sais aussi bien que moi… “Liberation” 2 grudnia 1993
[3] Finkielkraut, Zagubione człowieczeństwo, op. cit, s. 149
Łukasz Perzyna

Wspólny 11 Listopada
Tak ni z tego, ni z owego była Polska od pierwszego – tak sam Józef Piłsudski na zjeździe Legionistów w Kaliszu już po przewrocie majowym miał się wyrazić o okolicznościach odbudowy państwa w 1918 r. Czytaj więcej ..

Dron u bram czyli wojna i pokój oraz feudałowie polskiej polityki
63 proc badanych przez CBOS dostrzega zagrożenie dla niepodległości Polski. Gdy zaczynała się wojna w Ukrainie, widziało je 42 proc. Z kolei teraz 68 proc Polaków pewnych jest zaangażowania NATO w obronę naszych granic, w marcu 2022 r. podobne przekonanie wyrażało 81 proc. Czytaj więcej ..

“Hyde Park” – arena pustych słów
“Hyde Park” pokazuje politykę, w której rolę selekcjonerską jaką do niedawna odgrywała telewizja – bez reszty przejmuje internet. Czy się w tę sieć zaplączemy, czy nauczymy nią skutecznie łowić to, co życiodajne a nie zatrute?Czytaj więcej ..

Zimna wojna nerwów
Po zrozumiałym szoku, jaki wywołało masowe wtargnięcie do Polski wrogich obiektów w nocy z 9 na 10 września – nadchodzi podobnie trudny czas testowania naszej cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa.Czytaj więcej ..

Dron… nie z jasnego nieba
Nalot prawie dwudziestu dronów rosyjskich jakie nadleciały nad Polskę z Białorusi wskazuje, że w tym wypadku to my, a nie Ukraina stanowimy cel dla Kremla. Jeśli jednak zamiarem Władimira Putina pozostawało wzniecenie u nas paniki, ten zamysł nie został zrealizowany.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

