Makabra w świątyni nauki

Raskolnikow z Krakowskiego Przedmieścia

Zamordowanie portierki z Uniwersytetu Warszawskiego, 53-letniej matki trójki dzieci, przez 22-letniego studenta wydziału prawa, odbiera zwyczajnym Polakom resztki poczucia bezpieczeństwa, jakim się jeszcze cieszyli. Zginąć mógł każdy, kto znalazłby się na drodze mordercy. Horror w samym środku stolicy, w miejscu, kojarzącym się z wiedzą i wspólnotą a nie agresją i zbrodnią, stał się faktem.
 
Sprawca biegał wcześniej z siekierą po okolicznych ulicach i terenie uczelni, rozrabiał w pobliskim sklepie, skąd został wypłoszony. Przechodnie i studenci ostrzegali się przed nim w sieci. Tylko służby nie zareagowały. Dowiedzieliśmy się przy okazji, ile wart jest system monitoringu miejskiego. Kamery wszystko rejestrują, tylko efektów nikt nie śledzi w czasie rzeczywistym. Gdyby działo się inaczej, pewnie udałoby się uratować życie ludzkie. Tylko strażnik uniwersytecki zachował się jak należy, odniósł rany, próbując zatrzymać sprawcę, który wcześniej swojej ofierze, starszej kobiecie, całkiem dosłownie odrąbał głowę. 
 
Dramat miał miejsce przy wejściu do Auditorium Maximum, jednego z najbardziej rozpoznawalnych budynków uniwersyteckich. Audimaks kojarzy się z wykładami, inauguracjami roku akademickiego z Gaudeamus Igitur, dawnym konspirowaniem na ławkach pod nim, bo tam wymienialiśmy się w latach 80. bibułą i książkami z drugiego obiegu.
 
Kobieta zginęła zapewne dlatego, że zamykała drzwi budynku, było już późno, ok. 18,40, i odmówiła wpuszczenia do środka intruza z obłędem w oczach. Wytrwała na posterunku do końca. Inaczej niż odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo oficjele, co podali tyły, zanim jeszcze się okazało, o co chodzi. 

 

    Sprawcy uciec się nie udało, Bodnarowi tak

Zbiegiem okoliczności w chwili tragicznego zdarzenia na terenie Uniwersytetu Warszawskiego znajdował się uczestniczący tam w jakimś panelu minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Jego ochroniarz przykładnie wziął udział w zatrzymaniu mordercy. Za to sam minister, jak nas oficjalnie powiadomiono, został z terenu uczelni ewakuowany. Czyli, powiedzmy po ludzku, Bodnar zwyczajnie z miejsca zdarzenia uciekł. Z czego o dziwo nie czyni mu zarzutu obecna, pożal się Boże, opozycja, zajęta wyłgiwaniem się z afery mieszkaniowej kandydata obywatelskiego Karola Nawrockiego. Zresztą to za pisowskich rządów policja zamiast ściganiem przestępców zajęła się nachodzeniem mieszkań niezależnych dziennikarzy. Przeciw czemu nie protestowała wtedy stacja TVN, skąd swoją aktualną rzeczniczkę wziął minister Bodnar. Wcześniej obiektywnie – a jakże – ta sama Karolina Wasilewska relacjonowała jego działania jako Rzecznika Praw Obywatelskich.

Skoro jak zwykł podkreślać weteran antykomunistycznej opozycji Gabriel Janowski, słowo minister znaczy sługa, co zobowiązuje – jesteśmy pewnie w stanie wyobrazić sobie odmienny scenariusz, w którym Bodnar nie tylko z Uniwersytetu Warszawskiego nie czmycha, ale natychmiast po tym strasznym zdarzeniu staje na czele akcji ratowniczej. Zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe? Wiemy, że tak się nie stało. Nie okazał się też jedynym, który zawiódł.

Władze uczelni w miejscu popełnienia zbrodni na Uniwersytecie Warszawskim.
Magnificencja raczy żartować, co nikogo nie śmieszy
 
Rektor UW, propisowski jeszcze  Alojzy Nowak, swój komentarz co do osoby sprawcy ograniczył do stwierdzenia, że był on dobrym studentem. 
 
Jeśli Magnificencja nie miał nic godnego ani mądrego do powiedzenia, mógł po prostu milczeć. Ale stracił szansę, by być cicho, strawestujmy dawnego charyzmatycznego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca. Aż wstyd…
 
Skoro rektor Uniwersytetu Warszawskiego wydaje się wyzuty z ludzkich uczuć, to czego wymagać od jego studentów. Na szczęście młodzież akademicka wykazała się większą empatią, masowo uczestnicząc w rozmaitych formach upamiętnienia swojej Pani z portierni.
 
Mój ojciec też był profesorem jak rektor Nowak, ale pozostawał przy tym dobrym człowiekiem, liczącym się z uczuciami innych.
 
Warto przypomnieć, jak w drugiej połowie lat 80. fizyk, poeta i rektor UW Grzegorz Białkowski rozumiał doskonale studentów, ale też potrafił rzeczowo rozmawiać z władzą. Nikt wtedy nikogo nie zabijał na dziedzińcu uniwersyteckim. Rodził się tam i wykuwał przyszły przełom demokratyczny. Pamiętamy wiec na dwudziestą rocznicę Marca ’68 i majowy strajk z 1988 r. 
 

 

   Jak biurokraci tworzą wolną przestrzeń dla zabójców

Nikt nie rodzi się mordercą. Tym, co z własnego wyboru zabójcami się stają, dopomaga indolencja decydentów i autorytetów społecznych. 
 
Jeśli czegokolwiek się o sprawcy dowiedzieliśmy, to nie za ich sprawą, lecz dzięki demokracji w sieci. Użytkownicy internetu wymieniają się wiadomościami,których poskąpiły środki masowego przekazu. A przecież obywatele mają prawo do informacji. Na tym również polega demokracja. Za to agresja często wyrasta z niewiedzy.
 
Media głównego nurtu już lansują na swojego bohatera mec. Macieja Zaborowskiego, pełnomocnika z wyboru – czyli adwokata, co bierze pieniądze od rodziny sprawcy a nie od państwa, by nie był on prawa do obrony pozbawiony – reprezentującego mordercę z UW.  Adwokat już upowszechnia opinie, jak prokuratorzy źle traktują jego klienta. Który zresztą, jak wiadomo nieoficjalnie, zamierza udawać psychicznie chorego. Jeśli zamiast do więzienia trafi do szpitala, a na taką możliwość poważnie wskazuje senior polskiej kryminologii prof. Brunon Hołyst – Polacy ostatecznie zwątpią w moc sprawiedliwości.
 
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Wspólny 11 Listopada

Tak ni z tego, ni z owego była Polska od pierwszego – tak sam Józef Piłsudski na zjeździe Legionistów w Kaliszu już po przewrocie majowym miał się wyrazić o okolicznościach odbudowy państwa w 1918 r. Czytaj więcej ..

“Hyde Park” – arena pustych słów

“Hyde Park” pokazuje politykę, w której rolę selekcjonerską jaką do niedawna odgrywała telewizja – bez reszty przejmuje internet. Czy się w tę sieć zaplączemy, czy nauczymy nią skutecznie łowić to, co życiodajne a nie zatrute?Czytaj więcej ..

Zimna wojna nerwów

Po zrozumiałym szoku, jaki wywołało masowe wtargnięcie do Polski wrogich obiektów w nocy z 9 na 10 września – nadchodzi podobnie trudny czas testowania naszej cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa.Czytaj więcej ..

Dron… nie z jasnego nieba

Nalot prawie dwudziestu dronów rosyjskich jakie nadleciały nad Polskę z Białorusi wskazuje, że w tym wypadku to my, a nie Ukraina stanowimy cel dla Kremla. Jeśli jednak zamiarem Władimira Putina pozostawało wzniecenie u nas paniki, ten zamysł nie został zrealizowany.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments