Morawiecki zna niemiecki
czy wyborcy postpisowskiej prawicy wiedzą czego chcą
- Dodano:
- Kategorie: Komentarz, Kraj, Polityka Krajowa
W polityce, inaczej niż w piłkarskiej ekstraklasie, żaden pożytek z drużyny co nie wygrywa ani liderów, co do zwycięstwa nie prowadzą. I tak jak w futbolu znajdujemy marki które – jak Garbarnię Kraków czy Polonię Warszawa – kibice kochają na zabój niezależnie od tego, w której lidze występują ulubieńcy – w życiu publicznym miejsca dla podobnych sentymentów nie ma. Przekonaliśmy się o tym na demonstracjach pod TVP, na które zamiast spodziewanych tłumów warszawiaków i przybyszów z całej głosującej na PiS Polski pojawiali się głównie rozpoznawalni świeżo po utracie pracy pisowscy urzędnicy.
Mateusz Morawiecki zaczął pojawiać się w Sejmie na briefingach i odpowiadać na pytania dziennikarzy, jak niedawno w kwestiach budżetowych. To znacząca zmiana. Nie tak dawno w Sejmie dało się zaobserwować jak ochroniarze ówczesnego premiera obcesowo odpychali próbujące mu zadawać pytania dziennikarki, ktoś nawet rzucił, że gdyby tu był Kornel, nie byłoby to możliwe – ojciec szefa pisowskiego rządu, dawny lider antykomunistycznej Solidarności Walczącej, jeszcze wtedy żył, a słynął zawsze z doskonałych manier.
W sobotę wspierająca PiS Telewizja Republika nagle przerwała relację ze spotkania Jarosława Kaczyńskiego w Lublinie, akurat w momencie, gdy uczestnicy zaczęli zadawać pytania prezesowi i przerzuciła się na transmisję innego wiecu z udziałem Mateusza Morawieckiego [2].
W Polsce nie ma prawyborów jak w Ameryce, zwłaszcza na przywódców partii wodzowskich, jednak opinia publiczna ma prawo wiedzieć jak najwięcej gdy otwiera się gra o sukcesję w którejkolwiek z nich. Nawet jeśli zapowiedzi Kaczyńskiego, że z czasem ustąpi traktować trzeba z przymrużeniem oka. Niewykluczone, że prezes PiS składa je po to, żeby prześledzić, kto w sposób widoczny się z nich ucieszy.
Zwłaszcza w świetle tak powszechnego na prawicy przekonania o szansach Morawieckiego na następstwo po Kaczyńskim a szczególnie tym segmentom elektoratu, które skarżą się na dominację “opcji niemieckiej” lub przynajmniej traktują ją jako nadmierną w rodzimej polityce – warto przypominać teksty nawet sprzed wielu lat, za to pisane w czasach, kiedy ich bohater kojarzył się z prezesurą wielkiego banku, zaś jeśli z polityką to w wymiarze regionalnym: Sejmiku Dolnośląskiego, gdzie mandat Mateusz Morawiecki sprawował z listy AWS w latach 1998-2002.
Dla Bankiera.pl tak pisał w 2014 r. o Morawieckim Filip Ficner:
“(..) imponująca kolekcja certyfikatów, potwierdzających kompetencje przyszłego prezesa pozwoliła rozpocząć pracę w sektorze bankowym. W tym celu Morawiecki przeniósł się do Frankfurtu nad Menem, gdzie w 1995 roku odbył staż w Deutsche Bundesbank, poznając tajniki nadzoru kredytowego i nadzoru nad rynkami finansowymi, a następnie przez dwa lata prowadził badania w zakresie bankowości i makroekonomii na usytuowanym tam uniwersytecie. W 1998 roku wrócił do kraju na skutek propozycji objęcia stanowiska w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej MSZ, gdzie miał się zajmować negocjowaniem warunków przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Jednocześnie rozpoczął pracę w Banku Zachodnim SA jako doradca prezesa zarządu. Trzy lata później, gdy Bank Zachodni połączył się z Wielkopolskim Bankiem Kredytowym, tworząc Bank Zachodni WBK, Morawiecki został weń członkiem zarządu i dyrektorem zarządzającym, a w 2007 roku, po wieloetapowym procesie rekrutacji, rada nadzorcza nominowała go na stanowisko prezesa zarządu, uprzednio piastowane przez Jacka Ksenia” [3].
Jak wiemy, Bolesław Chrobry, zanim został królem Polski, jednym z najlepszych w naszej historii, przez wiele lat przebywał na dworze cesarskim w Niemczech chociaż jako zakładnik a nie stypendysta. Odłóżmy jednak żarty na bok. Każdy specjalista od zarządzania ma prawo formować swoją karierę tam gdzie chce, ale gdy przechodzi do politycznej sfery życia publicznego, opinia publiczna ma prawo o tym wiedzieć. W pracy dla Niemców nie ma nic nagannego, istotne pozostaje, czy wyniesione z niej nawyki a tym bardziej zobowiązania rzutować mogą na późniejsze decyzje. Zwłaszcza, mające związek z suwerennością kraju: a skoro Morawiecki jako młody urzędnik – w tym wypadku państwowy nie bankowy – miał swój udział w negocjacjach akcesyjnych, to zarówno wtedy jak teraz wie, o co chodzi.
Łukasz Perzyna

Polak sobie i z Unią poradzi
Problem dotacji z KPO wydanych przez rzad D. Tuska nie sprowadza się do wyliczeń, lecz do powszechnego poczucia sprawiedliwości. To, za sprawą afery KPO zostało wystawione na kolejną ciężką próbę.Czytaj więcej ..

Umiemy liczyć …
Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym i został kolejnym prezydentem Polski. Każdy sensowny i odpowiedzialny komentarz do tego wydarzenia zawierać musi satysfakcję.Czytaj więcej ..

Co się wydarzy 6 sierpnia
Politycy chociaż żyją z naszych podatków, mają tendencję do komplikowania prostych sytuacji, to samo dotyczy ekspertów, których – w odróżnieniu od posłów i senatorów – nikt uprzednio demokratycznie nie wybierał.Czytaj więcej ..

Oblany egzamin z prawa
Jeśli obywatele zaczną w podobny sposób płacić podatki, jak politycy prawo interpretują – państwo może zbankrutować. Co oznacza, że granic z konieczności strzec będą musiały ochotnicze patrole obywatelskie, których działalność już teraz spotyka się z uznaniem ponad połowy z nas. Wiemy jednak, że nie powstrzymają tanków Władimira Putina ani nawet

Polityka to rozmowa
Polityka w demokracji to rozmowa. A do niej niezbędne okazuje się bezpośrednie spotkanie. Dziwne, że w ojczyźnie Solidarności trzeba powtarzać prawdy tak oczywiste.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

