Plan Sawickiego
- Dodano:
- Kategorie: Polityka Krajowa
Tymczasem Marek Sawicki, zawsze wypowiadający się w sposób umiarkowany, zgłasza nośny medialnie pomysł pospiesznego utrącenia poprzez konstruktywne wotum nieufności kandydatury Mateusza Morawieckiego na premiera i powołania na to stanowisko – w tym samym ruchu – Donalda Tuska. Problem w tym, że konstytucjonaliści nie uznają tej drogi za legalną, a koalicjanci zżymają się, że pomysł Sawickiego ich zaskoczył.
Po co więc został zgłoszony? Jak się wydaje, żeby to zrozumieć, trzeba wybiec myślą najpierw w przeszłość, potem zaś w przyszłość, której zdenerwowani oponenci z własnego obozu być może nie widzą w równie dalekiej perspektywie jak on. Chociaż i tak skazani jesteśmy na hipotezy. Plan Sawickiego (tego określenia używa już serwis Wirtualnej Polski) wart jest wiec poważnej oceny pod warunkiem, że… nie odczytujemy go dosłownie. Podobnie jak wiele haseł w polityce.
Raz starszy z Morawieckich, kiedy indziej Macierewicz
Bez siwej brody, swój chłop, chociaż z doktoratem
W siedleckim okręgu wyborczym, bez reszty zdominowanym przez Prawo i Sprawiedliwość (nawet teraz wprowadziło stamtąd do Sejmu aż 7 na 12 posłów), Marek Sawicki w październiku zdobył tyle głosów (prawie 26 tys), że starczyło ich jeszcze na drugi mandat Trzeciej Drogi, dla koalicjantki od Szymona Hołowni – Żanety Cwaliny-Śliwowskiej (niespełna 10 tys poparcia).
Do Sejmu wchodzi zresztą nieprzerwanie od 1993 r więc pod tym względem pozostaje rekordzistą, odkąd teraz w październiku wyborcy z Łodzi nie poparli już na kolejną kadencję Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, zasiadającej w ławach przy Wiejskiej od pierwszych wolnych wyborów w 1991 r. bez przerwy. Dla wyników Sawickiego w okręgu ma znaczenie, że nigdy do końca nie wyjechał z rodzinnych stron.
Musi też mieć mocną głowę, bo nocne rozmowy ludowców z ich ówczesnym koalicjantem, postkomunistami, były obficie zakrapiane, a gdy Sawicki z nich wychodził, składał zdania do rzeczy i dykcję miał świetną, chociaż chuch jak z gorzelni.
Cieniem na biografii Sawickiego kładzie się afera Elewarru, państwowej spółki zajmującej się obrotem zbożem i rzepakiem. Kiedy ujawniono tam nepotyzm i ponadnormatywne wynagrodzenia, w tym dla prezesa Andrzeja Śmietanki 29 tys zł miesięcznie plus procent od zysków – odpowiedzialny na nadzór nad Elewarrem Sawicki złożył dymisję z funkcji ministra rolnictwa. Pozycji w PSL jednak nie stracił a po raptem dwóch latach powrócił na tę samą posadę.
Jako marszałek senior musi stawić czoła problemowi, gdzie ma siedzieć w ławach sejmowych Konfederacja oraz sporom Koalicji Obywatelskiej i Polski 2050 Szymona Hołowni – chociaż to akurat przyszli koalicjanci – kto zajmie pomieszczenia ulokowane bliżej gabinetu marszałka Sejmu. Nie ulega jednak wątpliwości, że swoją rolę pełni z dystansem i spokojem. Z pewnością zaś na niej nie straci.
Prawie jak szachista ale prawie czyni różnicę
Kto się jednak spodziewał, że ukontentowany prestiżową funkcją Sawicki skupi się na rozdzielaniu sejmowych pokoi oraz kolejności wystąpień w dniu inauguracyjnego posiedzenia – ten już się zawiódł.
Marek Sawicki szybko bowiem wyszedł z roli marszałka seniora, pokazując zarazem, że wytrawnym politykiem być nie przestał. Publicznie zgłosił pomysł, jak przyspieszyć powołanie rządu bez czekania na “drugi krok konstytucyjny” kiedy najmocniejszy na to wpływ ma Sejm (prezydent Duda liczy na krok trzeci, gdy inicjatywa wróci do niego), co stanowi oficjalny cel Trzeciej Drogi (sojuszu PSL i Polski 2050) oraz Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy deklarujących wspólne działanie.
Katalizatorem stać się ma konstruktywne wotum nieufności, od razu zgłoszone pod adresem wskazanego przez prezydenta Dudę “w pierwszym kroku” Mateusza Morawieckiego.
Gdy jednak Sawicki to ogłosił, od razu pojawiły się dwa problemy.
Po pierwsze – nie powiadomił zawczasu koalicjantów o tym pomyśle.
Po drugie – wielu konstytucjonalistów nie jest w ogóle przekonanych, że w fazie “pierwszego kroku” da się na zasadzie konstruktywnego wotum zamiast Morawieckiego powołać Donalda Tuska na premiera.
Przewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej Borys Budka od razu zastrzegł, że te obawy prawników podziela. I dał do zrozumienia, że tą drogą nie pójdzie. Zdystansował się nawet od planu Sawickiego prezes jego partii Władysław Kosiniak-Kamysz.
Po co więc Sawicki powiedział… to, co powiedział? Uzasadnienie wydaje się nie tak trudne.
Gdy świeżo po przyjęciu od prezydenta Dudy godności marszałka seniora, zgłasza daleko idący pomysł, mający przyspieszyć przejęcie władzy przez obecną opozycję, ten zaś zostaje odrzucony – rozwiązuje sobie ręce na przyszłość. Trudno będzie mu po tym zarzucić zakulisowe dogadywanie się z PiS. A wiemy, że kiedyś nie odrzucał takiej możliwości podobnie jak powracający teraz do parlamentu po ośmioletniej przerwie były premier Waldemar Pawlak. Z tego też powodu został wskazany przez prezydenta.
Teraz po pierwsze potwierdza, że znajduje się w samym centrum toczącej się gry, po drugie, że zamierza być w niej aktorem a nie statystą a już na pewno nie figurantem odwdzięczającym się prezydentowi za prestiżową tylko funkcję.
Tyle, że gdy cel osiągnie – będzie mógł robić swoje. Widać, że rząd nie powstanie w pierwszym kroku, bo Morawieckiemu zabraknie większości. Jeśli nie uda się to również w drugim, kiedy wpływ Sejmu na decyzję pozostaje największy a premierem ma zostać Tusk – w trzecim może zdarzyć się wiele, chociaż być może nie wszystko, bo alternatywą stanie się rozwiązanie parlamentu przed terminem. I wtedy da się powrócić do koncepcji koalicji ostatniej szansy PiS z PSL, na pewno pod patronatem prezydenta – byle tylko teraz skutecznie dało się od niej odwrócić uwagę i zagadać ją formułowaniem radykalnych wariantów, które i tak nie przejdą. Wiele wskazuje na to, że marszałek senior wie, co robi. Nie jest to wcale pokerowa zagrywka. Zasadne okazuje się raczej porównanie do szachów. Wytrawny gracz, a takim pozostaje Sawicki, przewiduje wiele ruchów naprzód, dalej, niż sięga możliwość konkurentów. Jeśli oczywiście trafnie odczytujemy jego intencje. Wykluczyć za to można wariant, że zawsze tak roztropny, tym razem nie bardzo wiedział, co mówi.
Powiedział swoje, żeby mieć na przyszłość rozwiązane ręce. Jeśli rząd Tuska nie powstanie, będzie to porażka liderów Trzeciej Drogi. A wówczas karty rozdawać zacznie drugi szereg, gdzie Sawicki nie tylko się lokuje, ale też ma najwięcej zwolenników. Nikt w PSL nie pójdzie przecież na przyspieszone wybory w parę miesięcy po największym sukcesie Stronnictwa od trzydziestu lat, kiedy to 15 proc zdobytych głosów dało mu ponad 130 mandatów w Sejmie. To wtedy Sawicki po raz pierwszy został posłem. Zaś Pawlak – stanął na półtora roku na czele rządu (w 1992 r. był już premierem, któremu gabinetu nie dało się stworzyć). I to właśnie Pawlak stał się autorem słynnego powiedzenia, a ściślej odpowiedzi na pytanie, kto będzie rządzić Polską: – Koalicjant PSL.
Znajdujemy więc wyjaśnienie, dlaczego tak roztropny zawsze Marek Sawicki propaguje pokazowo radykalny wariant, którego w dodatku nie podchwytują koalicjanci. To tylko zasłona dymna. Po to, żeby robić swoje. A to akurat poseł Sawicki potrafi. Nie musi to być koniecznie koalicja z PiS, ale z pewnością rozwiązanie, które nie zmarnuje efektów najlepszego od 30 lat wyniku wyborczego ludowców. A więc wyłącznie współrządzenie. Z kim? Odpowiedź pozostaje prosta, a udzielił jej przed ponad ćwierćwieczem Waldemar Pawlak: z koalicjantem PSL przecież…
Łukasz Perzyna

Jedna Polska, jedno plemię
Mury nie rosną, wbrew gorzkiemu przesłaniu słynnego protest songu Jacka Kaczmarskiego, co najwyżej pospiesznie wznoszone są między nami przepierzenia jak z dykty, na tyle dziurawe, że na szczęście nie przestajemy przez nie widzieć tych, co po drugiej stronie.Czytaj więcej ..

Gorączka spada. Lekarzu, lecz się sam
Po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego premier Donald Tusk oznajmił, że nie należy podważać wyniku wyborczego. Oznacza to, że sam uznaje, iż prezydentem został Karol Nawrocki.Czytaj więcej ..

Zawsze po złej stronie
Różne ksywy noszą politycy ale w tej tak nieprzyjaznej ujawnia się oczywisty fakt: Giertycha nikt nie lubi. Zwłaszcza we własnym ugrupowaniu. Nie inaczej jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, której posłem został półtora roku temu ze Świętokrzyskiego.Czytaj więcej ..

Jak pisać o polityce, by nas nie przerosła
Jeśli z dwóch powieści, zaliczanych do gatunku political fiction, słabsze wrażenie wywiera książka celebryty i skandalisty, a lepsze debiut samorządowca dotychczas z pióra się nie utrzymującego – daje to do myślenia. Czytaj więcej ..

Lewandowski, bój się Boga
Jakie czasy tacy bohaterowie. Nikt oczywiście nie odbierze Lewandowskiemu tego, co sobie na boisku wywalczył. Nie ma też chyba sensu go zmuszać, żeby na nie wybiegał, w biało-czerwonych barwach. Mamy go jednak prawo oceniać. I tego powinien się bać jako celebryta, wieloletni bohater wyobraźni zbiorowej. Niby tak wielki, a okazał
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

