Wybór wart wysiłku

Polacy stają przed wyzwaniem, by nie poddawać się słabości, jaką w kampanii prezydenckiej, niezbyt ciekawej i twórczej, za to opartej głównie na wzajemnych oskarżeniach, objawiła praktycznie cała klasa polityczna. Nie dla polityków przecież głosujemy ani dla ich partii, lecz dla Polski i dla siebie. Zaś liczba trzynastu kandydatów pokazuje, że mamy spośród kogo wybrać. Przy okazji wyłaniania prezydenta ujawnia się zwykle mądrość zbiorowa Polaków.
 
Lech Wałęsa wprawdzie po wyborze nie zrealizował swoich haseł ”przyspieszenia” a tym bardziej dokończenia pokojowej rewolucji Solidarności, ale wskazując go w pierwszych powszechnych i wolnych wyborach prezydenckich, Polacy zarazem zablokowali drogę do objęcia steru państwa Stanisławowi Tymińskiemu, kandydatowi znikąd o niejasnych powiązaniach, którego symbolem pozostawała czarna teczka, zawierająca jakoby materiały, kompromitujące przeciwników politycznych. Wcześniej w tym samym 1990 roku obywatele nie wpuścili do drugiej tury głosowania urzędującego premiera Tadeusza Mazowieckiego, bo reformy przez niego przeprowadzane uznali za zbyt powolne a krzywdy przy ich okazji wyrządzone za zbyt dotkliwe.
 
Potem wyborcy głosowali za zmianą (którą uosabiali Aleksander Kwaśniewski w 1995 r, Lech Kaczyński w 2005 r, a także Bronisław Komorowski w 2010 r i Andrzej Duda w 2015 r.) bądź kontynuacją (Kwaśniewski już w 1. turze w 2000 r i Duda w drugiej 2020 r). Ale nigdy nie musieli się swojego wyboru wstydzić, jak w ościennych krajach: na Litwie Rolandasa Paksasa trzeba było zdjąć z urzędu za gorszące powiązania z rosyjskimi oligarchami.
 
U nas za to nawet prezydenci krytykowani za przesadne uzależnienie w polityce krajowej od własnego zaplecza politycznego, odnosili sukcesy na arenie międzynarodowej, jak Kwaśniewski wprowadzający nas do NATO czy L. Kaczyński skutecznie broniący Gruzji i Ukrainy. Zyskali sobie mir w świecie. A z efektów ich polityki i szlaków przez nich wytyczonych korzystamy dzisiaj.
Znamy uprawnienia prezydenta w sprawach obronności i dyplomacji, dziedzinach teraz dla Polski najważniejszych. W tych akurat kwestiach pozostają rozległe. Chociaż pod względem ustrojowym prezydentura polska jest dalece skromniejsza od francuskiej, a tym bardziej amerykańskiej: w USA nie ma urzędu premiera, to prezydent stoi tam na czele rządu. 
Warszawa - Marsz na Tysiąclecie
Wśród swoich prerogatyw prezydent ma u nas prawo wetowania ustaw. Przy czym obecna koalicja rządząca nie dysponuje większością w Sejmie, pozwalającą na odrzucanie tego weta. Oznacza to również, że w tych wyborach głosujemy albo za kohabitacją albo za całą pulą władzy dla ”koalicji 15 października”.

W Polsce w latach 2015-23 rząd i prezydent wywodzili się z tego samego obozu politycznego, od półtora roku mamy do czynienia z kohabitacją, jak wcześniej w latach 2007-10 (przed Smoleńskiem) oraz 1997-2001 za prezydentury Kwaśniewskiego i rządu Jerzego Buzka. Brak jednak jasnych reguł, czy państwo lepiej funkcjonuje w warunkach podziału czy jednolitości władzy, zwłaszcza, że zdarzały się też spory między prezydentem a premierem z tego samego obozu politycznego jak słynna ”szorstka przyjaźń” Kwaśniewskiego z Leszkiem Millerem. 
 
Pewne okazuje się, że stajemy przed rzeczywistym wyborem, nie ograniczonym tylko do dwóch faworytów, bo pomimo skupienia na nich zainteresowania głównego nurtu mediów Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki łącznie zbierają poparcie nieco ponad połowy Polaków; pierwszy z nich 30 proc, drugi 25 proc.[1].  A w pierwszej turze wystartuje jeszcze jedenaścioro innych kandydatów. Biegli w demokracji Francuzi zwykli w 1.turze popierać pretendenta najbliższego ich osobistym przekonaniom. Za to w drugiej wskazują tego, który w ich przeświadczeniu obowiązki prezydenckie wypełni lepiej od konkurenta.
 
Nie jest to plebiscyt, wybieramy głowę państwa. I człowieka do trudnych jak nigdy zadań, bo żaden z poprzedników przyszłego elekta nie stawał wobec wojny za wschodnią granicą i równocześnie perspektywy formowania się nowego światowego porządku. Określa ją nie tylko konieczność powstrzymania agresji Kremla i nielegalnej imigracji, ale również groźba wojny atomowej między Pakistanem i Indiami, wcale nie tak egzotyczna, jak nam się wydaje, a także nasilająca się rywalizacja Chin ze Stanami Zjednoczonymi. Większości z tych problemów nie mieliśmy w podobnej skali, gdy Andrzej Duda rozpoczynał swoją pierwszą ani nawet drugą kadencję. Mamy się więc nad czym zastanawiać w tę majową, a i później pierwszą czerwcową niedzielę.  
 
[1] sondaż Opinia 24 z 5-7 mają 2025
 
Zdjęcie główne: Vilkass (Pixabay).
Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
Wspólny 11 Listopada

Tak ni z tego, ni z owego była Polska od pierwszego – tak sam Józef Piłsudski na zjeździe Legionistów w Kaliszu już po przewrocie majowym miał się wyrazić o okolicznościach odbudowy państwa w 1918 r. Czytaj więcej ..

“Hyde Park” – arena pustych słów

“Hyde Park” pokazuje politykę, w której rolę selekcjonerską jaką do niedawna odgrywała telewizja – bez reszty przejmuje internet. Czy się w tę sieć zaplączemy, czy nauczymy nią skutecznie łowić to, co życiodajne a nie zatrute?Czytaj więcej ..

Zimna wojna nerwów

Po zrozumiałym szoku, jaki wywołało masowe wtargnięcie do Polski wrogich obiektów w nocy z 9 na 10 września – nadchodzi podobnie trudny czas testowania naszej cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa.Czytaj więcej ..

Dron… nie z jasnego nieba

Nalot prawie dwudziestu dronów rosyjskich jakie nadleciały nad Polskę z Białorusi wskazuje, że w tym wypadku to my, a nie Ukraina stanowimy cel dla Kremla. Jeśli jednak zamiarem Władimira Putina pozostawało wzniecenie u nas paniki, ten zamysł nie został zrealizowany.Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments