Gdyby politycy byli tak mądrzy jak wyborcy
O 4 czerwca 1989 r. nieco inaczej: z szacunkiem lecz bez euforii
- Dodano:
- Kategorie: Kraj
Tak daleko idące ustępstwa wskazywały, że liderom “drużyny Lecha Wałęsy” zabrakło determinacji, jaka cechowała ich wyborców, skreślających “jak leci” wszystkich komunistów na listach. Czołówka ówczesnej Solidarności wystraszyła się własnego sukcesu. Zabrakło wyobraźni politycznej. Chociaż każda uczciwa analiza musi uwzględnić także przesłanki, dające alibi zakłopotanym zwycięzcom co do ich ostrożności.
W dziesięć lat później, gdy byłem jako dziennikarz “Życia” w Rzeszowie, ówczesny wojewoda rządu AWS Zbigniew Sieczkoś opowiadał mi o odnalezionej liście osób przeznaczonych do internowania właśnie w 1989 roku, którą otwierało jego nazwisko – wtedy przewodniczącego miejscowego Komitetu Obywatelskiego. Jednak w innych regionach nie znaleziono potwierdzenia podobnych przygotowań struktur siłowych do dokonania w czerwcu 1989 r. puczu takiego jak stan wojenny z grudnia 1981 r.
Kunktatorstwo liderów przyczyniło się do utraty przewagi, jaką Polska zyskała od 1980 r. jako pionierka przemian w całym bloku wschodnim. Gdy później zgodnie z hasłem “Havel na Hrad” opozycyjny dramaturg został prezydentem jeszcze zjednoczonej, chociaż już nie komunistycznej Czechosłowacji – w Polsce urząd ten sprawował wciąż generał Jaruzelski.
Na pierwsze w pełni wolne wybory do Sejmu, nie objęte kontraktem politycznym przyszło nam poczekać aż do jesieni 1991 r. kiedy od pamiętnego Czerwca minęło prawie dwa i pół roku. Wyborcy dali wtedy do zrozumienia politykom, co o tym myślą: na drugim miejscu za zwycięską (12,2 proc) partią Tadeusza Mazowieckiego – Unią Demokratyczną uplasowali się z aptekarską tylko stratą 0,2 proc odbudowujący wpływy postkomuniści z Sojuszu Lewicy Demokratycznej prowadzeni przez Aleksandra Kwaśniewskiego, który w 1989 nawet w rodzinnym Koszalińskiem senackiego wtedy mandatu nie zdobył. Zaś jesienią 1991 r. 50 posłów do całkiem wolnego Sejmu wprowadziła najstarsza antykomunistyczna partia, Konfederacja Polski Niepodległej założona w 1979 r. przez Leszka Moczulskiego – której przed Czerwcem na listy nie dopuściła najbardziej wpływowa w “drużynie Wałęsy” frakcja Bronisława Geremka i Jacka Kuronia.
Za to wybierany już bez ograniczeń Sejm wyłonił rząd mec. Jana Olszewskiego, który już w kwietniu 1992 r. osiągnął pierwszy od początku zmian ustrojowych wzrost gospodarczy, co dla wielu stanowiło dowód, że warto było komunizm demontować. I od dawna oczekiwany przełom.
Nie przekonało to jednak dwa miliony ówczesnych bezrobotnych, pozwalnianych z likwidowanych fabryk, dawnych twierdz Solidarności, w ramach planu Leszka Balcerowicza ani załóg PGR-ów, które trudno obarczyć winą, że całe życie przepracowały “na państwowym”. Byliśmy głupi – podsumował po latach te praktyki w tytule swojej książki prof. Marcin Król, wtedy naczelny “Res Publiki”, pierwszego między Łabą a Władywostokiem pisma najpierw wydawanego w podziemiu a potem zalegalizowanego i pozostającego sumieniem polskiej inteligencji.
A przecież już po wyborach czerwcowych oświadczenie Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ “Solidarność” stwierdzało jednoznacznie: ‘Decyzje, dotyczące urynkowienia gospodarki, winny być podejmowane z całą rozwagą” [1]. Przejęcie odpowiedzialności za państwo okazało się słuszną decyzją, ale szybko jednak drogi rządzących i rządzonych się rozeszły, powrócił znany podział “my – oni”. Zgodnie z obietnicami Polska po 4 czerwca nigdy nie stała się już taka jak przedtem, ale wbrew im – greps, że “za komuny było lepiej” okazał się szczerym przekonaniem wielu poszkodowanych przez zmiany ustrojowe.
Elementarna refleksja nad bilansem Czerwca 1989 r. powinna więc skłonić polityków do większej pokory. I raczej wsłuchania się w głos społeczeństwa, niż prób wykorzystania tej radosnej przecież rocznicy dla doraźnych celów, choćby miały się okazać najszlachetniejsze.
[1] “Gazeta Wyborcza” z 29 czerwca 1989
Łukasz Perzyna

Jedna Polska, jedno plemię
Mury nie rosną, wbrew gorzkiemu przesłaniu słynnego protest songu Jacka Kaczmarskiego, co najwyżej pospiesznie wznoszone są między nami przepierzenia jak z dykty, na tyle dziurawe, że na szczęście nie przestajemy przez nie widzieć tych, co po drugiej stronie.Czytaj więcej ..

Gorączka spada. Lekarzu, lecz się sam
Po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego premier Donald Tusk oznajmił, że nie należy podważać wyniku wyborczego. Oznacza to, że sam uznaje, iż prezydentem został Karol Nawrocki.Czytaj więcej ..

Zawsze po złej stronie
Różne ksywy noszą politycy ale w tej tak nieprzyjaznej ujawnia się oczywisty fakt: Giertycha nikt nie lubi. Zwłaszcza we własnym ugrupowaniu. Nie inaczej jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, której posłem został półtora roku temu ze Świętokrzyskiego.Czytaj więcej ..

Jak pisać o polityce, by nas nie przerosła
Jeśli z dwóch powieści, zaliczanych do gatunku political fiction, słabsze wrażenie wywiera książka celebryty i skandalisty, a lepsze debiut samorządowca dotychczas z pióra się nie utrzymującego – daje to do myślenia. Czytaj więcej ..

Lewandowski, bój się Boga
Jakie czasy tacy bohaterowie. Nikt oczywiście nie odbierze Lewandowskiemu tego, co sobie na boisku wywalczył. Nie ma też chyba sensu go zmuszać, żeby na nie wybiegał, w biało-czerwonych barwach. Mamy go jednak prawo oceniać. I tego powinien się bać jako celebryta, wieloletni bohater wyobraźni zbiorowej. Niby tak wielki, a okazał
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

